O TYM SIĘ MÓWI

Monica Lewinsky wciąż walczy z traumą. Tylko ona zapłaciła za romans wysoką cenę

Bill Clinton, jej były kochanek, mówił o niej publicznie „ta kobieta”

Tekst JAKUB BISKUPSKI 4 maja 2018 07:30

Często myśli o tym, co by było, gdyby „to” wydarzyło się teraz, w erze akcji #metoo. Czy zwolennicy Clintona mieliby tyle odwagi, by oskarżać ją o całe zło? Czy organizacje kobiece stanęłyby w jej obronie? Mimo że od „afery rozporkowej”, czyli romansu stażystki z prezydentem USA, minęło właśnie 20 lat, Monica Lewinsky wciąż walczy z traumą. I zastanawia się, dlaczego tylko ona zapłaciła za romans tak wysoką cenę.

Monica Lewinsky i Bill Clinton. Co ich łączyło?

Nie ma w sobie żalu. Nie chce się też na nikim mścić, zresztą nigdy nie chciała. Nawet teraz, gdy taką popularnością cieszy się akcja #metoo, Monica Lewinsky nie zamierza się wybielać ani stawiać tylko w roli ofiary. A mogłaby! Bo to przecież szczegóły jej intymnego życia śledczy zdecydowali się opublikować w internecie. To ją przetrzymywali agenci FBI i, grożąc prawie 30-letnim wyrokiem, wymuszali kolejne zeznania.

Nie pozwolili jej nawet zadzwonić do adwokata! Prezydent Bill Clinton, jej były kochanek, mówił o niej publicznie „ta kobieta”, a jego żona Hillary, która podkreśla, że walczy o prawa kobiet, w rozmowach ze znajomymi nazywała Lewinsky „mitomanką” i określiła jako osobowość narcystyczną. Sugerowała też, że to młoda stażystka na siłę uwiodła polityka, wręcz zmusiła go do seksualnych kontaktów.

„Dotknęło to też wszystkich moich bliskich. Moja mama szantażowana przez służby, musiała opowiadać o wszystkich moich sekretach. Mój tata przeżył szok, gdy funkcjonariusze, w jego obecności pobierali moje odciski palców. Traktowali mnie jak przestępczynię!”, wspominała Lewinsky. Jeszcze gorzej było po przesłuchaniach. Cały świat dyskutował, oceniał zachowanie młodej stażystki. Gdziekolwiek się pojawiła, ludzie mieli już wyrobione zdanie na jej temat. „Teksty w stylu: »to ta, która zaspokajała prezydenta« były tymi łagodniejszymi. Kiedyś, podczas nagrania, ktoś z widowni nazwał mnie królową seksu oralnego… Trudno było to wszystko wytrzymać”, opowiadała. To całe zamieszanie mocno odbiło się na jej zdrowiu. Przez lata pozostawała pod stałą opieką psychologów i psychiatrów.

Nie zasługiwała na #metoo

„Przeszłam kilkanaście terapii. Mam stwierdzony zespół stresu pourazowego”, napisała Lewinsky w tekście, który właśnie opublikował magazyn „Vanity Fair”. Wszystko dlatego, że poza najbliższymi nie mogła liczyć na żadne inne wsparcie. Przyznała, że co prawda dostawała listy od osób z całego świata, nikt jednak nie wystąpił w jej obronie publicznie. Działające wtedy organizacje feministyczne były zachwycone polityką Clintona, więc po ujawnionym skandalu albo decydowały się nie komentować tej sytuacji, albo stawały po stronie prezydenta. Pisały, że Lewinsky „miała cel i było nim uwiedzenie prezydenta”, podczas śledztwa oceniały, że „to siły wrogie Clintonowi uknuły ten spisek”, a po wszystkim zastanawiały się, czy „ta afera nie zaszkodzi demokratom”. W ogóle nie zauważały w tej całej sytuacji dramatu Moniki!

I ignorowały głosy pozostałych ofiar Clintona – Pauli Jones, którą wykorzystywał, gdy był jeszcze gubernatorem stanu Arkansas, czy Kathleen Willey, która oskarżyła go o molestowanie podczas jego pierwszej prezydenckiej kadencji. Na szczęście teraz ta sytuacja się zmieniła. Niedawno jedna ze znanych aktywistek działających na rzecz ruchu #metoo przyznała, że w 1998 roku kobiety nie stanęły na wysokości zadania. „Przeprosiła mnie, że nie mogłam na nie liczyć”, zdradziła Lewinsky.

Fatalne zauroczenie

Samego romansu Clintona z Lewinsky nikomu nie trzeba chyba przypominać. Młoda stażystka zakochała się w „przełożonym”. Pech chciał, że był to prezydent USA, czyli najpotężniejszy człowiek na świecie. Kiedy prawda o ich relacji wyszła na jaw, polityk publicznie stwierdził, że nie utrzymywał stosunków seksualnych z „tą kobietą”. Przyłapany na kłamstwie – dowodem była między innymi plama z jego nasienia na słynnej niebieskiej sukience Moniki – zasłaniał się tłumaczeniem, że miłość francuska nie może być przecież nazywana stosunkiem seksualnym.

„Przez te wszystkie lata na każdym kroku podkreślałam, że nie byłam ofiarą. Zakochałam się w dużo starszym od siebie mężczyźnie, ale czułam, że ze wzajemnością. Obdarowywaliśmy się prezentami, dużo rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, mieliśmy jakieś plany”, opowiadała. Kiedy sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, wystraszony Clinton próbował odseparować od siebie kochankę. A to wywołało jeszcze większą panikę u Moniki. Zdesperowana, bojąca się odrzucenia, opowiedziała o wszystkim koleżance, z którą pracowała w Pentagonie. Linda Tripp nagrała jej zwierzenia i w zamian za immunitet przekazała niezależnemu prokuratorowi Kennethowi Starrowi. I to właśnie on w styczniu 1998 roku rozpoczął sprawę, która na zawsze zmieniła życie Lewinsky.

„Bardzo żałuję tego, co wydarzyło się między mną a prezydentem. Byłam za młoda, by zrozumieć konsekwencje naszych zachowań. Nie zdawałam sobie też sprawy, że ktoś, komu ufałam, będzie w stanie poświęcić mnie dla politycznej korzyści. Co sobie wtedy myślałam? Co myśleliśmy? Oddałabym wszystko, gdybym mogła cofnąć czas!”, pisała w „Vanity Fair” w 2014 roku. W kolejnym tekście, który magazyn opublikował niedawno, na 20. rocznicę tamtych wydarzeń, Lewinsky przyznała, że powoli zmienia swoje myślenie. Wcześniej tłumaczyła, że nie czuła się wykorzystana przez Clintona. Teraz jednak zaczyna zauważać, że prezydent, jako jej szef, nie był wobec niej uczciwy. Użył swojego stanowiska, by ją uwieść.

„Był ode mnie 27 lat starszy, miał rodzinę. Myślę, że dużo lepiej rozumiał, w co się pakuje, niż ja w wieku 22 lat”, pisała. Dodała także, że ta zmiana to efekt kolejnej terapii, ale także większej świadomości wśród kobiet, o którą walczą aktywistki #metoo.

Odzyskiwanie siebie

Błędy młodości kosztowały ją bardzo wiele. Wciąż za nie płaci. Była chyba pierwszą osobą w historii internetu, która doznała globalnego upokorzenia. Wszystko dlatego, że Starr zdecydował się upublicznić swój raport z jej dokładnymi zeznaniami. Nie jest prawdą, że na „aferze rozporkowej” zarobiła miliony. „Dostałam kilka naprawdę intratnych propozycji, by napisać wspomnienia. Za gigantyczne pieniądze, powyżej 10 milionów dolarów, ale czułam, że nie powinnam tego robić”, przyznała. Zawodowo też nie mogła rozwinąć skrzydeł.

Chodziła na rozmowy kwalifikacyjne, ale większość kończyła się w chwili, gdy ludzie rozpoznawali, kim jest. „Miałam wrażenie, że często zapraszali mnie tylko po to, by się upewnić, że to na pewno ja”, zdradziła. „Na jednym z takich spotkań poproszono mnie o załatwienie pisma od Clintonów, w którym stwierdzą, że nie mam wobec nich żadnych zobowiązań. Ten pracodawca był uzależniony od państwowych funduszy, a przecież Hillary Clinton mogła wygrać wybory prezydenckie”, dodała.

Współpracowała z kilkoma start-upami, sama też próbowała rozkręcić własne firmy. Sprzedawała między innymi zaprojektowane przez siebie torby, reklamowała środek na odchudzanie, a dla brytyjskiego kanału telewizyjnego Chanel 5 przygotowała cykl reportaży „Pocztówki Moniki”. W 2003 roku prowadziła „Randkę w ciemno” dla Fox Television Network. Wścibscy paparazzi i niezdrowe zainteresowanie mediów nie pozwoliły jej jednak zagrzać nigdzie miejsca na dłużej. Żyje na walizkach, kursując między Los Angeles, Nowym Jorkiem, Portland i Londynem. I to właśnie w stolicy Wielkiej Brytanii skończyła studia na wydziale psychologii.

O swoich związkach z mężczyznami Lewinsky nie chce nic mówić. W jednym z tekstów napisała tylko, że chodzi na randki, ale przez „aferę rozporkową” jest szalenie uważna na punkcie swojej prywatności. „Kiedyś, niecałe dwa lata po przesłuchaniach, poszłam z partnerem na mecz bejsbola. Mieliśmy miejsca przy samym boisku. I nagle dotarło do mnie, że sama wystawiam się wszystkim fotoreporterom na stadionie. Mężczyzna, z którym byłam, miał żonę, byli co prawda w separacji, ale oczami wyobraźni widziałam już całą tę medialną lawinę… Po prostu uciekłam stamtąd”, zdradziła. Oczywiście spotykała też facetów, którzy chcieli ją tylko wykorzystać. Potraktować jak trofeum. „Na szczęście nie było ich wielu. A ci pozostali, każdy z nich pomógł mi odnaleźć jakąś część siebie po tym, jak rozsypałam się na kawałeczki w 1998 roku. Zawsze będę im wdzięczna!”, pisała.

Ku przestrodze

Przez te 20 lat bardzo się zmieniła. Dojrzała, bo nie dość że na własnej skórze doświadczyła, jak brutalny jest świat polityki i mediów, to jeszcze wyszła z wojny zwycięska. I mimo że nie chciała zarobić na swojej historii, postanowiła ją wykorzystać, by przestrzec innych. Lewinsky nie unika publicznych wystąpień. Podczas konferencji TED, na której wystąpiła w 2015 roku, przyznała, że wtedy, w styczniu 1998 roku, straciła reputację i godność.

„Ale nie tylko. Byłam blisko tego, by stracić i życie. W wieku 22 lat zakochałam się w swoim szefie. Dwa lata później spotkały mnie przerażające konsekwencje tego kroku”, przyznała. Kiedy cały świat dyskutował o jej moralności, ona poważnie myślała o samobójstwie. „Ludzie mówili, że jestem puszczalską szmatą, dziwką. W internecie określali mnie najgorszymi epitetami. Tak jakby wszyscy zapomnieli, że ta dziewczyna, o której piszą, to człowiek z krwi i kości, ktoś, kto ma też duszę”, opowiadała ze sceny.

Bill Clinton, jej były kochanek, mówił o niej publicznie „ta kobieta”

Takim momentem przełomowym była tragiczna śmierć studenta Tylera Clementiego w 2010 roku. Chłopak skoczył z mostu po tym, jak jego współlokator z akademika nagrał i rozpowszechnił w internecie nagrania, na których widać Tylera całującego się z innym mężczyzną. „Doskonale wiedziałam, co czuł. Zalała go fala hejtu, a nikt nie stanął w jego obronie. Dzisiejszy świat jest tak skonstruowany, że najlepiej klikają się najbardziej paskudne, upokarzające historie. A upokorzenie ma swoją cenę. Najczęściej tę tragiczną”, przestrzegała. Od tego czasu aktywnie działa na rzecz osób dyskryminowanych czy szykanowanych w sieci.

Monica wie, że świat nigdy o niej nie zapomni. Pogodziła się już z tym. Zawsze, czy to w politycznym, czy prywatnym kontekście, jej nazwisko będzie związane z Clintonami. Nawet teraz republikanie regularnie przywołują „aferę rozporkową”, by obnażać hipokryzję demokratów. Zdaje sobie też sprawę, że przejdzie do historii jako osoba, która na nowo „wypromowała” seks oralny.

„Kiedy moje przesłuchania zostały upublicznione, w setkach tysięcy domów rodzice musieli odbyć ze swoimi pociechami poważną rozmowę na te tematy. Często szybciej, niż zakładali”. Czy czuje się winna? „Nie, bo moje uczucia i zamierzenia były szczere, w przeciwieństwie do tego, co mówili później ludzie”, tłumaczyła. Jest żywym przykładem na to, że żadnego człowieka nie można określać przez pojedynczy błąd, który popełnił. I że, ferując wyroki, zawsze trzeba pamiętać, kto jest winny, a kto jest ofiarą. 

Tekst JAKUB BISKUPSKI

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

URATUJ ZIEMIĘ: Niezwykłe „lasy kamiennych igieł”
 na Madagaskarze, drzewa jak z bajki na Sokotrze – czy ostatnie bastiony nieskażonej przyrody ocaleją? IZA MIKO: „Pandemia pokazała, że czas na zmiany na poziomie globalnym. Potrzebne jest prawo i wprowadzenie kar”. ELŻBIETA DZIKOWSKA o tym, co nas czeka – „zadeptany” przez turystów świat? TOMASZ ZUBILEWICZ: „Myślimy, że nastąpi dzień, w którym gwałtownie wszystko wróci do stanu poprzedniego. To błąd”. W cyklu Extra: Przeludnienie – kres „luksusu rasy ludzkiej…”.