Irena Eris, Henryk Orfinger, VIVA! 2/2014
Fot. Olga Majrowska
HISTORIA MIŁOŚCI

Irena Eris i Henryk Orfinger od prawie 50 lat tworzą szczęśliwe małżeństwo!

Oto niezwykła historia twórców kosmetycznego imperium

Olga Figaszewska 13 kwietnia 2021 18:45
Irena Eris, Henryk Orfinger, VIVA! 2/2014
Fot. Olga Majrowska

Irena Eris i Henryk Orfinger tworzą niezwykły duet. Są małżeństwem od prawie 50 lat, a ponad 30 lat temu stworzyli kosmetyczne imperium. Osiągają sukcesy nie tylko w życiu zawodowym. Mają wspaniały dom, łączy ich prawdziwa miłość i dwaj synowie. Jak zaczęła się ich niezwykła historia, do której wciąż dopisują kolejne rozdziały? Czy zdradzili swój przepis na szczęśliwe małżeństwo? 

Konsekwencja, talent i pasja - sukces  Ireny Eris i Henryka Orfignera

Ich pasja, wzajemne wsparcie i konsekwencja przyczyniły się do stworzenia prawdziwego kosmetycznego imperium. Firma Dr Ireny Eris posiada najmocniejszą pozycję, wciąż się rozwija, odnosi sukcesy w Polsce i poza granicami kraju. Zaledwie w 2016 roku jej majątek został wyceniony na ponad 500 mln złotych. Irena Eris i Henryk Orfinger prowadzą także trzy hotele spa (w Krynicy-Zdroju, Wzgórzach Dylewskiech, Sudetach) i posiadają centrum naukowo-badawcze. Nie da się ukryć, że Irena Eris i Henryk Orfigner należą do grona jednych z najbogatszych par polskiego biznesu.

Udać się może każdemu, tylko trzeba wiedzieć, co chce się osiągnąć i… mieć trochę szczęścia. W naszym przypadku ogromną rolę odegrały: pasja, praca, zbiegi okoliczności. Na początku mieliśmy marzenia, które udało nam się spełnić dzięki naszej wizji i determinacji. Nigdy nie zboczyliśmy z raz obranej drogi, nigdy nie szliśmy na skróty”, mówiła w rozmowie z Sylwią Borowską w 2014 roku dla VIVY!  Irena Eris.

Praca była dla nich zawsze przyjemnością, a nie obowiązkiem. „Od czasów skończenia studiów nie było momentu, żebym siedziała w domu”, mówiła dodawała bizneswoman. Do stworzenia własnego miejsca Irenę Eris namówił mąż, a mama pożyczyła pieniądze, które otrzymała w spadku po ojcu. Chciała, by córka zrealizowała swoje marzenie. A zawodowo pragnęła jednego. Irena Eris ukończyła farmację, chciała by jej praca była satysfakcjonująca i twórcza. To dlatego Henryk Orfinger zainspirował ją do tego, by odważyła się zainwestować w swoją wiedzę.  

Irena Eris, Henryk Orfinger, 2002 rok

Irena Eris, Henryk Orfinger, 2002 rok
Fot. TRICOLORS/East News

Zobacz też: Tej miłości nikt nie dawał szans. Beata Ścibakówna i Jan Englert są małżeństwem od prawie 26 lat! 

„Z jednej strony chciałam zainwestować we własną działalność gospodarczą, z drugiej bałam się zrezygnować z pracy, która co miesiąc gwarantowała mi stałą pensję. Miałam dziecko, dom, który musiałam utrzymać, a do tego zerowe doświadczenie dotyczące pracy na własny rachunek i nikogo, kto mógłby mi w tym pomóc. Ostatecznie do firmy przekonał mnie mój mąż, Henryk Orfinger, który został na etacie, żebyśmy w razie klapy przedsięwzięcia mieli z czego żyć”, podkreślała Irena Eris w rozmowie z Martyną Mroczek dla Onetu.

We własnym laboratorium miała szansę na realizację zamierzonych celów. Pierwsze kremy przygotowywała dla rodziny i znajomych jeszcze na studiach. Mąż Ireny Eris pomagał jej,  godząc w tym samym czasie pracę w ministerstwie. Irena Eris nie ukrywa, że gdyby nie mąż wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej.

„Pomagał mi, ale pracował w ministerstwie. Ktoś musiał przecież zarabiać na nasze utrzymanie. Na początku biznes był przecież skarbonką bez dna. Dlaczego kosmetyki….? Wielokrotnie mówiłam w wywiadach, że posiadałam odpowiednią wiedzę i nie mogłabym robić czegoś, o czym nie miałabym pojęcia”, mówiła Irena Eris w rozmowie z wirtualnekosmetyki.pl.

Gdy ona pracowała nad kolejnymi recepturami kremów, on zajmował się sprawami administracyjnymi, zarządzaniem, dystrybucją. Nigdy ze sobą nie rywalizowali, na żadnym polu. Dopiero pierwszych czterech latach od założenia firmy biznes zaczął przynosić zyski, a kilka lat temu prestiżowy Comité Colbert przyjął ich do swojego grona. „Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że moja firma znajdzie się w jednym z najbardziej prestiżowych klubów w Europie, nie uwierzyłbym mu”, mówiła w rozmowie z VIVĄ! założycielka marki. 

Irena Eris i Henryk Orfinger w sesji VIVY! 2014 rok:

Irena Eris, Henryk Orfinger, VIVA! 2/2014
Fot. Olga Majrowska

Historia miłości Ireny Eris i Henryka Orfingera

Poznali się jeszcze na studiach, a od prawie 50 lat tworzą są małżeństwem. W maju będą obchodzić 47. rocznicę ślubu! Połączyła ich miłość, również ta do podróży i marzenia. ,,Na starcie oboje mieliśmy tylko marzenia. Po ślubie zamieszkaliśmy u teściów w dwupokojowym mieszkaniu. Gdy urodził się nasz syn Paweł, marzyliśmy o własnej kawalerce. Wtedy to był dla mnie luksus", wspominała założycielka marki w jednym z wywiadów dla Gali. Kiedy obchodzili 35. rocznicę, Irena Eris mówiła: ,,To taka spokojna, dobra miłość. Lubimy ze sobą być. Sama jestem zdziwiona, że minęło aż 35 lat. Patrzę na stare zdjęcia i wydaje mi się nieprawdopodobne, że to mój mąż. Teraz wygląda inaczej. Ale dalej mi się podoba". 

Henryk Orfigner żartował w wywiadzie VIVY! W 2014 roku: „Według wszystkich znaków na ziemi i niebie nawet nie powinniśmy się umówić na pierwszą randkę”. Po chwili Irena Eris wyjaśniała, że ich znaki zodiaku po prostu się nie lubią. „Mąż jest Rakiem, a ja Baranem. Nie rokowały ponoć od początku. Mało tego – ślub braliśmy w miesiącu bez „r”, w maju, a ja urodziłam się „pechowego” trzynastego”, zdradziła.

Ciekawa jest także historia ślubnych obrączek Ireny Eris i Henryka Orfingera. Kiedy ona pisała doktorat na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie, on jako pracownik resortu komunikacji w delegacji służbowej, budował trasę Warszawa–Katowice. W pewnym momencie na placu budowy zgubił obrączkę. „Było zimno, marzły ręce, tonęliśmy w błocie. W pewnej chwili z palca zsunęła mi się złota ślubna obrączka. Przez godzinę grzebałem się w błocie, przepuszczając przez palce kilogramy mokrej ziemi. Obrączki nie znalazłem. Po tej dotkliwej stracie kupiliśmy sobie obrączki ze srebra, bo były ładne, tanie i Irena zawsze lubiła srebro. Niestety, wiele godzin spędzała w laboratorium w gumowych rękawiczkach, więc okazało się, że nie może jej nosić. Obrączka pokrywała się siarczkami i stawała się czarna. Będąc w Turcji, kupiłem jedną wielką złotą obrączkę. W kraju jubiler przetopił ją na dwie mniejsze. Służyły nam przez wiele lat jako symbol, który oboje cenimy. Dopiero całkiem niedawno, gdy uznaliśmy, że już nas stać, kupiliśmy sobie naprawdę ładne obrączki z białego złota. Nosimy je i nie zamierzamy zamienić na żadne inne. Są rzeczy, które się nigdy człowiekowi nie znudzą”, wspominał Henryk Orfinger.

Ich przepisem na szczęśliwy związek jest wzajemny szacunek i miłość. Irena Eris i Henryk Orfinger w wielu kwestiach są zupełnie różni - wybierają inne filmy, książki, inaczej spędzają wolny czas. Często spędzają go na dyskusjach, ponieważ każde chce przekonać drugą osobę o swoich racjach.

Sprawdź też: Urszula i Tomasz Kujawski: „Mamy za sobą wiele zakrętów, ale na szczęście udało nam się pozbierać”

Irena Eris, Henryk Orfinger, VIVA! 2/2014
Fot. Olga Majrowska

Bardzo ważne jest pójście na kompromis, uświadomienie sobie, że każdy z nas jest inny i ma do tego prawo. Mamy z mężem bardzo różne charaktery, nasze zainteresowania też nie idą ze sobą w parze”, mówiła kilka lat temu Irena Eris w rozmowie z Sylwią Borowską.

„Potrafimy się jednak dogadać – dzielimy się na przykład tak, że jeden wyjazd jest pod kątem tego, co lubi Irena, drugi pod katem moich upodobań”, tłumaczył Henryk Orfigner. „Mąż jest bardzo aktywny na urlopie. Ja – umiarkowanie. Wolę raczej odpoczywać z książką. Po urlopie muszę mieć poczucie, że „wynudziłam się” i chcę iść do pracy (śmiech)”, wyjaśniała żona.

W rozmowie z Onetem Irena Eris wyznała, że wszystko tkwi także we wzajemnym uzupełnianiu się. Zawsze mogą liczyć na swoje wsparcie. „Mąż jest optymistą, ja racjonalistką. W pracy spotykamy się tylko na zebraniach zarządu, poza tym każdy ma swój obszar pracy, w ramach którego uznajemy wzajemnie swój autorytet”, dodawała założycielka marki.

W codziennym natłoku obowiązków nigdy nie zapominali o sobie, swoich bliskich. Wiedzą, jak cenny jest czas i budowanie relacji. Dla Ireny Eris i jej męża praca jest ważna, ale to rodzina stanowi największą wartość. Gdyby nie dzieci możliwe, że łatwiej byłoby im zatracić się w zawodowych obowiązkach. „Rodzina to podstawa. Ciepło, bliskość, więzi międzyludzkie - tak ważne w dzisiejszym, zaganianym świecie - to opoka, na której buduję swoje szczęście. Tak samo było w moim rodzinnym domu. Rodzice otoczyli mnie miłością i zaufaniem. Wpoili mi zasady, pokierowali. Nauczyli, jakie wartości są istotne w życiu człowieka i jaką rolę odgrywa tradycja i jej szanowanie”, mówiła Irena Eris na łamach książki Przy wigilijnym stole Danucie Śmierzchalskiej. Małżonkowie wspólnie doczekali się dwóch synów. Starszy niedawno przejął kierownictwo w firmie.

Polecamy też: Wciąż mają na siebie ochotę. Oto historia miłości Bożeny Dykiel i Ryszarda Kirejczyka

Irena Eris, Henryk Orfinger, VIVA! 2/2014
Fot. Olga Majrowska

Irena Eris, Henryk Orfinger, VIVA! 2/2014
Fot. Olga Majrowska

Irena Eris i Henryk Orfigner uchodzą za ludzi skromnych. I jak mówi bizneswoman – „Jestem odporna na postawy snobistyczne”. W swoim domu mieszkają od ponad 20 lat. I jak mówili w 2014 roku w rozmowie z VIVĄ!, czują się tam szczęśliwi. Wartości, którymi kierują się w życiu starali się także wpoić swoich synom. 

Oboje z mężem pochodzimy z rodzin tak zwanej inteligencji pracującej, gdzie ledwo wiązało się koniec z końcem. Nawyki wyniesione z domu mają pewnie znaczenie, ale skromność siedzi w człowieku w genach. Nigdy nie byliśmy snobami. Nie kierowaliśmy się tym, co przy pewnym poziomie zamożności wypada albo trzeba mieć. Widziałam, jak ludzie po osiągnięciu pewnego statusu zmieniają się na niekorzyść. To jest w większości przypadków próba dowartościowania się, a ja nie mam takich potrzeb”, mówiła Irena Eris w rozmowie z Sylwią Borowską dla VIVY! w 2014 roku.

Mimo prężenie działającej machiny kosmetycznej, małżonkowie nigdy nie mieli poczucia, że muszą coś poświęcać. Czy udało im się odnaleźć złoty środek? „Zawsze dzieliłam życie na kilka sfer i starałam się dbać o każdą z nich. Bardzo ważne były relacje między mną a mężem, między nami a dziećmi, kontakty ze znajomymi. Praca to moja pasja. Jednak inne aspekty życia są nie mniej ważne”, wspominała założycielka marki.

Źródło: Wywiad Lidii Lewandowskiej z Dr Ireną Eris, VIVA! 2/2014, Plejada.pl, Gala, Wikipedia, Polki, Liliana Śnieg-Czaplewska/ Viva! 

Sesja zdjęciowa została wykonana w 2014 roku w pomieszczeniach reprezentacyjnych Centrum Naukowo-Badawczego Dr Irena Eris, w pałacyku na warszawskim Mokotowie.

Irena Eris, Henryk Orfinger, VIVA! 2/2014
Fot. Olga Majrowska

Wideo

Urszula Dudziak pojawi się w kolejnej edycji The Voice of Poland? Zapytaliśmy!

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

KLAUDIA EL DURSI: „Nie myślałam o show-biznesie. Ani o pozowaniu do »Playboya«”, mówi uczestniczka „Top Model” i prowadząca program „Hotel Paradise”. Rektor warszawskiej Akademii Teatralnej WOJCIECH MALAJKAT o przemocy i mobbingu w szkołach artystycznych i o tym, dlaczego nie został… nauczycielem w mazurskim miasteczku. KSIAŻĘ WILLIAM I KSIĄŻĘ HARRY: Koniec braterskiej miłości? Historia MIŁKI RAULIN brzmi jak bajka o odważnej dziewczynie, która dzięki marzeniom zdobyła Koronę Ziemi. W cyklu Extra – na fieście w Andaluzji.