URODZINY GWIAZD

Ewa Błaszczyk: „Skupiając się na tym, co było, czy na tym dlaczego, nic bym nie zyskała”

Aktorka obchodzi dzisiaj urodziny

Uroda Życia 15 października 2018 13:30

Ewa Błaszczyk jest dla wielu Polek autorytetem. Aktorka nie boi zmagać się z życiem. Jej walkę o zdrowie córki śledzi cała Polska. Jaka jest naprawdę? Przypominamy wywiad z września 2016  roku, którego udzieliła Annie Maruszeczko dla Urody Życia. Kilka miesięcy wcześniej jej córce Oli Janczarskiej, która od 18 lat pozostaje w śpiączce, wszczepiono implanty elektryczne.

– Twoja Ola od dwóch miesięcy ma ten implant. Widać poprawę?

To są drobniusieńkie rzeczy. Mniejsza spastyka w lewej ręce, lepsze trzymanie głowy, podążanie głową za dźwiękiem. Na efekty trzeba czekać. To jest proces.

– Ewo, widziałam, że ty, na zewnątrz siła spokoju, popłakałaś się przy tym Japończyku. Ze szczęścia?

Gdy masz do czynienia z naukowcem, który pracuje z pasją, to czujesz, że jesteś bliżej celu. Dlatego nie wytrzymałam, jak Morita zaczął mi mówić, ile razy w Japonii patrzył na zdjęcia, na dokumentację Oli, jak kombinował, co można zrobić. Kocham w ludziach taką otwartość, więc pękłam.

– Bo nie ma takich ludzi za wielu?

Nie ma. Morita twierdzi, że te zabiegi nie są powszechne na świecie tylko dlatego, że niewielu lekarzy zajmuje się śpiączką. Ale i u nas spotkałam lekarzy, którzy zawsze szli do przodu, nie zasłaniają się procedurami, chcą – profesor Maksymowicz z Olsztyna, profesor Harat z Bydgoszczy, profesor Ząbek. W ogóle lubię kreatywnych ludzi, z empatią, z wyobraźnią, świrniętych, z jakimś fikokiem.

– Z księdzem Wojciechem Drozdowiczem założyłaś Fundację Akogo?, po czym z lekarzami specjalistami i Ministerstwem Zdrowia stworzyliście autorski program wybudzania dzieci ze śpiączki. Jednak Ola była już poza tą szansą.

Budzik jest krótką stacją wybudzeniową, ponieważ trwa tylko 15 miesięcy, więc to od początku nie było dla niej. Ale próbowałyśmy innych rzeczy. Wszystkiego. Teraz zakwalifikowała się na stymulator, który jest dla niej większą szansą. Ja uczepiłam się czegoś takiego, że jeśli już wydarzyła się taka tragedia, to jedynym sensem cierpienia Oli jest to, żeby to przerobić na pozytyw. Tak sobie powiedziałam, że to ona robi nami. Trwa i walczy. I czeka.

– A jak budzą się inne dzieci, to co wtedy czujesz?

Wszystko to mnie cieszy, ale też się tego spodziewałam, bo to jest naprawdę medyczna szansa, która jest na początku, i jak wszystko się dobrze zrobi, to się potwierdza.

– Gdyby nie ty, nie byłoby w Polsce takiego miejsca.

Takie innowacyjne ośrodki powstają z determinacji ludzi, których dotknęło to, co nas. Z dzikiej miłości do dziecka. Budowę specjalistycznej kliniki w Wiedniu zainicjował ojciec dziewczynki, która miała wypadek na skuterze i zapadła w śpiączkę. Robi się to bez względu na to, jak irracjonalny wydaje się pomysł.

– Ale dla ciebie to jest racjonalne.

Tak. Co nie znaczy, że wszystkim się udaje, bo każdy ma inny rodzaj uszkodzenia i każdy program leczenia musi być indywidualny. Ciągle jeszcze za mało wiemy o mózgu. Profesor Walecki, z którym rozmawiałam, mówił, że widział bardzo zniszczony mózg, a pacjent pisał piękne wiersze, i widział mózg prawie nieuszkodzony, a człowieka nie było. Mamy swój zapis losu.

– Czy stan Oli to jakaś stała, czy żyjecie na bombie?

To jest kruche. Ola miała wiele trudnych momentów. Przeszła sepsę, ciężką operację kręgosłupa... Tylko przez tę kruchość też zaczęłam inaczej reagować w życiu na różne sytuacje. Na przykład stałam się dużo bardziej spontaniczna i otwarta.

– A przez lata napotykałaś na mur.

Kpiny. Procedury. Niedowład: „A może jutro…”, a ja potrzebowałam na przedwczoraj. Teraz jest dużo łatwiej, dlatego że mamy do czynienia z pasjonatami. Gdy przyznano nam nagrodę WHO za nasz program wybudzania z komy, to mieliśmy już jakąś legitymację międzynarodową. Wiedziałam, że przyjdzie taki moment. Po konferencji przyszły maile od profesora Berningera, który pracuje nad modelowaniem i przeprogramowywaniem mózgu dorosłego człowieka, i od Laureysa z Liège (najnowsze metody diagnostyczne osób z zaburzeniami świadomości), że chcą współpracować.

– Jak wygląda Polska na tle świata, jeżeli chodzi o wybudzanie?

Teraz wygląda dobrze. Za chwilę będą jeszcze dwa wybudzenia. W połowie lipca minęły trzy lata od otwarcia Budzika i przez ten czas wybudziło się 29 osób. To jest 29 odzyskanych żyć! Oczywiście są ci, którzy się nie wybudzili w tym czasie, ale jeśli mają minimalną świadomość, to jest jeszcze szansa – stymulatory. Jak zrobimy tych 15 operacji i pokażemy, jakie są wyniki, to będziemy musieli się starać, żeby dopiąć to do systemu wybudzania ze śpiączki jako procedurę, czyli znowu legislacja. Step by step.

– Podejrzewam, że musiało potrwać, zanim ty, która wcześniej robiłaś w życiu zupełnie inne rzeczy, znalazłaś w sobie wiarę, przekonanie do tego, żeby energię życiową, swoją i innych ludzi, nakierować na wybudzanie?

Poniekąd nie miałam wyjścia. Bo zobacz, jak to wyglądało: jest chore dziecko, a nie ma placówki, w której mogłoby dostać właściwą pomoc, jest zdrowe dziecko, które chce mieć normalne życie. I nie masz męża – właśnie straciłaś połowę życia. I to się dzieje prawie jednocześnie. Skupiając się na tym, co było, czy na tym „dlaczego”, nic bym nie zyskała, bo z tego nic nie wynika. Więc musiałam myśleć do przodu.

– 16 lat harówki. Trzeba było chyba wypracować sobie system reaktywacji?

Dbam o siebie. Żeby mnie na dłużej starczyło. Lubię pojechać gdzieś daleko z Manią. Żeby było słońce. Nagrzać się.

– Łatwo się wypalić.

Żeby się chciało chcieć – tego trzeba pilnować. Ale też jak mnie coś podnieca, kręci, to jest łatwiej. Może we mnie trafiło, bo mam ten zawód jak wentyl. Robię sobie nową płytę czy nowy recital. Jeżdżę z tym do ludzi i mam wymianę energetyczną. Wyrzucam emocje.

– Masz taką właściwość, że nie wściekasz się na los, próbujesz ugłaskać to, co tragiczne, przyklepać, przykryć dobrymi emocjami, że walczysz o to światło w sobie. To też jest niesamowita mądrość, żeby tak się wypełniać czymś dobrym od środka.

Kiedyś strasznie przeżyłam opowieść starego Żyda z Izraela, który stracił wszystko. Na jego oczach zabijali żonę i dzieci. A jednak się podniósł. Potrafił być szczęśliwym, wesołym człowiekiem. Miał nową rodzinę i tak o tym opowiedział, że po prostu żyjesz dalej. Masz innych ludzi wokół, ale ten proces życia trwa, to jest możliwe.

– Mówisz też, że charakteryzuje cię myślenie beziluzyjne. A jak jest z nadzieją? Czy masz nadzieję, że Ola się wybudzi?

Mam. Ja nie jestem pogodzona z takim stanem, bo uważam, że to jest bez sensu. Ola powinna biegać, gadać i mieć chłopca jak Mania. Tylko co innego nadzieja, a co innego myślenie życzeniowe, stwarzanie fikcji. Nauczyłam się to odróżniać. W pracy także. Czasem aktorzy tak wchodzą w rolę, że mają kłopot, ja nie. Robiąc „Rok magicznego myślenia”, miałam pełną świadomość, że widownia na mnie patrzy jeden do jednego, bo to samo się stało w moim życiu… A jednak bardzo walczyłam o to, że nie, że jestem aktorem na scenie.

– Jak zmieniało się twoje myślenie o tym, co przytrafiło się Oli?

Najpierw był szok, wstrząs. Potem spodziewasz się, że to zaraz wróci do stanu sprzed urazu. Potem myślisz, że do gorszego stanu, ale że będzie. Otrzeźwiająca była konsultacja Gerstenbranda, kiedy powiedział, że to już przechodzi w kategorię cudu. Wtedy uświadomiłam sobie, że już nie mogę liczyć na pomoc, bo świat toczy się dalej, ludzie zajmują się swoimi sprawami, a lekarze zajmują się tym, gdzie jest szansa. To było trudne. Minęły dwa lata i uświadomiłam sobie, że oto teraz jestem sama. Pozostało mi tak wszystko zorganizować, żeby Ola była w jak najlepszej formie, i jednocześnie zaczęłam bardzo działać, żeby powstał Budzik. Dużo na mnie wisiało, a musiałam pójść do roboty.

– Zbawienne?

Tak. Na przykład to śpiewanie, to też jest takie coś, co jest zawsze najbliżej ciała. Repertuar na przetrwanie: „I poczucie szczęścia… Nawet gdy wichura”. Mamy świadomość wichury, ale toczy się walka. Ja już jestem w kompletnie innym punkcie i mój nowy recital nazywa się „Pozwól mi spróbować jeszcze raz”. Jest taki teledysk, który zrobił Wojtek Drozdowicz na Syberii po śmierci Riedla, i pozwolił mi to wykorzystać do tła. Tajga, ścinają piłą zdrowe, piękne drzewa, które walą się z hukiem. Wmontowałam tam twarz Oli, ona jest niewyraźna, właściwie widać tylko oczy. Mocne to jest.

– Cały czas szukasz sensu, próbujesz zrozumieć, próbujesz coś zbudować z tego, co się stało?

Tak. ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Macierzyństwo dało mi poczucie sensu. Teraz patrzę na synka i myślę: Gośka, przecież to on jest twoją przyszłością”, mówi MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA. GOŁDA TENCER i DAWID SZURMIEJ. Matka i syn. Co jest podstawą ich wyjątkowej relacji i historycznej misji? CATHERINE DENEUVE – gwiazda, która zawsze była sobą. STAN BORYS i ANNA MALEADY – wszystko, co robią „z powodu miłości” do siebie.