Piotr Fronczewski kończy 75 lat
Fot. fot. Jacek Dominski/REPORTER
URODZINY GWIAZD

„Aktorstwo nie jest rzeczą absolutnie najważniejszą”. Piotr Fronczewski kończy 75 lat

Piotr Fronczewski obchodzi dzisiaj swoje 75. urodziny

Dorota Falkowska 8 czerwca 2021 17:02
Piotr Fronczewski kończy 75 lat
Fot. fot. Jacek Dominski/REPORTER

Należy do najwybitniejszych i najbardziej lubianych artystów ostatniego 50-lecia. Jeden z najpopularniejszych aktorów filmowych, teatralnych i dubbingowych. Jego role profesora Kleksa i Szpicbródki, to już postaci kultowe. Tak samo dobrze jak w aktorstwie, radzi sobie w kabarecie i piosence. Razem z Andrzejem Korzyńskim wykreował postać Franka Kimono i dzięki piosence „King Bruce Lee karate mistrz”, stając się w latach 80. prekursorem polskiego rapu. Piotr Fronczewski obchodzi dzisiaj swoje 75. urodziny. 

Przeczytaj też: Gabriela Kownacka – przyjaciele mówili o niej Lady Gabriela, Gabiśka, Gałka. Widzowie ją kochali

Piotr Fronczewski kończy 75 lat

Zagrał w ponad 90 filmach i 40 serialach, blisko 120 spektaklach Teatru Telewizji i w 60 sztukach teatralnych. Na koncie ma ponad 300 ról. Piotr Fronczewski należy do najpopularniejszych aktorów minionego półwiecza. Sławę i rozpoznawalność przyniosły mu m.in. role profesora Kleksa w serii filmów dla dzieci i młodzieży na podstawie prozy Jana Brzechwy oraz kasiarza w komedii kryminalnej „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy”. Nie straszny jest mu zarówno repertuar komediowy, jak i dramatyczny. Brawurowo odnajduje się w rolach pozytywnych, jak i tych złych charakterów. Podążając za swoimi mentorami, takimi jak Gustaw Holoubek, wyniósł aktorstwo na wyżyny, a mimo to po dziś dzień Piotr Fronczewski opowiada o swoich dokonaniach z wielką skromnością. W 2007 roku w wywiadzie dla „Wysockich Obcasów” przyznał, że jego zawód nie jest dla niego całym życiem i z powodzeniem mógłby bez niego żyć. „Nic na to nie poradzę, choć oczywiście wiem, że są tacy, dla których aktorstwo jest rzeczą absolutnie najważniejszą. Ja tego nie mam, nigdy nie miałem”, przyznał. 

Piotr Fronczewski o aktorstwie 

Dlaczego zatem aktorstwo? „Nie zostałem aktorem dla poklasku” – skomentował. - „Zostałem nim może, by być kimś, kim nie jestem. Aktorstwo pozwala złemu człowiekowi być dobrym, a dobremu złym, pozwala być świętym i mordercą, dobrotliwym i tyranem, pozwala kochać i nienawidzić, pomagać i rujnować. Na świecie żyje siedem miliardów aktorów i wszyscy grają to samo. Zmieniają się tylko rekwizyty, kostiumy i dekoracje”. 

Niejednokrotnie podkreślał, że w życiu ceni sobie przede wszystkim pokorę. To ona leży u podstaw wszelkiego działania wobec ludzi, natury i świata. Szkołę teatralną zaczął będąc młodym i pełnym wątpliwości człowiekiem, dziś zwierza się, że wcale nie jest mu lżej. „Składam się z samych wątpliwości. Wciąż ich przybywa, piętrzą się” – opowiadał w rozmowie z "Rzeczpospolitą". 

Piotr Fronczewski: dzieciństwo i młodość

Piotr Fronczewski przyszedł na świat 8 czerwca 1946 roku w Łodzi. Był synem Władysława (ojciec aktora pochodził z żydowskiej rodziny, był synem Natalii i Izraela Finkelsztejnów, ale przed II wojną zmienił nazwisko na Fronczewski) i Bogny z domu Duszyńskiej. Władysław po wojnie pracował jako organizator widowni w Teatrze Syrena, dzięki czemu młody Piotr bardzo szybko zafascynował się teatralnym światem. W latach 50. dostawał już pierwsze dziecięce rólki w spektaklach Teatru Telewizji, a na deskach teatru Syrena zagrał u boku samego Adolfa Dymszy. „Byłem wtedy chłopcem w krótkich spodenkach, dla którego była to jednak forma zabawy, choć całkiem poważna”, powiedział dla „Wysockich Obcasów”.  Na debiut filmowy również nie czekał długo. Jako 12-latek zagrał syna listonosza Bogusia w filmie „Wolne miasto” Stanisława Różewicza.

Swoje dalsze kroki również pokierował ku aktorstwu. W 1968 roku ukończył z wyróżnieniem Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie. Pracował w teatrach Narodowym, Współczesnym i Dramatycznym. W tym ostatnim pod wodzą dyrektora Gustawa Holoubka, którego za każdym razem wspomina niezwykle ciepło. - Nieco żartobliwie, ale i z dużą dozą powagi mogę powiedzieć, że Gustaw Holoubek jest dla mnie jednym z dowodów na istnienie Pana Boga – wyznał w „Onecie”. - Mam wrażenie, że nasze spotkanie (...) nie było przypadkowe, jak również to, co miało miejsce przed i po. Przez ostatnie ćwierć wieku Piotr Fronczewski związany był z teatrem Ateneum. 

Piotr Fronczewski kończy 75 lat
Fot. INPLUS/East News

Piotr Fronczewski: najpopularniejsze role 

Aktor ma na swoim koncie udział w ponad 90 filmach i 40 serialach, blisko 120 spektaklach Teatru Telewizji i w 60 sztukach teatralnych. Jedne kojarzymy bardziej, inne mniej, jest jednak kilka postaci, na których pozostawił po sobie łatkę „kultowe”. Jedną z nich jest chociażby rola Ambrożego Kleksa – brodatego nauczyciela z baśni Jana Brzechwy, który za pomocą czarów prowadził niecodzienną akademię dla dzieci. „Pan Kleks mnie nie opuści aż do śmierci! To było coś zupełnie przedziwnego, że ten film w ogóle powstał, bo kręciliśmy go w stanie wojennym, kiedy niczego nie było – ani farby, ani deski, ani gwoździa. A trzeba było wyczarować tę bajkę i się jakimś cudem udało”, opowiadał aktor dla „Wysokich Obcasów”. 

Franek Kimono

Piotr Fronczewski przez lata szukał swojego artystycznego wyrazu również w piosence. W latach 70. znany był ze swoich występów w Kabarecie Olgi Lipińskiej i Kabarecie Pod Egidą Jana Pietrzaka. Zasłynął również z utworów, które wykonywał w filmach "Hallo Spicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy" ("Ja nie chcę nic") czy w trylogii o Ambrożym Kleksie ("Zoo", "Leń", "Na wyspach Bergamutach", "Z poradnika młodego zielarza", "W labiryncie" czy "Jest tylko ekran”). W 1983 roku postanowił spróbować zupełnie czegoś innego i wraz z kompozytorem i autorem tekstów Andrzejem Korzyńskim stworzyli postać o pseudonimie Franek Kimono. Był to pewny siebie i bardzo cwany karateka, którego zadaniem było spariodować nieco ówczesną muzykę disco. Efekt był dość przewrotny, bo Franek Kimono stał się poniekąd… prekursorem polskiego rapu.

W książce „Ja, Fronczewski”, która jest wywiadem rzeką, aktor nazwał początki kariery Franka Kimono wypadkiem przy pracy. „Nawet nam do głowy nie przyszło (...), gdy nagrywaliśmy dwie pierwsze pioseneczki Franka, że zrobi się wokół tego tyle szumu. Traktowaliśmy to wyłącznie jako zabawę, ale Franek wybił się na niepodległość. Do dziś nie wiem, jak to się stało, że wymknął się z komórki pod tytułem "zgrywa" i zrobił karierę. Po nagraniu piosenek "King Bruce Lee karate mistrz" oraz "Dysk Dżokej" właściwie zapomnieliśmy o sprawie i dopiero jakiś czas później moje małe córki uświadomiły mi, że Franek podbija listy przebojów, wszędzie to grają i cała Polska śpiewa (…)”. 

Fronczewski na małym ekranie

Jeśli nie kojarzymy go z większych ról teatralnych, filmowych czy kabaretowych, od początku lat 90. z pewnością łatwo było go rozpoznać z granych przez niego postaci na małym ekranie. Największą popularność przyniosły mu dwa seriale: „Tata, a Marcin powiedział”, a od początku dwudziestego pierwszego wieku „Rodzina zastępcza”. Dzięki tym produkcjom Piotr Fronczewski stał się rozpoznawalny i lubiany zarówno wśród starszej, jak i młodszej widowni. 

Historia miłości Piotra i Ewy Fronczewskich 

Swoją miłość poznał pod koniec lat sześćdziesiątych, tuż po śmierci swojego ojca. Wtedy wraz z mamą zadecydowali o sprzedaży wspólnego mieszkania i kupieniu dwóch mniejszych. Kiedy na ulicy Wspólnej oglądał mieszkanie dla Bogny Fronczewskiej, w windzie zobaczył Ewę. Mieszkała w tym samym budynku. „Od razu zwróciła moją uwagę - była śliczną dziewczyną o klasycznej urodzie, a przy tym miała w sobie jakąś wyraźnie odczuwalną, interesującą dojrzałość, niespotykaną w tak młodym wieku" - opowiadał aktor. Telefon do „dziewczyny z windy” zdobył dopiero, gdy jego mama wprowadziła się do mieszkania na Wspólnej, wcześniej nie miał śmiałości.

Reszta potoczyła się już bardzo szybko. Było zakochanie, była miłość i był ślub, ale tylko cywilny. Ewa i Piotr pobrali się w dzień przed urodzinami panny młodej. W tym dniu towarzyszyli im tylko najbliżsi, było skromnie, ale wtedy nie potrzebowali do szczęścia nic więcej. „Nie było ślubu kościelnego. To znaczy niby miał być, ale jakoś tak wyszło, że wciąż był przesuwany na późniejszy termin i zanim się obejrzeliśmy, minęło czterdzieści jeden lat. A może po prostu uznaliśmy na początku, że nie warto angażować Boga w niepewny związek i niepewną przyszłość?” - wyznał aktor w swojej autobiografii.

Piotr Fronczewski, żona Ewa, 2011

Piotr Fronczewski, żona Ewa
Fot. Radoslaw NAWROCKI / Forum

W 1975 r. urodziła im się córka Katarzyna, a trzy lata później Magdalena. Podział obowiązków przyszedł młodej parze zupełnie naturalnie. Piotr rozwijał karierę i grał w teatrach i filmach, a Ewa zajmowała się domem i opiekowała dziewczynkami. Ojcostwo okazało się być dla Piotra bardzo zaskakujące, m.in. dlatego, że kiedy wyobrażał sobie siebie w tej roli, zawsze widział syna. Chłopięcy teren, to był teren, który znał lepiej. „Córki wymuszały na mnie inny rodzaj zachowania, niż gdybym miał syna. Powiedziałbym: uruchamiały we mnie opcję soft. Uczyłem się być delikatny i ostrożny. (...) W naszym domu wszyscy się o siebie ocierali, pełno było gestów, »maźnięć«, przytuleń, brania buźki w obie dłonie. Nie potrafiłem być srogim ojcem, wymagającym, stawiającym swoje warunki” - mówił.

Zobacz też: Piotr Fronczewski przez lata nie dogadywał się z córką... A jak jest teraz? 

„Żyliśmy sobie normalnie. Domowe obiady, spacery, weekendowe wyprawy do Powsina. Fiat 126p z wózkiem na dachu. Kąpanie córek, które było moją domeną, sprawnie sobie z tym radziłem, więc wpisano to w mój zakres obowiązków domowych" - opowiadał aktor w książce „Ja, Fronczewski". Po kilku latach na tej pełnej harmonii relacji pojawiła się rysa. Piotr Fronczewski przeżył romans. Kiedy go zakończył, opowiedział o wszystkim żonie. Wydawało się mu, że już nic nie uratuje ich relacji, ale wyszli z tego obronną ręką. „Gdzieś na tych gruzach coś zaczynało się między nami powoli odbudowywać. We mnie narastało miażdżące poczucie winy i świadomość ogromu krzywdy, jaką wyrządziłem żonie. Czułem się bezgranicznie żałosny i niewyobrażalnie wprost śmieszny. Na szczęście była przy mnie niezwykle mądra i dojrzała kobieta” - wyznał aktor. Kiedy po latach został zapytany o swój związek z żoną, odpowiedział w ten sposób „Coraz bardziej zaczęliśmy się szanować, dostrzegać rzeczy, które wcześniej nie były zauważalne i które zaczynają tę wspólność budować. A potem pojawił się rodzaj wdzięczności, że jesteśmy razem”.

„Ewa jest moją miłością, moją odwagą i męstwem. Gniewem, awanturą, moją zdradą, moim wstydem i przebaczeniem. Moją radością, niepokojem i troską. Moją dumą, moim życiem i wreszcie, na koniec, nadzieją na spotkanie w następnym świecie”, wyznał przy innej okazji.

Piotr Fronczewski; Sekret Enigmy
Fot. INPLUS/East News

Szczęśliwy mąż i dumny ojciec

Córki Piotra Fronczewskiego nie poszły śladami taty, każda znalazła swoją ścieżkę rozwoju. Starsza, Katarzyna, skończyła studia filozoficzne, a potem poszła na medycynę. Dziś pracuje jako lekarz medycyny nuklearnej. Młodsza, Magdalena, została psychologiem i otworzyła swój gabinet. Katarzyna uczyniła tatę dumnym dziadkiem. Jej córeczka Hania jest oczkiem w głowie Piotra Fronczewskiego. 

„Hanka ciągle coś opowiada, ma swoje zdanie na każdy temat. W każdym razie nie jestem dziadkiem, u którego wnuczka przesiaduje na kolanach, jej temperament na to nie pozwala” - opowiadał aktor dla „Gali”.

W dniu urodzin życzymy panu Piotrowi wspaniałej formy, niesłabnącego zdrowia i jak najwięcej szczęśliwych chwil na scenie i poza nią! 

Piotr Fronczewski kończy 75 lat
Fot. Press Photo Center/East News

Wideo

Paweł Królikowski zostawił najpiękniejszy możliwy testament. Żona opowiedziała o szczegółach

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA CHODAKOWSKA I LEFTERIS KAVOUKIS o balansie, jaki dała im pandemia, domu w Warszawie i… raju w Atenach. Co takiego wydarzyło się, że RAFAŁ KRÓLIKOWSKI powiedział sobie: „Hola, hola, panie Królikowski, czasami trzeba przystopować…”? AIDA KOSOJAN-PRZYBYSZ z córkami ALICJĄ i MARGO – Jak być matką, kiedy widzi się przyszłość? W cyklu Kobiece historie: Fonda, Birkin, Joplin, Mitchell – buntowniczki i hippiski, które zmieniły świat. Miasto miłości: Nowy Jork nie pozwoli zasnąć zakochanym.