TYLKO U NAS!

Wojciech Dunaszewski opowiedział nam o ukochanej żonie. Jaka naprawdę jest Dominika Gwit?

„Chciałbym, żeby zagrała kiedyś wielką rolę komediową”

Beata Nowicka 23 sierpnia 2019 15:30
Dominika Gwit i Wojciech Dunaszewski, VIVA! nr 17, sierpień 2019
Fot. Szymon Szcześniak/LAF AM

Są jak ogień i woda. Ona: „Goście w domu, pierogi na stół i kocham cały świat”. On: „Ja też kocham wszystkich, ale niekoniecznie codziennie w mojej przestrzeni prywatnej”. Właśnie świętowali pierwszą rocznicę ślubu. W emocjonalnej, pełnej humoru rozmowie z Beatą Nowicką Dominika Gwit i Wojciech Dunaszewski opowiedzieli o tym, jak udało im się kochać, przetrwać i nie zwariować.

Wojciech Dunaszewski o ukochanej żonie, Dominice Gwit

Właśnie mija rok, warto było?

Dominika Gwit: Warto. Każdy zdrowy związek polega na wielkiej miłości, ale też na tym, o czym śpiewa Paweł Domagała: „Chcę się kłócić o bzdury, to wszystko, to wszystko chcę mieć”. Nigdy nie pokłóciliśmy się ani nie krzyczeliśmy na siebie, ale sprzeczamy się co chwilę. Jesteśmy jak ogień i woda, mamy zupełnie inne charaktery. Wojtek jest introwertykiem, ja jestem ekstrawertykiem, nie rozumiem wielu jego zachowań, muszę się ich uczyć. Wojtek musi uczyć się mnie. Na początku nie potrafiłam go zrozumieć, bo jestem szalona, wokół mnie jest zawsze pełno ludzi. Goście w domu, pierogi na stół i kocham cały świat.
Wojtek: Ja też kocham wszystkich, ale niekoniecznie codziennie w mojej przestrzeni prywatnej. Sprzeczamy się o prozaiczne rzeczy – okruszki w kuchni, bałagan w szafie.

 Los nie wystawił Was na żadną próbę?

Wojtek: Wynajmowaliśmy bardzo fajne mieszkanko na bardzo dobrych warunkach i zamierzaliśmy w nim długo mieszkać. Pół roku po ślubie…
Dominika: …byliśmy wtedy na romantycznym weekendzie w Toruniu i… nagle odbieramy telefon, że musimy się wyprowadzać. W tym mieszkaniu Wojtek mi się oświadczył, stamtąd ruszyliśmy do ślubu, tam spędziliśmy pierwsze wspólne święta, tam pojawiła się Rysia, nasz cudowny maine coon, mieliśmy kochanych sąsiadów, swoją parafię, swoje sklepy, parki…Oboje kochamy Czerniaków. To tutaj 11 lat temu wynajęłam pierwsze mieszkanie w Warszawie. Kiedy mnie Wojtek zaprosił do siebie pierwszy raz, dwie ulice od mojego pierwszego mieszkania w stolicy, byłam w szoku. To był znak.
Wojtek: Takie sytuacje rozmontowują mnie psychicznie. A kiedy jeszcze pojawił się pomysł, że może jednak spróbujemy kupić mieszkanie na kredyt, stwierdziłem, że zamykam się w szafie i nie wychodzę. Oczami wyobraźni widziałem te wielotygodniowe pielgrzymki po bankach, stosy dokumentów, petycje, szukanie. Wiedziałem, że od tej chwili już nie będę spał.
Dominika: Wojtek tak reaguje na stres.
Wojtek: Okazało się, że przeprowadziliśmy tę operację perfekcyjnie, od początku do samego końca, oczywiście z pomocą różnych ludzi po drodze.


Dominika: Tworzymy turbo duet od zadań specjalnych. Jak się coś wali, jesteśmy bardzo skupieni i robimy, co trzeba. Mnie wystarczy telefon i internet – załatwię wszystko.
Wojtek: Ja przygotowałem całą logistykę: ile czasu zajmie przetransportowanie czegoś stąd dotąd, jakie mogą po drodze wystąpić komplikacje. Piątego stycznia dostaliśmy telefon, czwartego kwietnia podpisaliśmy akt notarialny. Byłoby szybciej, ale czekaliśmy, aż wyprowadzą się poprzedni lokatorzy.
Dominika: Wystrój również jest dziełem Wojtka, on to ogarniał i wszystko wiedział: jakie meble kupić, gdzie je postawić, jaki ma być kolor ścian, pytał mnie tylko, czy mi się podoba. Jest nieprawdopodobny. W wyremontowanym mieszkaniu dwa tygodnie później urządziliśmy Święta Wielkanocne.
Wojtek: Może zabrzmi to pyszałkowato, ale mam momenty, kiedy myślę, że znam moją żonę lepiej, niż ona zna samą siebie. Bardzo często proponuję jej pewne rzeczy, które wiem, że przypadną jej do gustu, ale ona jest pełna sceptycyzmu, chodzi i mówi: „Boże, nie, nie… Olaboga, nie…” i trwa to kilka miesięcy”.
Dominika: A wtedy Wojtek mówi: „Dlaczego nie możesz mi zaufać?”.

Ogień i woda – sama Pani powiedziała.

Dominika: Mamy różne charaktery, różne zainteresowania, każdy potrzebuje dużo przestrzeni i tę przestrzeń dostaje. Ten związek jest tak udany i silny, bo my siebie bardzo szanujemy. Kiedy Wojtek mówi, że biega i będzie biegał codziennie, bo to kocha, to ja mu nie powiem: „Teraz już nie możesz, kochanie”. Nawet przez myśl mi to nie przejdzie. Chcę, żeby był szczęśliwy.

Ale nie zapomina Pani o sobie.

Dominika: Oczywiście, kocham swoją pracę ponad wszystko. Gram w tej chwili w Teatrze Fabryka Marzeń w dwóch spektaklach: „Szalone nożyczki” oraz „Chcesz się bawić? Zadzwoń!”, właśnie przygotowujemy trzeci. Jest to teatr prywatny, który polega na tym, że jeździmy po całej Polsce, gramy na największych scenach, a także za granicą dla Polonii. Ludzie się śmieją, bo gramy komedie, i za to nas kochają. Moja praca jest moją największą pasją. Ale jest też bardzo wymagająca. W sezonie, który trwa od września do czerwca, wyjeżdżam. W te najintensywniejsze miesiące czasami nie ma mnie w domu przez 20 dni. Wojtek wie, że mnie to uszczęśliwia.

Jak Pan to znosi?

Wojtek: Są momenty, kiedy mi to doskwiera. Zdarzyły się dwie takie 20-dniowe rozłąki i obie odbiły się na nas, ponieważ ja wtedy wracam mentalnie do tego życia, kiedy byłem sam. Układam wszystko po swojemu, wiem, że mogę robić to, co chcę, i świetnie sobie radzę. I kiedy Dominika w końcu wraca, muszę się z powrotem przestawić na życie we dwoje. To są takie szarpnięcia, co nie jest łatwe!
Dominika: My możemy zatęsknić za sobą. Kiedy po tygodniowej nieobecności wracam do domu o trzeciej nad ranem, otwieram drzwi, wchodzę do sypialni, gdzie Wojtuś razem z Rysią czekają na mnie i tylko otwierają jedno oko: „O, wreszcie jesteś” (śmiech). Wracasz do domu i ktoś na ciebie czeka. Wiesz, że cię kocha, przytuli…

Podoba się Panu żona na scenie?

Wojtek: Dominika jest rewelacyjną aktorką komediową. Ma niesamowity talent. Chciałbym, żeby zagrała kiedyś wielką rolę komediową na miarę Barei, która zapisze się w historii polskiego kina.

Każde zdjęcie Pana żony wywołuje w internecie lawinę komentarzy, nie zawsze pochlebnych. Musi Pan ją wspierać?

Wojtek: Ona sobie znakomicie z tym radzi i radziła, zanim mnie poznała. Świat byłby lepszy, gdyby części tych mediów w ogóle nie było, w związku z tym niespecjalnie mnie interesuje, kto i co tam wypisuje.
Dominika: Oprócz tego, że jestem aktorką, zdałam eksternistyczny egzamin aktorski w Związku Artystów Scen Polskich w 2012 roku. Chwalę się tym i szczycę, bo jest to jeden z najtrudniejszych i najważniejszych egzaminów w branży, bardzo trudno go zdać. Skończyłam też dziennikarstwo na WSD oraz kulturoznawstwo ze specjalizacją filmoznawstwo na SWPS, pracowałam w Polskiej Agencji Prasowej. Bywało tak, że rano szłam na konferencję TVN jako gwiazda serialu „Przepis na życie”, a po południu byłam na konferencji prasowej jako dziennikarka. Rano udzielałam wywiadów, po południu je przeprowadzałam. Media nie mają dla mnie tajemnic. Przeraża mnie jednak to, jak schamiały, i był moment, że przez to cierpiałam. Kiedy tyłam, wylał się na mnie taki hejt, że nie umiałam sobie z tym poradzić. Ale potem wszystko się zmieniło, teraz mam to w dupie.

Brzmi mocno i szczerze.

Dominika: Dostałam wszystko, co jest potrzebne do szczęścia. Mam cudownego, kochającego męża. Jestem wykształconą, mądrą, inteligentną, piękną kobietą, która wie, czego chce, i zawsze osiąga swoje cele. Nie potrzebuję nikomu niczego udowadniać. Temat wagi wzbudza w tym kraju chore emocje. Ale cieszę się i jest to dla mnie zaszczyt, że mogę stać na czele wszystkich dziewczyn plus size, które piszą do mnie, że dzięki mnie po 10 latach założyły kolorową sukienkę i uwierzyły w siebie. To jest najważniejsze.
 

Weronika Rosati, Katarzyna Zielińska, Julia Wieniawa, VIVA! nr 17, sierpień 2019 OKŁADKA
Fot. Marlena Bielinska/MOVE

Dominika Gwit i Wojciech Dunaszewski, VIVA! nr 17, sierpień 2019
Fot. Szymon Szcześniak/LAF AM

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Monika Olejnik, Martyna Wojciechowska, Joanna Przetakiewicz, Anna Lewandowska i Jessica Mercedes Kirschner. Pięć niezwykłych kobiet w niezwykłej sesji VIVY!. Janusz L. Wiśniewski w mocnej rozmowie o współczesnych kobietach oraz Debora i Joszko Brodowie z 11-stką dzieci o sile rodziny.