TYLKO U NAS

„Nie poddaję się!”, TYLKO NAM Barbara Kurdej-Szatan tłumaczy, jak walczy z boreliozą tajemniczymi prądami!

Roman Praszyński 26 maja 2017 19:30
Barbara Kurdej-Szatan, Viva! luty 2015
Fot. Bartek Wieczorek/LAF

O jej chorobie zrobiło się głośno. Ulubiona przez publiczność aktorka „M jak miłość”, Barbara Kurdej-Szatan ma boreliozę. Od trzech lat zmaga się z tą tajemniczą i groźną chorobą. Próbowała wszystkiego – antybiotyków, diety i żeń szenia. Niestety, bakterie mają się dobrze, więc sięgnęła po niekonwencjonalną metodę. Prądy!

- Co to za prądy?
Urządzenie, które kupiłam, wygląda, jak komputerowa gierka z kablami, na końcu których są metalowe kołki. Trzymam te kołki w dłoniach, prąd płynie, czuję intensywne mrowienie. Widziałam film zrobiony pod mikroskopem – bakterie pod wpływem częstotliwości prądu rozpadają się, eksplodują. A ponieważ wydzielają dużo toksyn, trzeba się oczyszczać, brać zioła, pić dużo wody.

- Komuś to pomogło?
Znam przypadki osób, które wyleczyły boreliozę tymi prądami. Dziecko naszych znajomych, także dziewczynka z mojej rodziny. Tylko trzeba systematycznie to robić, codziennie przez kilka miesięcy. Ja na razie nie jestem systematyczna w stosowaniu, więc nie mogę nic powiedzieć o skuteczności tej metody. Za trzy miesiące idę na badania. Na razie testuję urządzenie.

- Domyślam się, że w tej chwili objawy Pani nie dolegają?

Czuję się w miarę dobrze się. Mam co prawda bóle głowy, ale nie wiem czy to z powodu boreliozy czy „zwykłe” migrenowe, bo po mamie mam skłonności.

- Jak się zaczęła choroba u Pani? Jakie były objawy?
Miałam szczęście w nieszczęściu, bo objawy od początku były dość intensywne. Nie dało się ich przegapić. Zaczęło się trzy lata temu, miałam punktowe, silne bóle mięśni z obrzękami, które były lekko wypukłe, a do tego swędziały. Najpierw mnie bolała ręka nad nadgarstkiem, potem mięśnie przy łokciu. Kości praktycznie nie bolały, może trochę, delikatne, jak z braku witamin.

- Co Pani sobie myślała?
Miesiąc wcześniej byliśmy na Malediwach, pomyślałam, że może przywiozłam jakąś bakterię. Poszłam na badania krwi. Ale podstawowe badanie nic nie pokazało. Stwierdziłam więc, że chyba nic mi nie jest. Ale znów pojawiały objawy, co parę dni w nowym miejscu. Wędrowały po ciele. Zaniepokoiłam się i poszłam w Warszawie do szpitala zakaźnego na Woli. Niestety lekarz zbagatelizował wszystko, w ogóle się nie przejął. Miał świetny humor, sypał żartami. A przecież to, że objawy wędrują po ciele, to tak naprawdę podstawowy objaw boreliozy. Nawet nie wpadł na to, żeby mi zlecić jakiekolwiek badania, stwierdził, że wszystko dobrze. A objawy to alergia albo przemęczenie organizmu. I mnie wypuścił.

Polecamy też: Czego Barbara Kurdej-Szatan nie lubi w swoim mężu? A czego on w niej? EKSKLUZYWNE VIDEO

- Lekkoduch.

Chodziłam potem przez ponad pół roku z tą boreliozą, która mi się coraz głębiej zagnieżdżała. Objawy były coraz słabsze. Borelioza tak ma, że się usypia, po czym atakuje jeszcze mocniej. Gdy objawy zanikały, myślałam, że nic mi nie jest. Po czym za parę miesięcy znowu się pojawiały. Gdy zaczęło się lato, w gazetach czytałam różne artykuły na ta temat kleszczy i boreliozy. Przeczytałam wywiad z lekarzem, mówił o objawach. Zaczęłam sprawdzać na zdjęciach, jak wygląda rumień boreliozy. Mój go nie przypominał, ale miałam wędrujące objawy. Gdy miałam kolejny atak bólu, na szyi, byłam u mojej lekarki ginekolog. Zaczęłam opowiadać, że mam dziwne objawy, podejrzewam, że może to borelioza. A ona ma u siebie laboratorium. Pielęgniarka pobrała mi krew, zrobiła badania. Po dwóch tygodniach przyszły wyniki, okazało się, że borelioza.

- Akurat była Pani na planie reklamy?
Niestety tak. Musiałam połknąć łzy i się szczerzyć. Taki zawód.

- I co zrobiła Pani dalej?
Moja ginekolog dała mi pierwszy antybiotyk i odesłała do specjalisty od boreliozy. Znalazłam takiego w Krakowie. Zlecił mi ogromną dawkę antybiotyków – przez pięć tygodni brałam pięć antybiotyków dziennie.

- Jak się Pani czuła?
Rozwaliłam sobie żołądek. Raz napiłam się piwa i to był błąd. Dostałam zapalanie żołądka. Musiałam odstawić antybiotyk, potem znów do niego wróciłam. Po takiej dawce objawy mi przeszły. Lekarz powiedział, żebym brała zioła, wiec łykałam żeńszeń syberyjski, vilkakorę, rdest japoński i szczeć.

- Pomogło?
Dwa miesiące po zakończeniu antybiotykowej kuracji zrobiłam badania. Niestety, borelioza cały czas jest. Ale doktor powiedział, że skoro dobrze się czuję, nie ma co faszerować mnie antybiotykami. Dalej jadłam zioła i było dobrze. Ponieważ było dobrze, odstawiłam zioła. I po kilku miesiącach objawy znów wróciły. Bóle kości, spięcia mięśni, bóle głowy.

- Nie można wyleczyć boreliozy, czy Pani nie przestrzegała zaleceń?
Przestrzegałam wszystkiego bardzo skrupulatnie. To ta bakteria nie poddaje się łatwo. Za radą lekarza, w trakcie kuracji pilnowałam diety - bez cukru, nabiału krowiego i białej mąki. Dlatego, że taka dawka antybiotyków zagrzybia, gdy nie pilnuje się diety. Brałam wszystkie osłony na żołądek, ale tak czy siak zagrzybiło mi organizm. Mój przewód pokarmowy nie jest w najlepszym stanie.

- I wtedy pojawiły się prądy?
Dowiedziałam się od rodziny, że w Gdyni jest pani dietetyk, która leczy dietą, ziołami, prądami. Stwierdziłam, że spróbuję. Mam nadzieję, że ta metoda mnie wyleczy.

- Czy choroba zmieniła Panią?
Trzymam dietę. Muszę się pilnować. Ale nie chcę mówić, że to straszna choroba. I rodzinny dramat. Nagle wszyscy zaczęli pisać o mnie, jakbym była obłożnie chora. A mówię o boreliozie tylko dlatego, że sama przeczytałam o niej w mediach i mam nadzieję, że mogę teraz kogoś przestrzec.

Zobacz: Dlaczego Barbara Kurdej-Szatan nie może mieć drugiego dziecka? Przez boreliozę!

- Jak się przed nią zabezpieczyć?

Gdy idziemy do lasu, do parku lub na łąkę, pamiętajmy, żeby się zabezpieczyć. Spodnie wciągnąć do skarpet. Spryskać się olejkami, na przykład eukaliptusowym, albo innymi środkami przeciw kleszczom.

- Pani zabiera córkę do lasu?
Zabieram. Nie chcę popadać w skrajności. Na Instagramie zamieściłam relację z wyjścia do lasu. Komentarze były alarmujące: „Jak pani może być w lesie? Z boreliozą?”. Bez przesady, proszę. Uwielbiam naturę, uwielbiam w niej przebywać. Nie wszędzie są kleszcze. Trzeba uważać i po wycieczce sprawdzić ciało.

- Pani wie, gdzie się zaraziła?
Gdzieś w Warszawie, w którymś z parków albo lasów. Wyjechałam do Grecji, tam rozebrałam się do kostiumu i zauważyłam na udzie czarną kropkę. Prawdopodobnie to było to. A wcześniej przez kilka dni miałam zdjęcia do serialu w parkach i w laskach pod Warszawą. Nie wiem, ile we mnie siedział.

- Strach wychodzić z domu.
Trochę tak. Akurat w mazowieckim i na Mazurach jest sporo zarażonych kleszczy.

- Jak optymistycznie zakończyć tę rozmowę?
Na pewno ważne jest, żeby się nie poddawać w chorobie. Jem bardzo dużo witamin, ruszam się, cały czas dbam o siebie. Ta moja borelioza jest dość silna. Ale jestem uważna, biegam, suplementuję się, mój organizm jest cały czas na chodzie. Gdy funkcjonujemy zdrowo, to on lepiej walczy z tą chorobą. Dlatego czuję się dobrze. Nie poddaję się.

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Monika Olejnik, Martyna Wojciechowska, Joanna Przetakiewicz, Anna Lewandowska i Jessica Mercedes Kirschner. Pięć niezwykłych kobiet w niezwykłej sesji VIVY!. Janusz L. Wiśniewski w mocnej rozmowie o współczesnych kobietach oraz Debora i Joszko Brodowie z 11-stką dzieci o sile rodziny.