Aleksandra Leszczyńska 4 kwietnia 2016 18:42
1/4
Anna Grodzka
Copyright @Piotr Małecki
1/4

 „Każdy ma prawo być sobą” - zadeklarowała Anna Grodzka na bilbordach - w kampanii rajstop „Adrian” i jak zwykle zapoczątkowała gorącą dyskusję. W internecie pojawiły się skrajne opinie - od zachwytu do ostrej krytyki. Popularność i kontrowersje to dla niej chleb powszedni. Anna urodziła się jako Krzysztof, jednak od zawsze czuła się kobietą. Proces zmiany płci przeszła już po 50-tce, a teraz jest najsłynniejszą transseksualistką w Polsce.

 

Anna Grodzka od lat walczy o prawa osób transseksualnych w Polsce - w ramach działalności Fundacji Trans-Fuzja i do zeszłego roku jako posłanka. A wiele osób wciąż nie może jej wybaczyć, że o swojej odmienności mówi tak otwarcie. „Ja chcę z otwartą przyłbicą działać na rzecz poprawy sytuacji osób transseksualnych. Nie mogę ukrywać więc mojej transseksualności" - powiedziała w wywiadzie z 2011 roku. Wyznała też, że jako kobieta ma wiele kompleksów. Jednak gdy się na nią patrzy, bije od niej pewność siebie i kobieca siła. A teraz w walce postawiła na środek niezawodny - poczucie humoru, pokazując, że ma do siebie dużo dystansu. Czy uda jej się rozbroić krytyków?

 

 

 

 
Opublikowany przez ADRIAN Fabryka Rajstop na 1 kwietnia 2016

Anna Grodzka w kampanii rajstop Adrian.

 

 

Kiedy poczuła się stuprocentową kobietą? Jak jej rodzina zareagowała na jej inność? Jak kochają transseksualiści? To wszystko Anna Grodzka zdradziła dziennikarce VIVY! Przypomnijmy fragmenty wywiadu i sesję zdjęciową.

2/4
Anna Grodzka
Copyright @Piotr Małecki
2/4

Jak to było, kiedy pierwszy raz wyszła z domu jako pełnoprawna kobieta?
Anna Grodzka: Było piękne letnie przedpołudnie. Miałam na sobie czarną spódnicę do połowy łydki, biały cienki żakiecik, biżuterię i sandałki na obcasie. W torebce dowód osobisty na nazwisko „Anna Grodzka”. Szłam ulicą Puławską, przeglądałam się w szybach wystaw sklepowych, pachniałam perfumami Angel Or Devil. Ktoś powiedział: „Przepraszam panią”, bo chciał mnie wyminąć. Poczułam łzy pod powiekami. Nareszcie byłam kobietą, także dla innych.  

 

Życie kobiety jest trudniejsze niż życie mężczyzny?
Anna Grodzka: Zawodowo pewnie było mi łatwiej jako Krzysztofowi, ale zalety bycia kobietą równoważą te trudności. Wielką przyjemność mi sprawił sposób, w jaki traktują mnie mężczyźni. Przepuszczanie w drzwiach, czasami zaczepki.
Bywa to zabawne. Wjechałam zimą na krawężnik i trochę naderwał mi się zderzak. Podbiega dwóch mężczyzn: „O, to my pani pomożemy”. Klęcząc, podwiązali czymś ten zderzak. Gdy skończyli, zanim zdążyłam im podziękować, musiałam wysłuchać długiego wykładu, jak należy jeździć samochodem, a czego robić nie wolno. Gdy już poszli, pomyślałam, że jakbym była facetem, to żaden z nich nie zaoferowałby mi pomocy. A po drugie, nie ośmieliłby pouczać mnie. To jest różnica, jaką dostrzegam między byciem mężczyzną a byciem kobietą. Chociaż jako kobieta mam wiele kompleksów. Byłam przystojnym facetem…

 

Polecamy też: „Być piękną? To być w harmonii ze sobą”. 11 polskich gwiazd bez retuszu, bez poprawek, bez makijażu.

3/4
Anna Grodzka
Copyright @Piotr Małecki
3/4

Kiedy Anna Grodzka poczuła, że jest kobietą?

Anna Grodzka: Miałam 11, może 12 lat. Pisałam pamiętnik z najskrytszymi myślami i na tym zeszycie nagle, niespodziewanie napisałam imię „Ania”. I rzeczywiście poczułam, że jestem Anią. Że jestem dziewczynką.


Czy wtedy się przestraszyła?
Anna Grodzka: Chyba tak, bo schowałam ten pamiętnik pod obluzowaną deskę w szafie, a z nim wsadziłam do szafy Anię. Pamiętam, że zrobiło mi się wtedy smutno, jakby odszedł ktoś bliski. Ten smutek towarzyszył mi przez większość życia. Nasilał się, kiedy obniżał mi się głos, rozrastałam się w klacie i robiłam się coraz większa. Potem był to smutek pomieszany ze złością. Wszyscy mówili do mnie „chłopcze”, używali mojego męskiego imienia „Krzysztof”. Byłam wyższa o głowę od chłopaków w klasie, ale nie umiałam się z nimi zintegrować. Mnie nie interesowała rywalizacja, byłam daleka od chłopięcej agresji. Mało tego, nie umiałam sobie radzić z agresją kolegów.  

 

Anna Grodzka o reakcji rodziców

Czy powiedziała kiedyś mamie: „Jestem dziewczynką!”?
Anna Grodzka: Nie, chociaż ona się domyślała. Nie umiałyśmy zresztą nazwać tego zjawiska. Były lata 60., nikt o takich sprawach nie mówił. Kiedy miałam osiem, dziewięć lat, mama mnie namawiała: „Idź do chłopaków bawić się”. „No dobra, myślałam, nie mam wyjścia, nie chcę jej martwić, muszę być chłopakiem”. A potem, gdy już schowałam „Anię” do szafy, to ukryłam ją również przed mamą.


Czy przebierała się po cichu w dziewczęce ciuszki?
Anna Grodzka: Nawet się nie przebierałam, chciałam mieć tylko swoje symbole kobiecości. Podkradałam więc mamie kosmetyki, zużyty puder czy pomadkę i chowałam do skrytki. Miałam swoje lalki. Kilka razy wzięłam lalkę do szkoły, co skończyło się przykrym pobiciem. Mama próbowała dociekać, dlaczego unikam szkoły, dlaczego dochodzi tam do różnych spięć, dlaczego wracam zapłakana.  Nie czułam się odrzucana czy potępiana przez nią. Ona była po prostu zmartwiona. A ojciec w ogóle nic nie podejrzewał.

 

Anna Grodzka o operacji zmiany płci

Anna Grodzka: Najtrudniejsze momenty to powiedzieć rodzicom, przyjaciołom, dziecku.


I zdecydować się na operację?
Anna Grodzka: To jest bardzo trudne. Wielu transseksualistów decyduje się na operacyjną zmianę płci dopiero koło czterdziestki. Tak długo muszą dojrzewać do tej decyzji. A wielu w ogóle nie poddaje się operacji. Nadal żyją w swojej dwoistości – w rozdźwięku między ciałem a psychiką.


Operacja to trudne przeżycie. Odcinanie penisa i jąder, formowanie z nich waginy. Niepewność, czy się uda. Ból, lęk przed okaleczeniem…
Anna Grodzka: To wszystko prawda, lecz potem… Budzisz się z narkozy i ogarnia cię euforia. Całe życie myślałam, że muszę to zrobić. I zrobiłam. Byłam zmęczona, obolała, ale mój smutek i strach gdzieś się ulotniły. W szafce nocnej obok łóżka miałam szminkę i lakier. Pomalowałam usta. Spojrzałam w lusterko. Boże… Ja naprawdę jestem już kobietą. Mogę żyć w zgodzie ze sobą. Efekt operacji spełnił moje oczekiwania. Ale nie chcę mówić o szczegółach. Miałyśmy rozmawiać o uczuciach, a nie o odcinaniu penisa.

 

Polecamy też: Bohaterki drugiego planu? Nie wszystkie i nie zawsze! Polskie Pierwsze Damy - co o nich wiesz?

 

4/4
Anna Grodzka
Copyright @Piotr Małecki
4/4

Anna Grodzka przed zmianą płci była Krzysztofem i miała żonę. Kiedy powiedziała jej o swojej tożsamości? A może żona sama się domyśliła?

Anna Grodzka: Nie, chociaż zastanawiało ją, że golę sobie ręce. Nie chciałam być taka owłosiona. Powiedziałam jej, gdy postawiono mi diagnozę. W połowie lat 80. profesorowie Stanisław Dulko i Kazimierz Imieliński otworzyli ośrodek leczenia transseksualizmu. Pojechałam tam. Po dwóch latach badań i testów orzekli: „To transseksualizm. Można zmienić płeć”. Wtedy pierwszy raz poczułam, że moje życie nie musi być takie beznadziejne, że mogę się ujawnić. Wtedy zaczęłam kupować kosmetyki i wkładać damskie stroje. Chodziłam w nich po domu, gdy nikogo nie było. Wychodziłam nocami na ulicę ubrana jak kobieta. Powiedziałam kilku przyjaciołom. No i żonie. (...)
Poczuła się oszukana. „Czemu mi nie powiedziałeś?”. „Jak mogłam ci powiedzieć? Nie byłabyś już ze mną”. Nie chciałam jej utracić, obiecałam wtedy, że już nie poruszę tej sprawy. Będę mężczyzną, postaram się tę kobietę, która jest we mnie, unicestwić. Będziemy żyli jak normalne małżeństwo. I zamierzałam dotrzymać słowa. Przez wiele lat chowałam tę kobietę głęboko, w umownej szafie. Ale kiedy wykryto u mnie raka nerki i wyszłam po operacji ze szpitala, poczułam że już dłużej nie umiem zabijać tego, co czuję. Mam tylko jedno życie.

 

Anna Grodzka o miłości i orientacji seksualnej

Transseksualiści M-K umieją kochać kobiety, tak jak mężczyźni?
Anna Grodzka: Na pewno umieją kochać. Ja bardzo kochałam swoją żonę. Orientacja seksualna i tożsamość płciowa nie powinny być ze sobą kojarzone. To zupełnie coś innego. Genitalia to nie płeć, płeć jest w głowie. Niektórzy pytają też, czy jestem biseksualna. To nie jest dobre pytanie. Mogłabym kochać mężczyznę, mogłabym kochać kobietę. Właściwie nie mam orientacji seksualnej. W ogóle seksualność u mnie jest na dalekim planie. Znam wiele takich przypadków, kiedy miłość u transseksualistów jest tak wielka, że zmiana płci nic nie zmienia. Muszą się rozstać pod względem formalnoprawnym, ale często się zdarza, że zostają razem. Nawet dzieci razem wychowują. Chociaż już tylko jedno z rodziców dostaje prawa do nich. To bardzo skomplikowane. Bo kim ja jestem dla swojego syna? Matką czy ojcem? Matką nie, bo on ma przecież matkę. Ojcem też trudno mnie nazwać, chociaż go spłodziłam. Na pewno jestem rodzicem, ale polskie prawo rodzinne mówi o matce i ojcu w razie jakiegokolwiek sporu. Dlatego tak walczę o związki partnerskie, bo trzeba to wszystko wyprostować.


Dlaczego się ożeniła, wiedząc, że nie jest mężczyzną?
Anna Grodzka: Myślałam, że nie ma innej opcji. Weszłam w to podwójne życie z premedytacją. Sądziłam, że już tak zostanie: Będę kobietą w męskim ciele. Ożeniłam się, urodził się nam syn, cieszyliśmy się nim oboje. Byłam dobrym aktorem. Nauczyłam się tego już w szkole średniej, umiałam zachowywać się jak chłopak i jakoś sobie z tym radziłam. Ale to była straszna rola.
 

Polecamy też: Co mówiła Danuta Wałęsa o rodzinie i feminizmie.
 

Wideo

Odkryj kulisy sesji zdjęciowej "Zostań twarzą Kinder Bueno"!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Monika Olejnik, Martyna Wojciechowska, Joanna Przetakiewicz, Anna Lewandowska i Jessica Mercedes Kirschner. Pięć niezwykłych kobiet w niezwykłej sesji VIVY!. Janusz L. Wiśniewski w mocnej rozmowie o współczesnych kobietach oraz Debora i Joszko Brodowie z 11-stką dzieci o sile rodziny.