Depresja, molestowanie
Fot. Unsplash
O TYM SIĘ MÓWI

Ofiary gwałtów oburzone decyzją sądu w sprawie 14-latki. Zorganizowały akcję #teżniekrzyczałam

W sieci zamieszczają swoje osobiste, poruszające historie

Konrad Szczęsny 21 września 2020 15:46
Depresja, molestowanie
Fot. Unsplash

Ta sprawa oburzyła opinię publiczną w Polsce. „Gazeta Wrocławska” opublikowała uzasadnienie miejscowego Sądu Apelacyjnego w sprawie zgwałcenia 14-latki przez 26-latka. Zgodnie z zawartym w nim słowami, nie mogło być mowy o gwałcie, ponieważ ofiara nie krzyczała. Mężczyzna został skazany zaledwie na rok aresztu... w zawieszeniu. Może zatem nigdy nie trafić do więzienia. W mediach społecznościowych kobiety, które doświadczyły molestowania seksualnego, publikują osobiste, poruszające historie, opatrując je hasztagiem #teżniekrzyczałam.

Gwałt na 14-latce. Sąd: „nie została zgwałcona, bo nie krzyczała”

W uzasadnieniu cytowanym przez „Gazetę Wrocławską” miało paść sformułowanie: „Czternastolatka nie została zgwałcona, bo nie krzyczała, kiedy 26-letni mężczyzna dobierał się do niej”.

Do zdarzenia doszło w trakcie świąt Bożego Narodzenia w 2016 roku. Pokrzywdzona przyjechała wówczas do rodziny. Z racji niewystarczającej ilości miejsca, miała spać w łóżku z 26-letnim kuzynem. Ten wrócił około godziny 3.00 nad ranem z suto zakrapianej imprezy. Gdy położył się obok 14-latki, naruszył jej przestrzeń osobistą i zaczął molestować, całując i rozbierając. 

Z zeznań dziewczyny, jak również z wyroku sądu pierwszej instancji jasno wynika, że pokrzywdzona stawiała wyraźny opór, mówiła, żeby sprawca przestał i że „nie chce tego”.

„Sąd Okręgowy, skazując go za gwałt, stwierdził, że dziewczyna odpychała go i próbowała się odsuwać. Płakała i mówiła „nie chcę tego”. On nie zważał na to. Dokończył stosunek. Dopiero po kilku miesiącach dziecko powiedziało mamie, co się stało. Zawiadomiona została policja i wszczęto śledztwo”, relacjonowała w ubiegłym tygodniu „Gazeta Wrocławska”.

Jednak Sąd Apelacyjny zmniejszył wymiar kary wymierzony przez Sąd Okręgowy z trzech lat pozbawienia wolności do... roku w zawieszeniu. 

Sprawa była głośno komentowana w mediach, także tych społecznościowych. Osoby walczące o prawa kobiet ostro skrytykowały zmniejszenie wymiaru kary przez sąd drugiej instancji. Na nowo zaczęto również dyskutować o kulturze gwałtu w Polsce i przyzwalaniu na zachowania związane z molestowaniem seksualnym i przemocowym.

Akcja #teżniekrzyczałam na Instagramie ja odpowiedź na sprawę zgwałconej 14-latki

Opisane zdarzenie zapoczątkowało również wyjątkową akcję w mediach społecznościowych. Kobiety publikują swoje zdjęcia lub grafiki, opisują bardzo osobiste, trudne historie, związane z molestowaniem seksualnym oraz gwałtami i opatrują je hsztagiem „jateżniekrzyczałam”. Chcą w ten sposób pokazać solidarność z pokrzywdzoną 14-latką oraz napiętnować decyzję sądu. 

O trudnej sytuacji ofiar gwałtów w rozmowie z Anetą Olender opowiedziała Joanna Gzyra-Iskandar z Centrum Praw Kobiet.

„Myślę, że trzeba nawet zacząć od definicji prawnej przestępstwa zgwałcenia, która obowiązuje w polskim prawie karnym. Jest ona niezgodna z wytycznymi konwencji antyprzemocowej, którą jako Polska ratyfikowaliśmy i powinniśmy stosować.

Aktualna definicja jest definicją wtórnie wiktymizującą osoby pokrzywdzone. Ofiary muszą dowieść, że do tego przestępstwa doszło z użyciem przemocy, groźby, albo podstępem. To są rzeczy szalenie trudne, bo często nie da się przedstawić dowodów w takiej sprawie.

Natomiast definicja, którą proponuje konwencja antyprzemocowa, którą teraz do swojego systemu prawnego wprowadza np. Dania, jest oparta na braku zgody. Każdy stosunek bez świadomie wyrażonej zgody jest gwałtem”, doprecyzowuje.

I dodaje, że w całej sprawie bulwersujące jest nie tylko to, że 14-latka została zgwałcona w swoim domu, lecz także to, że mówimy o czynie pedofilskim ze strony członka rodziny!

„Przestrzeń domu, przestrzeń przyjacielska, powinny być takimi, w których czujemy się bezpiecznie. Jeżeli w tej z definicji bezpiecznej przestrzeni dochodzi do jakiegoś rodzaju napaści, to tym bardziej czuje się ogromne osamotnienie. Możemy się bać mówić o tym, co nas spotkało – bać się, że nikt nam nie uwierzy. Ważne jest, aby o mówić o takich historiach, ale nie można do tego zmuszać. Każda kobieta musi ocenić, czy jest to dla niej bezpieczne.

Powinniśmy w Polsce mieć system, który sprzyjałby zgłaszaniu przestępstw przemocy, nie tylko przemocy seksualnej. Tymczasem mamy system, który całkowicie zniechęca ofiary. Mogą się one obawiać, że choć zdarzyła się tak potworna rzecz, to może zapaść taki wyrok, że gwałciciel nie spędzi nawet dnia w więzieniu.

Przypomnijmy, że wyrok, który zapadł we Wrocławiu jest wyrokiem w zawieszeniu, to oznacza, że ten mężczyzna nie idzie do więzienia, o ile w ciągu roku nie popełni jakiegoś wyskoku, czyli tak naprawdę w tym momencie sprawca pozostaje bezkarny”, zauważa.

Podkreśla również, że publikowanie przez ofiary przemocy i gwałtów relacji w mediach społecznościowych jest aktem dużej odwagi.

„Jestem pełna podziwu dla wszystkich kobiet, które z otwartą przyłbicą, pod swoim nazwiskiem, mówią o przemocy, która je spotkała. Żyjemy w kraju, w którym ofiarom rzuca się kłody pod nogi, zamiast zwyczajnie im pomóc.

Mam również nadzieję, że przynosi pewien rodzaj ulgi i wzmocnienia osobom posługującym się tym hasztagiem w sytuacji, gdy ich historia zostaje wysłuchana, gdy spotykają się ze zrozumieniem, gdzie ktoś im powie "wierzę ci, to nie twoja wina”. Myślę, że dzielenie się takimi historiami jest trochę takim wywaleniem dziury w murze, który się stawia przed pokrzywdzonymi. I faktycznie ten mur staramy się zburzyć same. To na pewno daje siłę, wzmacnia inne osoby, pokazuje "nie jesteś sama”. Osamotnienie jest silnym uczuciem w takich sytuacjach”, zaznacza.

Dodaje, że jest oburzona decyzją Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu.

„To, co mnie uderza w tej sprawie – opieram się oczywiście na relacji mediów – to to, że z zeznań tej dziewczyny wynika, że ona stawiała pewnego rodzaj opór. Mówiła, że tego nie chce, starała się odsunąć tego mężczyznę, a gwałciciel nie zważał na te reakcje. Mimo tego sąd zachował się tak, jakby była lista tego, co musi zrobić ofiara. Skoro zabrakło spełnienia jednego punktu pt. krzyk, nie ma gwałtu... To niedorzeczne i okrutne.

Wydaje mi się to kompletnie bezduszne, mówimy przecież o sprawie dziecka, co dodatkowo potęguje okropieństwo tego, co się stało. Mężczyzna, który dopuścił się pedofilnego czynu, gwałtu na dziecku może nie spędzić ani dnia w więzieniu. To jest absolutnie oburzająca sprawa”, kończy.  

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

#teżniekrzyczałam Długo zastanawiałam się co napisać. Jestem w ogromnym szoku co do wyroku ws pedofila i gwałtu na 14latce. Ciężko napisać mądre słowa, tym bardziej, że... ja #teżniekrzyczałam Mając 22 lata, czyli będąc znacznie starszą od tej nastolatki. W takiej sytuacji strach, szok, ból jest tak ogromny, że o krzyku zwyczajnie się nie myśli. Myśli się natomiast o tym, by ten koszmar jak najszybciej się skończył, by... już było po wszystkim. Co dzieje się później... zrozumieją tylko Ci, którzy też przez to przeszli. @majakstasko dziękuję Ci za to, co robisz, że nagłaśniasz te sprawy, że mówisz głosem tych, które gwałt przeżyły i które nie mają odwagi o tym głośno mówić.

Post udostępniony przez Agnieszka Anna (@czerwony_amarylis)

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Nie krzyczałam. Nie krzyczałam jak 14-latka, którą zgwałcił jej bliski. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał go za niewinnego. Gwałtu nie było bo dziewczyna nie krzyczała. Wysoki sądzie. Twoja prawda jest inna niż rzeczywistość. Czasami głos więźnie nam w gardle, strach odbiera czucie w kończynach. Patrzymy, a nie widzimy. Boimy się. W środku błagamy o koniec. Chcemy uciekać, ale nie potrafimy. Krzyczymy w myślach, ale żaden dźwięk nie jest w stanie wyrwać się z naszych zaciśniętych gardeł. W tamtym momencie stajemy się martwi... I to uczucie nie znika. Zostaje. I będzie. Można nauczyć się z tym żyć. Bo trzeba. Bo to się już stało. Ale świat już wygląda inaczej. Zwłaszcza gdy nikt nie odpowiada za swoje zbrodnie. Mówmy o tym co się działo. Nie dajmy zamykać sobie ust po raz kolejny przez nasz strach. #teżniekrzyczałam #feminism #poland #rapeculture #hurtfeelings

Post udostępniony przez Ewelina Kuśmierczyk (@cerebrum_brum)

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

#teżniekrzyczałam I zmagam się z tym do dzisiaj. To trauma. Najgorszy koszmar, który się spełnił. Nigdy nie mieliście o tym wiedzieć, a co dopiero czytać. Nie krzyczałam, bo nie byłam w stanie. A później... nie wiedziałam jak o tym mówić. Nadal nie wiem. Ten wątek na terapii pomijam. Chowam się. Próbuje ukryć, boje się konfrontacji tak bardzo, że wypieram te momenty (było ich kilka) z mojej pamięci. Ale ciało pamięta. Nie chce zapomnieć. Niewidzialne ślady na skórze nie chcą wyblaknąć. Mój umysł pamięta i boi się bliskości, gestu, dotyku, muskania. Boje się patrzeć w lustro, co rano opierając się o krawędź umywalki. Boje się myśli o tym, co się stało i samego słowa „gwałt”, bo przed oczami migają mi obrazy. Jakby ktoś za moimi plecami włączył film tyle, że bez dźwięku. Czuje strach tuż przy uchu. Mimo, że nie powinno się milczeć ja milczę, ale jestem z Tobą kobieto, dziewczynko, dziewczyno i Cię rozumiem. I samą siebie ośmielam, by zacząć krzyczeć. . . . . . #teżniekrzyczałam #gwałt #bezpozwolenia #bezmojejzgody #kobieta #trauma #psychoterapeuta #strach #psychologia @majakstasko @psychosekslogicznie

Post udostępniony przez Gosia | slow.authentic.life🍃 (@_herlittlestories)

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MAŁGORZATA ROZENEK-MAJDAN i RADOSŁAW MAJDAN w przejmującej rozmowie o walce o dziecko, mierzonej poświęceniem, niepewnością, ale i wdzięcznością. MICHAŁ ŻEBROWSKI i EUGENIUSZ KORIN, dyrektor i reżyser Teatru 6. piętro. Czy się lubią, podziwiają i... kłócą. MARIOLA BOJARSKA FERENC Los naznaczony tragediami: wypadek mamy, walka o życie synka, rozwód, choroba męża. W cyklu EXTRA: Czy w kontekście niemieckich obozów koncentracyjnych może być mowa o modzie? – opowiada antropolożka mody Karolina Sulej. PODRÓŻ „Będziecie tam wracać”, mówi o Bieszczadach słynna podróżniczka Elżbieta Dzikowska.