Agnieszka Grochowska, Viva! 2013 MT
Fot. Olga Majrowska
ZE ŚWIATA GWIAZD

„Myślałam, że będzie mi łatwiej być mądrym i zrównoważonym rodzicem”. Agnieszka Grochowska o trudach macierzyństwa

Weronika Bruździak-Gębura 6 marca 2017 13:30
Agnieszka Grochowska, Viva! 2013 MT
Fot. Olga Majrowska

37-letnia Agnieszka Grochowska od 13 lat jest żoną reżysera Dariusza Gajewskiego („Lęk wysokości”, „Obce niebo”, „Lekcje pana Kuki”). Para wspólnie wychowuje dwóch synów: 5-letniego Władysława i siedmiomiesięcznego Henryka. Małżeństwo unika skandali, ścianek i imprez. Aktorka rzadko udziela wywiadów. Wyjątek zrobiła dla „Dużego Formatu”, gdzie w rozmowie z Anną Tatarską opowiedziała o tym, jak wiele w jej życiu zmieniło macierzyństwo.

Jaką matką jest Agnieszka Grochowska?

W wywiadzie dla „Dużego Formatu” Agnieszka Grochowska opowiedziała o tym, jaką jest matką i zdradziła, co o jej metodach myślą rodzice.

W domu były was dwie dziewczyny. Nie bałaś się wychowywania synów?

Agnieszka Grochowska: Wydawało mi się, że bycie matką córek byłoby trudniejsze. Miałam poczucie, że byłoby mi trudniej oddzielić własne doświadczenia i kobiecą perspektywę. Jak nie widzieć codziennie siebie w tej małej dziewczynce? Historia z synami była nowa i świeża. Myślałam, że będzie mi łatwiej być mądrym i zrównoważonym rodzicem, nie projektować na nich swoich wspomnień, obaw.

(…)

Jesteś takim rodzicem jak oni (twoi rodzice - przyp. red.)?

Agnieszka Grochowska: Dzisiaj inaczej wychowuje się dzieci. Dominuje inny schemat. Ja dokonuję swoich wyborów, niekoniecznie wbrew rodzicom, ale kiedy byłam mała, mniej się pytało dzieci o zdanie. Myślę, że dużo częściej niż moi synowie słyszałam: „Nie, bo nie”. To miało odgórnie coś załatwić, zamknąć temat. Łapię się czasami, że i z moich ust wychodzą takie zdania. Walczę z tym.

Udaje się?

Agnieszka Grochowska: Są pewne rezultaty. Czasem sposób, w jaki rozmawiam z synami, budzi sprzeciw w moich rodzicach. Myślę, że uważają, że za dużo im pozwalam. Że dopuszczam dzieci do każdej rozmowy o wszystkim. Wrażliwość, z jaką się dziś wychowuje dzieci, ma na pewno swoje pułapki. Bo granice muszą być stawiane. Trzeba być stanowczym i konsekwentnym. Dzieci widzą wszystko, bardzo dużo rozumieją, emocjonalnie są bezbłędne. To bywa bardzo trudne. Nie podnosić głosu, nie irytować się – kiedy krzyknę, mój czteroletni syn od razu mówi: „Mamo, tak nie wolno” – i jednocześnie nie zgubić swojego odrębnego celu, który masz i chcesz go osiągnąć.

Aktorstwo a macierzyństwo. Co zmieniło się w życiu Agnieszki Grochowskiej po porodzie?

Jaki wpływ na jej pracę zawodową miało urodzenie dzieci? Czy Agnieszka Grochowska musiała rezygnować z ról? Czy jest coś, czego żałuje?

Siedzenie w domu z dzieckiem leczy z „gwiazdorstwa”?

Agnieszka Grochowska: Każdy sposób jest dobry. Zawsze czułam chroniczną niechęć, by być traktowaną inaczej, „bardziej”. Choć w jakimś stopniu oczywiście jestem uprzywilejowana, bo mam fajną pracę, nieźle zarabiam, mogłam spotkać Danutę Wałęsę i Toma Hardy'ego. Ale to są takie przygody Agnieszki w krainie czarów. We mnie siedzą bardzo głęboko moi dziadkowie i ich wrażliwość na ludzi, której próbowali i mnie nauczyć. Staram się pielęgnować to w sobie tym bardziej, im więcej i ciekawiej dzieje się u mnie zawodowo.

(…)

A macierzyństwo zmieniło cię jako aktorkę?

Agnieszka Grochowska: W tej pracy często testuje się graniczne emocje postaci, którą się gra, niekoniecznie samemu mając takie doświadczenia. Na tym polega ten zawód. Na próbie wcielenia się w życie, skórę kogoś innego. Znalezienie się samemu w sytuacji granicznej, a taką jest poród, na pewno dużo zmienia. Często grając trudne role – na przykład w „Stepach” Vanji d'Alcantary kobietę zesłaną w trakcie II wojny do Kazachstanu, która traci dziecko – miałam poczucie, że jestem nie na miejscu. Że zjadłam dobre śniadanie, że mam za fajne ubranie, że po zdjęciach pójdę na masaż. Czułam, że jestem za słaba psychicznie i emocjonalnie, żeby to grać. Że nie potrafiłabym się z taką sytuacją zmierzyć. Że nie jestem godna. Było mi jakby wstyd. Chodziło to za mną przez wiele lat.

Doświadczenie porodu to zmieniło?

Agnieszka Grochowska: Rodząc dziecko, dotykasz tajemnicy życia i śmierci. To proces odwrotny do umierania. Doświadczyłam czegoś mnie przewyższającego. I dałam sobie spokój z wyrzutami, że czegoś nie jestem w stanie zrozumieć. Może wszystko jest ułudą, ale jeśli nie, to to doświadczenie pozwoliło mi zobaczyć coś bardzo, bardzo realnego. Spotkały się moja psychika, ciało, intuicja, podświadomość, moje lęki, odwaga, moja kobiecość.

Nie miałaś jeszcze dzieci, kiedy dostałaś propozycję zagrania Danuty Wałęsy, matki ósemki.

Agnieszka Grochowska: Kiedy zdjęcia do „Człowieka z nadziei” się zaczynały, nie byłam jeszcze w ciąży, kiedy się kończyły – już tak. Jakoś trzy dni po tym, gdy na świat przyszedł mój starszy syn, zadzwonił Andrzej Wajda. Myślałam, że chce pogratulować. Oczywiście to też. A potem powiedział: „Pani Agnieszko, to może za dwa tygodnie byśmy zrobili jakieś zdjęcia?”. Okazało się, że konieczne są dokrętki. Na szczęście to były w końcu dwa miesiące, więc zdążyłam dojść do siebie.

(…)

Logistyka matki aktorki jak wygląda?

Agnieszka Grochowska: Bardzo trzeba się dopasowywać do sytuacji, ciągle improwizować. Bardzo trudno jest znaleźć jakąkolwiek rutynę. Ale z moim starszym synem spędziłam dużo więcej czasu niż ktoś, kto pracuje na etacie. Oczywiście kiedy mam zdjęcia, to nie bardzo wiadomo, w co ręce włożyć. Psychicznie najtrudniej jest, kiedy rola przecina się z życiem. Na planie „Obcego nieba”, filmu o rodzicach, którym szwedzka opieka społeczna odbiera dziecko, trudno mi było nie przenosić doświadczenia oszalałej z rozpaczy matki. Z powodu macierzyństwa musiałam odrzucić kilka projektów. Nie da się, niestety, połączyć wszystkiego.

Czegoś żałujesz?

Agnieszka Grochowska: Nie. Czasem trzeba coś stracić, żeby móc coś innego zyskać. Myślę, że kiedy decydujesz się mieć dzieci, to nie po to, żeby się nie dowiedzieć, czym to rodzicielstwo jest. Z mojego punktu widzenia wejście w to jest nieodzowne. Czułam, że pierwsze trzy lata dziecka są decydujące, że nie da się ich nadrobić. Wydaje mi się, że jeśli tylko można, trzeba wtedy być z dziećmi. Ja mogłam. Wróciłam do pracy, ale nie w wymiarze trzystu dni w roku. Zatem swoją sytuację postrzegam jako wyjątkowo uprzywilejowaną.

Agnieszka Grochowska o tym, jak wygląda rzeczywistość kobiet w Polsce

W wywiadzie Agnieszka Grochowska poruszyła też kwestię wsparcia dla kobiet w ciąży. Zdaniem aktorki to, co obywatelkom proponuje państwo, jest złe i sprawia, że kobiety znajdują się w ciężkiej sytuacji.

Siedzisz w domu z dwojgiem dzieci. Czy aktorka ma urlop macierzyński?

Agnieszka Grochowska: Nie siedzę, tylko chcę być z moimi dziećmi. Czasownik „siedzieć” nie do końca oddaje tę sytuację. Pokazuje za to, jak przyzwyczailiśmy się o tym mówić, jaki mamy do tego stosunek. W jakimś sensie dotyczy to też urlopu macierzyńskiego. Jeszcze jakiś czas temu jeśli nie miałaś firmy bądź etatu, nie przysługiwał ci żaden. Przy pierwszym dziecku byłam w takiej właśnie sytuacji. Czułam jakąś niestosowność tego, by zakładać firmę, już będąc w ciąży, więc nie dostałam potem ani złotówki. Dla mnie to było szokujące. Tyle pracujesz, a potem nie jesteś w stanie zagwarantować sobie żadnego świadczenia. Spadasz w niebyt. Jesteś kobietą, w której życiu zaszły niesamowite, doniosłe zmiany, ale dla państwa to nie istnieje. Jakiś czas potem aktorom odebrano możliwość odliczania od przychodu 50 procent kosztów uzyskania. Wtedy, podobnie jak kilka osób z branży, założyłam firmę i tak funkcjonuję.

(…)

Rządzący Polską są przekonani, że o ciele kobiet i ich prawach wiedzą więcej niż one.

Agnieszka Grochowska: Trudno sobie wyobrazić, jak państwo może chcieć wejść w sfery tak subtelne, osobiste, nieopisywalne. Jesteśmy częścią natury. Zwykle to pomijamy, ale tak jest. Nikt nam nie może dyktować rozwiązań. Sami musimy wybierać. Pamiętam, jak siedziałam z moim pierwszym synem w szpitalu, karmiłam go i myślałam: jestem niedźwiedziem. Odkrycie. Jestem wilkiem. Mogę pójść z tym małym dzieckiem do lasu i ono przeżyje.

Kiedy w Warszawie były marsze, urodził się mój drugi syn. Nie chciałam iść ubrana na czarno. Chciałam świętować. Odłączyłam się od wszystkiego i wyjechałam z czterotygodniowym dzieckiem i czterolatkiem na wieś. Spędziłam w środku pola miesiąc. Nie miałam internetu, telewizji, nie kupowałam gazet. Poprosiłam męża, żeby mnie nie informował o niczym. Z jednym dzieckiem w nosidle, a drugim za rękę przemierzaliśmy Puszczę Knyszyńską i paliliśmy ogniska.

Polecamy też: O marzeniach, sukcesie i rolach w Hollywood. Agnieszka Grochowska kończy 37 lat​

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Mama przy stole jest szczęśliwa”, mówią o MAGDZIE GESSLER jej dzieci – LARA GESSLER i TADEUSZ MULLER. „Ta tęsknota jest jeszcze gorsza niż na początku…”, wyznaje MAGDALENA ADAMOWICZ, żona tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska PAWŁA ADAMOWICZA. OLGA TOKARCZUK, noblistka z dredami. RAFAŁ i GRZEGORZ ZAWIERUCHA. Aktor i uczestnik „MasterChef” – na czym polega siła braci? EWA PACUŁA i NICOLE SALETA - jak nieuleczalna choroba determinuje ich życie.