ZE ŚWIATA GWIAZD

Depresja poporodowa. Wyznanie Adele nagłośniło problem milionów kobiet na całym świecie, także Polek

Weronika Bruździak-Gębura 2 listopada 2016 14:30
Adele
Fot. Theo Wenner Rolling Stone/ Instagram Vanity Fair

W najnowszym numerze „Vanity FairAdele przyznała, że po urodzeniu dziecka w 2012 roku cierpiała na depresję poporodową. Podobne przeżycia po urodzeniu drugiego dziecka miała polska piosenkarka, Anna Wyszkoni, która jest ambasadorką kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”.

 

„Popadłam w stany depresyjno-podobne. Miałam huśtawki nastroju – od euforii do przygnębienia. Z jednej strony była radość związana z narodzinami dziecka, a z drugiej strony był smutek w związku z tęsknotą za sceną. (…) Wydaje mi się, że depresja jest czymś dużo poważniejszym niż stan, z którym miałam do czynienia. Uważam jednak, że jest to temat, o którym warto mówić publicznie- wyznała Anna Wyszkoni w książce „Depresja poporodowa. Możesz z nią wygrać” autorstwa Anny Morawskiej.

 

Piosenkarka dodała, że w ten stan może wpaść każda z nas:

„Depresja poporodowa może spotkać zarówno kobietę pracującą, businesswoman, jak i gospodynię domową, która nie pracuje zawodowo. Trzeba mówić o depresji, żeby uzmysłowić ludziom skalę problemu i podpowiedzieć, jak walczyć z chorobą”.

 

Zła matka

Z kolei w najnowszym numerze „Vanity Fair” o swoich przeżyciach związanych z depresją poporodową opowiedziała Adele. Tak odpowiedziała na pytanie o plany powiększenia rodziny:

 

„Za bardzo się boję. Miałam wyjątkowo ciężką depresję poporodową po tym, jak urodziłam syna. To mnie przeraża. Nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam. Bardzo niechętnie o tym mówię. Pewnego dnia powiedziałam do mojej przyjaciółki: K***a nienawidzę tego. Ona się rozpłakała i odpowiedziała: Ja k***a też.”

 

Miałam obsesję na punkcie mojego dziecka. Czułam się taka nieudolna. Miałam wrażenie, że podjęłam najgorszą decyzję w moim życiu. W końcu powiedziałam: dam sobie popołudnie, tydzień na zrobienie co tylko k***a chcę bez mojego dziecka. Koleżanka zapytała, czy nie czuję się z tym źle. Odpowiedziałam, że owszem, ale nie tak źle, gdybym tego nie zrobiła - wyznała piosenkarka.

 

Dodała, że dużym problemem jest strach przed oceną innych.

Moje cztery przyjaciółki czuły to samo co ja. I tak samo jak ja wstydziły się o tym mówić. Ze strachu, że ktoś nam powie, że jesteśmy złymi matkami.”

 

27 tysięcy Polek

Kampania „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję” ruszyła na początku października z okazji Europejskiego Dnia Walki z Depresją. Ta edycja jest poświęcona depresji poporodowej. Zgodnie z danymi GUS, w 2015 roku w Polsce urodziło się 270 tysięcy dzieci. Autorzy podręczników do psychiatrii mówią, że na depresję poporodową cierpi od 10 do 20 procent matek. Można więc oszacować, że w zeszłym roku zachorowało na nią przynajmniej 27 tysięcy Polek. Zgodnie z danymi NFZ, w 2015 roku w ramach funduszu z powodu depresji poporodowej leczyło się zaledwie 51 kobiet.

 

Największym problemem jest diagnoza, a raczej jej brak. Wiele kobiet bagatelizuje problem, zrzucając złe samopoczucie na karb zjawiska zwanego „baby blues”. To inaczej smutek poporodowy spowodowany huśtawką hormonów. Doświadcza go 50 – 80 procent świeżo upieczonych mam. Objawia się obniżonym nastrojem i apatią. Trwa maksymalnie dwa tygodnie.

 

Śmiertelna choroba

Jeśli złe samopoczucie trwa dłużej, może oznaczać depresję. Bezsenność, myśli samobójcze, obniżony nastrój, nieodczuwanie przyjemności, poczucie winy, niska samoocena, niechęć do opieki nad dzieckiem albo obsesja na jego punkcie – twarze depresji poporodowej są różne.

 

A nieleczona jest chorobą śmiertelną. Czasami wystarczy psychoterapia, jednak w ciężkich przypadkach potrzebne są leki antydepresyjne. Kluczowe jest wsparcie najbliższych, gdyż to oni jako pierwsi widzą niepokojące objawy.

 

Najgorszą rzeczą dla kobiet w tym stanie jest samotność. Wie o tym Ewa, Polka mieszkająca w Sydney. Gdy urodziła drugie dziecko, zachorowała na depresję. Tak opisała swoją historię w książce „Depresja poporodowa. Możesz z nią wygrać”:

 

„Trzy miesiące po narodzinach córki mąż dostał pracę w centralnej części Australii i wyjechał tysiąc kilometrów od Sydney, w którym zamieszkaliśmy u znajomych Polaków. Czułam się potwornie samotna. (…) Kiedy mąż wyjechał do pracy w buszu, a ja zostałam sama z dziećmi w Sydney, codziennie myślałam tylko o tym, żeby zabić siebie i dzieci. Planowałam wyjść z nimi na tory i rzucić się pod pędzący pociąg. Przed zrobieniem tego powstrzymywała mnie tylko myśl o tym, czy dam radę zabić się z dwojgiem dzieci. Bałam się, co się stanie, jak jedno z nich przeżyje. Co zrobi mąż z tym dzieckiem? Czy będzie się nim opiekował, czy odda komuś? Tylko ta niepewność w tamtym momencie uchroniła nas przed tragedią.”

 

Polecamy też: Efekty jak w „Opowieściach z Narnii” i tragiczna historia w tle. Ten polski film może być hitem!​

Wideo

Widoki zapierające dech i wycieczka śladami „Gry o Tron”, czyli #PricelessCroatia  

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Izabela Janachowska o cudzie macierzyństwa i synku Christopherze, Dominika Tajner w pierwszym wywiadzie po rozstaniu z Michałem Wiśniewskim oraz Krystyna Demska-Olbrychska i Daniel Olbrychski o przepisie na udane małżeństwo.