O TYM SIĘ MÓWI

Monika Kuszyńska niedawno znów została mamą. Ten cud wydarzył się dzięki pomocy lekarzy

Znamy kulisy drugiej ciąży wokalistki

Konrad Szczęsny 30 grudnia 2018 11:58

Monika Kuszyńska została po raz pierwszy mamą 15 lutego 2017 r. Urodziła wówczas syna Jeremiego. Ponad półtora roku później, w połowie grudnia 2018 roku, wokalistka znów poinformowała fanów, że jej rodzina się powiększyła. Na świat przyszła Kalinka. Jedna i druga ciąża była jednak do końca tajemnicą... Dziś znamy więcej szczegółów, dzięki którym artystce poruszającej się na wózku udało się urodzić zdrową córeczkę.

Szczegóły drugiej ciąży Moniki Kuszyńskiej

Każda mama uważa urodzenie dziecka za ogromny cud, ale w przypadku Moniki Kuszyńskiej, która jest sparaliżowana od pasa w dół, cud ten powinien liczyć się podwójnie. Artystka podzieliła się z fanami radosną nowiną w 19 grudnia. "Tydzień temu urodziła się śliczna dziewczynka ❤️Nasza Kalinka❤️ Chcielibyśmy ogromnie podziękować całej obsadzie nocnego dyżuru z 11 na 12 grudnia "Bloku Porodowego I" w ICZMP w Łodzi. Szczególne podziękowanie dla wspaniałego dr n. med. Stanisława Sobantki❤️ Dziękujemy również całemu oddziałowi Położnictwa, Perinatologii i Ginekologii ICZMP. Uściski dla dr n. med. Marleny Berner-Trąbskiej (prowadzącej ciążę) oraz Ireny Rychty - cudownej położnej😍”, napisała Kuszyńska w sieci.

Prawie dwa tygodnie później tygodnik Życie na gorąco wyjawił, skąd tak wiele osobistych podziękowań pojawiło się we wpisie Moniki Kuszyńskiej. Wokalistka pozostawała oczywiście pod stałą opieką i kontrolą lekarzy w trakcie ciąży, ale ponadto skorzystała z dwóch opcji, które zostały przygotowane specjalnie dla niej. Dziennikarze magazynu twierdzą, że po pierwsze gwieździe zostały zaproponowane konsultacje dotyczące oczyszczania organizmu. Piosenkarka skorzystała z nich, tak samo jak z jazdy na specjalnym rowerze, dzięki któremu mięśnie Moniki Kuszyńskiej mogły aktywnie pracować.

Szczęśliwym rodzicom, Monice i Jakubowi, życzymy wielu pięknych chwil spędzonych z dwójką dzieci, a Was zachęcamy do przeczytania fragmentu archiwalnego wywiady z artystką. To właśnie w szczerej rozmowie z VIVĄ! piosenkarka zdradziła, że jej największym marzeniem po wypadku samochodowym było zostanie mamą.

Archiwalny wywiad z Moniką Kuszyńską o wypadku i macierzyństwie 

W 2010 r. Monika Kuszyńska zdradziła Krystynie Pytlakowskiej na łamach VIVY!, że jedyna rzecz, o jakiej myślała w chwili wypadku, to to, że bardzo chce zostać matką. Przeczytajcie archiwalne, wzruszające wypowiedzi artystki.

– Pokochałaś siebie również dlatego, że znalazłaś miłość? Że masz chłopaka?

Skąd wiesz?

– Nie da się ukryć uczuć, jakie Was łączą. To przecież Kuba przywiózł Cię tutaj, do mnie?

Nasza historia jest bardzo ciekawa, a może banalna. Znamy się już długo. Jeszcze sprzed wypadku. Przyjaźniliśmy się. Całkiem niedawno – może rok temu – odkryliśmy, że łączy nas coś więcej niż przyjaźń. On widzi we mnie kobietę i ja czuję się przy nim jak kobieta. Cały czas jest przy mnie, pomaga mi, wspiera. Stał się częścią mojego życia. Jest świetnym muzykiem. Może będziemy razem grać? Wiesz, czuję, że dziś mogę wszystko. Mogę żyć, mogę  znów cieszyć się swoją kobiecością. Mogę kochać, mogę być kochana... Może... mogę być matką.

– Bałam się o to spytać.

W dniu wypadku miałam 26 lat. Dla mnie za wcześnie było myśleć o dziecku. Kiedy jednak leżałam jeszcze we wraku samochodu, dusząc się własną krwią, łapiąc z trudem każdy oddech, nawiedził mnie wielki spokój. Wiedziałam, że muszę walczyć o życie, a jednocześnie czułam, że nie umrę. Dotknęłam swoich nóg – nie czułam ich.

Nie miałam pojęcia, jak dalej będę żyła. Ale w mojej głowie uparcie powracało pytanie: Czy będę kiedyś matką. „Panie Boże, nie odbieraj mi tego, spraw, żebym mogła być matką”, błagałam aż do przyjazdu karetki. Nie wiem, skąd mi się to wzięło.

– Gdy jesteśmy zdrowe, wiemy, że kiedyś zaznamy macierzyństwa. Ale odkładamy je na później. Natomiast wypadek może przekreślić tę szansę. I dlatego prosiłaś Boga, by Ci ją podarował.

Możliwe. Mam nadzieję, że sobie ją wymodliłam. Że wymodliłam sobie wiele szans.

– Kilka sekund zmieniło Twoje życie. Ułamki sekund. Pamiętasz je?

Pamiętam wszystko, niestety. Mokrą szosę – padało. Zieleń drzew na poboczu. Pisk opon. Krzyk Roberta.

– Twój krzyk?

Ja zamarłam. Głos uwiązł mi w gardle. Potem zapamiętałam już tylko dźwięki.  Nie odważyłam się otworzyć oczu.

– Miałaś jakieś przeczucie przed wypadkiem? Jakiś strach, niepokój?

Dziwne, ale poprzedniego wieczoru podczas koncertu byłam spięta jak nigdy. Powiedziałam nawet menedżerce, że czuję się tak, jakby to był bardzo ważny koncert, że mam taką tremę, jakbym śpiewała na festiwalu. „Jakby to był ostatni koncert w moim życiu”, dodałam. Potem w nocy źle spałam. Nie wierzę w przeczucia, ale widzisz... Chyba je miałam.

– Gdybyś siedziała z tyłu, nic by Ci się nie stało.

Tak, ale w ostatniej chwili zdecydowałam się usiąść koło kierowcy. Kolega powiedział: „Usiądź z przodu, będzie ci wygodniej”. Kto zadecydował za nas, że zamieniliśmy się na miejsca? Kto podjął decyzję, że jemu nic się nie stanie? Istotne jest to, że ten sam kolega – Leszek, uratował nam życie. Wyjął kluczyk ze stacyjki.

– Zapamiętałaś sam moment wypadku?

Wiesz, to niesamowite, bo byłam w szoku, a jednocześnie myślałam bardzo racjonalnie: Monika, nie ruszaj się, zaraz przyjadą, uwolnią cię. Zapamiętałam głosy, zgrzyt blachy, gdy rozcinano samochód. I dojmujący ból. A potem pamiętam zimne światło lamp na szpitalnym suficie, gdy wieziono mnie na operację. Nienawidzę szpitali.

– Pisano, że nie miałaś zapiętych pasów, bo akurat zdejmowałaś kurtkę?

Gdyby tak było, pewnie dzisiaj nie miałabyś z kim rozmawiać. Uderzyłabym głową o szybę. Ale byłam silnie umocowana, więc cała siła uderzenia skupiła się na moim tułowiu, nie powodując urazu głowy. Ciężko to wspominać.

– Dlatego odcięłaś się od świata?

Chciałam być tylko wśród ludzi, którzy stali mi się w tamtym czasie bliscy. Nie odbierałam telefonów, nie chciałam, by mój dawny świat wkraczał do obecnego. To za bardzo bolało. Dawnego świata dla mnie już nie było.

– Załamałaś się, gdy ostatnia operacja w Rosji się nie powiodła?

Nie wiem, czy się nie powiodła. Efekty mogą nastąpić za jakiś czas. Byłam o tym uprzedzona. Najgorszy moment przeżyłam po drugiej operacji, w Polsce. Miała coś poprawić, a nic nie dała poza niewyobrażalnym bólem. Nie wiem, czy umiem ci wytłumaczyć, co to znaczy: niewyobrażalny. Żeby się go pozbyć, oddałabyś wszystko.

– Straciłaś wtedy wiarę, że się uda?

Wiary nie straciłam nigdy, choć z pewnością przeszła ona wtedy wielką próbę. Płakałam, a gdy brakowało łez, milczałam pogrążona w smutku. Miałam czarne myśli. Najgorzej, gdy odzyskujesz jasny umysł. Analizujesz. Mnie to dopadło dopiero w Konstancinie, kiedy z raju, jakim była klinika we Wrocławiu, przeskoczyłam do piekła. W tym czasie zaczęto odstawiać mi środki przeciwbólowe. Lekarze w ogóle nie chcieli ze mną rozmawiać. To był koszmar.

Tylko jeden chłopak, salowy – nawet nie pamiętam jego imienia – pomagał mi, starał się odwrócić moją uwagę od choroby. Ale to w takiej sytuacji niewykonalne zadanie. Nie da się czytać, oglądać telewizji, nic. Podświadomie skupiasz się na swoim ciele, próbujesz za wszelką cenę poruszyć palcami u nóg, a one jakby należały do kogoś innego. Ja zresztą cały czas je testuję. Nawet teraz, podczas naszej rozmowy.

– Zadawałaś sobie pytanie: dlaczego ja?

Zadawałam i wciąż zadaję sobie inne pytanie: Jaki jest sens tego wydarzenia? Kolejnym etapem po wypadku, po szoku, malignie, odzyskiwaniu świadomości jest myśl, że to wszystko zdarzyło się nie ot tak sobie, tylko w jakimś celu. Gdyby było inaczej,  światem rządziłby chaos i przypadek. Chcę wierzyć, że to jednak coś więcej, że to wszystko ma jakiś głębszy sens.

-Młoda, piękna dziewczyna, przed którą całe życie, kariera, i nagle wszystko zostaje przekreślone? To jest po coś?

Choć zaraz po wypadku był we mnie bunt, nie chciałam myśleć, że Bóg jest okrutny, bezwzględny. Odpowiedzi szukałam więc głębiej. I któregoś dnia przebłysk: A może w ten sposób Bóg mnie przed czymś uratował?

– Przed czym?

Może nie szłam w dobrą stronę? Jak mówisz, byłam piękną dziewczyną, śpiewałam, robiłam karierę. Ale na ile byłam wartościowym człowiekiem? Na ile głębokim, świadomym? Trudno mi teraz odnieść się do tego poprzedniego życia. Ciężko mi nawet przypomnieć sobie, jak było przed wypadkiem. Jaka ja wtedy byłam. Wypieram z pamięci wszystko sprzed czterech lat. Jakbym wówczas to nie była ja, jakby to był sen. Ten wypadek mnie obudził.  

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Pandemia nie zmieniła mojego życia, to ja sama je zmieniłam…”, mówi AGNIESZKA MACIĄG. Kraśko, Olejnik, Rodowicz, Rusinek, Szczygieł, Wojciechowska… o emocjach i rodzinnych relacjach w izolacji domowej. JACEK SANTORSKI radzi, jak nie zwariować w czasie pandemii. Zmierzch zachodniej cywilizacji? Beata Pawlikowska w egzystencjalnych rozważaniach w dobie koronawirusa.