Film Witajcie w Marwen
Fot. Materiały prasowe
VIVA! RECENZJE

Najnowszy film Roberta Zemeckisa to nieudana zabawa lalkami

Recenzja filmu „Witajcie w Marwen”

Łukasz Kaliński 28 lutego 2019 13:27
Film Witajcie w Marwen
Fot. Materiały prasowe

Robert Zemeckis to twórca, który przed laty rewolucjonizował kino. Łącząc w umiejętny sposób nowinki techniczne z opowieściami, które nigdy nie traciły z oczu człowieka, dał światu m.in. Forresta Gumpa. Kilkanaście ostatnich lat w jego karierze to jednak kolejne mniej lub bardziej nieudane próby powrotu do formy sprzed lat. Najnowszy film Zemeckisa Witajcie w Marwen trzeba zaliczyć do tych drugich. W kinach od 1 marca.

Opis filmu „Witajcie w Marwen”

Mark Hogancamp (Steve Carell) to ofiara brutalnego pobicia, które pozostawiło po sobie traumę. Napadniętemu przez kilku mężczyzn i skatowanemu niemal na śmierć, cudem udało się przeżyć, ale Mark nigdy nie był już taki sam jak kiedyś. Zamknięty w sobie i w pełni poświęcony swojej pasji, jaką stało się fotografowanie lalek, skazał się na samotność. Świat fantazji, do jakiego ucieka każdego dnia, jest dla niego najlepszą formą obrony przed przeszłością. W świecie lalek zamieszkujących w trakcie II wojny światowej stworzone przez Marka fikcyjne belgijskie miasteczko Marwen – jest bezpieczny. Chronią go tam piękne i uzbrojone po zęby dziewczyny wzorowane na kobietach, które zna w rzeczywistości. Ale i on sam świetnie sobie tam radzi, będąc w Marwen niepokonanym amerykańskim żołnierzem, kapitanem Hogie’em. Tymczasem w życiu Marka szykuje się kilka wyzwań. To przede wszystkim wystawa jego fotografii, ale i koniec procesu jego oprawców, którzy czekają na wyrok. Sporo też zmieni pojawienie się nowej sąsiadki Nicol bez „e” na końcu (Leslie Mann).

Recenzja filmu „Witajcie w Marwen”

Opowiedziana w filmie Roberta Zemeckisa historia wydarzyła się naprawdę. Inspiracją do nakręcenia Witajcie w Marwen był dokumentalny film Jeffa Malmberga Marvencol opowiadający o życiu i twórczości Marka Hogancampa. Artysty, który po ciężkim pobiciu poświęcił się budowie makiety belgijskiego miasteczka w skali 1:6 zapełnionego lalkami przypominającymi jego znajomych, a także napastników, którzy go pobili.

Jak przystało na kino Roberta Zemeckisa, Witajcie w Marwen przede wszystkim zwraca uwagę oryginalną formą wizualną. Filmowiec, który w przeszłości umiejętnie połączył postać Forresta Gumpa z archiwalnymi nagraniami byłych prezydentów Stanów Zjednoczonych czy nakręcił film o nieistniejących już dwóch wieżach World Trade Center, tym razem po raz kolejny próbuje dokonać przełomu w animacji. Wcześniej eksperymentował już na tym polu w Ekspresie polarnym i Beowulfie, których głównym założeniem była możliwie jak najbardziej realistyczna animacja postaci. Teraz obdarzył pojawiające się w filmie lalki twarzami występujących w rolach głównych Carella, Mann, Diane Kruger, Janelle Monáe czy Gwendoline Christie. I trzeba przyznać, że efekt robi wrażenie, idąc o kilka kroków dalej od innego filmu z lalkami w rolach głównych, nakręconego w 2004 roku Ekipa Ameryka: Policjanci z jajami. Ekranowa iluzja posunięta jest do tego stopnia, że często można zadać sobie pytanie: jak oni to zrobili? Pytanie charakterystyczne dla całej twórczości Zemeckisa.

Zwiastun filmu „Witajcie w Marwen”

Niestety zachwyty nad formą wizualną to wszystko, co dobrego można powiedzieć o filmie Witajcie w Marwen. Zemeckisowi tym razem zupełnie nie udało się oddzielić tego, co techniczne od tego, co powinno wzruszać i chwytać za serce. Podczas gdy w najlepszych filmach Zemeckisa wizualne efekty służyły historii, tutaj historia służy wizualnym efektom. Zdecydowanie za często wybieramy się razem z bohaterem do miasteczka Marwen, gdzie śledzimy niekończące się strzelaniny i flirty z udziałem kapitana Hogiego. Hogie jest świetnym pilotem, amantem, wojownikiem. Hogie najlepiej na świecie nosi szpilki na wysokim obcasie. Hej, panie Zemeckis, Hogie to lalka!

A co z ludźmi? Oni żyją tu od wizyty w Marwen do wizyty w Marwen. Zabrakło czasu na odpowiedni rozwój historii, dzięki któremu moglibyśmy poznać ich bliżej. Większość z kobiet, na których wzorowane są lalki pojawia się tu tylko na chwilę. Inne postaci podobnie, w często dość absurdalnych epizodach. Steve Carell, który chyba już na dobre odciął się od wizerunku komedianta, tym razem przez większość filmu paraduje z jedną, smętną miną, nie wywołując żadnych większych emocji. Przemiana jego bohatera jest nieprzekonująca. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że potrzebna byłaby mu raczej konsultacja ze specjalistą i dziwi, że nikt nie próbuje mu w ten sposób pomóc.

Pod względem technicznym nie można filmowi Witajcie w Marwen niczego zarzucić. Cała reszta zupełnie nie przekonuje. Witajcie w Marwen miał zadatki na kolejnego Forresta Gumpa (nawet plakaty mają podobne), ale nie wyszło.

Film w kinach od 1 marca.

Plakat filmu Witajcie w Marwen

plakat filmu Witajcie w Marwen
Fot. United International Pictures/materiały prasowe

Wideo

Paweł Królikowski zostawił najpiękniejszy możliwy testament. Żona opowiedziała o szczegółach

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA CHODAKOWSKA I LEFTERIS KAVOUKIS o balansie, jaki dała im pandemia, domu w Warszawie i… raju w Atenach. Co takiego wydarzyło się, że RAFAŁ KRÓLIKOWSKI powiedział sobie: „Hola, hola, panie Królikowski, czasami trzeba przystopować…”? AIDA KOSOJAN-PRZYBYSZ z córkami ALICJĄ i MARGO – Jak być matką, kiedy widzi się przyszłość? W cyklu Kobiece historie: Fonda, Birkin, Joplin, Mitchell – buntowniczki i hippiski, które zmieniły świat. Miasto miłości: Nowy Jork nie pozwoli zasnąć zakochanym.