VIVA! RECENZJE

Czarne bractwo. BlacKkKlansman to najlepszy film Spike’a Lee od lat

Przeczytaj recenzję filmu nominowanego do Oscara!

Łukasz Kaliński 1 lutego 2019 11:55
Film Czarne Bractwo. BlacKkKlansman
Fot. Materiały prasowe

Po zakończonym seansie premierowym podczas Festiwalu Filmowego w Cannes publiczność nagrodziła Czarne bractwo. BlacKkKlansman kilkuminutowymi oklaskami. Nic dziwnego, to zdecydowanie najlepszy z ostatnich filmów wyreżyserowanych przez Spike’a Lee. Powalczy o Oscary w sześciu kategoriach.

„Czarne bractwo. BlacKkKlansman”. Opis fabuły

Ron Stallworth (John David Washington) to pierwszy czarnoskóry policjant na posterunku w Colorado Springs. Jest początek lat 70., coraz częściej do głosu dochodzą radykalni czarnoskórzy działacze walczący z nierównościami rasowymi. W Colorado Springs ma odbyć się spotkanie Związku Czarnoskórych Studentów, na którym ma przemawiać jeden z założycieli ruchu Czarnych Panter, Kwame Ture (Corey Hawkins). Głosi on radykalne poglądy wzywające swoich słuchaczy do tego, by przygotowali się na nadchodzącą wojnę międzyrasową. Stallworth zostaje wydelegowany na to spotkanie jako tajniak. W trakcie spotkania poznaje przewodniczącą związku, Patrice Dumas (Laura Harrier). Patrice nie darzy sympatią policjantów, którzy często nadużywają przemocy i są rasistami. Wkrótce Ron zostaje tajniakiem na pełny etat. Wiedziony impulsem postanawia odpowiedzieć na ogłoszenie w gazecie. W ten sposób miejscowy Ku Klux Klan poszukuje nowych członków. Ku swojemu zdumieniu, jego zgłoszenie zostaje zaakceptowane. Kolejnym krokiem jest spotkanie z przedstawicielami organizacji. Ron namawia swojego kolegę z wydziału Flipa Zimmermana (Adam Driver), by wybrał się na nie w jego imieniu. Flip szybko orientuje się, że klan przygotowuje w najbliższej przyszłości zamach. Razem z Ronem kontynuują śledztwo, by poznać szczegóły tego zamachu.

„Czarne bractwo. BlacKkKlansman”. Recenzja filmu

Historia opowiedziana w filmie Spike’a Lee wydarzyła się naprawdę. A przynajmniej częściowo. Scenariusz filmu został oparty na motywach książki Rona Stallwortha Black Klansman. Pod koniec lat siedemdziesiątych – akcja filmu została przesunięta o kilka lat wstecz – przez kilka miesięcy razem ze swoim partnerem, którego personalia nie są znane, infiltrował lokalny oddział Ku Klux Klanu. Nawiązał też kontakt z Wielkim Mistrzem KKK Davidem Duke’em (Topher Grace). Zainspirowany tą historią Spike Lee wzbogacił ją o planowany zamach i wynikające z niego perturbacje oraz dodał do historii fikcyjną postać Patrice Dumas.

Filmowy Stallworth trafia do Ku Klux Klanu w momencie jego transformacji. Choć członkowie lokalnego oddziału, do którego dołącza to zdeklarowani rasiści, którzy nienawidzą wszystkich i nie zamierzają się zmieniać, na szczytach władzy jest Wielki Mistrz David Duke. Osobiście woli się jednak nazywać dyrektorem generalnym. Jest przekonany, że stare, brutalne metody działania jego organizacji – zastraszanie, palenie krzyży, lincze – powinny odejść do lamusa. Jest zwolennikiem zawoalowanej polityki gładkich słówek, które mają zapewnić mu wygraną w wyborach i wspinanie się po szczeblach władzy. Zdaje sobie sprawę, że jeśli chce sprawić, aby „Ameryka znów była biała” nie może afiszować się z białym kapturem na głowie. Do tego potrzebne jest stanowisko publiczne.

Zwiastun filmu „Czarne bractwo. BlacKkKlansman”

Pod płaszczykiem kina rozrywkowego, które długimi fragmentami utrzymane jest w lżejszym tonie, Spike Lee zwraca uwagę na problem rasizmu. Posługując się terminologią, która dzisiaj określana byłaby mową nienawiści, przypomina świat, w którym niepokoje rasowe osiągały stan wrzenia. Polityczne manifestacje, radykalne organizacje nawiązujące do rewolucji, nadużywający władzy policjanci, rasiści trenujący strzelanie na tarczach przypominających czarnoskórych ludzi. Jednak w filmie Czarne bractwo. BlacKkKlansman to nie tylko obrazki z dawno zapomnianej przeszłości. To również paralela do czasów współczesnych. Pojawiające się w filmie hasła pokroju „America First” nie pozostawiają wątpliwości co do głównego adresata zarzutów. A wiadomo, że historia lubi się powtarzać.

Spike Lee umiejętnie ukrywa przesłanie swojego filmu w rozrywkowej formie. Momentami Czarne bractwo. BlacKkKlansman przypomina wspominane w filmie kino nurtu blaxpoitation. Starannie stylizowani bohaterowie, wpadająca w ucho ścieżka dźwiękowa i charakterystyczny żargon, jakim posługują się bohaterowie to główne kolory palety, jaką Lee maluje lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku. W filmie znalazło się też miejsce dla sporej dawki humoru. Sprzyja mu absurdalna sytuacja, w jakiej znajdują się bohaterowie filmu. Źródłem komizmu są też członkowie Ku Klux Klanu ze szczególnym uwzględnieniem Davida Duke’a. Sportretowani nie tylko jako zaślepieni rasiści, ale też osoby nie do końca rozgarnięte.

W swoim najnowszym filmie Spike Lee nie tylko ostrzega, ale też staje za mównicą niczym jeden z bohaterów jego filmu, Kwame Ture. I pokazuje, że „Black Power” to być może jedyne lekarstwo na „White Power”. 

Plakat filmu Czarne bractwo. BlacKkKlansman

plakat filmu Czarne bractwo. BlacKkKlansman
Fot. United International Pictures

Wideo

Wiemy, jak dbać o skórę dojrzałą! 

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

W wielkanocnym numerze Barbara Kurdej-Szatan z mamą i córką opowiadają o rodzinnych tajemnicach, a Joanna Mazur o tym, jak naprawdę wygląda życie niewidomej sportsmenki!