Dawid Podsiadło, "Viva!" listopad 2015
Fot. Łukasz Ziętek / Serwis Sony Music Poland
Tylko u nas

Dawid Podsiadło: "Narzeczona budzi mnie w nocy przekleństwami. Uwielbiam jej seanse"

Weronika Kostyra 4 listopada 2015 15:59
Dawid Podsiadło, "Viva!" listopad 2015
Fot. Łukasz Ziętek / Serwis Sony Music Poland

O Dawidzie Podsiadło zrobiło się głośno po zwycięstwie w programie "X Factor" w 2012 roku. Jego kariera ruszyła wtedy z kopyta, zarówno solowa, jak i z zespołem Curly Heads. Obecnie przygotowuje się do premiery drugiej solowej płyty – "Annoyance and Disappointment". Romanowi Praszyńskiemu, dziennikarzowi "Vivy!", opowiedział o tym, jak wpłynęła na niego popularność.  Zmienił się? A może wciąż jest tym samym chłopakiem z Dąbrowy Górniczej?

Czuję, że jestem bardzo młody. Tylko bardzo szybko wkroczyłem w dorosły świat. W którym nie czuję się jeszcze swobodnie. Nadal mam wrażenie, że jestem chłopakiem z liceum.

Jak czuje się z tak wielkimi zmianami w swoim życiu?

Generalnie czuję się świetnie. Ale zawsze znajdzie się taki dzień, kiedy myślisz, że wszystko jest bez sensu. Jest mnóstwo smutnych rzeczy w życiu i na dobrą sprawę łatwo można wpaść w taką spiralę smutku. Ja wtedy uciekam w gry, spotkania z przyjaciółmi albo drobne codzienne „problemy”. Wolę przejmować się tym, że skończyły mi się fajki. Mam komfort i żyję bezpiecznie. Jedynie w internecie zdarzają się hejty. Ale anonimowe, ludzie robią to dla sportu, tym się nie przejmuję.

Dawid Podsiadło,
Fot. Łukasz Ziętek / Serwis Sony Music Poland

 

W ciągu ostatnich trzech lat wydarzyło się naprawdę dużo - ciągłe koncerty, sesje w studiu nagraniowym, nagrody. Jak było wcześniej? Dorastał na Śląsku. Jak wspomina dzieciństwo?

Do 10. roku życia mieszkałem w Ząbkowicach. Hutnicze osiedle. Szare, ponure bloki. Ale jak tam wracam, to megasentyment. Dobrze wspominam czas tam spędzony, świat bez internetu, komputera. Siedzieliśmy na dworze. Graliśmy w piłkę, skakaliśmy po drzewach. Jakieś pirotechniczne pomysły, podpalaliśmy łąki. To była sypialnia Huty Katowice.

Jakim był wtedy chłopakiem?

Chyba byłem w porządku. Wszystkie braki blokowej natury – brak odwagi do bycia łobuzem – nadrabiałem tym, że potrafiłem się dopasować do otoczenia. Do dzisiaj korzystam z tego. Umiem się wklejać w charakter grupy, żeby się nie wyróżniać. Korzystać z jej dobrych stron. Eliminować złe. Asymilacja. Chyba traktuję ludzi na dystans. Ale jak byłem dzieckiem, nie analizowałem tego. Byłem raczej głuptasem.

Ponad rok temu wyprowadził się od mamy i przeniósł do stolicy.

Dużo łatwiej, gdy mieszkam w Warszawie, a nie w Dąbrowie. W stolicy załatwiam większość spraw związanych z tworzeniem płyty. Na miejscu mam muzyków i producenta. Tutaj też mam audycję w radiu.

Dawid Podsiadło
Fot. Łukasz Ziętek / Serwis Sony Music Poland

 

Śpiewa: „Mieszkam na Ochocie, jej ciepły głos budzi mnie”, bo…

Dokładnie tak jest! Mieszkam ze swoją narzeczoną, która dużo mówi przez sen. Czasami wyrywa mnie ze snu jej głos pełen napięcia. Czasem przeklina i to jest bardzo zabawne. Najlepsza rzecz na świecie. Uwielbiam jej seanse.

Czy zachłysnął się sławą? Co zmieniła w nim popularność? W rozmowie z "Vivą!" zapewnił, że nie zrobił niczego, czego by żałował, że "wyszedł ze wszystkiego z twarzą".

Nie skrzywdziłem ludzi, a jeżeli, to zdążyłem szybko naprawić błędy. Uwierzyłem w siebie i zacząłem sam siebie bardziej szanować. Powoli uczę się tego, żeby nie bać się nazywać siebie muzykiem. Na pewno poszerzyłem grono bliskich mi ludzi, którym zaufałem i z którymi uwielbiam spędzać czas. Ale ciągle też mam tych samych starych przyjaciół, z którymi utrzymuję kontakt.

Dawid Podsiadło
Fot. Łukasz Ziętek / Serwis Sony Music Poland

 

Czy prowadzi rockandrollowe życie? Romanowi Praszyńskiemu  wyznał, że bardzo nudny z niego wokalista:

Wstaję w południe. To dlatego, że chodzę spać o czwartej nad ranem. Często mam próby wieczorami, wracam do domu, jeszcze coś robię, obejrzę serial lub najdzie mnie jakaś inspiracja, coś napiszę. Albo o północy wyjdziemy gdzieś ze znajomymi. Później, kiedy nie pracuję nad muzyką, to często tracę czas na głupoty, jak internet, wciąż siedzę na iPhonie. Lubię wolne dni, mogę odpisać na e-maile, zapłacić rachunki, zadzwonić. Pograć sobie w grę, pogadać z rodziną.

Nudny? A jednak ma tatuaż. Na nadgarstku ma napis "Friends", logo swojego ulubionego serialu "Przyjaciele", do którego ma emocjonalny stosunek:

Kiedy postanowiłem, że chcę mieć tatuaż, pomyślałem o rzeczach, które mógłbym wytatuować. W które nigdy nie zwątpię, będę szanował i cenił. I które wiążą się z konkretnymi emocjami, wspomnieniami, ludźmi. To symbol, który dla mnie jest czymś więcej niż tylko logo serialu. Ale chyba każdy, kto decyduje się na tatuaż, ma z nim swoją historię. Ja swoją mam.

Cały wywiad z Dawidem Podsiadło w najnowszym numerze "Vivy!", który w kioskach od jutra.

Wideo

Poznaj wyjątkowe nowości Avon na wiosnę 2020!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

ADAMOWICZ, EGURROLA, FIGURA, GOLCOWIE, KUSZYŃSKA, SOYKA, NIEDENTHAL… w osobistych wspomnieniach o bliskich ich sercu miejscach. Według DOMINIKI KULCZYK świat zmieni tylko „czuła rewolucja”? Ważny głos w sprawie wykluczenia kobiet. „Wciąż mnie zaskakuje” – profesor JERZY BRALCZYK o języku polskim. W sentymentalną PODRÓŻ do nadbałtyckich kurortów zabierają nas m.in. CIERNIAK-MORGENSTERN, RODOWICZ, IWASZKIEWICZ.