Strona zawiera treści przeznaczone
tylko dla osób dorosłych

Prostytutka, seks, kajdanki, koronka, burdel
Fot. Adobe stock
TYLKO U NAS!

„Matka sprzedała mnie do burdelu”. Wstrząsające wyznanie prostytutki

Do agencji trafiła, gdy miała 16 lat. Była gwałcona, bita, upokarzana...

Konrad Szczęsny 27 stycznia 2020 18:14
Prostytutka, seks, kajdanki, koronka, burdel
Fot. Adobe stock

Jedne robią to dla pieniędzy. Inne z powodu dramatycznej sytuacji życiowej i potrzeby utrzymania rodziny. Jeszcze inne są zmuszane do prostytucji przez najbliższych: partnerów a nawet... matki. Książka „Prostytutki. Tajemnice płatnej miłości” autorstwa Magdy i Piotra Mieśników odsłania brutalną prawdę o tych, które oferuję swoje ciało za pieniądze. Historie w nich opisane oparte są na autentycznych rozmowach, jednak dane bohaterek zostały ze względu na ich bezpieczeństwo zmienione. Poniżej publikujemy wstrząsający fragment, dotyczący dziewczyny, którą własna matka sprzedała w wieku 16 lat do agencji towarzyskiej...

Fragment książki „Prostytutki. Tajemnice płatnej miłości”

„Znam każde pęknięcie i każdą plamkę na tym suficie. Mogę rozpoznać godzinę po tym, jak układają się na nim cienie. Widzisz to załamanie światła w rogu? Oznacza, że jest koło czternastej. Obserwuję to od czterech lat. Wtedy matka sprzedała mnie do burdelu. Jedną trzecią z tego, co zarobię, bierze dla siebie.

O czym myślę, gdy to robią? Ostatnio o tym, jak będzie miało na imię moje maleństwo. Jestem w czwartym miesiącu ciąży. Z drugim dzieckiem. To od pierwszego wszystko się zaczęło. Matka nigdy nie mówiła nam o seksie, ale który rodzic to robi? Nie znam osoby, którą matka lub ojciec uczyliby, jak zabezpieczyć się przed ciążą. Moja edukacja seksualna wyglądała tak, że chłopak powiedział: „Na pewno od jednego razu nie zajdziesz”. Tylko że ten jeden raz ciągle się powtarzał. I w końcu zaszłam.

Matka najpierw próbowała pozbyć się mojej ciąży. Żal jej jednak było wydawać tyle pieniędzy. Kazała mi się wykąpać i włożyć krótką sukienkę. Zaprowadziła mnie do mieszkania w nowym bloku. W przedpokoju była mała recepcja. Kanapa. Regał z alkoholem.

„Rozbieraj się” – rzucił facet koło sześćdziesiątki. Nie chciałam. Próbowałam wyjść. Matka sama ściągnęła ze mnie sukienkę. Groziła, że inaczej wyrzuci mnie z domu. „Zaraz zobaczymy, czy się nada” – stwierdził mężczyzna. Kazali mi iść do małego pokoju i czekać. Bez ubrania. W końcu przyszedł do mnie ten mężczyzna. Powiedział, że matka poszła do domu. I zaczął mnie… sprawdzać. Nie broniłam się. Wiedziałam, że matka mnie sprzedała. Wcześniej sama tu pracowała.

Za seks płacili 150 złotych. Oral 100. Inne rzeczy od 200 w górę. Pierwszy klient nie powiedział do mnie na- wet słowa. Miał obrączkę. Pachniał mocnymi perfumami. Od razu zaczął działać. Szybko skończył i wyszedł. Jedyna na świecie zasada, której takie jak ja się trzymają: gdy klient skończy, od razu wychodzi. Nawet jeśli od wejścia minęło pięć minut. Oficjalnie płacisz 150 złotych za godzinę. W praktyce masz czas do pierwszego wytrysku. Jeśli chcesz powtórki, musisz zapłacić za kolejną „godzinę”.

To oznacza, że w sześćdziesiąt minut możesz przyjąć dwóch–trzech klientów. Dość często wszystko kończy się po dziesięciu–piętnastu minutach. Oni są tak nabuzowani, że wystarczy ich rozebrać, popieścić, wziąć do ust i strzelają. Najbardziej lubię tych gadających. Wchodzą i nawet się nie rozbierają. Zaczynają się tłumaczyć, dlaczego tu przyszli. Że żona nie daje, że stres w pracy, że nie potrafią poderwać dziewczyny. Życiowe przegrywy, które muszą płacić, by ich ktoś wysłuchał i przytulił. Czasem z dziewczynami się śmiejemy, że przez ścianę z burdelem powinna być poradnia psychologiczna dla mężczyzn albo konfesjonał. Robiłybyśmy na dwa etaty.

Chodziłam tam pięć dni w tygodniu. Jak do biura. Tyle że wszystkie weekendy miałam pracujące, a wolne w poniedziałki i wtorki. To duże miasto. Dużo facetów. Duże zapotrzebowanie. Były dni, że miałam jednego, dwóch. Były też takie, że sześciu. Z każdej zarobionej kwoty dostawałam jedną trzecią. Resztą po połowie dzieliła się matka z alfonsem. Miesięcznie mogłam za- robić około trzech, czterech tysięcy. To było dla mnie bardzo dużo. Miałam szesnaście lat. Mogłam sobie ku- pować ciuchy, kosmetyki. Rzeczy dla dziecka.

Czwarty klient mnie zgwałcił. Niechciałam seksu analnego. Złapał mnie za szyję, zaczął przyduszać. Potem odwrócił. Po wszystkim musiałam iść do lekarza, bo krwawiłam. W szpitalu zapytali, czy chcę zgłosić gwałt, bo zauważyli, że mam krwiaki na szyi i kilka siniaków. Ale kto uwierzy prostytutce?

Potem już zawsze, gdy klient chciał seksu analnego, godziłam się, ale musiał dopłacić 100 złotych. Miałam przy łóżku kilka tubek lubrykantu, żebym nie musiała już biegać po lekarzach. Szybko nauczyłam się, że jak klient czegoś chce, to nie ma sensu mu odmawiać. I tak to sobie weźmie. Może w luksusowych agencjach jest inaczej, ale to był zwykły burdel.

Największym wyzwaniem była pierwsza miesiączka po tym, jak zaczęłam tam pracować. Nie było szansy na wolne w te dni. Wiedziałam już, że klienci raczej nie lubią mazać się krwią. Choć są tacy, których to jeszcze bardziej podnieca. W pokoju obok pracowała dziewczyna z dłuższym stażem. Poradziła mi, żeby kupić zwykłą gąbkę w Rossmannie, taką z delikatniejszego tworzywa. Wycięła nożyczkami mniej więcej trzycentymetrowy kawałek i powiedziała, żebym sobie włożyła przed wizytą klienta. Taki gąbkowy tampon nic nie uszkodzi w środku w czasie stosunku, a skutecznie zatamuje wyciek. No i klient nic nie zauważy.

Czasem potrzebowałam kilku gąbek podczas jednego okresu. Niektóre dziewczyny korzystają z jednej, tylko płuczą ją w ciepłej wodzie. Tyle że później przyplątują się różne infekcje i trzeba latać do lekarza. Z czasem dały mi namiar na jednego, który wiedział, czym się zajmujemy. Nie robił problemów, zapisywał pigułki antykoncepcyjne, „dzień po” i leki na wszystkie syfy od klientów. Nazywałyśmy je „napiwkiem” i jak taki przychodził kolejny raz, nie było opcji „bez gumy”.

Chętnych na seks bez zabezpieczenia zawsze było wielu, ale szybko zmieniali zdanie, gdy dowiadywali się, że trzeba za to dopłacać. U mnie 100 złotych, ale wiem, że inne dziewczyny czasem robiły to nawet bez dopłaty. Zwłaszcza, gdy zakochały się w kliencie.

Tak, miłość w burdelu się zdarza. Spotkałam się z dwoma takimi przypadkami. Reszta to po prostu cwaniactwo. Dziewczyny „zakochiwały się” oczywiście w tych najbogatszych klientach. Nie było ich dużo, bo nasza agencja nie należała do luksusowych. Czasem trafił się taki ubrany w metki od stóp do głów. Ładnie pachniał, umyty. Po co więc tu przychodził, skoro mógł mieć wiele normalnych dziewczyn?

Był impotentem. Każda kolejna dziewczyna stawała na rzęsach. Nic. Zero. Ani drgnął. Niebieskie piguły też nie pomagały. Jednej powiedział, że miał jakiś wypadek w dzieciństwie czy chorobę. Przychodził więc do nas i przez godzinę, dwie opowiadał, o czym tylko miał ochotę. Łatwa kasa bez żadnego wysiłku. Choć z czasem stało się to trochę wkurzające. W końcu my jesteśmy od ruchania, a nie od gadania. Ile można słuchać o tym, że typ zwiedził kolejny kraj?

Tamara tak się w nim zakochała, że zaczęła go namawiać, by razem zamieszkali. Owijała go wokół palca, przekonywała, że seks nie jest ważny. Nagle typ przestał przychodzić. Jedna z dziewczyn spotkała go kilka tygodni później. Zamiast do burdelu zaczął chodzić do psychiatry. Nigdy już do nas nie wrócił.

Kim jest dziewczyna piłkarza, która była prostytutką? On grał w reprezentacji

Klienci też się zakochiwali w dziewczynach. Była u nas przez rok Jessica. Polka, ale taki sobie wybrała pseudonim. Z twarzy przeciętna, ale bardzo zgrabna. Pierwsze zaoszczędzone pieniądze zainwestowała w cycki, bo swoich praktycznie nie miała. Jak się wszystko zagoiło, wyjechała do agencji w Krakowie. Jednej z lepszych. Wyhaczył ją tam pewien piłkarz. Grał nawet w naszej reprezentacji. Ludzie rozpoznawali go na ulicy. Przyjeżdżał do niej po meczach czasem nawet kilkaset kilometrów albo opłacał jej taksówkę i ona jechała do niego. Sam kurs kosztował ze dwa tysiące. Po kilkunastu wizytach w burdelu zabrał ją ze sobą już na zawsze. Na ślub nas nie zaprosiła. Kurewstwo z człowieka zazwyczaj nigdy nie wychodzi. Na Instagramie pokazuje się teraz jako fitnesska. Jej zdjęcia można jeszcze czasem znaleźć w gazetach, ale rzadko, bo mąż już taki popularny nie jest. Da się więc w naszym fachu całkiem niezłą karierę zrobić, tylko trzeba wiedzieć, komu się podłożyć.

W siódmym miesiącu ciąży brzuch był już tak bardzo widoczny, że odpadała mi część klientów.Nie każdy chce od tyłu, a wtedy już niemal wyłącznie ta pozycja wchodziła w grę. Po wyjątkowo pracowitym dniu – miałam chyba sześciu typów – nad ranem poczułam ból.

Poród zaczął się kilka tygodni przed terminem. Czytałam w internecie, że jednym ze sposobów na wywołanie porodu jest seks. Skurcze od orgazmu mogą go przyspieszyć. No i u mnie chyba tak było. Klient się wyjątkowo postarał i tak urodziła sięNatalka.

Nie wiem, co jej powiem, jak będzie większa. Może nic. Może już wtedy nie będę tego robić. Teraz ma dwa latka. Milion razy sobie obiecywałam, że z tym skończę. Ale co mogę innego robić? Siedzieć na kasie w supermarkecie? Podobno to bardzo ciężka robota, a do tego stresująca. Jeszcze mi każą w pampersie pracować, żebym nie traciła czasu na wychodzenie do łazienki.

Od roku z kimś się spotykam. To jeden z klientów. Tak jest lepiej. Oboje gramy w otwarte karty. On cza-sem chodzi do innych dziewczyn. Ja mam klientów. Jest nam ze sobą dobrze. Niedługo urodzi się nasze dziecko. Znów zrobię sobie przerwę. Wiem, że to brzmi jak jedna wielka patologia. Tyle że już się przyzwyczaiłam do tej pracy i chyba nie umiałabym robić nic innego. Nie wiem, jak ludzie wytrzymują w biurze od do…  

Okładka książki „Prostytutki. Tajemnice płatnej miłości” autorstwa Magdy Mieśnik i Piotra Mieśnika, wydawnictwa WAB:

Okładka książki „Prostytuki. Tajemnice płatnej miłości”
Fot. Materiały prasowe/wydawnictwo WAB

Okładka książki „Prostytutki. Tajemnice płatnej miłości” autorstwa Magdy Mieśnik i Piotra Mieśnika, wydawnictwa WAB:

Okładka książki „Prostytuki. Tajemnice płatnej miłości”
Fot. Materiały prasowe/wydawnictwo WAB

Wideo

Zobaczcie 12 najgorętszych trendów na wiosnę 2020!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BEATA TADLA: „Obiecaliśmy sobie z Rafałem, że nie będziemy opowiadać o naszym związku w mediach. Rafał nie jest osobą publiczną”. Dlaczego SZYMON MAJEWSKI mówi o sobie: „dożywotni maminsynek”? Aneta Hickinbotham produkowała głośną „Ostatnią rodzinę”, nominowane do Oscara „Boże Ciało” i pracowała przy filmie „Troja”. Dlaczego została producentką, a nie… lekarzem? A także oscarowe zaskoczenia i karnawałowe szaleństwo w Rio.