Michał Witkowski, Viva! listopad 2006
Fot. Rafał Milach
ZE ŚWIATA LITERATURY

Michał Witkowski zmaga się z polskim show-biznesem. Przeczytaj u nas fragment jego nowej powieści „Flirt towarzyski”!

Konrad Szczęsny 17 listopada 2016 18:45
Michał Witkowski, Viva! listopad 2006
Fot. Rafał Milach

Michał Witkowski napisał książkę o polskim show-biznesie! Pisarz i szafiarka, jak sam o sobie mówi, ma w nim obnażyć mechanizmy rządzące tym światem. Czym zaskoczy czytelników? Dlaczego musiał napisać ją od początku? I kiedy odda książkę do wydawnictwa? Zdradził tylko nam!

 

Polecamy też: Witkowski przebił wszystkie gwiazdy. Na buty w ciagu roku wydał ponad 120 tysięcy!

 

Pisarz Michał Witkowski kocha show biznes. Kiedyś brylował w świecie mody, jako blogerka Miss Gizzy, obecnie ma nowe blogowe wcielenie Xiąże (xiaze.pl). A w dodatku napisał powieść „Flirt towarzyski” o tajemnicach świata blichtru i ścianek. Niestety, z książką ma kłopoty. Tłumaczy Vivie.pl: „Napisałem powieść, ale wraz z wydawnictwem Znak uznaliśmy, że zawiera ona poważny błąd kompozycyjny, którego nie da się naprawić inaczej, jak tylko napisać wszystko od początku”.

O czym będzie jego nowa powieść? Bohater „Flirtu towarzyskiego” siedzi w małym miasteczku Wymazane i marzy o sławie. Jest piękny, ale poza tym nie posiada żadnych innych zalet ani siły przebicia. W pewnym momencie lokalna potentatka, wiekowa już właścicielka wielu interesów w okolicy, zwana przez społeczność Alexis, proponuje Damianowi (bohater nazywa się Damian Piękny) układ. Alexis ma raka i pół roku życia przed sobą oraz 300 milionów, których nie ma komu zostawić. Zostawi je Damianowi pod warunkiem, że ten będzie uprawiał z nią seks do ostatniej chwili jej życia i że za te pieniądze wyjedzie do Warszawy i będzie błyszczał, bo ona nie może patrzeć, jak taki piękny chłopak marnuje się w Wymazanym. Damian zgadza się.

 

Premiera książki „Flirt Towarzyski” Michała Witkowskiego

Ale autor narzeka, że polski show-biznes jest nudny, a opisy modowych środowisk wypadają w książce artystycznie najsłabiej. Mimo wszystko Witkowski jest dobrej myśli i obiecuje, że jeszcze w tym roku odda wydawnictwu nową wersję „Flirtu”.
 

Fragment powieści „Flirt towarzyski”

WIĘC U ALEXIS wciąż czułem się trochę jak u mojej babci, zapach babci, seks z własną babcią, jak z ciastem, zapach ciasta, wszystko pachnie trochę jak wnętrze szkatułki z biżuterią... Alexis już w koszuli nocnej, już wykremowana tą swoją Panią Walewską wchodzi do mojego łóżka jak duży, ciepły, stary przedmiot...
A jednak nie było z nią dobrze. Coraz szybciej się męczyła, coraz tęskniej na mnie patrzyła, jakby już z drugiego brzegu, będą tam miały z babcią o czym rozmawiać. Załamanie przyszło nagle i było jak grom z jasnego nieba. Właśnie się położyła, dość wcześnie, bo mieliśmy następnego dnia jechać do Warszawy sprzedawać kolejne jakieś jej nieruchomości na Tamce czy cholera wie gdzie, kiedy ona nagle woła mnie przez pokoje, a takim głosem, jakby umierała.
Dostała jakichś strasznych bóli, przyjechało takie lepsze, prywatne pogotowie i zabrało ją do Suwałk, do szpitala. A ja oczywiście w mercedesa i za nimi. Całą noc, bo przecież takie rzeczy zawsze się wydarzają w nocy, przesiedziałem przy niej i oka nie zmrużyłem. Wszyscy szeptali, jaki kochający syn. Ona trzymała mnie za rękę, a jak zasypiała to ta ręka się rozluźniała. Trochę jej współczułem, trochę było mi żal, bo baba, co by nie mówić, to był fajerwerk ze sklepiku Mani Badziewie, tabletka musująca, witaminowa, niby taki moher, a prawdziwa herod baba, a teraz nagle bez żadnej energii leżała pod kroplówką, naćpana morfiną, z siniakami pod oczami.
Ale też trochę, a nawet więcej niż trochę, myślałem o tej kasie, bo dopiero teraz zrozumiałem, że z tym rakiem to prawda i ze spadkiem prawda i wszystko prawda, ileś tam dziesiąt milionów, czy, kurwa, sto milionów, wszystko jedno, największa kasa, jaką w życiu miałem to był tysiak. Za to, że jej nie opuszczę do śmierci, i że - o ile będzie w stanie i w nastroju - do końca życia będzie posuwana przez najpiękniejszego chłopaka na świecie, mianowicie mnie, Damiana Pięknego. No to chyba bym serca musiał nie mieć, żeby przy niej tu nie siedzieć w tym jakimś prywatnym szpitalu. Wychodziłem tylko przed budynek na pojarę, kupowałem sobie w automacie kawę i snickersa i dalej do niej. Raz na korytarzu spotkałem lekarza, ale mi nie chciał nic powiedzieć, bo nie jestem rodziną, więc mu powiedziałem, czekaj pan, niech ona się jutro obudzi i poczuje lepiej to pan będziesz miał rodzinę. To jest osoba bardzo energiczna, choć może tego teraz nie widać.

Nie wiedziałem, biedny, w tym szpitalu, co mnie czeka, przez co jeszcze będę musiał przejść zanim umrze i jak w praktyce obrzydliwy miał się okazać nasz pakt, bo gdybym wiedział, to bym wsiadł w tego „prawie już swojego” mercedesa i nawiewał stamtąd do Czerwonych Bagien, topić się w środku nocy w bagnach. Ona, właśnie jak tonący w bagnie, miała się mnie czepiać, wszystko, co młode i żywe ja jej uosabiałem. A więc chwytać mnie, ciągnąć za sobą w bagno, w zatracenie! Po prostu czułem jak się we mnie wpija, jak chce wypić wszystkie młode soki, jak wampir. Miało się właśnie zacząć najkoszmarniejsze pięć miesięcy w całym moim życiu. Bóg mi świadkiem, że starałem się i byłem dla niej dobry, ale jak człowiek chory, długo leży, ma już odleżyny, to się robi niesamowicie wprost wkurwiający i marudny. Przynieś to, odnieś to, nie, nie to, tamto, jeszcze raz przynieś, a nie, jednak nie... Zabierz mi stąd to jedzenie, bo mnie mdli! A jak jej było lepiej to mnie upominała, jak przed wielką podróżą, jakbyśmy pierwszy raz w życiu mieli się rozstać i po raz pierwszy ona nie będzie mogła roztaczać nade mną swojego parasola, swoich ochroniarzy, ogrzewać mnie swoimi wielkimi piersiami.
- Obiecaj mi, że pochowasz mnie tam, gdzie ci mówiłam i wyjedziesz. - Tu zaczynała kaszleć i kaszlała długo, boleśnie, beznadziejnie. - Obiecaj mi.
- Obiecuję, ale nie męcz się, oprzyj się na tych poduszkach. Tu ostrożnie z tą ręką, bo tu ma ciocia wenflon do kroplówki. (Tak przy ludziach do niej per „ciocia” mówiłem, a potem już mi weszło w krew.).
Nie chciała, żeby kaczki spod niej wyciągać, zmieniać, doskonale to rozumiałem. Ale wiadomo, że jak wymiotowała to ja jej miskę podsuwałem i ją przytrzymywałem, bo niby kto. Rzyganie nie czeka, aż sobie salowa czy pielęgniarka przyjdzie tiptopkami, jeden tiptopek na minutę, siadając na każdym krześle w korytarzu.
Ponieważ że jesteśmy rodziną zostało już lekarzowi nazajutrz, jak słusznie przypuszczałem, dość energicznie wyjaśnione, lekarz mi dość dokładnie opowiedział o tym, jak i kiedy rak zje które jej kawałki, jak zamierza rozmontowywać jej organizm, aż nic nie będzie działało i sam organizm się zabije. Koszmar.
Nie wiem, czy Janina (bo już na ironię zakrawało nazywanie jej Alexis) nie żałowała tego całego naszego układu. Do seksu raczej nie miała głowy ani się do niego nie nadawała, a mieć przy sobie pięknego, tryskającego zdrowiem, soczystego, rumianego chłopaczka, który ma życie przed sobą i to dostatnie, wesołe itd., podczas kiedy samemu się gaśnie? Chyba jednak żadna to przyjemność. Im ona bardziej zapadała się w sobie, tym ja na jej tle zdrowiej wyglądałem. Ale przyznawanie się do błędów, jeszcze przed osobą (co najmniej) czterdzieści lat od siebie młodszą, nie leżało w jej charakterze. Kazała sobie przynieść do szpitala cały swój nowoczesny sprzęt wraz z ładowarkami, bezprzewodowymi Internetami, te wszystkie tablety, komórki bardziej podobne do komputerów niż same komputery, w sumie komórki zamieniające się w tablety, tablety zamieniające się w komórki, rozliczne wielofunkcyjne urządzenia zamieniające się w to, co kiedyś było notebookiem... Bo jak ją znałem, to gdyby to od niej zależało, to by miała komputerek atari podłączony do czarno-białego monitorka wypukłego i dzwoniłaby telefonem z lat siedemdziesiątych. Taka to była hipsterka, nostalgiczka i strasznie to w niej lubiłem. Ale kiedy tylko od czegoś mogłyby ucierpieć jej interesy, to już cała stylizacja szła w odstawkę i Alexis wykorzystywała najnowsze osiągnięcia techniki, aż dziw, że osoba starsza umiała tak to wszystko obsługiwać. Teraz więc cały ten „park elektroniczny” popodłączała, na nieśmiałe oponowanie pielęgniaressy, że niby w szpitalu nie można używać takich urządzeń tylko się swym perlistym śmiechem roześmiała i już - do interesów. A wszystko to dla mnie, choć może i jej to jakoś psychicznie było potrzebne, żeby się czymś zająć. Kawy w szpitalu, nawet prywatnym, dobrej nie było, tylko automat dla odwiedzających, co z tego, że z filiżanką przepiękną namalowaną i kawą w niej z pianką, jak wypadał kubek za gorący żeby chwycić i to był dopiero niewygód rozlicznych początek, bo kawa była z cukrem mimo, że się nadusiło „bez cukru” co najmniej dziesięć razy itd itd. Więc do kawiarni musiałem jeździć po kawę w termosie i po filiżankę z porcelany, oraz po placek i ciasto, bo z powodu choroby nie zamierzała swojego babcinego gustu do ciacha rozlicznego zmieniać. Więc, jak widzicie, na razie jej się trochę poprawiło, zanurzyła się w internetowych światach, giełdach nowojorskich, wciąż puszczała Violettę Villas i przerywała ją rozmowami po (bardzo złym) angielsku, oraz po bardzo mafijnym polsku.

Całe Wymazane w jakiś sposób, prawdopodobnie od Tych Zza Rzeki Szmat Fałszywych, o wszystkim się dowiedziało.
- Alexis umiera na raka w szpitalu „ze złotymi kranami” w Suwałkach, a ON czyha przy niej na spadek!
- Czy pani może sobie wyobrazić, moja pani - gadały baby w kolejce w Tesco, w Dino, w Liedlu - że ONA umiera, a ON jeszcze jej wsadza swojego zaganiacza w tyłek, tak, że jej ustami wychodzi? No, do czego zmierza ten świat?
- Moja pani, dla stu milionów, jak u nas onegdaj zabili jacyś psychiczni kryminaliści kobietę dla komórki i zgwałcili? Nawet nie wiadomo, w jakiej kolejności... No niech on jej te poduszki tam poprawia, wnuka ona nie ma, bo całe życie tylko kasa i kasa, niczego poza tą kasą nie widziała, to se wnuka zafundowała...
- Wnuka, tfu!
- Sama by pani chciała, zazdrość przez panią przemawia!

- Baba, co tu gadać, lepszy aparat.
- O tak, dobrze pan mówi, niezły z niej aparat, zuch baba!
- A on też zuch! Ponoć ma tu otworzyć po jej śmierci aquapark, kasyno, porno kino, drink bary, hiltony, macdonaldsy i w ogóle zamienić nas w Las Vegas... Nieźle by to było, bo bezrobocie coraz większe, a inwestorów nie widać. Jeden Arab był, nawyłudzał dotacji i się zmył.
- A ten, że niby multimiliarder z Dubaju, co miał nas zamienić w Disneyland i uciekł z unijnymi i wszystkimi innymi dotacjami i kredytami! No, żeby to się też tak nie skończyło!
- Nie skończy się, bo ponoć umowa między nimi jest taka, że ona mu przekazuje te całe trzysta milionów pod warunkiem, że „podźwignie nasze miasteczko”. I sam zostanie jego niby to twarzą.
- Twarzą miasteczka? Co to się, panie, porobiło!

- Ona sama jest z żydowskiej rodziny, która się tu jeszcze uchowała, a on ma fundację po jej śmierci założyć „Pamiętamy”, czy „Ocaleni”, w każdym razie taką jakąś bijącą pianę fundację i tu będę do nas bogate Żydy z USA i Izraela przyjeżdżały, to dla nich ma być wybudowany też żydowski hotel Hilton z wielką salą konferencyjną i przy sprzątanie tej sali będzie można dostać niezłą pracę, moja pani.

 

Polecamy też: Michał Witkowski: Jeden z najzdolniejszych pisarzy młodego pokolenia

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BOJARSKA-FERENC, CHODAKOWSKA, LEWANDOWSKA, RUBIK, JĘDRZEJCZYK, SKURA… – ich wspaniałe figury, zdrowie, niesamowita energia, kreatywność to efekt wyrzeczeń, restrykcyjnych diet, a może dobrych genów? Nowa gwiazda modelingu KAROLINA PISAREK zdradza, czemu zawdzięcza sukces. Kierowca rajdowy LESZEK KUZAJ – ryzyko to jego specjalność! A także intrygująca historia JOGI oraz skąd się wzięło SPA.