"Wakacje 1939" Anny Lisieckiej zabiorą w podróż po najpopularniejszy przedwojennych polskich kurortach śladem gwiazd

Katarzyna Piątkowska 25 lipca 2020 13:45

Anna Lisiecka, dziennikarka radiowej Dwójki, autorka książki o Lodzie Halamie tym razem zabiera czytelników  w podróż w czasie. W jej książce "Wakacje 1939" sprawdzicie, gdzie można było spotkać Jana Kiepurę, dokąd jeździła Magdalena Samozwaniec i co robił Witold Gombrowicz. Nam opowiedziała dlaczego napisała tę książkę i jak wyglądały ostatnie wakacje zanim świat się zmienił w wyniku wybuchu II wojny światowej.

Gdzie i kiedy narodził się pomysł napisania książki o wakacjach 1939 roku?

Ostateczna decyzja nastąpiła w czasie wakacji w Juracie w 2018 roku. Jurata i jej styl - słoneczny modernizm, który przetrwał kataklizmy wojny i PRL; willa Bałtyk, w której mieszkałam, a której właścicielka odzyskała prawa do połowy domu po latach starań; jej opowieść o pradziadku spod Śremu, który zdecydował się sprzedać majątek ziemski i zainwestować w największym projekcie deweloperskim dwudziestolecia - były akuszerami pomysłu i decyzji.

Dlaczego zdecydowała się Pani na napisanie „Wakacji 1939”?

A wszystko zaczęło się, kiedy zbierałam materiały do książki o Lodzie Halamie - przedwojennej gwieździe tańca i ekranu. Otóż kiedy przeglądałam przedwojenną prasę i doszłam do letnich miesięcy 1939 roku uderzyło mnie, że z fotosów bije energia i radość. W tych ślicznych edytorsko tygodnikach pojawiały się również zdjęcia wojska, ale na przeglądanych stronach zarówno w geście jak i podpisach było ono silne, zwarte i gotowe: sznury samolotów na niebie, działka przeciwlotnicze, brawurowe miny…
Czytałam o planach wakacyjnych, planach repertuarowych teatrów na przyszły roku, zamierzonych na kilka lat na przód produkcjach filmowych… i wzbierał we mnie niepokój, bo ja wiedziałam co się za chwilę stanie. Oni nie wiedzieli. I niczego nie mogłam zmienić. Zaczęłam przyglądać się temu rokowi. Wakacje były pomijane, jak jakiś gość drugostolny. „Poważne” prace historyczne kończyły się na wiosennych paktach a potem dziura i tak do 23 sierpnia. Szlachetny wyjątek stanowi książka Osicy, Sowy i Wieczorkiewicza „1939. Ostatni rok pokoju. Pierwszy rok wojny”. Pomyślałam, to wielki temat.

Nie kusiło Pani, żeby oceniać „raj przed apokalipsą”? Czasem ciężko się powstrzymać, a Pani się udało.

Ja jestem z pokolenia wychowanego w PRL. Wtedy się głównie źle oceniało endecko-sanacyjną przeszłość. Autorów dzielono na „postępowych” i „wstecznych”. Polityków rozliczało się za odrzucenie sojuszów ze Związkiem Radzieckim. Co ciekawe, jeszcze zanim 31 marca 1939 roku premier Wielkiej Brytanii Arthur Chamberlain złożył przed Izbą Gmin pod polskim adresem deklarację o wsparciu w razie zagrożenia i zanim po tej deklaracji Minister Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Józef Beck udał się z wizytą dyplomatyczną do Londynu, to 21 marca ambasador brytyjski w Polsce, Howard Kennard, wręczył dyrektorowi gabinetu Józefa Becka (Michałowi Łubieńskiemu) memorandum – projekt utworzenia zespołu czterech państw, który podjąłby wspólną akcję, w razie, gdyby pokój w Europie został zagrożony. Wspomniane cztery państwa to dla Brytyjczyków: Wielka Brytania, Francja, Polska i ZSRR. Dyrektor Łubieński przyniósł Beckowi do domu tekst memorandum, bo minister chorował wtedy na grypę.
Paweł Starzeński, sekretarz Becka przytacza komentarz, którym minister skwitował memorandum:
„I co Rosja będzie za to chciała? Sytuacja jest ciężka, ale wojny zaraz nie będzie. Jeszcze jest czas na dyplomację”. Dla uściślenia przypomnę, że Rzeczpospolita w 1935, jeszcze za życia Piłsudskiego zawarła ze Związkiem Radzieckim, podobnie jak z Rzeszą, pakt o nieagresji. W bliższe sojusze z Sowietami nie chciała wchodzić - podobnie jak nie zbliżyła się bardziej z III Rzeszą, pomimo lansad i uwodzenia na początku 1939 roku. A starania by przystąpić do Paktu antykominternowskiego podejmował i sam Hitler i potem niestrudzenie Ribbentrop. Zostały odrzucone. To była Piłsudskiego „polityka dwóch stołków”.

Natomiast Wielka Brytania i Francja zawarły ze Związkiem Radzieckim osobne porozumienia. Być może dlatego Związek Radziecki zwlekał z uderzeniem na Polskę we wrześniu (spodziewając się kontruderzenia Anglii i Francji na Rzeszę) a kiedy już 17 września zaczęło się „wyzwalanie ziem polskich przez Związek Radziecki”- jak mnie uczono w szkole – to ani Francja, ani Anglia nie wypowiedziały wojny Sowietom, bo to była pragmatyka dyplomacji.

Oczywiście skoro powołujemy się na Piłsudskiego, to trzeba przypomnieć, że gdy tylko zauważył, iż Rzesza zaczyna się zbroić, to wiedział, że będzie wojna. Był pewien, że Hitler będzie chciał odegrać się na Francji za niekorzystne dla Niemiec warunki pokoju wersalskiego. Uwaga Piłsudskiego brzmiała: „Musimy jednak patrzeć, aby do tej wojny wejść możliwie na końcu”.

Rzecz ciekawa, Halina Wierzyńska w rozmowie nagrywanej pod koniec lat siedemdziesiątych przez Jerzego Tepę dla Polskiego Instytutu Naukowego w Nowym Jorku wyznała, że ją zaniepokoiła piękna mowa Becka wygłoszona 5 maja 1939 przed Sejmem. Zaniepokoiło ją, że minister honor stawia ponad pokój.

Przytaczam jej wypowiedź, bo jako kobieta w pełni się z nią identyfikuję. Jednak w wakacyjnej z założenia książce starłam się wstrzymać przed łatwymi gestami dziennikarskimi czyli szybkimi ocenami.
Chciałam dociec, kiedy niepokój społeczny był najsilniejszy, co naszych dziadów uspokajało i dlaczego ruszyli na wypoczynek w piękną naszą Polskę całą, miast kopać schrony, budować szańce.

Dużo z tych miejsc, o których pisze Pani w książce poznała Pani?

Prawie wszystkie spośród tych, które znajdują się w naszych obecnych granicach. Oglądając z historykiem sztuki profesorem Andrzejem Olszewskim zdjęcia Ciechocinka wykonane przez jego ojca, który był znakomitym fotografikiem polskiego modernizmu wraz ze swingującą architekturą, zupełnie inaczej spojrzałam na rozmach tego miasta-ogrodu. Kompleks solankowych basenów nazwano wtedy celnie „Adriatykiem między tężniami”. Natomiast pod wpływem Dąbrowskiej będę musiała wyprawić się do śląskiego Jaworza. W tym kameralnym uzdrowisku swoje domy mieli i słynny wojewoda wołyński Henryk Józewski, i Wacław Jędrzejewicz, polityk, brat premiera Janusza Jędrzejewicza, który też bawił w willi w 1939 roku. Do uzdrowiska -przyjeżdżali Melchior Wańkowicz, Irena Tuwim a nawet wiosną 1939 roku Witkacy, co bardzo mu pomogło na skołatane nerwy. Maria Dąbrowska kochała się w spadkobiercy kompleksu leczniczego Jerzym Czopie. To była chyba trudna miłość. W latach wojny we wspomnieniu napisze o pięknym kochanku, że „ponieważ musiał się udzielać be ustanku wszystkim, gdyż jego czarowna (aż do znudzenia czarowna) obecność była głównym zabiegiem leczniczym zakładu, właściwie nie udzielał się nikomu. We wrześniu 1939 roku we Lwowie przeżyje swoją inicjację homoseksualną, jednak w 1944 to o Jerzym Czopie napisze: „Jerzy Czop był młodym człowiekiem tak wyjątkowej od stóp do głów urody, że nikogo podobnie pięknego nigdy w życiu ani przedtem, ani potem, ani wśród mężczyzn, ani wśród kobiet nie spotkałam”. Bawiąc ze Stanisławem Stempowskim w Jaworzu latem 1939 nosiła Dąbrowska kwiaty na grób pięknego kochanka.
Ja na razie, w dobie pandemii, postanowiłam pić żętycę, którą tam leczono jeszcze w XIX wieku

A może pod wpływem informacji zbieranych podczas pisania postanowiła Pani odbyć jakąś dalszą podróż?

Ależ tak! Były plany na ten rok. Truskawiec i Huculszczyzna. Nim Kiepura wybudował w Krynicy „Patrię” – kupił parcelę w Truskawcu. Uzdrowisko należało do rodziny Jaroszów. Basen solno-siarkowy na Pomiarkach wielkości jeziora robił furorę. Piasek na plażę dowieziony był znad Bałtyku. Stały kosze, pływały kajaki i łodzie, a tańca na plaży uczyli muzycy swingujących bandów – wśród nich czarnoskóry Sam z zespołu Kataszka. Właścicielem uzdrowiska w Kosowie Huculskim był piękny lekarz Apolinary Tarnawski, który kultywował metody doktora Kneippa: dieta (jarska) gimnastyka, bieganie po rosie i w ogóle częste mycie. Do Kosowa przyjeżdżali wojskowi, profesorowie, artyści. W 1939 bawiła tam, po sukcesach w kinie i teatrze, Elżbieta Barszczewska. Na terenie uzdrowiska obowiązywał zakaz palenia. Syn Apolinarego, Wit Tarnawski wspominał wybitnych panów, którzy na widok ojca wkładali niedopałki do kieszeni szykownych marynarek.

Marzy mi się poznanie Karpat Wschodnich, wejście na Popa Iwana, trzeci co do wysokości szczyt Czarnohory, na którym w 1938 roku otwarte zostało jedno z najnowocześniejszych w Europie obserwatoriów astronomiczno-meteorologicznych, ze względu na masę nazwane Białym Słoniem. Podobno jest odbudowywane, co cieszy.
Huculszczyzna nie była tak zapchana, jak Karpaty zachodnie. Dbano też o to aby nowe inwestycje utrzymane były w stylu.

Gdyby Pani mogła być wtedy na wakacjach, które miejsce Pani by wybrała?

Wszystko zależy od stanu portfela. Huculszczyzna i Czarnohora były na pewno tańsze niż Zakopane czy Jurata. Zarazem trzeba było brać pod uwagę dojazd. Może pojechałabym do Zaleszczyk?! Tak uczynili Fryderyk Jarossy z Zofią Terne i Stefania Grodzieńska z Jerzym Jurandotem.
Zaleszczyki położone w zakolu Dniestru i pochylone ku południu - to już czarnomorska strefa klimatyczna. Tu drzewa morelowe rodziły owoce wielkości brzoskwiń, w ogrodach dojrzewały melony i arbuzy zwane wtedy kawonami. W latach dwudziestych zaczęto tam uprawiać winną latorośl. Rokrocznie zaleszczyckie winobranie ściągało tłumy Polaków. Sierpniowo-październikowy zeszyt kwartalnika turystyka z 1939 roku informuje o pociągach ekonomicznych czyli tańszych, które w drugiej połowie września specjalnie na winobranie będą chętnych z różnych miast Polski (Poznania, Katowic, Warszawy, Wilna)wywoziły do Zaleszczyk. Kurort zaleszczycki należał do rodziny Turnauów.

Ale kto wie, kto wie – może pojechałabym do oazy ciszy nad jezioro Narocz, lub jeszcze dalej na północno wschodnie kresy ówczesnej Polski, na Pojezierze Brasławskie z jeziorami o zapomnianych nazwach Dywiaty i Dryświaty.

Taki Karol Zbyszewski, autor wydanej w 1939 roku książki „Niemcewicz od przodu i tyłu” ostatnie wakacje dwudziestolecia spędził ujeżdżając swój motocykl od poleskich błot po huculskie Jaremcze.
Propozycja dla młodego człowieka nie mniej atrakcyjna od modnych obecnie motocyklowych wypraw na Nordkapp.

Czy przed wojną wakacje trwały tak jak dzisiaj od końca czerwca do końca sierpnia?

Zgodnie z cyklem istniejących wtedy czterech pór roku. We wrześniu rozpoczynała się szkoła. Jednak nie wszyscy mieli dzieci. W Zaleszczykach jeszcze od koniec września można było zażywać kąpieli w Dniestrze i rozdziewać się do rosołu. „Lato odchodziło stamtąd ociągając się jak kot a nadlatywało szybkim pikowaniem jaskółki”. To chyba Maria Pawlikowska?

Jakie było lato 1939?

Wraz z nastaniem kalendarzowego lata wybuchły upały tak ogromne, że ludzie i asfalt rozpuszczali się z gorąca, małe dzieci i psy strzyżono maszynką na zero, a prasa donosiła, że w Juracie harcerze przygotowują sadzone jajka, wyzyskując termikę rozgrzanych wydm.

Jakie panowały wtedy nastroje?

Odprężenia po marcowej wojnie nerwów, kiedy to Rzesza anektowała Kłajpedę i kiedy zakończył się „rozkład Czechosłowacji” – Słowacja ogłosiła niepodległość pod auspicjami Rzeszy a część czeska została włączona do Rzeszy jako Protektorat Czech i Moraw. To wtedy społeczeństwo polskie mogło się bać i naprawdę ludzie byli przerażeni. Wtedy też w Berezie został osadzony Stanisław Mackiewicz, za to, że jego „Słowo” wileńskie drukuje artykuły krytyczne względem polityki zagraniczną rządu.
Sojusze zawarte z Anglią i Francja podziałały uspokajająco na Polaków.
Nawet najwyższe elity pokładały wiarę w tych sojuszach. Ostatniego dnia sierpnia Olgierd Czartoryski odwiedził Jana Szembeka wiceministra spraw zagranicznych w jego biurze w Pałacu Bruhla. Wracał właśnie do swojego majątku położonego tuż przy zachodniej granicy. „A wojny i tak nie będzie” - rzucił na odchodnym. „Hitler nie odważy się”.
Pewną dywersję w tym błogim nastroju szerzył ambasador Polski w USA Jerzy Potocki, który w lipcu przypłynął do Europy złośliwie konstatował, że w porównaniu z psychozą, jaka owładnęła zachód, Polska przypomina mu sanatorium.


Dla tych, którzy w drodze na wakacje przejeżdżali przez Wolne Miasto Gdańsk widok miasta obwieszonego flagami ze swastykami musiał być wstrząsający. A mimo to, nikt nie spodziewał się, że wybuchnie wojna? A może wszyscy się spodziewali, ale mieli nadzieję, że do tego nie dojdzie?

Było kilku takich, którzy mieli wręcz pewność. Do nich należał wspomniany Piłsudski. Podobnie jego polityczny wróg – generał Sikorski. Napisał książeczkę o przyszłej wojnie, w której ostrzegał, że będzie to wojna z dotychczasowymi nieporównywalna. Polaków ostrzegał, że pocisk wystrzelony w Gdańsku z łatwością dolatuje do portu w Gdyni. Jako opozycjonista większe możliwości druku miał w Paryżu. I Francuzi budowali schrony. Jednym z tych, którzy byli pewni, że wojna wybuchnie był Witkacy.
Generalnie jednak nawet oficerowie, którzy i wiedzę i doświadczenie posiadali, też wierzyli w sojusze i w to, że dzięki nim konflikt zbrojny zakończy się po trzech tygodniach defiladą w Berlinie. Więc zamawiali sobie galowe garnitury na paradę. Ojciec przyszłej profesor Marii Boguckiej przeprowadził swoich bliskich z Warszawy do Grodna, które wydało mu się najbezpieczniejszym miejscem na świecie. Ojciec dostał się do niewoli. Grodno broniło się przed sowietami stawiając cywilny opór. To wszystko zakończyło się tragicznie.
Mama pani Profesor, której jedyną powinnością do wojny było wychowywanie dzieci i reprezentowanie została w tym Grodnie zajętym przez Sowietów sama z małymi dziećmi. Na szczęście w porę dowiedziała się o przygotowywanych na luty deportacjach na Syberię. Sprzedała, co mogła i pod osłoną mroźnej nocy, po zamarzniętym Bugu z dwójką małych dzieci przedostała się do niemieckiej strefy okupacyjnej.

Wojskowi wiedzieli, że „coś się święci”, a zwykli obywatele?

Maria Kuncewiczowa w powieści „Klucze” napisała: „Nie wierzono >>dwójce<<, nie wierzono ambasadorom, bo wierzono w gwiazdy. Wierzono w dobre prawo do życia dobrej polskiej nacji”.
Tak, sojusze, parady wojskowe, propaganda w prasie robiły swoje.
Bardziej niż inteligencja czytająca gazety zaniepokojeni byli zwykli, prości ludzie, a także starcy i dzieci. Oni wiedzieli, że wojna nawet krótka, może dotknąć najbliższą rodzinę, zniszczyć dobytek. Tym należy wytłumaczyć większe niż w poprzednich latach tłumy pątników w Kalwarii Zebrzydowskiej w sierpniu. Modlono się o pokój.

Posłuchali jasnowidza Ossowieckiego, który mówił, że nic się nie wydarzy? Czy czuli, że odpoczywają w cieniu nadciągającej wojny? Tyle przecież było rzeczy zaplanowanych na po wakacjach - premiery teatralne, koncerty.

Ossowiecki był niewątpliwie wybitnym jasnowidzem. Nie chcę nawet rozumieć tej siły i mocy. Boję się jej. Ossowiecki kilku ludzi uratował, z niezwykłą dokładnością przewidział własną śmierć. Opowiadał mi jednak Alfred Łaszowski, że jednego z ostatnich sierpniowych dni spotkał przerażonego Ossowieckiego, który już wtedy przeczuwał, że wydarzą się rzeczy straszne. Kogo jednak miał wtedy informować? Beck również odebrał szyfrogram dotyczący tajnego porozumienia Sikorski-Majski. Pozostawało mu strzelić sobie w łeb, albo błagać Opatrzność o litość, o cud!
Beck, premier Sławoj Składkowski, Naczelny Wódz Rydz Śmigły, prezydent Ignacy Mościcki musieli wiedzieć dużo, dużo więcej niż ambasadorowie i niż zastępca Becka Jan Szembek.

Mimo niepokojów większość dla większości Polaków były to normalne wakacje, jak co roku, mieli wtedy ulubione miejsca, które wybierali na wypoczynek?

Podobnie jak teraz ludzie dzielili się na morskich i górskich. Jedni żyli, jak Witkacy, pomiędzy Zakopanem a Warszawą, inni szukali czegoś nowego. Ówczesna Polska, w przedwojennych granicach, była na pewno bardziej urozmaicona zarówno krajobrazowo jak i kulturowo. Trzeba taż powiedzieć, że takiej huculszczyzny, jaką opisuje Vicenz już nie ma.

Wakacje skończyły się wraz z wybuchem wojny, czy może wcześniej zaczęto opuszczać stancje i pensjonaty?

Pierwszym sygnałem by zwijać żagle była pierwsza mobilizacja tzw. „kartkowa” z 24 sierpnia. Depesze przychodziły do oficerów i podoficerów rezerwy. Wśród adresatów był Zygmunt Hertz. Zofia Hertzowa wspomina, że pędzili do Łodzi czarnym chavroletem, a szosa była zapchana. Monika Żeromska z matką niemal do końca stycznia pozostawały w Juracie. Karol Irzykowski miał 31 sierpnia wygłosić w Gdyni wykład w ramach Wakacyjnego Instytutu Sztuki. Wykład nie został odwołany, zatem sumienny członek PAL (Polskiej Akademii Literatury) wsiadł do Lukstorpedy, która powiozła go do, zdawałoby się, celu. Dopiero na miejscu dowiedział się, że Szkoła Morska, w której wykłady się odbywały, pełna jest rezerwistów. Bo przecież 31 sierpnia prezydent Mościcki ogłosił w prasie mobilizację powszechną (która, na prośbę ambasadorów Anglii i Francji, została o jeden dzień przesunięta; prezydent chciał ogłosić mobilizację 30 sierpnia). Do pociągu powrotnego Irzykowski został cudem wepchnięty przez woźnego szkoły. Część ludzi w ogóle do domu nie wróciła. Moja mama i jej siostry wojna zastała w majątku u wuja. Pod Kłodawą widziały sunące szosą w niezwykłym porządku wojska niemieckie. Wielu warszawiaków i ludzi z ówczesnej zachodniej Polski wojna zastała na kresach. Gośćmi a potem uciekinierami wypełniony były domy Stanisława Vincenza u stóp Czarnohory. Do jednego z jego domów trafił Jerzy Stempowski. Rankiem 18 września, na dzień po tym, jak z radia dowiedzieli się o wkroczeniu sowietów, Stanisław Vincenz pisarz, Stasiek Vincenz – jego syn oraz Jerzy Stempowski i kapitan Miłobędzki wsiedli do samochodu i bez problemu przekroczyli granicę z Węgrami. Stempowscy jechali jedynie załatwić wizy dla reszty rodziny. Wrócą do domu, zostaną aresztowani przez NKWD – to cała epopeja.
Może warto uprzytomnić sobie, że dla tych wielu milionów na kresach wojna najpierw toczyła się przez radio.

Jak to się stało, że akurat Sopot, Jurata, w górach Zakopane stały się letnimi stolicami Polski? Co w tych miejscach było takiego wyjątkowego oprócz lokalizacji?

Ach, to temat na inne opowiadanie. Do Zakopanego ciągnęli wybitni ze względu na galicyjski luz, piękno przyrody i wielki gest hrabiego Zamoyskiego. Ten Olimp intelektualny zadecydował o stołecznym przydomku wcześniej niż rozwój narciarstwa na początku XX wieku. Ambicje by stworzyć nadmorski odpowiednik Zakopanego mieli Tyszkiewiczowie w stosunku do Połągi. Na nadbałtyckie plaże ściągali pierwszych intelektualistów epoki i wybornych artystów. W Połądze bywał Witkiewicz-ojciec, Tadeusz Miciński, Leon Wyczółkowski, Henryk Sienkiewicz, Reymont... Tam jeździła z rodzicami Maria Szymańska w przyszłości Kuncewiczowa… Niestety Połąga stała się dla Polaków niedostępna w dwudziestoleciu ze względu na brak stosunków dyplomatycznych z Litwą aż do 1938 roku.
Ale w dwudziestoleciu mieliśmy już własny dostęp do Bałtyku. Kiedy czyta się reportaże, wiersze, prozę, ogląda przedwojenne filmy - to odnosi się wrażenie, że 140 km polskiego wybrzeża to największa duma odrodzonego państwa. I pięknie to wszystko zostało zagospodarowane. Polecam uwadze film z 1938 zatytułowany „Szlakiem mew”. Sfotografowane jest wszystko co piękne i nowoczesne od Jastrzębiej Góry po Hel.

Które kurorty były najbardziej oblegane?

Wszystkie nadmorskie i Zakopane. A latem 1939 wręcz do obowiązków patriotycznych należało pojechać nad polskie morze. Nad morze wyruszały wycieczki szkolne, i rodziny z dziećmi. Wśród nich mój ojciec i stryj wraz ze swoimi rodzicami. Pojechali samochodem do Jastarni. Ja alfabetu uczyłam się na bajce o Juratce przywiezionej z tej wyprawy. Nad morze organizowano też wyprawy statkiem rzecznym: Wisłą do Gdańska.

Wakacje były drogie?

Prawo popytu i podaży jakoś się sprawdza w rynkowej gospodarce. Najdroższy był chyba Sopot należący do Wolnego Miasta Gdańska. Był kurortem całorocznym. Latem łazienki a zimą narty. A do tego opera, kina, Kasyno, wreszcie Kasino-Hotel (tak przed wojną nazywał się Grand Hotel) korty tenisowe, parkour konny. Prawdziwy kurort dla europejskich elit. Do 1938 Sopot odwiedzało około 32 tysiące turystów rocznie, z czego połowę stanowili Polacy. Kasino-Hotel był bardzo drogi. Cena zwykłej jedynki ze śniadaniem wynosiła 27 złotych. Kiedy córka Karola Irzykowskiego otrzymała pensję wynoszącą 250 złotych miesięcznie to było w domu święto. Inżynier przy budowie portu zarabiał 500 złotych. Ale w tym czasie kiedy oddawany był Kasino-Hotel w samym Sopocie na gości czekało 17 innych hoteli, 20 pensjonatów a także mieszkania i pokoje. Każdemu wedle możliwości.

Podobnie w Zakopanem. Był hotel Bristol, ale były i tańsze kwatery. Był też, zbudowany specjalnie na potrzeby mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w 1939 roku, Hotel Górski na Kalatówach.

Jak je reklamowano?

Od kwietnia, kiedy potencjalni turyści rozpoczynali planowanie wakacji, przez cały maj szpalty poczytnych pism, szczególnie kolorowych tygodników, wypełniały reklamy uzdrowisk polskich z ich najpiękniejszymi, najbardziej rozpoznawalnymi obiektami.
Szlachetne pisma, do których należały „Wiadomości Literackie” reklamowały rejsy transatlantykami. W 1939 roku Batorym pływało się na Światową Wystawę do Nowego Jorku, a Piłsudskim na północ do norweskich fiordów.
Popłynęła tam Monika Żeromska.

Gdzie letnie rezydencje miały znane osoby?

Prezydent Mościcki miał modernistyczny zameczek w Wiśle (tam spędził część wakacji 1939 roku), rezydencję w Spale, która była miejscem jego letniego urzędowania i małą elegancką willę w Juracie. Nazywa się Muszelka, istnieje, można ją obejrzeć. Był jeszcze wspaniały po-carski pałac myśliwski w Białowieży. Zamożni budowali się w Juracie, ale i w innych miejscowościach polskiego wybrzeża. A Witkacy jeździł do Kuźnicy. Wynajmował pokój u rybaka Budzisza.

Jak spędzano letnie dni w kurortach? Jakie były popularne letnie rozrywki?

W Górach wspinaczki, a nad morzem i nad jeziorami sporty wodne. Poza tym grano w tenisa, jeżdżono na rowerach i konno, tańczono na fajfach i nocnych dancingach, (dzisiaj tej przyjemności nie uprawia się aż tak nałogowo) i więcej pewnie niż dzisiaj hazardowano. Zabawnie pisze o tym Magdalena Samozwaniec w znalezionym przeze mnie reportażu zamieszczonym w tygodniku „Kino” a zatytułowanym „Pociąg staje w Juracie”.

Jaki był najmodniejszy taniec?

To epoka swingu, więc foxtroty, walc angielski, a przede wszystkim lambeth-walk, tak zwany taniec z paluszkiem.

Co śpiewano? Jest jakiś szlagier z tego czasu?

Gwizdało się zarówno melodie z filmu Waszyńskiego „Włóczęgi” ze Szczepkiem i Tońkiem, jak i tango-foxtrot wylansowany przez Fogga „Serenada włóczęgi”, jak śpiewną przez Lodę Halamę w filmie „Kłamstwo Krystyny” z początku 1939 roku pochwałę szampana (śpiewa stojąc na kieliszku szampana a potem brawurowo tańczy). Jednak wszyscy świadkowie są zgodni co do tego, że królował lambeth-walk. Ci, którzy owego roku mieli lat więcej niż dziesięć potrafią nawet do dzisiaj powtórzyć słowa tego przeboju (bo taką polską nazwę wprowadził Włast).

Nowy taniec, znany rytm
Pan nie umie, no to wstyd
Ten modny krok
To właśnie lambeth-walk

Kto jeździł lukstorpedą do Zakopanego?

Zamożni, których stać było na pierwszą klasę. Jednowagonowy pociąg pokonywał odległość Kraków-Zakopane w nieosiąganym dzisiaj czasie dwóch godzin i kilkunastu minut. Z Warszawy do Krakowa też pędziła Lukstorpeda.

Latano samolotami?

W 1928 roku powstały Polskie Linie Lotnicze.

Jak podróżowano do letnich miejscowości?

Wygodniccy i zamożni mogli z Warszawy na kresy Polskie dojechać lukstorpedą, która przed wojną jeździła nawet do Pińska (raz w tygodniu). Lukstorpeda pojawiła się też na trasie Wilno – Lida. Na południowo-wschodni kraniec, do Zaleszczyk, z odległej Gdyni można było dojechać sleepingiem. To była najdłuższa przedwojenna trasa kolejowa – 1314 kilometrów. Z Warszawy do Zaleszczyk obywatel wygodnicki i zamożny mógł połączyć szybkie z szybszym: dolecieć LOTem do Lwowa a tam przesiąść się do Lukstorpedy. Jednak Maria Dąbrowska i Stanisław Stempowski wybrali wariant ekonomiczny.
Pośredni wariant wybrała Nałkowska, bo do Truskawca, z Warszawy jechała sleepingiem. Przedział był koedukacyjny, więc całą noc przed oczyma wisiały jej męskie szelki.
Odległość z Warszawy do Helu pokonywała lukstorpeda w tempie dzisiejszego ekspresu, bo wiadomo - na mierzei co i rusz jakaś turystyczna stacja. Rozwijała się też sportowa awiacja i automobilizm.
Tadeusz Pruszkowski, który kolejne swoje roczniki z ASP porywał do Kazimierza mówił w wywiadzie dla Kuriera:
„Zdradzałem Kazimierz przez dwa lata dla Sandomierza, bo Kazimierz nie miał lotniska. Dziś ma, w Bochotnicy. Europa! O parę godzin od Paryża, Wiednia, Wenecji, Rzymu, Żgowa czy Rypina. Warszawa o miedzę.”

W Warszawie chyba w tym czasie dużą popularnością cieszył się nowo otwarty Tor Wyścigów Konnych?

To było nasze lokalne Ascot. Panie na trybunach - wyłącznie w kapeluszach!

Gdzie można było posłuchać Kiepury, a gdzie spotkać Lodę Halamę?

Tego roku hollywoodzki gwiazdor Jan Kiepura ze swoja nie mniej popularną małżonką śpiewali na rzecz FON Funduszu Obrony Narodowej. To czyniło również wielu innych artystów. Oni wystąpili najpierw na rynku starego miasta w Warszawie, a potem w Gdyni. Koncert w Warszawie zgromadził 20 tysięcy widzów, a ten w Gdyni aż czterdziestotysięczny tłum. Państwo Kiepurowie znaleźli też czas, aby zatrzymać się w Juracie. Loda Halama po sukcesie operetki „Roxy i jej drużyna” (taka muzyczna wersja bajki o Kopciuszku)i premierze filmu „Kłamstwo Krystyny” żyła głównie życiem uczuciowym, gdyż poznała Georgesa Golembiowskiego, którego poślubi w listopadzie 1939 roku. On mieszkał przy Górnośląskiej, ona przy Pięknej w Warszawie – nie mieli więc do siebie daleko. W tych wiosenno-letnich miesiącach 1939 roku jej wielbiciele mieli okazję podziwiać gwiazdę wirującą na parkiecie Adrii. Trzeba wyjaśnić, że zawodowe tancerki rzadko tańczą po cywilnemu. Wpadała też Loda do Zakopanego do pensjonatu starszej siostry i jej męża Feliksa Parnela, do Halamy. A w sierpniu zaliczała wszystkie premiery warszawskie – od Genewy Showa w Teatrze Polskim po znakomite nowo otwierane sceny rewiowo-kabaretowe.

Pisała Pani o artystach, gwiazdach, wojskowych, arystokracji. A dokąd jeździli zwykli ludzie? W te same miejsca?

To, co wedle mnie zaświadcza o skoku cywilizacyjnym Polski jaki dokonał się w dwudziestoleciu i to na równi z rozwojem telekomunikacji i dróg - to jest prawo do wypoczynku, do urlopów i towarzyszący temu prawu, wykształcony w ramach wolnego rynku - system wczasów zryczałtowanych, który zaczyna działać bodaj od 1933/34 roku.
W kwartalniku „Turystyka” z 1939 roku czytamy:
„Dawniej, kiedy wyjazdy do uzdrowisk nie były ujęte w żadne ramy organizacyjne osoba przyjeżdżająca zdana była wyłącznie na siebie. Kiedy zmęczeni podróżą przyjeżdżaliśmy do uzdrowiska, opadnięci przez chmarę pośredników, daliśmy się prowadzić do pierwszego lepszego pensjonatu, zapewniani, że cudem dostaliśmy wolny pokój. Często-gęsto już po dwóch dniach klęliśmy na czym świat stoi – i dobre samopoczucie diabli brali. Sporo pieniędzy też”.
„Pobyt za opłatą ryczałtową jest najtańszą forma wyjazdu na urlop. Albowiem wielka organizacja biura podróży, prowadząca akcję pobytów ryczałtowych na szeroką skalę, uzyskuje od przedsiębiorstw pensjonatowych, zarządów uzdrowisk itp. tak niskie ceny, jakie dla osób postronnych są absolutnie niemożliwe do otrzymania”.
„Cena pobytu ryczałtowego nie ogranicza się do kosztów pensjonatu, ale jak nazwa wskazuje, obejmuje zryczałtowane koszta dojazdu, a w odniesieniu do pobytów kuracyjnych – również opłatę za opiekę lekarską, kąpiele, zabiegi itd.”
Dzisiaj to wszystko mamy w internecie – lajkujemy albo wręcz przeciwnie.
I wtedy wczasowicze proszeni byli o zgłaszanie swoich uwag - bez internetu, drogą korespondencyjną, ale działało to równie skutecznie. Wielu moich znajomych korzystało z tej formy wypoczynku wybierając się na przykład do Zaleszczyk. Dziadkowie na pewno wypróbowali to jadąc z synami do Jastarni. Obok kurortów i uzdrowisk w ofercie były ciche domy w lasach i nad jeziorami.
Pod koniec lat trzydziestych pojawiła się jeszcze jedna, dzisiaj wydawałoby się luksusowa oferta – wczasy w dworze. Dla mieszczucha była to możliwość otarcia się o inny świat, spotkanie z historią, dla gospodarzy dodatkowy, przydatny dochód – bo trzeba podkreślić, że na uprawach nie zarabia się kroci. Zysk wynosi około trzech procent. Szczególnie atrakcyjny był szlak Mickiewiczowski.
I w tym wypadku również była prośba do najemców o wyrażenie swoich opinii i uwag. Ale i gospodarze mogli zgłosić swoje uwagi o lokatorach.

Moda była równie ważna jak miejsca, w których wypoczywano.

Kiedy ogląda się zdjęcia z tamtego czasu, uderza nowoczesność. Modernizm i funkcjonalizm w architekturze, dizajnerskie wnętrza, okładki pism dla pań projektowane przez najlepszych plastyków i moda. Arystokraci i wyżsi urzędnicy państwowi wybierający się do otwartego w lipcu 1939 roku Nowego hotelu Zdrojowego (obecnie Nowy Dom Zdrojowy) nie mogli uniknąć zabrania ze sobą smokingów, a ich zony długich sukien. Ale już w Juracie i innych miejscowościach położonych na 140 km polskiego wybrzeża obowiązywała elegancja mniej zobowiązująca.
Jak pisała Magdalena Samozwaniec: „ dzisiaj trudno odróżnić młodą piękność od młodego przystojnego młodzieńca”. I ona i on od rana zakładają szorty do tego niewielki podkoszulek. Na plaży on nosi krótkie majtki - ona takie same krótkie majtki i jeszcze tylko coś niedużego na górze. Wieczorem jego i ją obowiązują obowiązują długie spodnie. Powinny być białe. I pastelowe podkoszulki. Do tego i ona i on powinni mieć niedbale zarzucony, lekki jedwabny szalik”.

To chyba właśnie w 1939 roku pojawiły się dwuczęściowe kostiumy kąpielowe dla zgrabnych Pań. Jednak Elżbieta Barszczewska, liryczna amantka teatru i kina, wspaniała, utalentowana i piękna aktorka wolała się fotografować w kostiumie jednoczęściowym. Te jednoczęściowe pięknie odsłaniały nogi, a z tyłu powinny mieć dekolt do ostatniej/pierwszej krzyżowej.
Damskim spodniom można by poświęcić więcej uwagi, ale właściwie wystarczy rozejrzeć się wokół, bo w tej dziedzinie obowiązywały zupełnie współczesne linie: dzwony, culoty i spodnie piżamowe, które bardzo dobrze wyglądały z koszulkami bez pleców. Kobiety chętnie zakładały do nich wysokie obcasy. To był styl Lody Halamy.

Dużo miejsca poświęciła Pani rodzinie Halamów. Oprócz tego, że mieli wtedy ogromną popularność są z jakiegoś innego powodu bliscy Pani sercu?

Efektem mojej przyjaźni z tą prawdziwie światową artystką jest książka o niej. To najdowcipniejsza osoba jaką spotkałam w życiu. I bardzo kochana, choć wcale nie sentymentalna. Do końca trzymała fason!

Czy spotkała się Pani z osobami, które pamiętają tamto lato?

Wychowałam się wśród takich. Moja Mama urodziła się w 1929, jej brat dwa lata wcześniej…
Pisarz Jacek Bocheński, który w 1939 roku miał 13 lat zechciał napisać mi kilka uwag na ostatniej stronie książki. Uczył swoją córkę a moją rówieśnicę lambeth-walka. Już kiedy książka się ukazała pojechałam na krótki urlop do ZAiKSu w Konstancinie. Pan Jacek Bocheński przyjął mnie do swego stolika. Halina Kwiatkowska, Tadeusz Olszański, Jerzy Gruza – wszyscy pamiętali to szczególne lato. Wreszcie przyjechała Pani Anna Przedpełska-Trzeciakowska.
- Anno – powiedział Jacek Bocheński – pozwolisz, że Ci przedstawię panią Annę Lisiecką, która napisała bardzo ciekawą książkę o wakacjach 1939 roku.
- Ach!- podjęła wybitna tłumaczka – to były moje najpiękniejsze wakacje. Całą rodziną spędziliśmy je w Chałupach. Plaże tam były zupełnie dzikie.

I wtedy się zawstydziłam, bo ja Chałupom poświęcam tylko jedno zdanie, do tego cytuję je za snobką jaką, z całym szacunkiem, była Magdalena Samozwaniec. We wspomnianym reportażu „Pociąg staje w Juracie” z sierpniowego „Kina” pisze o nadmorskich zwyczajach wyborów Miss.
„Mis Juraty - świetnie! Mis Jastrzębiej Góry – proszę bardzo! Ale Miss Chałup…”
Opatrzność jednak czuwa i prowadzi zbłąkanego: spędziłam piękne wakacje w Chałupach, ciesząc oczy tym, co paralotnie wyczyniają na wodach Zatoki.

Wraz z końcem wakacji 1939 zakończył się pewien etap historii, nadszedł kres pewnej cywilizacji i świata. 




 

1/17
Kuracjusze podczas lekcji tańca prowadzonej przez czarnoskórego Sama z zespołu Kataszka na plaży w Truskawcu–Pomiarkach
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
1/17

Kuracjusze podczas lekcji tańca prowadzonej przez czarnoskórego Sama z zespołu Kataszka na plaży w Truskawcu–Pomiarkach

2/17
Kuracjuszki na basenie solno-siarkowym na Pomiarkach w Truskawcu
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
2/17

Kuracjuszki na basenie solno-siarkowym na Pomiarkach w Truskawcu

3/17
Kuracjusze na plaży w Truskawcu–Pomiarkach
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
3/17

Kuracjusze na plaży w Truskawcu–Pomiarkach

4/17
Hanka Ordonówna na pokładzie "Batorego", 12 czerwca 1939
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
4/17

Hanka Ordonówna na pokładzie "Batorego", 12 czerwca 1939

5/17
Kuracjusze w Ciechocinku
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
5/17

Kuracjusze w Ciechocinku

6/17
Żaglówki na jeziorze Narocz
Copyright @zbiory Biblioteki Narodowej
6/17

Żaglówki na jeziorze Narocz

7/17
Na tarasie willi Halama: Feliks Parnell, Loda Halama, Madzia Parnell, Zizi Halama i Jerzy Czaplicki
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
7/17

Na tarasie willi Halama w Zakopanem: Feliks Parnell, Loda Halama, Madzia Parnell, Zizi Halama i Jerzy Czaplicki

8/17
Gen. Bronisław Regulski, hrabia Józef Potocki z żoną Krystyną, hrabina Róża Mycielska, hrabia Roman Potocki na Torze Wyścigów Konnych na Służewcu w Warszawie, początek lipca 1939
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
8/17

Gen. Bronisław Regulski, hrabia Józef Potocki z żoną Krystyną, hrabina Róża Mycielska, hrabia Roman Potocki na Torze Wyścigów Konnych na Służewcu w Warszawie, początek lipca 1939

9/17
Lukstorpeda
Copyright @zbiory Biblioteki Narodowej
9/17

Lukstorpeda woziła pasażerów między innymi z Krakowa do Zakopanego

10/17
Monika Żeromska na balu na transatlantyku "Piłsudski", 1939 rok
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
10/17

Monika Żeromska na balu na transatlantyku "Piłsudski", 1939 rok

11/17
Magdalena Samozwaniec z redaktorem A.Krasickim na motorówce, 1937 rok
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
11/17

Magdalena Samozwaniec z redaktorem A.Krasickim na motorówce, 1937 rok

12/17
Dancing w hotelu Lido w Juracie, widok sprzed wojny
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
12/17

Dancing w hotelu Lido w Juracie, widok sprzed wojny

13/17
Wybory Miss Plaży, na zdjęciu Miss Gdyni
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
13/17

Wybory Miss Plaży, na zdjęciu Miss Gdyni

14/17
Tancerka Ziuta Buczyńska na plaży w Jastrzębiej Górze, 1937 rok
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
14/17

Tancerka Ziuta Buczyńska na plaży w Jastrzębiej Górze, 1937 rok

15/17
Hucułka z okolic Kosowa Huculskiego, przed rokiem 1939
Copyright @Mikołaj Seńkowski (zbiory Biblioteki Narodowej)
15/17

Hucułka z okolic Kosowa Huculskiego, przed rokiem 1939

16/17
Kuracjusze podczas gimnastyki w sanatorium doktora Apolinarego Tarnawskiego, lata 30 XX wieku
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
16/17

Kuracjusze podczas gimnastyki w sanatorium doktora Apolinarego Tarnawskiego, lata 30 XX wieku

17/17
Prezydent RP Ignacy Mościcki z żoną Marią w rezydencji w Wiśle
Copyright @Narodowe Archiwum Cyfrowe
17/17

Prezydent RP Ignacy Mościcki z żoną Marią w rezydencji w Wiśle

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Trener personalny DANIEL QCZAJ zdobył się na coming out. Co mu dała ta decyzja, a co zabrała? ALŻBETA LENSKA dwa lata temu o mało nie umarła. To wydarzenie w zaskakujący sposób zmieniło jej życie. W VIVIE! na Lato cykl Ona o Niej – MAŁGORZATA POTOCKA o KALINIE JĘDRUSIK: „Przez jednych kochana, przez innych nienawidzona. Polska Marilyn Monroe…”. W cyklu Sztuka gotowania – AGNIESZKA MACIĄG zdradza, jak zatrzymać młodość. W Podróżach z Historią – kultowe miejsca: magiczna leśniczówka w Praniu, Krzyże „lepsze niż Paryże…”.