Historia Gwiezdnych WojenHistoria Gwiezdnych Wojen
Fot. adobe.stock.com
VIVA! Mama

Wszystko, co musisz wiedzieć o Gwiezdnych Wojnach!

Premiera najnowszej części już jutro...

Katarzyna Sielicka 19 grudnia 2019 07:54
Historia Gwiezdnych WojenHistoria Gwiezdnych Wojen
Fot. adobe.stock.com

Jeden z najpopularniejszych filmów w dziejach doczekał się ośmiu kontynuacji, a dziewiąta o podtytule Skywalker. Odrodzenie właśnie wchodzi do kin. Dziś to już całe uniwersum zamieszkane przez ludzi, potwory i roboty. Jak to się stało, że wszyscy pokochali Gwiezdne Wojny?

Historia Gwiezdnych Wojen

Tuż przed świętami na ekrany kin wejdzie kolejna część „Gwiezdnych wojen”. Epizod IX nosi tytuł „Skywalker. Odrodzenie”. Będzie to ostatnia część głównego cyklu. Fani nie mogą się doczekać, kiedy znów zobaczą Luke’a, który – tak jak wielu z nich – od premiery pierwszego filmu w 1977 nieco się postarzał, ale nie stracił młodzieńczej energii. Wielbiciele „Gwiezdnych wojen” mają lat 9 albo 90. To chłopcy, dziewczynki, mężczyźni i kobiety z całego świata. Miłość do „Gwiezdnych wojen” wyrasta ponad wszelkie podziały.


Historia to nic innego jak kolejny epizod odwiecznej walki dobra ze złem. Po dobrej stronie Mocy, która pozwala na panowanie nad materią, są rycerze Jedi. Ci z nich, którzy przeszli na jej ciemną stronę, stali się złymi Sithami. Po stronie Jedi mamy Luke’a Skywalkera, księżniczkę Leę, mistrza Yodę z jego przedziwnym językiem, Hana Solo z wielkim włochatym przyjacielem Chewbaccą i zaprzyjaźnionymi robotami. Ciemna strona to Lord Darth Vader w słynnym czarnym hełmie ze świszczącym oddechem, który twórcy dźwięku do filmu „pożyczyli” od nurków czerpiących tlen z butli. A także na wskroś zły Palpatine, Kylo Ren i wyjątkowo paskudne stwory z różnych planet. W świecie gwiezdnych wojen wojuje się na wiązki emitowane przez miecze świetlne. Te dobre zwykle mają kolor błękitny, złe – najczęściej czerwony.


Przez 42 lata świat Star Wars rozrósł się w potężne imperium, którego wartość szacuje się na 49 miliardów dolarów. Składają się na nie nie tylko filmy, ale też powieści, seriale, komiksy i gry. A także koszulki, zabawki i wszystko, co nawiązuje do kosmicznej sagi. Trudno uwierzyć, że kiedy George Lucas brał się za realizację „Gwiezdnych wojen”, nawet on sam nie wierzył w sukces. Do tego stopnia, że założył się ze swoim przyjacielem Stevenem Spielbergiem, który realizował wtedy „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, że odda mu 2,5 procent zysku z „Gwiezdnych wojen”, jeśli Spielberg odda mu tyle samo ze swojego filmu. Nie wyszedł na tym dobrze. „Gwiezdne wojny” dostały Oscara i po trzech miesiącach zarobiły ponad 100 milionów dolarów. W sukces nie wierzyli też dystrybutorzy – na początku film wyświetlano w zaledwie trzydziestu kilku kinach. Większość odmówiła, bo nie wiedziała, o czym właściwie jest ta historia.


Pech na pustyni

Dawno, dawno temu w galaktyce Drogi Mlecznej, a konkretnie na planecie Ziemia, wśród żółtych piasków tunezyjskiej pustyni stanął niewielki biało-niebieski robot z okrągłą kopułką. R2-D2, jeden z głównych bohaterów powstającego filmu, stanął, bo wyczerpały mu się baterie. Był to kolejny robot, który odmówił współpracy w trudnych warunkach. Urządzenia psuły się od wszechobecnego piasku. Do tych zdalnie sterowanych nie dochodził sygnał, bo zakłócały go arabskie stacje radiowe. „Roboty szalały, wpadały na siebie, przewracały się”, wspominał Mark Hamill, odtwórca roli Luke’a, cytowany w książce „Gwiezdne wojny i reszta życia”. 31-letni reżyser filmu pochodzący z Kalifornii, George Lucas był wściekły, bo wytwórnia filmowa dała mu ograniczony budżet. „Nie mieliśmy pieniędzy, więc musieliśmy się zadowolić tym, co jest”, mówił. Grający rolę C-3PO brytyjski aktor Anthony Daniels dostał niewygodny plastikowy kostium, pomalowany złotą farbą, który obcierał go i nie pozwalał swobodnie się poruszać. Co gorsza, gdy Daniels się przewracał, co zdarzało się często, nie był w stanie sam się podnieść i musiał czekać, aż ktoś z ekipy go zauważy i podniesie.


Produkcję od początku prześladował pech. Po przyjeździe do oazy Nefta filmowcy zamiast piasku zastali błoto, bo po raz pierwszy od siedmiu lat zaczęło padać. W jednej z ciężarówek wybuchł pożar, w którym zniszczonych zostało kilka robotów. Te wszystkie problemy sprawiły, że nastrój George’a Lucasa był naprawdę zły. Reżyser nie poszedł nawet na party z okazji zakończenia zdjęć. Przyznał potem, że przez całe 84 dni zdjęciowe był w depresji. Miał nadzieję, że wszystkie braki techniczne nadrobi podczas montażu. Ostatecznie postawiona pod ścianą wytwórnia zdecydowała się zwiększyć budżet na efekty specjalne z 3 do 5 milionów dolarów, a „Gwiezdne wojny” okazały się pod tym względem przełomowe w dziejach kina.


Jak powstała Moc?

Efektami specjalnymi w „Gwiezdnych wojnach” zajmowała się firma stworzona przez samego Lucasa – Industrial Light & Magic. Twórca „Gwiezdnych wojen” już jako dziecko uwielbiał techniczne nowinki, a to, czego nie miał, dorabiał sobie sam w swojej szopie pełnej przeróżnych materiałów i narzędzi. Był niesamowicie kreatywny. Zbudował model kolejki górskiej napędzany przy użyciu zwiniętego w spiralę kabla od telefonu i wiele innych rzeczy, które przychodziły podziwiać dzieciaki z całej okolicy. Jak pisze Brian Jay Jones w biografii George’a Lucasa „Gwiezdne wojny i reszta życia”, w wieku 13 lat zaczął zastanawiać się, czym jest Bóg i jakie łączą go z nim relacje. W ten sposób wymyślił Moc – nadprzyrodzoną siłę, którą posługują się rycerze Jedi, bohaterowie jego gwiezdnej sagi. Czytał mnóstwo komiksów. Jak opowiadał później jego przyjaciel, komiksy wpoiły mu hierarchię wartości. Bohaterowie dzielili się na dobrych albo złych. „Ta filozofia głęboko wryła mu się w serce”.


Pierwsza, czyli czwarta

Po sukcesie „Gwiezdnych wojen” Lucas jako producent nakręcił jeszcze „Imperium kontratakuje” (1980) i „Powrót Jedi” (1983). Seria biła rekordy popularności. Nic dziwnego, że Lucas postanowił ją kontynuować. W 1999 roku do kin weszła pierwsza część trylogii prequeli opowiadających o tym, co działo się, zanim wybuchły „Gwiezdne wojny”. „Mroczne widmo”, „Atak klonów” i „Zemstę Sithów” Lucas wyprodukował i wyreżyserował. Tym samym część pierwsza sagi – „Nowa nadzieja” stała się czwartą, a sieć zalała fala instrukcji, jak oglądać „Gwiezdne wojny”, żeby zachować chronologię zdarzeń. Lada moment na ekrany wejdzie ostatnia z serii sequeli, czyli kontynuacji serii. Po „Przebudzeniu Mocy” i „Ostatnim Jedi” obejrzymy „Skywalkera. Odrodzenie”. W filmie zobaczymy także księżniczkę Leię Organę, mimo że odtwarzająca ją Carrie Fisher zmarła, zanim go nakręcono.

Zdecydowano się na użycie prawdziwych zdjęć, niewykorzystanych w poprzednich filmach. Twórcy zastanawiali się, czy odtworzyć postać komputerowo – dziś to żaden problem. Kłopoty, które nękały George’a Lucasa, byłyby dziś błahostką. Młodszy brat R2-D2, uroczy BB-8 zasuwa przez każdą pustynię bez najmniejszych komplikacji. Przez lata, które minęły od premiery, zmienił się świat – nie ma już wojen gwiezdnych, amerykańskiego programu obronnego z czasów prezydentury Ronalda Reagana. Harrison Ford został wielkim aktorem i nikt nie pamięta już, że do obsady filmu wszedł przypadkiem, kiedy jako akurat obecny w studiu stolarz podczas castingów czytał kwestie dialogowe z aktorami. Nie zmienia się tylko uwielbienie dla prawych i dzielnych rycerzy Jedi i nadzieja, że Moc zawsze będzie z nami. 

Film Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie
Fot. Materiały prasowe

Wideo

Zobaczcie 12 najgorętszych trendów na wiosnę 2020!

Akcje

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Ciąża Małgosi to ukoronowanie tego, o co walczyliśmy”, mówi RADOSŁAW MAJDAN i nie ukrywa, że z powodu epidemii on i jego żona są pełni obaw. LESZEK MILLER z wnuczką MONIKĄ o tym, jak dziś wygląda ich życie po bolesnej stracie syna i ojca. Legendarny aktor WITOLD SADOWY niedawno skończył sto lat i zdobył się na niezwykle szczere wyznanie. „Widziałam, jak czai się śmierć” – ELISABETH REVOL wspomina ostatnie chwile z TOMKIEM MACKIEWICZEM podczas wspinaczki na Nanga Parbat.