Paweł Pawlikowski
Fot. Getty Images
OSCARY 2019

Paweł Pawlikowski ma szansę na Oscara dla najlepszego reżysera!

Kim jest twórca „Zimnej wojny”?

Gabriela Czernecka 22 stycznia 2019 15:02
Paweł Pawlikowski
Fot. Getty Images

Już podczas premiery na festiwalu filmowym w Cannes 2018 otrzymał owację na stojąco, a krytycy na całym świecie rozpisywali się o geniuszu Pawlikowskiego. Teraz przyszła pora na kolejny spektakularny sukces polskich twórców! Zimna Wojna w reżyserii Pawła Pawlikowskiego ma szansę na Oscara! Produkcja została nominowana do prestiżowej nagrody aż w trzech kategoriach: reżysera, zdjęcia i najlepszy film nieanglojęzyczny. Co wiemy o twórcy Zimnej Wojny, Pawle Pawlikowskim?

Kim jest Paweł Pawlikowski?

Choć przygodę z reżyserią zaczął w 1988 roku tworząc dokumentalny film biograficzny o Tadeuszu Konwickim to szerszej publiczności dał się poznać w 2000 roku. Wówczas nakręcił film Ostatnie wyjście, za którego otrzymał nagrodę BAFTA dla „najbardziej obiecującego twórcy. W 2004 roku ukazało się Lato miłości o miłości między dwiema nastolatkami. Film stał się furtką do wielkiej kariery dla Emily Blunt, a w 2005 roku nagrodzono go BAFTĄ za najlepszy film brytyjski.

Kolejno na długi czas reżyser zawiesił wszelkie rozpoczęte projekty, gdy w 2006 roku wykryto u jego żony raka. Pawlikowski do ostatnich chwil opiekował się ukochaną. Do reżyserii wrócił dopiero po pięciu latach, gdy jego dzieci się usamodzielniły. W 2011 roku powstał film Kobieta z piątej dzielnicy, którym ewidentnie według krytyków odreagował śmierć żony. 

W 2013 roku ukazał się film Ida, który podbił serca widzów na całym świecie. Otrzymał Złote Lwy za najlepszy film na festiwalu filmowym w Gdyni, później nagrodzono go Orłem za najlepszy film i za najlepszą reżyserię.  W 2015 roku zdobył Oscara za Idę z Agatą Kuleszą i Agatą Trzebuchowską w rolach głównych.

Przy okazji tak wielkiego sukcesu przypominamy tekst Elżbiety Pawełek o reżyserze, który ukazał się na łamach naszego magazynu.

Kiedy Nicole Kidman, po długiej chwili trzymania wszystkich w napięciu, wypowiedziała w końcu: „And the Oscar goes to… »Ida«”, jeszcze nie wierzył… Spojrzał na siedzącego obok Andrie­ja Zwia­gin­ce­wa, twórcę obsypanego nagrodami, laureata Złotego Globu, „Lewiatana”, bo myślał, że to on wygra. Potem długo przemawiał na scenie Dolby Theatre, przekraczając limit czasu w scenariuszu, czym porwał publiczność: „O Boże! Jak się tu znalazłem?”, mówił wzruszony. „Nakręciłem czarno-biały film o potrzebie ciszy, wycofania się ze świata i kontemplacji, a teraz jestem tu – w epicentrum hałasu i uwagi. Życie jest pełne niespodzianek”.

Hollywood? Po co? 

Tak może mówić ktoś, kto sam przeżył niejedno. Widział niejedno i ciężko pracował na sukces. Ale, żeby była jasność, dla Pawlikowskiego kariera nie jest najważniejsza. Jak mówi, ma swoje lata, jest 58-letnim mężczyzną i nie potrzebuje się szarpać. Nigdy nie ciągnęło go do Hollywood. Od kilkunastu lat regularnie odrzuca propozycje amerykańskich producentów. A jednak jest jednym z najbardziej cenionych reżyserów na świecie, wyróżnionym wieloma nagrodami, w tym prestiżową BAFTĄ.

Dołączył do nich Oscar, o którego Pol­ska w kategorii film nieanglojęzyczny, bez sukcesu walczyła już dziewięciokrotnie. Nagroda dla „Idy” to historyczny moment dla polskiego kina, jak podkreśla Jan A.P. Kaczmarek, również zdobywca Oscara – za muzykę do filmu „Marzyciel” – i członek Amerykańskiej Akademii Filmowej. Dlaczego jednak Pawlikowski odrzuca intratne propozycje z Fabryki Snów, o które zabiegają całe tabuny zdolnych reżyserów, tego nie wie. 

„Paweł ma duży dystans do Ameryki”, mówi Ewa Puszczyńska, producentka „Idy” z Opus Film. „Hollywood nie jest w stanie ani go oczarować, ani rzucić na kolana. Nie mógłby tworzyć w warunkach, gdzie reżyserzy zwykle robią filmy pod dyktando producentów, dla których liczy się głównie komercja i zysk. Żeby robić tak zwane amerykańskie kino niezależne, jak na przykład Wes Anderson czy Richard Linklater, trzeba się tam urodzić. Hollywood to nie jest jego świat”. 

Nie przeskoczę własnego cienia

O życiu Pawła Pawlikowskiego wiadomo niewiele. Ma polskie i brytyjskie obywatelstwo, żydowskie korzenie, doskonale włada siedmioma językami. Studiował literaturę i filozofię w Oxfordzie, zaczął nawet pisać pracę doktorską. W jego filmach, również w „Idzie”, bohaterowie poszukują własnej tożsamości. Tak jak on sam. Kim zatem jest zdobywca Oscara?

„Kiedy spotykasz się z takim gościem jak Pawlikowski, zacznij od pytania o paszport. Przed tobą będzie siedział człowiek, który wyjechał z Polski jako 14-latek, kilka dekad przemieszkał w Wielkiej Brytanii, ale mieszkał też w Niemczech, we Francji i Włoszech, a dziś osiadł na starych śmieciach, na warszawskim Mokotowie”,  mówią dziennikarze, którzy mieli szczęście poznać go osobiście.

„Mam polski paszport”, uspokaja na spotkaniu z prasą, zanim posypią się pytania. Sentymentalnie zawsze najbardziej związany był z Polską, ale przesiąkł wieloma miejscami. Opowiada: „Kiedy ojciec wyjechał na Zachód, bardzo lubił przekraczać granice. Oficjalnie, bez strachu. Lubował się tym przejeżdżaniem, pokazywaniem paszportu. Cieszył się, że może podróżować i nikt go przy tym nie gnoi, nie straszy. Ja już tego dreszczu nie czuję. Bardziej niepokoi mnie fakt, że jak się już przekroczy kilka granic, potem przekraczanie nie ma końca”.

Z Polski wyjechał w 1971 roku. Zawsze chciał zobaczyć Londyn, ale wtedy nie wiedział jeszcze, że wyjeżdża na stałe – opuszcza krewnych, kumpli, podwórko… Nie rozumiał ani w ząb angielskiego, więc startował z pozycji totalnego outsidera. Dzięki matce, która wykładała język angielski na Uniwersytecie Warszawskim, zanim opuściła kraj, mógł chodzić na projekcje filmów do British Council. W ten sposób pierwszy raz zobaczył „Billy’ego kłamcę” Johna Schlesingera i „Szarżę lekkiej brygady” Tony’ego Richardsona.

„Nie rozumiałem, o czym mówili bohaterowie, ale zapadały mi w głowie obrazy, a wraz z nimi jakaś abstrakcyjna wizja Anglii”, wspomina. Pamięta też, że w domu czuło się tęsknotę za Polską. Ojciec, Żyd z pochodzenia, źle znosił wyjazd z ukochanego kraju. Matka, wychowana w tradycji katolickiej, bardzo często wspominała Warszawę. On zaś strasznie chciał być hippisem.

Zapuścił włosy i przygrywał w zespole rockowym. Grał też jazz i rhythm and bluesa w knajpach, dla forsy. „Wtedy mój polski background był trochę obciachem. Z czasem dotarło do mnie, że nie wiem, jak bym się starał, to nie przeskoczę własnego cienia”. Kiedy mu było źle, uciekał w świat poezji. Na studiach pisał poematy, ale zrozumiał, że nigdy nie będzie Williamem Szekspirem.

Kręciłem dokumenty dla BBC

„O Pawlikowskim bardzo dużo mówią jego filmy dokumentalne”, twierdzi reżyser Filip Bajon. Jeden z pierwszych był o Jerofiejewie, cierpiącym na raka rosyjskim pisarzu alkoholiku, gdzie pokazywał kraj po pieriestrojce, wyprany z mocarstwowych marzeń. Kolejny o… Dostojewskim. Ale nie o Fiodorze, lecz Dmitriju, prawnuku pisarza, motorniczym tramwaju w Sankt Petersburgu, któremu towarzyszył w podróży na Zachód. Pojechali tam na zaproszenie niemieckich pisarzy.

Ale gdy ci rozprawiali na temat mrocznej rosyjskiej duszy, Dmitrij szukał używanego mercedesa za 1500 marek. Kiedy tamci sączyli wino, słuchając Schuberta, prawnuk pisarza w toalecie popijał piwo z puszki i słuchał Italo disco. Zachód spotkał się ze Wschodem głodnym lepszego życia. A potem były jeszcze świetne filmy o Karadžiciu i szaleńcu z rosyjskiej Dumy – Żyrinowskim. 

„Skoro wziął na warsztat tak skrajne postaci i potrafił do nich dotrzeć, to znaczy, że nie ma dla niego barier. Jest mistrzem w wynajdywaniu fascynujących tematów”, dodaje Bajon. „Dokumenty kręciłem dla BBC, która wtedy nie była tak skupiona na polityce, jak teraz. Miałem pole do eksperymentów i comiesięczną pensję”, mówił Pawlikowski „Guardianowi”.

Dlaczego więc odszedł z najlepszej telewizji świata? „Był czas, że BBC i inne telewizje stały się bardzo korporacyjne. Wszystko sprowadzało się do wyników oglądalności. Jednego dnia miałem samodzielne biuro w BBC, drugiego wprowadziło się tam dwóch księgowych, a wszystkie moje rzeczy znalazły się w kartonach. Wiedziałem, że muszę zacząć coś nowego”.

Wybrałem życie, nie sztukę

Zdecydował się robić filmy o niedokończonych sprawach, pierwszej miłości, uchodźcach przybywających do Anglii, takich jak jego matka. Tak powstało „Ostatnie wyjście”, za które otrzymał nagrodę BAFTA dla najbardziej obiecującego brytyjskiego twórcy. Odbierając ją w 2001 roku, mówił: „To zabawne, gdy czterdziestolatka nazywa się nowym talentem”. Od tego czasu, zamiast Paul Pawlikowski, zaczął podpisywać swe filmy polskim imieniem – Paweł.

„Niezwykłe jest to, że on wymyka się wszelkim definicjom”, wtrąca zaprzyjaźniony z nim Cezary Harasimowicz, scenarzysta. „W Anglii mówiło się, że w jego filmach widać duszę obcokrajowca. A jak w Polsce pokazało się »Lato miłości«, które ubóstwiam – że jest bardzo angielskie”. Kiedy kręcił filmy dokumentalne, uważano, że mają rys fabuły. A jak zabrał się za filmy fabularne, to widać w nich oko dokumentalisty.

„Najwyraźniej nie pasuję do żadnych kategorii, nie tylko narodowych. Już jako nastolatek wymknąłem się z kontekstu i tak brnę dalej w nieznane”, śmieje się reżyser. Harasimowicz: „Kiedyś mi się zwierzył, że w Gruzji dokumentował historię młodego Stalina dla Hollywood. Ale zaproponował im, żeby film był w języku gruzińskim. »I jaka reakcja?«, zapytałem. A on: »Nie byli zachwyceni«”.

Jest ciepłym, wrażliwym facetem, o którym niektórzy mówią, że muchy by nie skrzywdził. I sentymentalnym, czego się trochę wstydzi. „No trudno, już tego nie zmienię, ani tego, że wszystkie moje filmy są supernostalgiczne”, mówi. Gdy jego żona, rosyjska pianistka, nieoczekiwanie zachorowała na raka w 2006 roku, przerwał pracę nad nowym filmem: „Wolałem się nią opiekować, niż być na planie. Wybrałem życie, nie sztukę”.

Po jej śmierci rzucił kino, zajął się głównie wychowaniem małoletnich dzieci. Przerwa trwała aż osiem lat. Ważniejsze było, żeby czuły jego zaangażowanie, bliskość i wiedziały, na czym mu naprawdę zależy. „Kobieta z Piątej Dzielnicy”, jego kolejny film, krąży wokół tematu śmierci i wydaje się rozliczeniem z osobistą tragedią. Kręcąc ten film, wyprowadził się do Paryża.

„Miałem nowy okres w życiu: dzieci dorosły, wyjechały na uniwersytety, zostałem sam w domu w Oxfordzie, zastanawiałem się: Co ja będę tu robił? Paryż był dla mnie taką studencką ucieczką, »gap year«”, opowiadał. Ale długo nie wytrzymał. W połowie lipca wszyscy tam wyjeżdżają na wakacje, wracają we wrześniu. Później wychodzą wszystkie książki. Nawet obiad je się w Paryżu zawsze o tej samej porze. To miłe, ale trochę nudne. Wrócił znów nad Tamizę, gdzie czuł większą swobodę.

Jakby mi zabrali duszę

„Najnowszy film, »Ida«, jest miłosnym listem do Polski. Został zrobiony oczami chłopaka, który wyjechał z niej na początku lat 70., patrzy na nią tamtymi scenami, krajobrazami”, mówi Filip Bajon. To nietypowe kino drogi. Bohaterką jest młoda zakonnica, tytułowa Ida (Agata Trzebuchowska), która przed złożeniem ślubów wieczystych dowiaduje się, że jest Żydówką. Razem ze swoją ciotką (Agata Kulesza), komunistką odsuniętą od władzy, jedzie w rodzinne strony.

I odkrywa tam bolesną prawdę – Polacy zabili w czasie wojny jej rodziców. Tomasz Raczek: „W tym filmie to jest piękne i pewnie to dało mu Oscara, że Pawlikowski nie podchodzi do tematu publicystycznie, bo publicystyka skłóca ludzi. Wziął trudny temat i przedstawił go poetycko, czyli podał go razem ze znieczuleniem”.  

Pierwsza wersja scenariusza pod nazwą „Siostry miłosierdzia”, nagrodzona w 2010 roku w Cannes, powstała kilka lat wcześniej. Napisał ją razem z Cezarym Harasimowiczem. „I zaraz po odebraniu nagrody powiedział: »Wiesz, to podejrzane, że nam ją dali, chyba wszystko trzeba zmienić«”, wspomina Harasimowicz. „To też coś mówi o Pawle. Jest dociekliwym, bardzo głębokim człowiekiem. Wspaniale nam się rozmawiało w Gruzji, chodząc po kamienistej plaży, dokąd zaprosił mnie na festiwal filmowy.

Chociaż teraz, jak niektórzy wylewają na niego kubeł pomyj, zarzucając antysemickość lub przeciwnie, antypolskość, w części czuję się odpowiedzialny, że pchnąłem go w tę stronę, która jest bolesną raną naszej historii”. I po chwili dodaje: „Ale jaki z niego anty-Polak? Wychowywany w tradycji i czułości do Polski, w kulcie Powstania Warszawskiego.

Kiedyś mu powiedziałem: »Paweł, mówisz tak świetnie po polsku, a po angielsku z polskim akcentem, choć już tak długo jesteś w Anglii«. A on: »Pomyślałem, że jak zacznę mówić z brytyjskim akcentem, to już przejdę w całości na tamtą stronę, jakby mi zabrali duszę«. Nie wiem, czy mogę o tym mówić, ale oprócz wszystkiego jest człowiekiem bardzo religijnym, głęboko wierzącym katolikiem”.  

Polska to dla mnie młodość…

Piękne czarno-białe kadry, wąska droga prowadząca dokądś, klasztor, senna atmosfera miasteczka, w którą wdziera się jazz grany przez młodych muzyków… „»Ida« została zrobiona w formacie zbliżonym do kwadratu, a nie panoramicznym. Kunszt twórcy polega na tym, że to, co poza słowami, znaczy tyle co słowo”, mówią krytycy.

Pawlikowski zrobił film z młodą ekipą: operator Łukasz Żal (nominacja do Oscara) dołączył do niej w zastępstwie chorego Ryszarda Lenczewskiego. Agatę Trzebuchowską wypatrzyła w kawiarni zaprzyjaźniona z reżyserem Małgośka Szumowska. Agatę Kuleszę już znał i był nią zachwycony. Zresztą nie tylko on – zdobyła Orła za najlepszą główną rolę kobiecą! Dawid Ogrodnik pasował do roli jak ulał, bo nie tylko młody, przystojny, ale też grał na saksofonie.

Joanna Kulig, która tym razem zagrała epizod (wcześniej rola w „Kobiecie z Piątej Dzielnicy”) pokochała współpracę z Pawlikowskim: „On nigdy nie krzyczy. Jest bardzo ciepłym człowiekiem i jednocześnie profesjonalistą. Tworzy do końca, wprowadza dużo zmian. Mówi: »Dobrze, dobrze, ale spróbujmy tę scenę jeszcze raz«. Przy całej emocjonalnej osobowości, wlewał w nas spokój. Uwielbiam to”.

Docenił zespół. I zapowiada, że odtąd będzie kręcił filmy tylko z ludźmi, których lubi i którzy emanują dobrą energię. Ale potrafi sobie wyobrazić życie bez filmu. Nie będzie katastrofy, zawsze może pisać scenariusze, wykładać w szkole filmowej. Co innego tacy reżyserzy, jak Michael Winterbottom albo François Ozon, jak mówił kiedyś w „Polityce”.

„Oni nie schodzą z planu, bo tylko w ten sposób czują, że żyją. Respektuję to, sam jednak postępuję odwrotnie. Muszę żyć, żeby robić filmy”. Na stałe zamieszkał w Warszawie. „Polska to dla mnie głównie młodość, moje wspomnienia z dzieciństwa, fantazje. Taki mitologiczny czas”, mówi.  

TEKST Elżbieta Pawełek

Paweł Pawlikowski ze swoimi aktorami Joanną Kulig i  Borysem Szycem

Paweł Pawlikowski ze Złotą Palmą, Cannes 2018
Fot. East News

Paweł Pawlikowski
Fot. Forum

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Macierzyństwo dało mi poczucie sensu. Teraz patrzę na synka i myślę: Gośka, przecież to on jest twoją przyszłością”, mówi MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA. GOŁDA TENCER i DAWID SZURMIEJ. Matka i syn. Co jest podstawą ich wyjątkowej relacji i historycznej misji? CATHERINE DENEUVE – gwiazda, która zawsze była sobą. STAN BORYS i ANNA MALEADY – wszystko, co robią „z powodu miłości” do siebie.