Andrzej Seweryn
Fot. Robert
ZE ŚWIATA FILMU

"To opowieść o wielkiej miłości". Andrzej Seweryn o filmie "Ostatnia rodzina", w którym zagrał główną rolę

AL 27 września 2016 17:47
Andrzej Seweryn
Fot. Robert

„Porusza mnie fakt, że coś jest nieuniknione. Że cokolwiek byś zrobił, coś konkretnego musi się stać” – mówi Andrzej Seweryn w wywiadzie do „Urody Życia”, Aktor wcielił się w malarza Zdzisława Beksińskiego w filmie „Ostatnia rodzina”. Za tę rolę dostał nagrody na Festiwalu Filmowym w Gdyni i Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Locarno, a zagraniczni krytycy pisali: „Tylko wielki aktor potrafi w ten sposób zagrać dojrzałego mężczyznę, wrażliwego i pełnego ironii, ofiarę świata, który zbudował tylko dla siebie i na potrzeby własnego malarstwa”. Reżyser filmu Jan P. Matuszyński opowiadał, że odkrył w Andrzeju Sewerynie wiele cech Beksińskiego - intelektualizm, nawyk nieustannego analizowania rzeczywistości. A aktor podobno tak zbliżył się do swojej postaci, że żona nazywała go Zdzisławem. W wywiadzie z Martą Strzelecką Andrzej Seweryn opowiedział jak rozumie historię Beksińskich i co ją może łączyć z jego życiem.

-„Ostatnia rodzina” to opowieść o losie, przeznaczeniu?
Andrzej Seweryn: Można ją tak rozumieć, ale ja interpretuję historię Beksińskich inaczej – jako opowieść o wielkiej miłości. Ojciec walczy o dobro syna wszelkimi sposobami, stara się pogodzić nawet z tym, że Tomek chce się zabić. A matka oddaje rodzinie niemal cały swój czas, rezygnuje ze spełnienia zawodowego czy artystycznego. I nie odbywa się to w rozmowach, deklaracjach, ale w codzienności.
To też historia o tym, jak trudno być rodzicem. Nic nas nie przygotowuje do roli ojca albo matki, nie da się tego nauczyć. Czasem, żeby wszystko dobrze działało 
w relacji z dzieckiem, wystarcza instynkt, czasami rady poprzednich pokoleń.


- A czasem największe starania nie pomagają.
Andrzej Seweryn:
Nawet najlepsi rodzice nie muszą być gwarancją. W harmonii też może istnieć zło, w dobrych, zgodnych rodzinach zdarzają się nieszczęścia. Tomek Beksiński był słaby, nadwrażliwy. Czy to jest cecha, którą jego ojciec i matka mogli zmienić? Nie wiem.

- W filmie mówi do ojca: „Może gdybyś mi kiedyś przyłożył, byłoby mi w życiu łatwiej”.
Andrzej Seweryn:
Ale mogłoby być trudniej. Wydaje mi się, że to, co nas kształtuje na początku 
– geny, wrodzony temperament, dzieciństwo, wpływ rodziców – nie zawsze jest najważniejsze, a na pewno nie jest dane na zawsze. Dziedziczymy coś, ale możemy to kształtować. Zmieniamy się w ciągu całego życia, jesteśmy sumą tego, czego doświadczamy. To, czy ojciec przyłożył, czy rozpieszczał, nie musi mieć największego znaczenia.



- Pan uważa, że byłoby łatwiej, gdyby 
nie odczuwał pan braku ojca?
Andrzej Seweryn:
Rodzice rozwiedli się, kiedy byłem mały, i brakowało mi ojca. Mam nadzieję, że gdyby tak się nie stało, byłoby mi łatwiej

 

Andrzej Seweryn jako Zdzisław Beksiński w filmie
Fot. Kino Świat

Andrzej Seweryn jako Zdzisław Beksiński w filmie "Ostatnia rodzina".

 

Polecamy też: Oto Beksińscy! Metamorfoza gwiazd filmowej sagi "przeklętej rodziny"

 

- Peter Brook, który w latach 80. zatrzymał pana w Paryżu, zaprosił do pracy, był dla pana kimś w rodzaju ojca? Potem Jacques Lassalle, który dał panu pierwszą rolę 
w Komedii Francuskiej?
Andrzej Seweryn:
Lgnąłem do artystów, których mogłem uznać za autorytety, jednak ojciec musiałby być znacznie starszy, więc na pewno nie Lassalle. Dziś postrzegam go jako reprezentanta Francji, którą głęboko szanuję – doskonale wykształconej, otwartej, ciekawej innych. To człowiek wielkiej kultury, przenikliwy erudyta, doskonale znający literaturę, kino, również polskie, znający się na piłce nożnej, rugby. Jest na wskroś francuski. Ale podobnie silnych wzorów było wokół mnie więcej. Po ukończeniu Szkoły Teatralnej – Janusz Warmiński, dyrektor Teatru Ateneum. Zawsze doskonale ubrany, swobodnie posługujący się angielskim, niemieckim, francuskim, wielki, skromny artysta. Jacek Kuroń – wspaniały pedagog.



- Na czym miała polegać rola takiego przybranego ojca?
Andrzej Seweryn:
Dawał okazję, abym czerpał z jego wiedzy, doświadczenia. I ufał mu. Na szczęście ja już byłem zbyt dorosły, żeby ślepo wierzyć spotkanym za granicą moim ojcom, akceptować ich bezmyślnie. Podobnie jest w relacjach rodzinnych. Poddajemy się przecież w równym stopniu wpływowi szkoły, kościoła, ludzi, wśród których dorastamy. A z matką czy ojcem często chcemy się sprzeczać albo nawet walczyć.

(…)


- W filmie o Beksińskich powszednie są sprzeczki w kuchni, strach o syna, jego zapewnienia, że się zabije. Tylko od czasu do czasu odbywa się fundamentalna rozmowa, która mogłaby coś zmienić. 
Ale właściwie nic się nie zmienia.
Andrzej Seweryn:
Mnie porusza fakt, że coś jest nieuniknione. Że cokolwiek byś zrobił, coś konkretnego musi się stać. Z różnych powodów – z twojej winy, nie z twojej winy. Jest taka polska piosenka, która trafnie o tym opowiada. Z Piwnicy pod Baranami: „Że to wszystko mogło, mogło być inaczej. (…) I są rzeczy, i są miejsca/Gdzieśmy byli. Biegną schody do ogrodu/Jak co dnia/ Jeszcze przecież na nich trwamy/ Ale jakże nie ci sami”.

- To nie jest o nieodwracalnych zmianach? O tym, że pan nie jest przecież tym chłopakiem, którym był kilkadziesiąt lat temu?
Andrzej Seweryn:
Nie wiem, czy nie jestem, czy nie mam już nic wspólnego z tym chłopakiem, który biegał po podwórku przy ulicy Suzina na Żoliborzu, grał w piłkę i wciąż miał brudne stopy. Według jakich kryteriów miałbym to ocenić?

 

Polecamy też: "Zło jest tu namacalne", "Fenomenalna". "Ostatnia rodzina" triumfuje na festiwalu w Gdyni! ZWIASTUN


Co jeszcze aktor powiedział o swoim życiu? Cała rozmowa z Andrzejem Sewerynem w październikowej „Urodzie Życia”.

 

Hanna Lis, URODA ŻYCIA październik 2016
Fot. Marlena Bielińska

Wideo

Zobaczcie 12 najgorętszych trendów na wiosnę 2020!

Akcje

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA CHODAKOWSKA stara się żyć eko, ale mówi: „Popełnianie błędów to historia mojego życia. Słynny himalaista PIOTR PUSTELNIK długo wierzył, że zmiany klimatyczne są dziełem natury. Mylił się. EWA ZGRABCZYŃSKA, uratowała tygrysy, teraz ma nową misję. GRETA THUNBERG – świat wreszcie uwierzył młodej aktywistce.