TYLKO U NAS! Przybrana córka Agaty Młynarskiej: „Jestem DDA. Rodzice nałożyli na mnie obowiązek opieki nad młodszym rodzeństwem’’

Źródło: Wojtek Klauze, Piotr Wojtasik

 

Choć nie łączą ich więzy krwi, ich wzajemna relacja jest bardzo głęboka. Sylwia, dziewczyna z domu dziecka, trafiła do domu Agaty przypadkiem. Dla obydwu było to niezwykłe doświadczenie. Niedawno Agata wydała Sylwię za mąż. „ Moja mała córeczka jest już żoną. Jestem dumna i szczęśliwa!’’, napisała na Facebooku. Agata Młynarska i Sylwia Mor w poruszającej rozmowie z Krystyną Pytlakowską. 

 

Zobacz też: „Już od 10 lat siedzimy w sądzie’’. TYLKO U NAS! Marek Kościkiewicz o konflikcie z Andrzejem Krzywym! Co jeszcze w nowej VIVIE!? EKSKLUZYWNE VIDEO

 

Agata Młynarska i Sylwia o trudnej przeszłości

 

- Byłaś w domu dziecka, chociaż miałaś oboje rodziców. Dlaczego?

Sylwia: Moja mama po prostu nigdy nie dorosła do roli matki. Nie potrafiła wziąć za nas odpowiedzialności, nie dawała nam poczucia bezpieczeństwa. A ojciec… Jestem DDA, Dorosłym Dzieckiem Alkoholika. Każdy kto to przeżył, wie, o czym mówię. Rodzice nałożyli na mnie obowiązek opieki nad młodszym rodzeństwem. Chciałam powiedzieć: „nad moimi dziećmi”.

Agata: Bo to były twoje dzieci.

Sylwia: To prawda. Byłam dla nich matką i ojcem. Dziś wiem, jakie to ze strony dorosłych było okrutne. Wtedy jednak musiałam się z tej opieki wywiązać, chociaż nikt mnie nie kontrolował. Odpowiadałam jednak sama przed sobą i bardzo długo ta trauma odpowiedzialności się za mną ciągnęła. Właściwie aż do chwil, kiedy się zdecydowałam na terapię, bo nie chciałam, żeby przeszłość mnie niszczyła. Na terapii zobaczyłam wszystko bardzo ostro i to mi pomogło. Nabrałam dystansu do siebie i mojego rodzeństwa, choć bardzo je kocham.        

Agata: Pomyśl, była dla nich mamą, kiedy miała siedem, osiem lat. Opiekowała się pięciorgiem młodszych dzieci, przewijała, dbała.

Sylwia: A cały czas rodziły się nowe. I miałam poczucie, że to ja muszę nad nimi czuwać.

 

- A gdybyś się nie zgodziła?

Sylwia: Nie mogłam się nie zgodzić, nie miałam wyboru.

Agata: Zresztą nikt jej nie pytał o zdanie. Mogła odetchnąć dopiero wtedy, gdy wylądowała w domu dziecka w Pawłówce.

Sylwia: I to był dla mnie dom opatrzności, bo tam poznałam Agatę.

Agata: Był pierwszym domem dziecka, do którego trafiłam w ramach akcji „I ty możesz zostać świętym Mikołajem”, która współtworzyłam w telewizyjnej Dwójce.  Absolutnie nie planowałam wtedy, że moje życie tak się dalej potoczy i że trwale zwiążę się z jednym z tych dzieci. Kiedy tam przyjechałam, nie miałam umiejętności radzenia sobie z nieprzewidywalnością zdarzeń. Po prostu przyjechałam do domu dziecka prowadzonego przez panią Jolę, wyjątkową osobę. Było bardzo mroźno, wszystkie dzieci kłębiły się tam wokół mnie, a ja musiałam wybrać te, które wystąpią przed kamerą I opowiedzą o swoich marzeniach i prośbach do św Mikołaja. Jednym z tych dzieci była Sylwia, która zadała mi pytanie tak ważne dla naszej przyszłości: Czy od św. Mikołaja może dostać w prezencie odwiedziny w moim domu.

Sylwia: Wystąpiłam przed kamerą, a nawet zagrałam w teledysku, bo sama o to poprosiłam.

Agata: I od razu stała się gwiazdą. A ja po powrocie poprosiłam o radę psychologa, który mi podpowiedział, jak się zachować, kiedy nagle ze wszystkich stron zaczynają cię zalewać prośby o pomoc. Ale jednak już wcześniej obiecałam tej małej dziewczynce, że św. Mikołaj na pewno spełni jej życzenie.

 

- Sylwia, to pytanie przyszło Ci do głowy nagle, czy planowałaś je zadać?

Sylwia: Tak sobie powiedziałam po prostu. Pewnie zadziałała podświadomość. Wydaje mi się, że marzeniem  każdego dziecka z takiego domu jest wizyta u kogoś znanego, podpatrzenia, jak on żyje, jaki jest prywatnie. Nie miałam jednak świadomości, że to się wydarzy na serio. Chociaż nie wierzę w przypadki. Uważam, że każdy człowiek postawiony na naszej drodze ma za zadanie czegoś nas nauczyć. I że to wszystko ma głębszy sens.

Agata: Złożyłam Sylwii obietnicę, a potem o tym zapomniałam. I dopiero pani Jola przypomniała mi, że nie wolno rzucać słów na wiatr i że jestem tej dziewczynce coś winna, bo ona czeka. Zrobiło mi się okropnie głupio, a potem to już wszystko potoczyło się bardzo szybko.

 

- Kiedy przyjechałaś do Agaty, zaczęłaś podobno od progu mówić do niej „mamo”.

Sylwia: A ja tego w ogóle nie pamiętam. Pewnie po prostu to wyparłam. Ale widocznie miałam ogromną potrzebę posiadania mamy.

Agata: Wiedziałaś, że masz swoją mamę. Nigdy nie unikałyśmy tego tematu i uczciwie o tym rozmawiałyśmy. Powiedziałam, że możesz do mnie mówić po imieniu, bo jestem twoim przyjacielem, a może kimś więcej, że jestem prawie jak twoja rodzina.

Sylwia: Byłaś i zostałaś taką zaprzyjaźnioną „mamą”. Moja prawdziwa mama była wtedy bardzo chora. Od wielu lat już nie żyje.

Agata: Zawsze powtarzałam Sylwii, że powinna zaakceptować swoją rodzoną matkę, która po prostu nie umiała sobie poradzić z tym wszystkim i że tej matce należy się szacunek, miłość i wybaczenie. A ja jestem jej wdzięczna za to, że jest.

Sylwia: Ja też jestem wdzięczna moim rodzicom za to, że żyję,że mogłam znaleźć kogoś takiego jak ty.

Agata: Najważniejsze, żeby trzymać się swoich ról – o tym dowiedziałam się na terapii, na którą zaczęłam chodzić w 2001 roku, bo również potrzebowałam pomocy, by stawić czoło problemom, jakie napotykałam. Terapia była po to, żebym mogła lepiej, mądrzej i szczęśliwej radzić sobie ze wszystkim.

 

Agata Młynarska z córką, Agata Młynarska, VIVA! listopad 2017
Fot. Aldona Karczmarczyk/VAN DORSEN ARTIST

Agata Młynarska i Sylwia Mor w VIVIE!, listopad 2017 r.

 

- Życie tak bardzo Cię uwierało?

Agata: Uwierało mnie nieraz, przecież wiesz. Na terapii też dowiedziałam się, że mam prawo popełniać błędy i to nie znaczy, że jetem beznadziejna. Sylwia też ma prawo do błędów i obie musimy zaakceptować swoje porażki.

 

- Trafiłyście na siebie wtedy, kiedy wzajemnie potrzebowałyście - Ty matki, a Ty córki.

Sylwia: Dokładnie tak było.

Agata: Sylwia dla mnie jest darem losu. Pamiętam jak krótko po jej pierwszych odwiedzinach zachorowałam, a Sylwia się mną opiekowała najczulej jak potrafiła. To w ogóle jest takie wrażliwe, delikatne
stworzenie, księżniczka na ziarnku grochu. A zdenerwowanie odbija się na jej zdrowiu. To taki delikatesik. Między mną a nią narodziła się wieź prawdziwie rodzinna, nigdy nie usankcjonowana prawnie, bo nie musiałam starać się o jej adopcję. Ta adopcja powstała między nami jak niepisane prawo. Sylwia ma u nas swoje miejsce, jak córka, a moi synowie ją uwielbiają. Chociaż na początku oczywiście byli o nią zazdrośni
.  

Sylwia: Taka zazdrość jest naturalna. Moje rodzeństwo też bywa o siebie zazdrosne.

Agata: Nie byli zazdrośni w takim obiegowym znaczeniu, raczej dopominali się o należne im miejsce. Nie rozumieli, czemu ja siedzę w mojej garderobie w telewizji, czy szafie, wyjmuje szale, sukienki, pierścionki i przebieramy się z dziewczynami. A klocki lego nie wprawiają mnie w stan takiej euforii jak omawianie kwestii, która bluzka jest ładniejsza. Protestowali więc na początku. Nie wiedziałam jak wybrnąć i wtedy pani Jola, szefowa domu dziecka, poradziła mi żebym powiedziała wprost: „Nie jestem mamą Sylwii, jestem waszą mamą i nic tego nie zmieni”. I bardzo to pomogło.

 

Cała rozmowa Krystyny Pytlakowskiej z Agatą Młynarską i jej córką Sylwią do przeczytania w najnowszej VIVIE!, dostępnej już od 30 listopada w całej Polsce!

 

Co jeszcze  w nowym numerze VIVY!?

 

ROBERT BIEDROŃ i KRZYSZTOF ŚMISZEK o niezwykłej miłości oraz ślubie, który planują wziąć... w Polsce! Mama najlepszego polskiego piłkarza, IWONA LEWANDOWSKA, zdradza, jak wychować mistrza. IZA KUNA o życiowych rolach, macierzyństwie oraz o tym, co się jej w życiu udało! MAREK KOŚCIKIEWICZ powraca z nową płytą i... rozlicza się z przeszłością!

 

 

Sylwia Mor, Agata Młynarska, VIVA! listopad 2017, okładka
Fot. Aldona Karczmarczyk/VAN DORSEN ARTIST

Viva! Belka Piraci
Fot. mat. prasowe

Podoba Ci się nowa okładka VIVY! z Agatą Młynarską i przybraną córką prezenterki Sylwią?

Tworzone przez

 

Najczęściej czytane

Top Video

Top Galerie

VIVA! NA INSTAGRAMIE