VIDEO VIVY!

Michał Rusinek zdradza kulisy współpracy z Wisławą Szymborską!

Dziś 95. rocznica urodzin Noblistki!

Olga Figaszewska 2 lipca 2018 08:57

Michał Rusinek przez lata był sekretarzem Wisławy Szymborskiej. Zaprzyjaźnili się choć nigdy nie przeszli na „ty”. Co spowodowało, że został polecony noblistce? Jak wyglądało ich pierwsze spotkanie po tym, jak otrzymała nagrodę Nobla? Pisarz zdradził nam tajemnice tej niezwykłej współpracy! Przekonajcie się sami!

– Czy wiesz, jakie Twoje atrybuty spowodowały, że zostałeś polecony Wisławie Szymborskiej?

Po pierwsze, znałem język angielski. Po drugie, posiadałem modem, czyli właściwie jedyne urządzenie, za pomocą którego można się było wówczas połączyć z internetem. Po trzecie, co chyba jednak okazało się najważniejsze, praktycznie nie było kontrkandydatów na to stanowisko. Właściwie był tylko jeden, ale on był profesjonalnym dyplomatą, więc zażądał biura i sekretarki.

I to Szymborską przestraszyło. Ona sobie wyobraziła, że ta sekretarka też zażąda sekretarki i zrobi się z tego cała korporacja. Ja takich żądań nie miałem, tylko podłączyłem wspomniany modem i w 1996 roku wysłałem sześć, może osiem maili.

Ponoć obiecująca była Twoja staroświeckość w obyciu.

Staroświeckością bym tego nie nazwał. Raczej pewnym dystansem i poczuciem humoru, który wówczas był pani Wisławie potrzebny.

Jak patrzyłam na Twoje zdjęcia z tamtego okresu…

No, ja bym się nie zatrudnił…

Wyglądasz tam jak nastolatek. Nie miałeś obaw, żeby wziąć na siebie odpowiedzialność za noblistkę?

Miałem, ale ja też mam taki charakter, jak dama z pewnego dowcipu: zapytana, czy umie grać na fortepianie, odpowiedziała: „Nie wiem, nie próbowałam”. Potraktowałem to jak jakiś rodzaj przygody. Sądziłem też, że uda mi się tę pracę wykonywać niejako anonimowo, ale szybko się okazało, że powinienem również funkcjonować jako swego rodzaju rzecznik prasowy. Zacząłem więc mieć „gębę”, co do tej pory bywa powodem oskarżania mnie o tak zwany lans.

Profesor Teresa Walas mówiła, że poleciła Cię Wisławie Szymborskiej, uznając, że jesteś szarmancki, więc nie będziesz próbował się z nią „koleżkować”.

Ja się naukowo nie zajmuję poezją, więc było jasne, że nie będę piekł dwóch pieczeni na jednym ogniu, nie będę tego traktował jako dostęp do źródła mojej kariery naukowej. I rzeczywiście tak to było. Kiedy ukazał się mój doktorat, udzieliłem na jego temat wywiadu do lokalnej „Gazety Wyborczej”. Szymborska to przeczytała i powiedziała: „Czytałam. Nudne. Już nawet wolę, jak pan mówi o mnie”.

Ale czy faktycznie nie zakolegowaliście się?

Ja nazwałbym to nawet jakąś formą zaprzyjaźnienia. Było to dla mnie bardzo ważne, że Szymborska miała do mnie zaufanie. Na początku, kiedy udzielałem jakichś wywiadów, dawałem jej to do przeczytania na wypadek, gdyby miała jakieś uwagi. Ale po jakimś czasie stwierdziła, że mogę mówić, co chcę. Miała świadomość, że żadnej granicy nie przekroczę.

To oczywiście powodowało, że włączał mi się wewnętrzny cenzor i każdy wywiad czytałem przed publikacją po kilka razy, ale była to też dla mnie cenna lekcja. Dowodem zaufania było też to, że pani Wisława dawała mi do przepisania świeżo napisane wiersze. 

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Magda Gessler z synem Tadeuszem po raz pierwszy tak szczerze o swojej relacji!