Paliła w toalecie i szalała z chłopakami na motocyklach. Jaka była kiedyś Martyna Wojciechowska?

Podróżniczka, dziennikarka, idolka milionów Polek. Martyna Wojciechowska lubi gdy mówi się o niej „niepokonana”. Bo taka właśnie jest. Całe życie sięgała po niemożliwe, pokonywała trudności i wytrwale dążyła do celu. O tym jak dorastała, co ją inspiruje i dlaczego, wciąż nie ma dość i… gdzie została poczęta opowiedziała Krystynie Pytlakowskiej.

 

Zobacz też: Martyna Wojciechowska o tragicznym wypadku: „Zginął w nim mój przyjaciel Rafał. Na moich oczach”

 

Nadwrażliwa i niepokorna

Tata, lubił ryzyko i adrenalinę. To dzięki niemu zainteresowałam się motoryzacją. Prowadził warsztat samochodowy i zatrudniał w latach 70. trzydzieści osób. Przyjeżdżali do niego kierowcy rajdowi i mnóstwo ludzi kultury i sztuki. Tata naprawiał samochody wielu znakomitym aktorom, artystom, na przykład  Violletcie Villas i, którzy czekając aż skończy dużo ze mną rozmawiali. (…) A moje zamiłowania do gór wzięło się pewnie stąd, że przyjeżdżała do nas Wanda Rutkiewicz, którą podziwiałam i to, że rodzice poczęli mnie w Zakopanem (śmiech). Kiedyś na feriach u gaździny mama przysiadła na moim łóżku, wzięła oddech i powiedziała: „Widzisz córeczko, tu zaczęło się twoje życie”. 

 

– Jako dziecko byłaś  pewnie bardzo niepokorna?

Nadwrażliwa. Do przedszkola chodziłam tylko dwa tygodnie. Nie pojmowałam, czemu na gwizdek mamy jeść, siusiać i spać. (…) W domu potrafiłam godzinami malować, kleić, wyszukiwałam robaki w ziemi, oglądałam ptasie gniazda. Nigdy się nie nudziłam. Myślałam, że tak sielankowo będzie już zawsze. Nie chciałam iść do zerówki, tylko że przyszło pismo z upomnieniem o obowiązku szkolnym. Pierwszy dzień w szkole wspominam dramatycznie, jak złamanie mi kręgosłupa, ale zrozumiałam, że jeśli coś ma być po mojemu to trzeba szybko wejść w role leadera. Zostałam przewodniczącą samorządu klasowego, a potem szkolnego. I tak było do końca mojej edukacji.

 

– Nie zabiegałaś o to?

Nieszczególnie. Może dlatego rówieśnicy się ze mną liczyli, że pozostawałam trochę poza ich światem a jednocześnie lubiłam się uczyć? Z jednej strony piątkowa uczennica a z drugiej prowodyr wpuszczający chłopaków przez okno na dyskotekę. Palenie papierosów w toalecie i rozbijanie się z chłopakami na motocyklach. Ubierałam się też inaczej niż wszyscy. Już w podstawówce miałam krótkie włosy, spodnie bojówki i jeździłam na motorynce.

 

Jedynaczka

Jestem jedynaczką biologiczną, ale wychowywałam się z innymi dziećmi. Tata ma syna z pierwszego małżeństwa a mama zaopiekowała się dwójką dzieci swojego brata, bo on i bratowa młodo umarli. Mam więc rodzeństwo i chwilami było to dla mnie dość trudne. Mama tak bardzo bała się mnie faworyzować, że kiedy dzieliła czekoladę to ja dostawałam swój kawałek na końcu. A jednocześnie dawała mi poczucie absolutnej akceptacji i wyrozumiałości, czego nigdy nie nadużyłam. Uwierzysz, że nigdy się z moją mamą nie pokłóciłam?

 

Cały wywiad w najnowszym numerze VIVY! a już teraz zapraszamy Was na materiał wideo zza kulis!

 

Przeczytaj też: „Nareszcie wolna”. Martyna Wojciechowska pochwaliła się wielką zmianą w swoim życiu! Jaką?

Polub nas na FB

Czy Martyna Wojciechowska jest dla Ciebie autorytetem?