VIVA! VIDEO

Sprawdziliśmy jaka jest Pani od Jadłonomii, czyli Marta Dymek i czy da się zarobić na blogu o warzywach. EKSKLUZYWNE VIDEO

Katarzyna Piątkowska 23 września 2017 13:45

Jeśli jeszcze nie wiecie kim jest Marta Dymek najwyższa pora nadrobić zaległości. Marta to dziewczyna, która rzuciła pracę w korporacji i założyła bloga Jadłonomia. Zaczynała w czasach, gdy o kuchni wegańskiej mało kto słyszał. Mieszka w wynajmowanym mieszkaniu z chłopakiem, psem i kuchnią, z której ma widok na drzewa. Sprawiła, że sporo osób, nawet zatwardziałych mięsożerców zaczęło jeść warzywa.

Bez namawiania

Nikogo nie namawia, żeby został weganinem. Nawet nie wie, czy wśród znajomych ma więcej wegan czy mięsożerców. Po prostu robi swoje. Pokazuje, że warzywa też mogą być smaczne.

„Najlepszym przykładem są moi rodzice, którzy zostali wegetarianami. Mój tata był zawsze takim panem z wąsem z karkówką na talerzu. Jadł mięso na każdy posiłek. Wydawało mi się niemożliwe, że on przeżyje choć jeden dzień bez mięsa. Może dlatego, gdy przyszedł do mnie i powiedział, że zostaje wegetarianinem, byłam pewna, że to żart. Moi rodzice są w tym wszystkim przerozkoszni. Często w niedzielę wysyłają mi MMS „Śniadanie”, a tam na zdjęciu humus, pasztet z warzyw, rzodkiewki, ogórki. Jestem z nich dumna”.  

Sprawdziliśmy więc jaka jest Marta Dymek, czy można zarobić na blogu i jak wygląda jej kuchnia.

– Jaka jest Marta Dymek? Taka jak na ekranie i w książce?
Bardzo trudne pytanie! Marta Dymek kocha Podlasie, jeździ na rowerze, ma porządek w kuchni i bałagan na biurku. Wiem, że jestem szczęściarą, bo robię to, w co naprawdę wierzę, i nie muszę nikogo udawać. Zawsze lubiłam pyszne jedzenie i uważałam, że je się za dużo mięsa. Jadłonomia jest moim pomysłem na to, żeby pokazać, że można jeść go mniej.
– Jesteś dziewczyną z misją.
Trochę tak. Tylko że ja nigdy nikogo do niczego nie zmuszałam. Ani rodziców, ani przyjaciół, ani czytelników bloga. Nie uważam, że mam prawo kogoś oceniać albo krytykować za to, co je. Za to wierzę w to, że konsekwencje naszych codziennych wyborów mogą trochę ulepszyć świat, dlatego pokazuję, jak można jeść inaczej – i tyle. Jeśli ileś tam osób jednego dnia zamiast schabowego zrobi sobie burgera z buraków, to będzie to świetna zmiana!

Zobacz też: Jak jeść warzywa i przeżyć czyli o "Nowej Jadłonomii" Marty Dymek

Rzuciła pracę dla warzyw

Gdy po studiach na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych zaczęła pracę w agencji reklamowej szybko się znudziła. Jak mówi, woli działać, a nie teoretyzować. Rzuciła więc pracę i wróciła do działania.

„Bloga miałam już wcześniej, ale wtedy poświęciłam się mu tak w stu procentach. Wszyscy mi mówili, żebym się nie wygłupiała, tylko wróciła na etat. A ja się zawzięłam. Byłam młoda, nie miałam żadnego kredytu ani dzieci. Zaryzykowałam. Najwyżej brakowało mi na czynsz i regularnie odłączano mi telefon. Brak zobowiązań sprzyja dużym zmianom życiowym. Ale choć nie jestem zahukaną dziewczyną, bywam wygadana i przebojowa, bywało mi ciężko.
– Nie byłaś pewna tej decyzji?
Zdarzało mi się zastanawiać, czy dobrze zrobiłam, zwłaszcza wtedy, kiedy na początku musiałam pożyczyć pieniądze. Nam, kobietom, ciężko czasami uwierzyć, że jesteśmy w czymś dobre, że mamy prawo coś zrobić po swojemu. Wydaje mi się, że mężczyznom, którzy zakładają firmy czy start-upy, jest łatwiej. Mają większe wsparcie, nawet jak im coś nie wychodzi. Ale przecież to faceci. Idą po swoje. A dziewczynom ciągle czegoś „nie wypada”. Mają być posłuszne, spokojne, ułożone i niepyskate. Potem trudno im uwierzyć, że są naprawdę świetne. Gdy odeszłam z pracy, zaczęłam wypełniać czas między innymi gotowaniem. Dbałam bardziej o bloga. To dawało mi naprawdę wielką radość. I wtedy zaczęła we mnie kiełkować myśl, że może by już jednak nie wracać na etat. Poczułam, że kuchnia roślinna to jest naprawdę to, czym chcę się zajmować. W końcu nawet gotowanie może być wielką rzeczą, pod warunkiem że się w nią wierzy.
– Banał.
Nawet superbanał (śmiech). Myślę, że wiara w sprawę może pomóc wszystko przetrwać”.
Okazuje się, że w przeciwieństwie do blogerek modowych, ona na swoim nie zarabia. Wręcz przeciwnie.

Pieniądze to nie wszystko

Zapytaliśmy ją, czy można utrzymać się z bloga kulinarnego. Część blogerów, za reklamy przecież mu dostawać spore pieniądze.

"Ja nie utrzymuję się z bloga. Wiele lat temu postanowiłam, że chcę, aby Jadłonomia była przejrzysta, uczciwa i aktualna. Żeby to było zaufane miejsce dla wszystkich, którzy szukają roślinnych przepisów. I trzymam się tej decyzji – zarabiam pracą, a nie pieniędzmi od sponsorów. Pracuję tylko z markami, które lubię i cenię. Jeśli nie używam w kuchni jakiegoś urządzenia, nie zareklamuję go u siebie na blogu tylko dlatego, że ktoś mi za to chce zapłacić. Nie tędy droga”.

Dziewczyna, która zawodowo i z miłości zajmuje się jedzeniem nie znosi kuchennych gadżetów.

– Bez czego nie możesz się obejść w kuchni?
Bez ostrego noża, trzech małych nożyków, jednego dobrego blendera i jednego tandetnego, ręcznego, który zabieram na wyjazdy. I oczywiście kilku garnków i patelni. To mi w zupełności wystarczy. Zawsze mieszkałam w maleńkich mieszkaniach, w kawalerkach, w których często kuchnia była większa niż cała reszta. Teraz mieszkam w zwyczajnym dwupokojowym mieszkaniu z chłopakiem, psem i oddzielną kuchnią.
– Jak wygląda Twoja kuchnia?
Już mówiłam, że nie lubię gadżetów w kuchni, więc jest tam tylko to, co niezbędne. A poza tym mam swoją spiżarnię zrobioną z regałów piwnicznych. A w niej kasze, przyprawy, słoiki, talerzyki, pierdolniczki do zdjęć. Uważam, że kuchnie wegetariańska i wegańska powinny być demokratyczne. Chodzi mi o to, że powinny być dostępne dla każdego. I nie mówię tylko o produktach. Jeśli przygotuję przepisy, które będą wymagały na przykład piekarnika parowego albo robota planetarnego, to wiele osób się zniechęci, bo takich sprzętów w domu nie ma. Skoro proponuję coś nowego, muszę sprawić, by przepisy były jak najprostsze, bez użycia skomplikowanych sprzętów i trudnych do zdobycia składników.

Podróże kulinarne

Marta jeździ po całym świecie, by poznawać kuchnię z innych krajów. Uważa, że nawet w miejscu, gdzie je się głównie mięso weganin też znajdzie coś dla siebie. Ważne jest tylko podejście:

– To gdzie będziesz teraz szukać inspiracji?
Może na Islandii?
– Tam przecież je się głównie mięso i naleśniki z krwią.
Nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie nie znalazłabym nic do jedzenia, choć faktycznie Islandia jest trudna dla wegan. Wystarczy jednak mieć dobre podejście. Jak jedziesz w Polskę, wchodzisz do małego zajazdu i mówisz: „Dzień dobry, jestem z Warszawy, poproszę coś wegańskiego”, to cię zabiją śmiechem. A jak dokładnie przestudiujesz kartę, to na pewno znajdziesz coś dla siebie. Kaszę gryczaną i buraki serwują wszędzie.

Cały wywiad przeczytacie w najnowszym numerze dwutygodnika VIVA!

Małgorzata Rozenek-Majdan, Radosław Majdan, wrzesień 2017
Fot. Marta Wojtal

Drogi Użytkowniku,
chcemy Cię lepiej poznać, żeby robić dla Ciebie jeszcze lepszy serwis!
Wystarczy kilka minut, by wypełnić naszą ankietę. Zapraszamy!

Wideo

Jak wyglądają przygotowania do sesji?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdą VIVY! jest Karolina Szostak. Zobacz, co jeszcze w nowym numerze!