„To jest choroba do końca życia’’. TYLKO U NAS Kinga Rusin po raz pierwszy o Hashimoto! EKSKLUZYWNE VIDEO

Źródło: Marcin Ziółko

 

Kinga Rusin od wielu lat zmaga się z poważną chorobą, którą jest Hashimoto. Jakie są jej objawy i jak walczy z nimi prezenterka? Na te pytania odpowiedziała w rozmowie z nami.

 

Przeczytaj też: TYLKO U NAS! Kinga Rusin po raz pierwszy o związku z Markiem Kujawą: „Gdy się poznaliśmy, nie łączyło nas absolutnie nic’’

 

Kinga Rusin o Hashimoto

W jedynym z wydań tygodnika „Dobry Tydzień” wypowiedziała się anonimowa znajoma dziennikarki. „Nie mam wątpliwości, że to stres związany z rozwodem, dramatyczny rozpad rodziny i destrukcyjne emocje wpędziły ją w chorobę”, miała powiedzieć kobieta. Kinga Rusin nigdy nie wypowiedziała tych słów, jednak kilka razy sama wspomniała o chorobie. W rozmowie z serwisem Viva.pl gwiazda wyznała, że będzie z tą chorobą zmagać się do końca życia. Dziennikarka przyznała, że zrezygnowała również z jedzenia mięsa i picia mleka.

 

Zmiany w życiu Kingi Rusin

Dlaczego dziennikarka postanowiła zmienić swoje życie o 180 stopni? Na to pytanie odpowiedziała w rozmowie z Romanem Praszyńskim dla magazynu VIVA!.

 

– Dorosła też Pani do zmiany. Podobno wzięła się Pani za siebie, żeby pokazać innym, że można?
Przede wszystkim, żeby pokazać sobie. Polska kultura mówi, że prawdziwa kobieta musi się poświęcić. Dla rodziny, dla innych. A co z nią? Dostaję setki listów od kobiet, które piszą, że nikt tego poświęcenia nie docenia. „Pani Kingo, dzieci odeszły z domu, mąż odszedł do młodszej i co mi zostało teraz z tego poświęcenia?”. To wielki problem. Wydaje mi się, że pozytywny egoizm to wielka wartość. Dom, rodzina – piękna sprawa. Ale jeszcze ja się liczę. Chcę dobrze wyglądać, chcę pójść do kina, przeczytać książkę. Pójść na jakiś kurs, poszerzyć wiedzę. Mam prawo.


– A dlaczego zamieszcza Pani w sieci rozebrane zdjęcia?
Nie rozebrane. W bikini. Takie stroje, jak pan widzi na plaży.


– Też zamieszczam swoje zdjęcia na Facebooku, ale nie rozebrane. Ciekaw jestem, co Panią powoduje?
Dobrze się czuję w swoim ciele. Mam też mniej oporów, żeby pokazać odsłonięte ciało. Cieszę się, że portale wrzucają moje stare zdjęcia. I robią porównania. Tak wyglądałam, byłam grubsza, źle umalowana, źle ubrana. Nie zwracałam na to uwagi. Nie dbałam o siebie. Teraz bez problemu mogę pokazać brzuch. A przy okazji, nie mam nic sztucznego.


– Serio?
Tak. Nie popieram tego dążenia do ideału. Operowania, wsadzania implantów. Ale nie krytykuję, jeśli komuś to poprawia samopoczucie.

 

Kinga Rusin, VIVA! październik 2017
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM


– Czuje się Pani atrakcyjna?
Tak. Ale były takie lata, że miałam kompleksy. Miałam świadomość, że wyglądam gorzej niż inne dziewczyny. Zajmowałam się tylko dziećmi. Przywieźć, zawieźć na zajęcia. Później padałam na twarz. Pamiętam moment, kiedy zostałam sama z córkami, minął jeden miesiąc, drugi, trzeci, pomyślałam: Boże, ja się za chwilę zaganiam na śmierć. Mieszkaliśmy za Warszawą, a dzieci zajęcia – łyżwy, balet – miały w Warszawie. Prowadziłam firmę PR-ową po drugiej stronie miasta. Całe dnie spędzałam w samochodzie, w korkach z dziećmi wciśniętymi w foteliki. Przyszła zima, powiedziałam: „Stop”. Sprawdziłam, jakie zajęcia są pod domem. Sto metrów dalej był publiczny basen i korty tenisowe, gdzie dziewczynki mogły dojeżdżać rowerami. I to było wyzwolenie. Okazało się, że mam trzy godziny czasu dla siebie! Przyzwyczaiłam też dzieci, że wieczorem wychodzę do teatru i to nie dramat, że zostają dwie godziny same z sąsiadką. Rewolucja! Nie szło łatwo, ale byłam bardzo dumna, kiedy udało mi się ją zrobić.


– Co dało siłę do rewolucji?
Bezsiła. Ja już po prostu nie miałam siły. W pewnym momencie wpadłam w „dzień świstaka”. Myślałam, że zwariuję. Codziennie wydawało mi się, że moje życie się kończy. Sypnęło mi się zdrowie, kręgosłup. Chodziłam na rehabilitację i rehabilitant zaproponował, żeby jego znajomy trener, który mieszkał koło mnie, biegał ze mną rano. Wstawałam o 5.30 – ciemno, padał śnieg, a ten Marek uparcie przyjeżdżał. I witał mnie z uśmiechem: „Pani Kingo, idziemy”. Myślałam, że go zabiję. Specjalnie wychodziłam w piżamie: „Pan jedzie na kawę, da mi święty spokój”. On na to: „Pani Kingo, i tak pani policzę”. Nie przelewało się, więc ubierałam się i biegłam. Gdy wracałam, moje dzieci siedziały już ubrane, czekały na śniadanie. Wpadałam spocona, czerwona i zziajana. „Tylko nic do mnie nie mówcie, muszę złapać oddech”. W ich oczach było coś, co mi się podobało. Zaskoczenie, niedowierzanie i podziw. Zasłużyłam na ich szacunek. Wcześniej nie zrywałam się o świcie. A teraz wolę wstać rano. Szkoda mi każdej minuty dnia. Im wcześniej mogę wstać, tym lepiej się czuję.

 

Cały rozmowa Romana Praszyńskiego z Kingą Rusin do przeczytania w najnowszym wydaniu magazynu VIVA!, który już od czwartku, 5 października, będzie dostępny w sklepach i kioskach w całej Polsce. A w nim jeszcze Kuba Badach w ogniu pytań Piotra NajsztubaCezary Harasimowicz o scenariuszach, które pisze życie. Siostry Zuzanna i Julia Bijoch o miłości, zdradach i rywalizacji.

 

Kinga Rusin, VIVA! październik 2017, okładka
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

 

Przeczytaj też: TYLKO U NAS Kinga Rusin po raz pierwszy o zabiegach medycyny estetycznej! Słowa prezenterki zaskakują!

 

Podoba Ci się okładka z Kingą Rusin?

Tworzone przez

 

Najczęściej czytane

Top Video

Top Galerie

VIVA! NA INSTAGRAMIE