TYLKO U NAS!

Agnieszka Woźniak-Starak: „Starzenie można spowolnić i nie widzę w tym niczego złego”

„Jak na cztery dychy, jest spoko. Nie cofnę czasu”

Redakcja VIVA! 4 października 2018 14:31

Od chwili, kiedy pojawiła się na ekranie, wiadomo było,  że to osobowość telewizyjna. Odkąd wyszła za mąż za Piotra Woźniaka-Staraka, jej życie wzbudza sensację. Tylko Vivie! Agnieszka Woźniak-Starak opowiada o tym, czy znów poprowadzi „Na językach”, zrobi film z mężem, za co podziwia teściową, gdzie kupuje kreacje, dlaczego znudziły jej się konflikty i czy złagodniała po czterdziestce. Oraz o kulisach „Ameryka Express”. „Jak na cztery dychy, jest spoko. Nie cofnę czasu”, zdradza.

Agnieszka Woźniak-Starak o upływającym czasie

Gwiazdą najnowszego numeru VIVY!, który właśnie dzisiaj ukazał się na rynku, jest Agnieszka Woźniak-Starak. W wyjątkowej rozmowie z Beatą Nowicką dziennikarka bardzo szczerze odpowiada na wiele osobistych pytań: o upływie czasu, 40-urodzinach, o tym, za co podziwia teściową, z kim chciałaby się zestarzeć i dlaczego już nie jest taka pyskata.

Patrzy Pani na siebie w lustrze i co?

Nie narzekam. Jak na cztery dychy, jest spoko. Nie cofnę czasu. Ale tak naprawdę zaczęłam dobrze czuć się ze sobą kiedy skończyłam 35 lat, to nie tak dawno temu. Człowiek wcześniej jest takim głuptasem, poza tym z wiekiem, chcąc nie chcąc, trochę mądrzejemy, dojrzewamy. Może właśnie dlatego już nie jestem taka pyskata, już mi się nie chce tak ze wszystkimi naparzać, bo sobie myślę - ale po co? Zen. Kompletnie mi to nie jest do niczego potrzebne. Ta łagodność dobrze mi robi. Ale bardzo chciałabym wiedzieć jak będzie wyglądać przyszłość.

Chciałaby Pani poznać swoją przyszłość?

Nie, broń boże. Nigdy w życiu. Bo w życiu najlepsze jest to, że nie wiemy. I że wszystko może się wydarzyć, w obie strony, niestety. Natomiast chciałabym zobaczyć taki przemodelowany świat przyszłości.

Czego mąż od Pani oczekiwał?

Odpowiadałam już Pani na to pytanie, dokładnie rok temu. (śmiech) No więc powtórzę, to wszystko wydarzyło się tak nagle, że żadne z nas nie zdążyło wyartykułować żadnych oczekiwań, życie nas zaskoczyło. Chociaż mój mąż miał zawsze jedno oczekiwanie - żebym się nie zmieniała. Tak myślę.

A jak się Pani troszkę zestarzeje, to co?

Nie miałam na myśli wyglądu fizycznego. Myślę o takim naszym wspólnym flow, o tym, co lubimy wspólnie robić, że dobrze się razem bawimy, lubimy spędzać ze sobą czas, razem poszaleć. Tego nie chciałby zmienić. A że się zestarzeję? Mam nadzieję, że fajnie jest się razem starzeć. Chociaż, nie ukrywajmy, dziś to starzenie można trochę spowolnić i nie widzę w tym niczego złego.

Siedzimy w restauracji Belvedere, należącej do rodziców Pani męża. Przed chwilą poznałam Pani teściową.

Mam super teściową. I teścia również. Często razem gdzieś wyjeżdżamy, co mnie cieszy, bo po pierwsze im człowiek jest starszy, tym bardziej docenia czas spędzony z rodzicami, a moich rodziców też często zabieramy. Po drugie te wspólne chwile to sama przyjemność. Bardzo je lubię.

Która kobieta dzisiaj Panią inspiruje?

Moja teściowa, bez dwóch zdań. Dlatego, że jest mądrą kobietą, z wielką klasą i mocą. Podziwiam też moją mamę. Ja w ogóle mam szczęście, bo żyję otoczona pięknymi, mądrymi, silnymi kobietami od których mogę się cały czas uczyć. Oriana Fallaci powiedziała kiedyś: „Życie jest czymś, co trzeba dobrze wypełnić nie tracąc czasu". To jest dokładnie to, co robi moja teściowa i za co ją podziwiam. Za dużo czasu tracimy w życiu na bzdury, uczę się go nie trwonić.

Ma Pani o to do siebie pretensje?

Nie mam, bo wtedy mogłam sobie na to pozwolić. Poza tym, jak już czułam, że mi czas za bardzo przecieka między palcami, brałam się w garść. Ale 40 -tka jest chyba taką granicą, że po raz pierwszy czuję wyraźną zmianę. Nawet 39 lat nie robiło na mnie żadnego wrażenia. A ta czwórka z przodu powoduje takie spięcie: jak to, już? Wow, kiedy to się stało? Nagle do człowieka dociera jak ten czas zasuwa. Mnie to jakoś zmobilizowało.

Zmieniła się Pani przez te dwa lata.

Może zestarzałam się po prostu? (śmiech)

Wyciszyła.

A tak poważnie, chyba łagodnieję? Znudziły mi się konflikty. Całe życie byłam takim krzykaczem i buntownikiem, teraz pielęgnuję w sobie wdzięczność za to wszystko, co mnie spotyka i w pracy i w życiu. Kiedyś lubiłam się awanturować, dziś wolę myśleć konstruktywnie, np. o tym, jak wiele chciałabym jeszcze zrobić.  ZOBACZ ZDJĘCIA

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Viva.pl (@viva_magazyn)

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Krystyna Janda opowiada o tym, jak nie poddać się losowi i robić to, co się kocha