TYLKO U NAS!

Polski Ken nie zwalnia tempa i już planuje operacje plastyczne. „Mój komfort nie ma ceny”

Ile do tej pory wydał na siebie?

Monika Katarzyna Krupska 22 września 2018 18:53

Nazywany jest polskim Kenem, choć sam o sobie mówi „frywolny ptak”. Michał Przybyłowicz to barwna postać w polskim show-biznesie, który nie tylko szokuje wyglądem, ale i… swoimi wyznaniami! W rozmowie z Moniką Katarzyną Krupską przyznał się, ile wydał na operacje plastyczne i zdradził, jak będzie wyglądał za kilka lat. Przeczytajcie! 

Historia polskiego Kena  

Czy uważasz się za polskiego Kena? 

Tak, zdecydowanie jestem nim. Choć przemiana wyszła spontanicznie i przypadkowo. Ja nigdy siebie tak nie nazwałem, ani nie mówiłem, że chce być podobny do Kena. Gdy jednak media przypięły do mnie tę łatkę po prostu zaakceptowałem to i myślę, że tak zostanie. 

Zacznijmy zatem od początku. Jak wyglądała przemiana w polskiego Kena?

Przygodę z makijażem rozpocząłem już mając naście lat, gdy byłem w gimnazjum. Na początku malowałem się delikatnie, używałem podkładku, korektora, tak aby coś ukryć lub bardziej pokazać. Jednak dopiero, gdy przeprowadziłem się z Konina do Warszawy, to zacząłem się intensywniej malować. Ogromną metamorfozę przeszedłem dopiero na studiach. Bo wcześniej wiadomo, gdy byłem dzieckiem bałem się być sobą w 100 procentach.

Bałeś się. Dlaczego? 

W małych miastach każdy na ciebie zwraca uwagę. Ja i tak byłem charakterystyczny, zawsze miałem np. szaloną fryzurę, ale dopiero tutaj w stolicy jestem frywolnym ptakiem. Warszawa jest bardzo tolerancyjna i otwarta. Tu mogę założyć i wystylizować się tak jak chcę, a w moim mieście tak nie było... 

Co na twój wygląd mówią rodzice? 

Na początku nie przyszło im to łatwo, jednak dziś akceptują mój wygląd. Czasem uważają, że trochę przesadzam, ale też wiedzą, że gdy zamarzy mi się nowy kolor włosów, kolejny tatuaż, czy znów chcę coś wstrzyknąć, to nie ma zmiłuj, na pewno to zrobię. 

Widzę kilka tatuaży. Jak dużo ich masz i czy planujesz więcej? 

Obecnie mam sześć tatuaży, m.in. różę, błyskawicę, diamenty czy kota z Czarodziejek z Księżyca. Nie są one przypadkowe. Inspirowałem się bajkami, postaciami z dzieciństwa i Amy Winehouse. Chciałbym mieć wytatuowane całe ciało, więc jak spotkamy się za kilka lat, to mam nadzieję, że tak już będzie. Jedyne co to nie wytatuuję sobie twarzy. Ale z szyją chyba nie będę miał problemu. Podobno jest to straszny ból, ale ja mam wysoki próg odporności. 

A zamierzasz jeszcze ingerować w wygląd? I tak już trochę „pokombinowałeś”… 

Mam tatuaże i korzystałem z medycyny estetycznej. Do tej pory wstrzyknąłem kwas hialuronowy w usta i w policzki. Myślę, że z tego nie zrezygnuję, a jak już to będzie tego więcej, bo to mi się cały czas podoba i wydaje mi się, że jest tego mało… Czy coś jeszcze się zmieni? Nie mówię, że nie. Być może objętość moich ust i nie będę ukrywał, że nie wykluczam operacji plastycznych. 

Operacji mówisz. Co dokładnie chciałbyć zmienić? 

W dzieciństwie marzyłem, aby zoperować nos, który jest zbyt szeroki, więc zdecydowanie chciałbym go zmienić. Często też, gdy mam gorszy dzień, to zaniedbuję się i po prostu nie ćwiczę, a co za tym idzie myślałem o wszczepieniu implantów w brzuch, aby mieć „kaloryfer” na stałe. Wiesz, gdybym nie musiał to bym nie ćwiczył. 

Ile do tej pory wydałeś na siebie? 

Myślę, że kilkanaście tysięcy złotych. Mój komfort nie ma ceny. Ja potrafię wydać na siebie tysiące. Jak ja to mówię, wolę mieć fajny kosmetyk, dobry ciuch, niż na przykład coś zjeść. Wiem, żee to dziwnie zabrzmi, ale tak jest. Ale to nie jest tak, że ja jestem na jakieś głodówce, czy odmawiam sobie jedzenia! 

Utrzymujesz się z ezoteryki. Czy wróżenia można się nauczyć? 

Wydaje mi się, że z tym trzeba się urodzić. Ezoteryka, astrologia interesowały mnie już od najmłodszych lat. Gdy postanowiłem, że chce zająć się tym na poważnie, nie było mi trudno wejść w ten świat. Na początku byłem samoukiem, dopiero później poszedłem na warsztaty, aby przekonać się czy robię to dobrze. Okazało się, że moja intuicja nie zawodziła. 

Wróżysz sobie? 

Jeśli chodzi o mnie, to ja gdzieś w środku dużo czuję, więc stawiam karty tylko w negatywnych momentach mojego życia. Mam zaufane osoby do których chodzę, ale staram się aby nie było to często. Bo wiesz od kart można się uzależnić. Oczywiście jeżeli nie pytamy o tę samą sferę to możemy robić to nawet i kilka razy w miesiącu, ale jeżeli chcemy czegoś się dowiedzieć o konrentej osobie, to musimy zachować kilkumiesięczny odstęp. 

A jak wyglądają sprawcy sercowe u Michała? I co takiego myśli o Anelli? Odpowiedzi na te pytania w naszym kolejnym artykule w niedzielę, 23 września!  ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Krystyna Janda opowiada o tym, jak nie poddać się losowi i robić to, co się kocha