Krystyna Pytlakowska 10 kwietnia 2017 15:15
1/10
Marta Kaczyńska, VIVA! kwiecień 2013, main topic
Copyright @Agata Pospieszyńska/AF Photo
1/10

10 kwietnia 2010 roku to najbardziej tragiczna data w jej życiu. Wtedy Marta Kaczyńska straciła w katastrofie smoleńskiej oboje rodziców – parę prezydencką, Marię i Lecha Kaczyńskich. W wywiadach dla VIVY! wspomina rodziców i opowiada, jak radzi sobie w trudnych chwilach. Dziś, równo siedem lat po tych wydarzeniach, razem z córkami Ewą i Martyną wzięła udział w obchodach rocznicy tragedii na krakowskim Wawelu.

W ciągu ostatnich lat w jej życiu nastąpiło wiele zmian. W listopadzie poprzedniego roku rozwiodła się z mężem Marcinem Dubienieckim. Obecnie jest w nowym związku, ale nauczona poprzednimi doświadczeniami strzeże swojej prywatności. Po trudnych przeżyciach nareszcie odnalazła szczęście.

Rok po katastrofie powiedziała w VIVIE!, w jaki sposób dowiedziała się, że jej rodzice nie żyją.

Marta Kaczyńska o śmierci rodziców

Marta Kaczyńska: Najpierw usłyszałam, że są problemy z lądowaniem. Pomyślałam, że podobnie było w Mongolii, więc na pewno nic złego się nie stanie. Potem okazało się, że jest pożar, więc zaczęłam sobie tłumaczyć, że na pewno zostanie szybko ugaszony i nikomu nic poważnego się nie stanie. Ale chwyciłam za słuchawkę. Zadzwoniłam do funkcjonariuszy BOR-u, którzy urzędowali tu, w Sopocie. Wydawało mi się, że muszą mieć sprawdzone informacje. Nic nie wiedzieli. Potem okazało się, że przekazywano mi informacje z mediów, bo na płycie lotniska nie było przecież grupy z BOR-u. Około dziewiątej na pasku w telewizji przeczytałam, że samolot spadł i że prawdopodobnie nikt nie żyje. Pewnie chcesz zapytać, co czułam? Trudno to opisać. Poczułam się tak, jakby mnie nie było, jakby i moje życie się skończyło. Moje córeczki jadły śniadanie. Wzięłam je za ręce. Powiedziałam: „Dziadek i babcia nie żyją. Rozbił się samolot, którym lecieli”. Trudno mi o tym opowiadać. Nie jestem osobą, która umie mówić o swoich przeżyciach. Wczoraj uświadomiłam sobie, że to już rok, odkąd ich nie ma, i wszystko wydało mi się kompletnie surrealistyczne. Jakby wydarzyło się gdzie indziej, w jakimś przeszłym życiu. Jakby nie dotyczyło mnie. Przepraszam, mam ściśnięte gardło.

Polecamy także: Jadwiga Kaczyńska po katastrofie smoleńskiej: „Leszek był taką moją wielką miłością”

2/10
Marta Kaczyńska, Viva! kwiecień 2013
Copyright @Agata Pospieszyńska / AF Photo
2/10

Czy codziennie myśli o 10 kwietnia 2010 roku?

Marta Kaczyńska: Ten sobotni poranek przewrócił moje życie. Jakby część mnie została mi wyrwana, mocno, z całej siły. Zawsze wyobrażałam sobie, jak to będzie, gdy rodzice będą starsi, a ja będę się nimi opiekować. Miałam potrzebę dać im coś od siebie i zawsze myślałam, że przyjdzie taki czas. Ale nie przyjdzie… Tyle im zawdzięczam, tak dużo mi w życiu dali. Chciałam, żeby czuli się przy mnie bezpiecznie, bo mają córkę, która o nich zadba, postara się, żeby było im na starość po prostu dobrze, żeby nie musieli się niczym przejmować, żeby relaksowali się, wyjeżdżali z nami na urlop. Myślałam, że może uda się wyrwać Mamę do Chorwacji, na jedną z pięknych wysp, gdzie spędziłam wakacje. Mama nigdy nie miała czasu tylko dla siebie. Zawsze się wszystkim i wszystkimi przejmowała. Mną, Tatą, ludźmi, którzy się do niej zwracali o pomoc w różnych sprawach. Nieraz martwiła się na zapas, choć z drugiej strony była niepoprawną optymistką. Mówiła: „Zobaczysz, wszystko się ułoży. Będzie dobrze”. Dzięki niej, nawet jak mi się pewne sprawy komplikowały, zawsze widziałam jakieś wyjście, jakieś zielone światełko, nie traciłam nadziei. Po prostu wierzyłam w mądrość Mamy.

Ojciec, Lech Kaczyński, też dawał jej rady?
Marta Kaczyńska: Też. Ale Mama, jak to kobieta, służyła radą w wielu czysto życiowych sytuacjach. Tata zaskoczył mnie jednak, bo podczas ostatnich świąt wielkanocnych, kilka dni przed katastrofą, gdy wokół niego panowało takie zamieszanie, zadał mi pytanie dotyczące moich spraw. Nie sądziłam, że będzie go to w tym momencie interesowało, bo miał na głowie tyle ważnych spraw politycznych, przygotowanie wyjazdu do Katynia, do którego przywiązywał wielką wagę, i przede wszystkim chorobę babci, która wówczas była w bardzo ciężkim stanie.

Zobacz także: Dziś Agata Mróz-Olszewska skończyłaby 35 lat. Co mówiła nam autorka ostatniego wywiadu z siatkarką?

3/10
Marta Kaczyńska, Viva! kwiecień 2013
Copyright @Agata Pospieszyńska / AF Photo
3/10

Czy, gdy myśli o 10 kwietnia, ma poczucie, że mogła zapobiec tej śmierci?
Marta Kaczyńska: Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że może dojść do tak straszliwej tragedii. Jak mogłabym jej zapobiec? Co mogłam zrobić?

– Uprzeć się. I zakazać im lecieć razem.
Marta Kaczyńska: Ale oni prawie zawsze latali razem. Na początku prezydentury bardzo się tym denerwowałam. Nie miałam zaufania do tych starych samolotów. Gdybym mogła cofnąć czas… Błagałabym Mamę i Tatę, żeby nie lecieli. On jednak był głową państwa, a przede wszystkim wielkim patriotą. Trudno by mi było go powstrzymać. Niemożliwe też byłoby odwieść Mamę, by zmieniła plany. Zawsze mówiła: „Jak ja mogłabym Leszka zostawić? On mnie potrzebuje”. A Katyń był dla niej wyjątkowo symbolicznym miejscem. Witold, jej stryj, został tam zamordowany. Miała więc swoją prywatną misję do spełnienia, miała zaświadczyć o historii naszej rodziny. Poza tym zawsze, nawet gdy była zmęczona czy źle się czuła, to jakoś się zbierała i leciała.

Jakie wspomnienie, obraz rodziców powraca do niej najczęściej?
Marta Kaczyńska: Zapamiętałam Mamę, jak macha mnie i dziewczynkom, gdy odjeżdżamy w Poniedziałek Wielkanocny. Nie wiedziałam, że widzę ją ostatni raz. Wyjeżdżaliśmy przed południem. Mama zawsze lubiła być z nami do ostatniej chwili. Mieliśmy taką tradycję – zawsze na „do widzenia” sobie machaliśmy. Pamiętam smutek w jej oczach. Jak zwykle było jej żal, że już odjeżdżamy. Przykre, że właśnie ten smutek to mój ostatni żywy obraz Mamy. A Tatę w wyobraźni widzę, jak siedzi przy biurku lub wychodzi z naszym psem Tytusem, który też już nie żyje. To właściwie Tytus go wyprowadzał, bo Tata przystawał z nim przy każdym drzewie, żeby psa nie poganiać. Liczył się nawet z uczuciami psa (uśmiech). Mam też mnóstwo pięknych  wspomnień z dzieciństwa. Wspólne wieczory, spacery, wakacje. Codzienność, do której chciałoby się wrócić.
 

Zobacz także: Jarosław Kaczyński w VIVIE! o śmierci matki, brata, o przyjaciołach, swoich pasjach i marzeniach. Jedyny taki wywiad!

4/10
Marta Kaczyńska, Viva! kwiecień 2013
Copyright @Agata Pospieszyńska / AF Photo
4/10

Czy śmierć rodziców zbliżyła ją ze stryjem, Jarosławem Kaczyńskim?
Marta Kaczyńska: Myślę, że tak. Bardzo. Wiem, że stryj o mnie myśli, a ja myślę o nim. Wiem, że zawsze mogę na niego liczyć. Wiem też, że sobą się wcale nie przejmuje, zupełnie jak mój Tata. Najczęściej rozmawiamy o bieżących sprawach, ale zawsze brakuje nam czasu.

Zobacz także: Ksiądz Jan Kaczkowski: „Chciałbym Cię, Panie Boże, poprosić o zbawienie”. Ważna rozmowa o powołaniu i chorobie.

5/10
Marta Kaczyńska, Viva! kwiecień 2013
Copyright @Agata Pospieszyńska / AF Photo
5/10

Gdy myśli: Mama…
Marta Kaczyńska: Mama to dobroć, bliskość, wrażliwość, troskliwość, otwartość wobec ludzi, optymizm, ogromna mądrość życiowa, poczucie humoru. Radość z życia. Zamiłowanie do kultury i sztuki. Ciekawość świata. I siła.

A Tata?
Marta Kaczyńska: Dobroć, mądrość, odwaga, odpowiedzialność, ogromna wiedza, empatia, ale też umiejętność koncentracji, skupiania uwagi na wielu sprawach, wrażliwość na nieszczęścia innych ludzi. I kompletna nieumiejętność myślenia o sobie. To Mama myślała za Tatę, a on o wszystkich dookoła. Tata to także niesłychane poczucie humoru, umiejętność autoironii. Mama podobnie. Oboje byli bezwzględnie uczciwi i skromni. Niewiele im było potrzeba do szczęścia.

Zobacz także: Bohaterki drugiego planu? Nie wszystkie i nie zawsze! Polskie Pierwsze Damy

6/10
Marta Kaczyńska, Viva! kwiecień 2013
Copyright @Agata Pospieszyńska / AF Photo
6/10

Tragedia smoleńska nie zapanowała nad jej życiem?
Marta Kaczyńska: Życie to częściowo na mnie wymusiło. Dalej jestem skoncentrowana na dziewczynkach, ale nie ma dnia, bym nie myślała o tym, co się wydarzyło. Tragedia zapanowała nad moim życiem przede wszystkim w tym sensie, że pewnie  zupełnie inaczej bym się poczuła, gdyby jej przyczyny zostały jak najszybciej wyjaśnione. Wszelkie dywagacje na temat rozbicia się Tu-154, wszelkie nieuczciwe komentarze sprawiają, że tym bardziej nie można przejść do porządku dziennego nad tym, co się stało. Niektórzy usiłują mnie pocieszać, że rodzice prędzej czy później i tak odchodzą. Ale tutaj doszło do niewyobrażalnej narodowej tragedii, w której jest zbyt wiele znaków zapytania. Nie sposób się z tego tak po prostu otrząsnąć.

Polecamy także: Jadwiga Kaczyńska po katastrofie smoleńskiej: „Leszek był taką moją wielką miłością”

7/10
Marta Kaczyńska, Viva! kwiecień 2013
Copyright @Agata Pospieszyńska / AF Photo
7/10

Co jest najtrudniejsza po takiej stracie?
Marta Kaczyńska: Najtrudniejsze jest poczucie pustki i bezsilności, które dopadają mnie często w ciągu dnia. Zdarza się, że chcę do Rodziców po prostu zadzwonić i porozmawiać. Opowiedzieć im o tym, co się właśnie wydarzyło, i nagle zdaję sobie sprawę, że to już nie jest możliwe. Ale mam rodzinę i przed sobą trudne zadanie, bo jestem matką i muszę dać dziewczynkom tyle, ile sama dostałam.

 

Zobacz także: Ksiądz Jan Kaczkowski: „Chciałbym Cię, Panie Boże, poprosić o zbawienie”. Ważna rozmowa o powołaniu i chorobie.

8/10
Marta Kaczyńska, Viva! kwiecień 2013
Copyright @Agata Pospieszyńska / AF Photo
8/10

W 2013 roku Marta Kaczyńska skomentowała to, że ciągle wzbudza duże zainteresowanie, bo katastrofa smoleńska ciągle wywołuje emocje.

Marta Kaczyńska: Sądzę, że sprawa katastrofy smoleńskiej nie wywoływałaby tak skrajnych emocji, gdyby była rzetelnie wyjaśniana. Jestem jedynym dzieckiem Pary Prezydenckiej, która tak tragicznie zginęła. To sytuacja bez precedensu, stąd też i zainteresowanie. Mam wrażenie, że żyjemy w epoce szumu informacyjnego, który nam absolutnie nie sprzyja. Sama od tego uciekam. Cenię sobie na przykład program II Polskiego Radia, gdzie można posłuchać klasyki, ciekawych audycji bez reklam i zbędnych newsów.
 

Zobacz także: Dziś Agata Mróz-Olszewska skończyłaby 35 lat. Co mówiła nam autorka ostatniego wywiadu z siatkarką?

9/10
Marta Kaczyńska, Viva! kwiecień 2013
Copyright @Agata Pospieszyńska / AF Photo
9/10

W 2014 roku Marta Kaczyńska wydała książkę o rodzicach pt. "Moi rodzice". Dlaczego zdecydowała się na ten krok?

Marta Kaczyńska: Z tęsknoty, bo ona jest we mnie i już tak zostanie. Ale napisałam ją przede wszystkim z poczucia obowiązku. Uważałam, że powinnam opowiedzieć, jakimi ludźmi byli moi rodzice. Mało kto miał okazję poznać ich prywatnie – ich dobroć, odpowiedzialność, ideały, poczucie humoru. Ale kiedy już usiadłam do pisania, okazało się, że dla mnie to emocjonalna podróż do przeszłości. Dzięki niej uporządkowałam pewne sprawy w pamięci. Tworzyłam ją więc także dla siebie.

Wiedziała, że ma niezwykłych rodziców?
Marta Kaczyńska: Nie postrzegałam ich w ten sposób. Kiedy byłam mała, wiedziałam, że kiedyś tata grał w filmie, że działa w ,,Solidarności”. Później stał się wiceprzewodniczącym związku, pełnił wiele urzędów. Przyjmowałam to naturalnie. Myślę, że to dzięki podejściu ojca, który nigdy się nie zmienił i podchodził do pełnionych funkcji zadaniowo. Koncentrował się na realizacji planów. Podobnie mama. Zawsze była tak samo skromna, żartobliwa i z dystansem do siebie. Do pewnego momentu wydawało mi się, że wszystkie dzieci tak mają, że gdy wracają ze szkoły, czeka na nie mama i obiad. Ale potem odkryłam, że niektóre siedzą w świetlicy albo chodzą z kluczem na szyi. Ja tego nie znałam. I do dziś jestem wdzięczna mamie, że poświęciła kawał życia, żeby nasz dom był prawdziwym domem i żeby ona w nim zawsze na nas czekała. Trzymała wszystko w ryzach, zajmowała się ojcem, babcią, która pod koniec życia z nami mieszkała. W latach 80. była ojca sekretarką, odbierała telefony, umawiała spotkania, trzymała rękę na pulsie, była jego rzecznikiem prasowym i dbała o jego garderobę. Pamiętasz, gdy goniła tatę z reklamówką w ręku, kiedy wsiadał już do samolotu? Kpiono, że niosła mu kanapki. A to był sweter, bo tata nie wziął nic ciepłego. W sumie to była odpowiedzialna praca, mama miała swoje zdanie i po jakimś czasie okazywało się, że to ona miała rację. Miała intuicję, jeśli chodzi o ludzi, lepszą niż ojciec. Ale w jego decyzje polityczne się nie wtrącała, ojciec był strategiem, mama – nie. Miał plany, olbrzymią wagę przywiązywał do spraw międzynarodowych, budował sojusze, które mogły być w przyszłości owocne dla Polski.

Czy zdarza się choć jeden dzień, kiedy o nich nie myśli?
Marta Kaczyńska: Nie ma, oni są dla mnie punktem odniesienia i tak pozostanie. Brakuje mi ich zdania. Byli dla mnie największymi autorytetami. Mam wiele osób, z którymi mogę porozmawiać, poradzić się w życiowych sprawach. Rodzinę, przyjaciół, przyjaciół rodziców, ale ich nikt nie zastąpi. I choć nie mam już odruchu, żeby zatelefonować do mamy i coś jej opowiedzieć, numery telefonów rodziców zachowałam w komórce i nie zamierzam ich usuwać.
 

Zobacz także: Jarosław Kaczyński w VIVIE! o śmierci matki, brata, o przyjaciołach, swoich pasjach i marzeniach. Jedyny taki wywiad!

10/10
Marta Kaczyńska na okładce Vivy!, kwiecień 2013
Copyright @Agata Pospieszyńska / AF Photo
10/10

Katastrofę smoleńską przyjęła z godnością. Czy jest silną kobietą?
Marta Kaczyńska: Myślę, że powinnam być silniejsza. Chciałabym pogodzić obowiązki związane z wychowaniem córek z pracą zawodową. Kiedyś byłam beztroska, niecierpliwa. Trudno jest mi siebie oceniać. Zostawmy to innym.

Polityka zabrała jej rodziców, ale czy sama nie rozważa tej drogi?
Marta Kaczyńska: Czasami ciężko jest mi pojąć świat polityki, jestem idealistką. Nie wiem, czybym się w niej odnalazła. To trudne, ale jeśli ma się silne wewnętrzne przekonanie o tym, że można coś dobrego zrobić dla Polski, to nie należy zważać na obciążenia związane z zaangażowaniem w sprawy publiczne i trzeba zacząć działać. Mój ojciec na wiele spraw zwracał uwagę, zabiegał o niezależność energetyczną. Wiele jego inicjatyw zostało zaprzepaszczonych. On miał strategiczną wizję Polski. Powołał Narodową Radę Rozwoju skupiającą ludzi z różnych środowisk i różnych opcji. Nie miał w sobie uprzedzeń czy nienawiści, co usiłowano mu często przypisywać. Niedawno zaczęłam czytać książkę Sławomira Kmiecika „Przemysł pogardy”. Odłożyłam ją, nie dałam rady… Nikogo tak nie obrażano jak ojca. Zapłacił za politykę najwyższą cenę. Polityka to służba, a nie dochodowe zajęcie. Pamiętam, jak tata był prezydentem Warszawy, naprawdę niespecjalnie im się wiodło finansowo. Stryj wysyłał mi pieniądze, żeby pomóc utrzymać rodzinę.

Zdjęcia: Agata Pospieszyńska/AF Photo
Stylizacja: Jola Czaja
Makijaż: Gosia Sulima/AF Photo
Produkcja: Ela Czaja

Polecamy także: Jadwiga Kaczyńska po katastrofie smoleńskiej: „Leszek był taką moją wielką miłością”

Zobacz także: Wspomnienie pary prezydenckiej. "Najlepiej, żebyśmy odeszli razem..."

Wideo

Tym samochodem pojedziesz do pracy i na piknik

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdami nowego numeru są: Paulina Krupińska, Kamila Szczawińska i Karolina Malinowska. Zobacz, co jeszcze w nowej VIVIE!