TYLKO U NAS

„Urodziłam się z krótszą nogą. Ale chciałam udowodnić, że nawet z nią wszystko jest możliwe”

Poruszające wyznanie Magdaleny Bogulak

Magdalena Bogulak, czyli kobieta, która jako pierwsza zaraziła Polki potrzebą upiększania się, wcale nie miała tak pięknego życia, jak mogłoby się wydawać. Trudne dzieciństwo, niepełnosprawność, niekończąca się praca, przecieranie szlaków w kosmetyce, dziedzinie dziewiczej w postkomunistycznej Polsce. Potem choroba męża i walka o własne zdrowie. Jak to robi, że wciąż jest optymistką, a kobiety chcą wyglądać jak ona? Z Magdaleną Bogulak, właścicielką salonu Sharley, rozmawia Katarzyna Przybyszewska.

– Prawie trzy lata temu Twój poukładany świat rozpadł się na kawałki.

Zawsze się nam wydaje, że tragedie przytrafiają się innym. Zwłaszcza, że ja swój limit wyczerpałam. Urodziłam się z krótszą nogą, miałam biedne dzieciństwo. Tata zmarł, gdy byłam dzieckiem, mama sama wychowywała mnie i brata. Czy to nie wystarczy? Jednak nie… W sierpniu 2015 roku wyjechaliśmy z mężem na żagle do Grecji. Janusz dostał udaru. Do Aten, do szpitala było daleko. Jechaliśmy taksówkami, karetkami przez góry, serpentyny, ostre zakręty. Siedem godzin. Tyle czasu po udarze bez pomocy lekarskiej to wyrok. Szpital w Atenach załatwiliśmy cudem, bo lekarze nie dawali Januszowi szans. Nie chcieli nawet go reanimować, ale jakąś nadludzką siłą zmusiłam ich do podjęcia akcji. Janusz trafił na OIOM. Codziennie toczyliśmy walkę o życie. Z Polski przyleciały córki. Spędziłyśmy dwa tygodnie na szpitalnym korytarzu, modląc się, by Janusz odzyskał przytomność. I kiedy już usłyszałam, że to koniec, z czym się nie godziłam, przewiozłam Janusza do Polski, by przynajmniej umarł w kraju.

– Ale nie umarł…

Po miesiącu pobytu na OIOM-ie w warszawskim szpitalu na Banacha Janusz odzyskał przytomność.

– Jak to możliwe?

Nie wiem. Miał wspaniałą opiekę. Trafiłam na lekarza, który walczył o Janusza. Jest też drugie, mniej oczywiste wytłumaczenie. Kiedy był w śpiączce, mówiłam do niego godzinami. Prosiłam, by nie odchodził, bo jest dla mnie wsparciem. To nie mogło się tak skończyć. Nie wtedy.

– Myślałam, że nie mogłaś żyć bez pracy.

I ja tak myślałam. Bez pracy? Sharleya? Bez klientek, zabiegów, szkoleń? Bez codziennego sprawdzania, czy kwiaty są dobrze ułożone w wazonach? Owszem, wyjeżdżałam na wakacje, nawet na kilka tygodni, ale gdyby ktoś mi powiedział, że zostawię salon na długie miesiące, popukałabym się w głowę. Odkąd Janusz zachorował, moje życie się przewartościowało. Gdy dzieje się taka tragedia, stawiasz wszystko na jedną kartę.

– Zaczynają się miesiące ciężkiej rehabilitacji.

Karetką przewiozłam Janusza do domu. Miał obustronny udar, nie mówił, lekko ruszał tylko jedną ręką. Dom stał się szpitalem. Przychodziły pielęgniarki, rehabilitanci, przewijali się znajomi, ktoś pomagał w sprzątaniu, ktoś inny gotował. Doszliśmy do etapu, w którym Janusz zaczął ruszać lepiej jedną ręką, jedną nogą, zaczął mówić. Dzisiaj mówi, wróciła głowa, dowcip. Jest normalnym facetem, tyle że na wózku.

– Życie zatacza nieprawdopodobne koło.

Kiedy się poznaliście przed laty, to Ty byłaś osobą niepełnosprawną, teraz Janusz… Widocznie nic nie dzieje się bez przyczyny. Ale zło nie śpi… Rok temu moja zdrowa, jak już o niej myślałam, noga ponownie dała o sobie znać. I znów czekała mnie skomplikowana operacja, której nikt nie dawał szans. Wydłużona kość zniszczyła mi miednicę. Zawisła nade mną perspektywa wózka inwalidzkiego. Wyobrażasz sobie dwa wózki w jednym domu? Ale udało się! Weszłam w inny wymiar. Ludzie, którzy mogli nie wstać albo mogli się nie obudzić, mówią, że cieszą się każdą chwilą. Brzmi to banalnie, ale uwierz, tak jest. Ja dziś cieszę się, że mogę porozmawiać z mężem, pomóc mu, że chodzę bez bólu, że w ogóle chodzę.

– Życie wróciło do normy?

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czym zaskoczy nas los. Wracam do pracy, skupiam się na firmie. Ale już nie sprawdzam kwiatów w wazonach. Przez te długie miesiące, kiedy nie wychodziłam z domu, nauczyłam się ufać ludziom. Czy ktoś może wyobrazić sobie, że przez dwa lata pracownicy sami zarządzają firmą? Sami o wszystko się troszczą. Potraktowali salon jako coś własnego. Wszyscy mogą mi pozazdrościć takich ludzi, a ja im za to bardzo dziękuję. Teraz, kiedy Janusz ma się lepiej, a moja operacja się udała, mogę rozwinąć skrzydła dla siebie i dla nich.

– Jak można się podnieść po takiej traumie?

Jeżeli robisz coś z miłością, bezinteresownie – jestem przykładem, że los to oddaje. A poza tym nie oglądać się za siebie, nie rozpamiętywać przeszłości. Nauczyć się żyć na nowych warunkach. Mnie się wydaje, że wciąż mam 30 lat i stoję na progu niezwykłej przygody zwanej życie. Ciągle będę wyznaczać sobie nowe cele, ciesząc się zdrowiem i rodziną. Mam już plany dalszego rozwoju firmy. Będziemy się rozbudowywać i tworzyć nowe działy, by nasze klientki znalazły wszystko to, czego potrzebują, i to na najwyższym poziomie. Będę dumna, jeśli dalsze sukcesy będę odnosiła razem z obecnym zespołem. Chcę dać im nowe możliwości. Chyba już się nie zatrzymam, nie zmienię się. Jest fajnie.

Pełny wywiad z Magdaleną Bogulak przeczytasz  najnowszym wydaniu magazynu VIVA!, dostępnym w kioskach od 22 marca.

Martyna Wojciechowska, okładka, VIVA! marzec 2018
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Wideo

Zobacz gwiazdy w kolekcji H&M Conscious Exclusive!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Magdalena Boczarska o filmowych i niefilmowych rolach życia. Mariola Bojarska-Ferenc z synem Aleksem opowiadają, jak celebrują życie i posiłki. Oszołom, obibok… Tak mówiono o Miśku Koterskim. To się zmieniło, gdy się zakochał i został ojcem.