Olga Figaszewska 28 kwietnia 2017 09:45
1/12
Mąż Justyny Steczkowskiej z synem Leonem, "Viva!" kwiecień 2006
Copyright @Marek Straszewski
1/12

Oświadczenie, które Justyna Steczkowska wydała wczoraj na swoim oficjalnym profilu, zszokowało fanów i media. Po 17 latach związku, piosenkarka i Maciej  Myszkowski, wspólnie podjęli decyzję o separacji. 

 

Z wydanego oświadczenia wynika, że o rozwód nie wchodzi w grę. Para dała sobie czas. Separacja pozwoli im podjąć odpowiednią decyzję. 

 

Polecamy też: Justyna Steczkowska rozstaje się po 17 latach z Maciejem Myszkowskim! Znamy powody ich decyzji

 

Miłość Justyny Steczkowskiej i Macieja Myszkowskiego 

 

Uchodzili za jedną z najszczęśliwszych i najpiękniejszych par polskiego show-biznesu. Pobrali się w 2000 roku. Zawsze razem, silni pewnością, że mogą na siebie liczyć w najtrudniejszych chwilach. Choć Justyna mnóstwo koncertuje, zawsze powtarzała, że jej życiowe priorytety to być w pierwszej kolejności matką, potem żoną, a na końcu artystką. Ukoronowaniem związku Justyny i Macieja Myszkowskiego – architekta i byłego modela – są 16-letni dziś Leon, 11-letni Stanisław i 3,5-letnia Helenka.

 

Justyna Steczkowska po raz pierwszy opowiedziała nam o miłości, rodzinie i swoim raju na ziemi w 2006 roku. Przypominamy wywiad i wyjątkową, rodzinną sesję autorstwa Marka Straszewskiego.

 

Zobacz też: Jest z nami od 20 lat. Przypominamy słynne sesje Justyny Steczkowskiej dla VIVY!

 

2/12
Justyna Steczkowska z mężem i dziećmi, "Viva!" kwiecień 2006
Copyright @Marek Straszewski
2/12

Gdzie by­łaś, gdy Cię nie by­ło?
By­łam da­le­ko, na Mau­ri­tiu­sie. Tam, gdzie mo­rze jest la­zu­ro­we, a słoń­ce wszyst­kich roz­piesz­cza. Mie­li­śmy du­żo cza­su dla sie­bie, a mój mąż Ma­ciek zło­wił wiel­kie­go mer­li­na.


– Cho­dzi mi o Two­je „me­dial­ne znik­nię­cie”. Nie wi­dać Cię w ra­diu, te­le­wi­zji ani w pra­sie.
Bo był czas, gdy by­ło mnie za du­żo... Te­raz na­gry­wam no­wą pły­tę, któ­rej pre­mie­ra od­bę­dzie się je­sie­nią, ale pierw­szy sin­gel bę­dzie moż­na usły­szeć już w Opo­lu. Poza tym, po suk­ce­sie kon­cer­tu „Fam­me Fa­ta­le”, któ­ry zna­lazł się w pierw­szej dzie­siąt­ce naj­lep­szych kon­cer­tów te­le­wi­zyj­nych w Eu­ro­pie i do­stał Ró­że Mon­treux w Can­nes, z Jan­kiem Szur­mie­jem prze­nie­śli­śmy go do Te­atru Ram­pa w War­sza­wie. Tak więc od wrze­śnia moż­na tam bę­dzie oglą­dać ten cie­ka­wy spek­takl mu­zycz­no­-te­atral­ny. Z Wiel­ką Or­kie­strą Świę­to­krzy­ską i chó­rem wy­stą­pi­łam też w „Pa­sji”. A do te­go wszyst­kie­go ca­ły czas gram kon­cer­ty. Ka­len­darz mam wy­peł­nio­ny po brze­gi do koń­ca lip­ca. Sa­ma wi­dzisz, że nie próż­nu­ję, a je­śli już mam chwi­lę wol­ną, to je­stem po pro­stu z dzieć­mi w do­mu. Pięć lat te­mu, kie­dy uro­dził się pierw­szy syn Le­on, bar­dzo zmie­ni­ło się mo­je ży­cie. Ogra­ni­czy­łam ilość spo­tkań do nie­zbęd­ne­go mi­ni­mum. Jak czło­wiek jest mło­dy...


– ...czu­jesz się sta­ro?!
Nie, oczy­wi­ście, że nie! Ale już nie mam tak du­żo cza­su jak kie­dyś, że­by cho­dzić na im­pre­zy, ba­wić się z ludź­mi, spo­ty­kać. Czę­sto w ta­kich miej­scach jest faj­nie, ale czę­sto też wał­ku­jesz dzie­sięć ra­zy te sa­me pro­ble­my. To wo­lę ten czas po­świę­cić dzie­cia­kom. Stra­ta cho­ciaż­by mi­nu­ty mo­je­go ży­cia na coś, co jest zbęd­ne, co nie roz­wi­ja, jest dla mnie bez­sen­sow­na..


– To ma­my już koń­czyć ten wy­wiad?...
Nie. Ale na pew­no nie po­wi­nien trwać dłu­żej niż po­wi­nien.
– Po­wiedz mi tak zu­peł­nie szcze­rze: wo­lisz sie­dzieć w do­mu na wsi z dzieć­mi, niż ba­lan­go­wać w mie­ście?
Do mo­men­tu uro­dze­nia dziec­ka nic in­ne­go nie ro­bi­łam, tyl­ko do­brze się ba­wi­łam. Lu­bi­łam ży­cie to­wa­rzy­skie, spo­ty­ka­łam się z ludź­mi. Przez 10 lat miesz­ka­łam w cen­trum mia­sta i by­ło cu­dow­nie! Cza­sa­mi wra­cam my­śla­mi na pod­da­sze w cen­trum War­sza­wy, gdzie miesz­ka­ły­śmy z sio­stra­mi. Wte­dy nie mia­ły­śmy żad­nych zo­bo­wią­zań, za to ty­sią­ce ser­co­wych pro­ble­mów. Na zmia­nę by­ły­śmy sza­leń­czo za­ko­cha­ne lub sza­leń­czo za­wie­dzio­ne. By­ło su­per! Ale ten czas bez­pow­rot­nie mi­nął i do nie­go nie tę­sk­nię.


– I te­raz cią­gnie Cię do go­to­wa­nia zu­pek i wy­cie­ra­nia pu­pek?
To jest wpi­sa­ne w by­cie ro­dzi­cem. Cią­gnie mnie oczy­wi­ście tak­że do war­to­ścio­wych rze­czy w sztu­ce, w mu­zy­ce. Kie­dy wy­jeż­dżam z do­mu na dwa, trzy dni, bo na wię­cej sta­ram się bez dzie­ci nie wy­jeż­dżać, tak so­bie usta­wiam czas pra­cy, że­by nad­ro­bić wszel­kie za­le­gło­ści kul­tu­ral­ne. Je­stem na bie­żą­co z pre­mie­ra­mi fil­mo­wy­mi, po­nie­waż naj­czę­ściej po po­ran­nej pró­bie mam czas, by pójść do ki­na. Wte­dy z mo­ją ko­cha­ną przy­ja­ciół­ką i asy­stent­ką Gre­en sia­da­my w pu­sta­wej sa­li i oglą­da­my trzy se­an­se z rzę­du. Po­tem dys­ku­tu­je­my o tym, co wi­dzia­ły­śmy. Czę­sto zda­rza się tak, że mo­je sio­stry lub bra­cia ro­bią za mnie pró­by przed kon­cer­tem, ja przy­jeż­dżam już na go­to­we, po­nie­waż chcę jak naj­dłu­żej sie­dzieć w do­mu z dzieć­mi. Wsia­dam w sa­mo­lot i w ostat­niej chwi­li wy­cho­dzę na sce­nę. Kon­cert, bi­sy, cu­dow­na at­mos­fe­ra i wra­cam szczę­śli­wa do do­mu. Je­śli jest lot o piątej ra­no, to syn­ko­wie na­wet nie wie­dzą, że w no­cy by­łam na kon­cer­cie w in­nym mie­ście. To jest moż­li­we tyl­ko dla­te­go, że mam ta­kie faj­ne ro­dzeń­stwo.

Polecamy też: Justyna Steczkowska rozstaje się po 17 latach z Maciejem Myszkowskim! Znamy powody ich decyzji

Zobacz też: Jest z nami od 20 lat. Przypominamy słynne sesje Justyny Steczkowskiej dla VIVY!

3/12
Mąż Justyny Steczkowskiej z synem Leonem, "Viva!" kwiecień 2006
Copyright @Marek Straszewski
3/12

– Chcia­ła­bym się do­wie­dzieć, jak wy­glą­da Two­je ży­cie po­za świa­tłem ju­pi­te­rów?
Nie ma na świe­cie gwiaz­dy, któ­ra nie jest jed­no­cze­śnie zwy­kłym czło­wie­kiem.


– To po­daj prze­pis na ulu­bio­ną zup­kę Two­ich sy­nów.
Ośmio­mie­sięcz­ny Sta­sio je bar­dzo le­ciut­kie zu­py z go­to­wa­nych wa­rzyw. Cza­sem do­da­ję skrzy­deł­ko kur­cza­ka. Pię­cio­let­ni Le­on sam so­bie ro­bi śnia­da­nie. Dzi­siaj zro­bił nam ja­jecz­ni­cę. Jest na­praw­dę nie­sa­mo­wi­ty.


– Śpie­wasz dzie­ciom ko­ły­san­ki do snu?
Le­on bez ma­mu­si lub ta­tu­sia nie za­śnie. Czy­tam mu ksią­żecz­kę, przy­tu­lam, ca­łu­ję, szep­czę do ucha baj­ko­we ta­jem­ni­ce. Sta­ram się go wspie­rać i bu­do­wać po­czu­cie je­go wła­snej war­to­ści, bo z tym mo­że pójść w świat. To naj­lep­szy ka­pi­tał, ja­ki mo­gę mu dać i ja­ki sa­ma do­sta­łam od ro­dzi­ców. Nie pie­nią­dze, tyl­ko po pro­stu czas, we­wnętrz­na si­ła dziec­ka z tym wła­śnie się wią­że. Ak­cep­tu­ję to, co mo­je dziec­ko ro­bi i za­wsze je wspie­ram. Ale też sta­wiam ogra­ni­cze­nia. W osta­tecz­no­ści pod­no­szę głos. Rę­ki nie pod­no­szę, bo to nie ma sen­su.


– Twoi ro­dzi­ce, że­by dać so­bie ra­dę z dzie­wię­cior­giem dzie­ci, mu­sie­li chy­ba sto­so­wać ka­ry cie­le­sne?
Cza­sem do­sta­łam za­słu­żo­ne­go klap­sa, ale ma­ły klaps to nie bi­cie, któ­re wzbu­dza strach i za­ni­ża sa­mo­oce­nę dziec­ka. Mia­łam szczę­śli­we i ko­lo­ro­we dzie­ciń­stwo.


– A Le­on? Do­sta­je klap­sy?
Ode mnie chy­ba raz. I do­stał też od Mać­ka, ta­kie­go obie­ca­ne­go. Ale za­wsze sta­ram się pa­mię­tać, że dziec­ko mo­że mieć swo­je ra­cje. Je­stem te­go naj­lep­szym przy­kła­dem. Moi ro­dzi­ce nie chcie­li dla mnie ta­kie­go ży­cia, ja­kie wy­bra­łam so­bie sa­ma. Chcie­li, że­bym gra­ła w fil­har­mo­nii. Ma­rzy­li dla mnie o ka­rie­rze skrzy­pacz­ki w ma­łej ka­me­ral­nej or­kie­strze. Ta­ta wie­lo­krot­nie ze mną roz­ma­wiał. Ale mo­ja kon­se­kwen­cja i chęć śpie­wa­nia wy­gra­ła.


– Więc sy­nom nie bę­dziesz od­ra­dzać ka­rie­ry w show­-biz­ne­sie?
Bę­dę wspie­rać ich de­cy­zje. Bo wiem, jak by­ło mi trud­no po­go­dzić się z fak­tem, że ro­dzi­ce nie ak­cep­tu­ją mo­ich wy­bo­rów. Po­czu­łam się bar­dzo sa­mot­na. I mu­sia­łam so­bie ra­dzić sa­ma. Nie dla­te­go, że ro­dzi­ce nie chcie­li mi po­móc, tyl­ko zda­łam so­bie spra­wę z te­go, że mu­szę wziąć od­po­wie­dzial­ność za swo­je de­cy­zje i nie obar­czać tym in­nych, a szcze­gól­nie uko­cha­nych ro­dzi­ców. Zre­zy­gno­wa­łam ze stu­diów już na pierw­szym ro­ku, bo in­tu­icyj­nie czu­łam, że to nie przy­nie­sie mi szczę­ścia. Cza­sa­mi nie mia­łam co jeść. Cho­dzi­łam po go­dzi­nie 18 na targ i ku­po­wa­łam za pół ce­ny nad­gni­łe owo­ce i wa­rzy­wa, że­by z te­go, co jesz­cze zo­sta­ło, wy­cza­ro­wać coś na ząb. To wte­dy na­uczy­łam się go­to­wać. Schu­dłam 10 ki­lo, a po­tem jesz­cze zgo­li­łam gło­wę na ły­so, a wło­sy mia­łam tak dłu­gie, jak te­raz, ty­le że brą­zo­wo­ru­de. To by­ła nie­zła szko­ła ży­cia. Na nic nie by­ło mnie stać, bo przede wszyst­kim mu­sia­łam opła­cić stan­cję. Ma­lo­wa­łam gu­zi­ki, że­by prze­trwać, śpie­wa­łam wie­czo­ra­mi w klu­bie, ale pła­ci­li mi ty­le, że star­cza­ło je­dy­nie na bi­let au­to­bu­so­wy. Ale to by­ły pięk­ne cza­sy. Da­ły mi si­łę i na­uczy­ły kon­se­kwen­cji. Dla­te­go do­tar­łam tu, gdzie je­stem.

4/12
Justyna Steczkowska z mężem, "Viva!" kwiecień 2006
Copyright @Marek Straszewski
4/12

– Zbli­ży­łaś się do swo­jej ma­my, gdy sa­ma zo­sta­łaś mat­ką?
Za­wsze by­łam bli­sko niej, ale kie­dy uro­dzi­łam wła­sne dzie­ci, po­wie­dzia­łam ma­mie, że chy­lę przed nią czo­ła. Jest ty­le pra­cy przy jed­nym dziec­ku, a mo­ja ma­ma wy­cho­wa­ła nas dzie­wię­cio­ro i nikt z nas nie wpadł w ża­den na­łóg, al­ko­ho­lizm, wszy­scy skoń­czy­li­śmy szko­ły. Ma­my na ty­le du­że po­czu­cie wła­snej war­to­ści, że każ­de z nas ra­dzi so­bie w świe­cie. To jest ko­bie­ta! War­ta każ­dej mi­ło­ści. Gdy ta­ta jesz­cze żył, na­pi­sa­łam i do nie­go list, w któ­rym po pro­stu wy­ra­zi­łam, jak bar­dzo go ko­cham i je­stem mu wdzięcz­na, że po­świę­cił mi tak du­żo swo­je­go cza­su i że to dzię­ki nie­mu zo­sta­łam mu­zy­kiem.
– To wszyst­ko pięk­nie, ale cza­sem chy­ba ner­wy Ci pusz­cza­ją?
Cza­sa­mi je­stem nie­do­spa­na i ma­rzę, że­by dwa ty­go­dnie spać bez prze­rwy. Ale mam swo­ją ener­gię ży­cio­wą, aku­mu­la­tory, któ­re szyb­ko ła­du­ję i to wszyst­ko ja­koś dzia­ła. Kie­dy wiem, że mu­szę wstać o pią­tej ra­no, mózg ina­czej dzia­ła i cia­ło nie jest zmę­czo­ne. Mam tro­chę bar­dziej pod­krą­żo­ne oczy, szyb­ciej się sta­rze­ję. Ale czy to jest ta­kie waż­ne?
– Ja­cy są sy­no­wie?
Le­on jest ko­pią mo­je­go mę­ża, Mać­ka. Jest ślicz­nym dziec­kiem, ale i wol­nym du­chem, po­dob­nie jak ja. Sta­siu jest uro­czy! Du­żo się śmie­je i lu­bi, jak bab­cia śpie­wa mu sta­re pio­sen­ki. Trud­no po­wie­dzieć, ja­ki bę­dzie. Jest jesz­cze ta­ki ma­lut­ki.
– Jak Le­on za­re­ago­wał na ma­łe­go Sta­sia?
Bar­dzo na nie­go cze­kał i cie­szył się, gdy wró­ci­li­śmy ze szpi­ta­la, ale po pa­ru ty­go­dniach prze­stał mó­wić, a za­czął ga­wo­rzyć. Chciał się upodob­nić do bra­ta. Za­py­tał: „Ma­mo, czy Sta­sio jest waż­niej­szy ode mnie?” Ja go wte­dy przy­tu­li­łam i po­wie­dzia­łam, że to nie­praw­da, że obaj są waż­ni, tyl­ko Sta­sio po­trze­bu­je wię­cej cza­su, bo jest ma­lut­ki, a ja kar­mię go pier­sią. Po­mi­mo że sta­ra­li­śmy się z Mać­kiem, że­by nie za­nie­dbać przy­zwy­cza­jeń Le­ona, jed­nak po­czuł się trosz­kę za­gro­żo­ny. Więc wpa­dli­śmy na po­mysł, że­by za­bie­rać go co ja­kiś czas, tyl­ko sa­me­go, w róż­ne miej­sca. I tak po­je­chał na nar­ty z ta­tą. Po­tem tyl­ko z ma­mą. A do ki­na cho­dzi­li­śmy w trój­kę. To bar­dzo po­mo­gło. Wszyst­ko wró­ci­ło do nor­my i wi­dać, że Leo szcze­rze ko­cha bra­ta.
– Czę­sto, ob­ser­wu­jąc na­sze dzie­ci, przy­po­mi­na­my so­bie swo­je dzie­ciń­stwo. Ja­kie ob­ra­zy sta­ją Ci przed ocza­mi z naj­wcze­śniej­szych lat?
Pa­mię­tam Rze­szów. Miesz­ka­li­śmy w blo­ku, w czte­rech po­ko­jach. W jed­nym stał for­te­pian i tam od­by­wa­ły się cu­dow­ne lek­cje z ta­tą. W dru­gim by­ła ka­na­pa, te­le­wi­zor i sy­pial­nia ro­dzi­ców. W trze­cim sta­ły łóż­ka. Tam się cią­gle tłu­kli­śmy i ba­wi­li­śmy.
– Wy­cho­wa­łaś się wśród sióstr, a te­raz w Two­im do­mu sa­mi fa­ce­ci. Trzech na jed­ną.
Fa­ce­ci są in­ni. I dzię­ki te­mu świat jest ko­lo­ro­wy. Na­wet gdy nie po­tra­fi­my się do­ga­dać, uczy­my się spoj­rze­nia na świat z in­nej stro­ny i sza­cun­ku do in­ne­go czło­wie­ka.

5/12
Mąż Justyny Steczkowskiej z synem Leonem, "Viva!" kwiecień 2006
Copyright @Mąż Justyny Steczkowskiej z synem Leonem, "Viva!" kwiecień 2006
5/12

– A czym Cię za­ska­ku­ją ci ma­li chłop­cy?
Le­on mnie za­ska­ku­je tym, że dla nie­go ma­ma jest księż­nicz­ką. Gdy idzie­my na spa­cer, za­sy­pu­je mnie kwia­ta­mi. Mam na­dzie­ję, że to się prze­ło­ży w przy­szło­ści na ko­bie­ty, z któ­ry­mi bę­dzie pra­co­wał, i tę jed­ną, któ­rą bę­dzie ko­chał. Le­on za­ska­ku­je mnie też nie­sa­mo­wi­tą ener­gią. To też był po­wód, że zde­cy­do­wa­li­śmy się prze­nieść na wieś. W blo­kach, w mie­ście nie miał­by prze­strze­ni. A te­raz ma ogród.
– Roz­piesz­czasz swo­je dzie­ci?
Ko­cham je ca­łym ser­cem, a to lep­sze niż roz­piesz­cza­nie. Je­że­li cho­dzi o za­baw­ki, to bar­dzo rzad­ko przy­wo­żę je z po­dró­ży, bo nie chcę, że­by mo­je po­wro­ty ko­ja­rzy­ły się z czymś ma­te­rial­nym. Po­za tym Leo ma wła­sną skar­bon­kę.
– Jak za­ra­bia ma­ły Le­on?
Or­ga­ni­zu­je­my do­mo­we wy­stę­py i kon­cer­ty. Mó­wię: „Przyj­dę do te­atru, za­pła­cę za bi­let. Ty wrzu­cisz pie­niąż­ki do skar­bon­ki, a po­tem pój­dzie­my po­sza­leć”.
– Opo­wiedz, jak ta­ki kon­cert wy­glą­da?
Przy­cho­dzi­my z mę­żem, bi­je­my bra­wo. Cze­ka­my. „Âpie­waj, bo ma­mu­sia cze­ka”, mó­wi Ma­ciek. A Le­on ukry­wa się za fo­te­la­mi. Więc mó­wię: „Kon­cert nie mo­że tak wy­glą­dać, bo za­raz od­da­my bi­le­ty do ka­sy”. Kie­dyś Le­on wzru­szył mnie do łez, bo wy­mi­gi­wa­łam się przed kup­nem ko­lej­ne­go wo­zu stra­żac­kie­go, tłu­ma­cząc, że nie mam ty­le pie­niąż­ków. Na co Le­on przy­no­si pie­niąż­ki ze swo­jej skar­bon­ki: „Ma­mu­sia, to ja ci dam swo­je! Nie martw się, ja ci wszyst­kie dam!” Wzru­sza­ją­ce, że ma ta­ki gest.

6/12
Justyna Steczkowska z mężem i dziećmi, "Viva!" kwiecień 2006
Copyright @Marek Straszewski
6/12

– Wi­dzia­łam, że no­sisz przy so­bie ze­szyt, w któ­rym coś skrzęt­nie za­pi­su­jesz. Co to jest?
To ma­ły pa­mięt­nik, gdzie wkle­jam zdję­cia sy­nów i ich po­wie­dzon­ka. O pro­szę, co Le­on po­wie­dział ostat­nio do cio­ci: „Cio­ciu, ja mam wszyst­ko, cze­go mi po­trze­ba. A jak cze­goś nie mam, to zna­czy, że to nie ist­nie­je”. Dzie­ci są cu­dow­ne. Szczę­śli­we dziec­ko w swo­im wła­snym do­mu. Czy mo­że być coś pięk­niej­sze­go?
– Chcesz pójść w śla­dy ro­dzi­ców i mieć dzie­wię­cio­ro dzie­ci?
Nie, my­ślę, że mo­że uda nam się z Mać­kiem wy­cza­ro­wać có­recz­kę. Na ra­zie prze­rwa. Sta­sia chcia­łam uro­dzić du­żo wcze­śniej, ale po pro­stu mi się nie uda­ło. Ta­kie są cza­sy, ży­je­my w tak szyb­kim tem­pie. Or­ga­nizm ma swo­ją mą­drość. Do­pie­ro wte­dy, kie­dy skoń­czy­łam pły­tę „Fem­me Fa­ta­le”, za­gra­łam kon­cert w TV z nią zwią­za­ny i za­szłam w cią­żę. No i Le­on wy­mo­dlił Sta­sia. Cią­gle pro­sił o bra­cisz­ka lub sio­strzycz­kę.
– Jak prze­bie­ga­ły Two­je cią­że? By­ły róż­ne?
Pierw­sza by­ła cu­dow­na. Dziec­ko by­ło owo­cem mi­ło­ści, na­mięt­no­ści i by­ło dla nas wiel­ką nie­spo­dzian­ką. Oczy­wi­ście mie­li­śmy za­miar się po­brać, ale nie śpie­szy­ło nam się tak bar­dzo. Ma­ciek oświad­czył mi się w Bu­da­pesz­cie. Do­sta­łam pier­ścio­nek za­rę­czy­no­wy i by­łam szczę­śli­wa. I wte­dy za­szłam w cią­żę. Więc po­je­cha­li­śmy do Rzy­mu i wzię­li­śmy ślub. Tam­ta cią­ża by­ła bar­dzo spo­koj­na. By­łam bar­dzo udu­cho­wio­na, czy­ta­łam mnó­stwo ksią­żek re­li­gij­nych. W dru­giej, ze Sta­siem, pra­co­wa­łam, gra­łam kon­cer­ty, czu­łam się bar­dzo do­brze, aż do siód­me­go mie­sią­ca. Wte­dy do­sta­łam cho­la­sta­zy cią­żo­wej.
– Co to jest?
Nie­wy­dol­ność wą­tro­by. Po pro­stu moż­na osza­leć. Nie mo­głam spać przez mie­siąc. Czu­łam się, jak­by mnie mrów­ki obe­szły. Do­sta­wa­łam sza­łu, wszyst­ko mnie swę­dzia­ło. To jest coś strasz­ne­go, te­go się nie da opi­sać.

7/12
Justyna Steczkowska z mężem i synem Stasiem, "Viva!" kwiecień 2006
Copyright @Marek Straszewski
7/12

– Twój mąż asy­sto­wał przy po­ro­dzie. Nie ze­mdlał?
Nie. Był bar­dzo dziel­ny.
– Po­ja­wie­nie się dzie­ci zmie­ni­ło Two­ją re­la­cję z Mać­kiem?
Oczy­wi­ście. Bu­du­je się coś nie­pod­wa­żal­ne­go, coś, co jest fun­da­men­tem na ca­łe two­je ży­cie. Bez wzglę­du na wszyst­ko, je­ste­śmy na za­wsze zwią­za­ni ja­kąś nie­wi­dzial­ną ni­cią.
– Czy ko­bie­ta, któ­ra sta­je się mat­ką, sta­je się dla męż­czy­zny atrak­cyj­niej­sza? Jak to jest z Wa­mi?
By­cie mat­ką zu­peł­nie nie prze­szka­dza w tym, że­by wciąż być atrak­cyj­ną ko­bie­tą.
– Faj­nie jest być „doj­rza­łą trzy­dziest­ką”?
Faj­nie. Doj­rza­łość to jest sło­wo, któ­re mó­wi wszyst­ko. Ina­czej ko­cha się męż­czy­znę, z któ­rym stwo­rzy­łaś coś waż­ne­go, ina­czej, gdy to wa­ka­cyj­ny flirt. Ina­czej ko­chasz ko­goś, o kim wiesz, że spę­dzisz z nim sza­lo­ne chwi­le, a ina­czej, gdy resz­tę ży­cia.
– A nie fru­stru­je Was to, że wszyst­ko krę­ci się wo­kół dzie­ci, że już nie sku­pia­cie się na so­bie, jak daw­niej?
To praw­da, ma­my ma­ło cza­su dla sie­bie, ale mam na­dzie­ję, że jak dzie­ci pod­ro­sną, wró­ci­my do sie­bie jak lu­dzie bez zo­bo­wią­zań, z jesz­cze więk­szą mi­ło­ścią i in­ten­syw­no­ścią.
– Wszyst­ko to brzmi siel­sko i pięk­nie. A jak po­ja­wia­ją się pro­ble­my?
Jak jest ja­kiś pro­blem, to wy­cho­dzi­my do ogro­du, że­by­śmy mo­gli być sa­mi i za­wsze do­cho­dzi­my do po­ro­zu­mie­nia, tym bar­dziej że wciąż przy­cią­ga­my sie­bie na­wza­jem z du­żą si­łą...
– Gdy któ­ryś z sy­nów jest cho­ry, od­wo­łu­jesz kon­cer­ty?
Nie mo­gę, bo to za du­ża od­po­wie­dzial­ność fi­nan­so­wa. Ale mia­łam trud­ny mo­ment, gdy Le­on był w szpi­ta­lu, bo miał za­pa­le­nie płuc. Od­mó­wi­łam wszyst­kim i le­ża­łam przy nim na po­lów­ce dzień i noc w szpi­ta­lu, na prze­mian z Ma­ciu­siem i mo­ją ko­cha­ną te­ścio­wą, a ra­czej dru­gą ma­mą, bo przy­sło­wio­wa te­ścio­wa do niej nie pa­su­je.

8/12
Justyna Steczkowska z mężem i dziećmi, "Viva!" kwiecień 2006
Copyright @Marek Straszewski
8/12

– Nie cier­pisz na brak we­ny, gdy Sta­sio ma go­rącz­kę al­bo ka­szel, a Ty nie spa­łaś czte­ry no­ce?
Nie. Bo w tym mo­men­cie sia­dasz w po­ko­ju, za­my­kasz oczy i masz po pro­stu chór pięk­nych me­lo­dii w gło­wie. Trze­ba je na­tych­miast zła­pać, bo one nie wra­ca­ją.
Dla­te­go mam za­pi­sa­ne ja­kieś pa­pier­ki w port­fe­lu, no­tat­ki na pu­de­łecz­ku od per­fum.
– Dzie­ci tak szyb­ko ro­sną. Za­czę­łaś bać się sta­ro­ści?
Nie. Ra­czej my­ślę, że już ni­gdy z Mać­kiem nie bę­dzie­my sa­mot­ni. Bo ma­my coś, o co bę­dzie­my dba­li i co do koń­ca na­szych dni bę­dzie nam przy­po­mi­na­ło o na­szej wiel­kiej mi­ło­ści.

11/12
Justyna Steczkowska z mężem i synem , "Viva!" kwiecień 2006
Copyright @Marek Straszewski
11/12

12/12
Justyna Steczkowska z rodziną, "Viva!" kwiecień 2006
Copyright @Marek Straszewski
12/12

Wideo

Tym samochodem pojedziesz do pracy i na piknik

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdami nowego numeru są: Paulina Krupińska, Kamila Szczawińska i Karolina Malinowska. Zobacz, co jeszcze w nowej VIVIE!