Weronika Kostyra 3 lipca 2017 17:15
1/10
Janusz Józefowicz
Copyright @Piotr Porębski / METALUNA
1/10

Janusz Józefowicz – człowiek wszechstronny – kończy dzisiaj 58 lat. Od czasów kultowego „Metra” nieustannie na szczycie. VIVIE! opowiedział o tym jak ważna jest dla niego praca i o tym, że dzięki rodzinie zrozumiał jak ważna w życiu jest równowaga. Dawniej słynął z tego, że na próbach rządzi żelazną ręką i potrafi wybuchnąć. Od kiedy ponownie został ojcem ośmioletniej już dziś Kalinki, znacznie złagodniał. Więcej czasu spędza z nią i z żoną Nataszą Urbańską w ich domu na wsi, chociaż ciągle pozostaje pracoholikiem:

Janusz Józefowicz o swoim wieku

Janusz Józefowicz: Krzyczę coraz mniej. Można powiedzieć, że z wiekiem łagodnieję. Zdarza się, że podnoszę głos, szczególnie w okresie przedpremierowym, a że zawsze jestem przed jakąś premierą... (...) Kilka razy w życiu zdarzyło mi się rzucić krzesłem. Ale nie w aktora. W podłogę, w scenę. I tylko raz odbiło się i poleciało, niestety, w stronę aktora.

– Trafiony?…
Janusz Józefowicz:
Yhym… ale to dawno temu było.

– A gdy gasną światła, kurtyna opada… W domu też Pan rzuca krzesłami?
Janusz Józefowicz:
Nie ma w naszym związku – na razie przynajmniej – relacji sadomasochistycznych. Ja to tłumaczę i próbuję nauczyć wszystkich moich aktorów, że wszystkie problemy życiowe zostawiamy w szatni, kiedy wchodzimy do teatru. A kiedy wychodzimy, zostawiamy tam emocje związane ze spektaklem. To umiejętność, którą trzeba posiąść. W przeciwnym razie czekają nas choroby zawodowe – alkoholizm, narkomania, a w najlepszym razie samotność. Wydaje mi się, że nasz związek jest udany w sensie artystycznym i życiowym. Po prostu jesteśmy dobraną parą. Cokolwiek ktoś ma do powiedzenia na ten temat. Natasza jest wszechstronnie wykształcona, tańczy, śpiewa, gra. Niewielu jest aktorów na świecie, którzy mogą się pochwalić taką wszechstronnością. Robiłem castingi na Broadwayu, w Londynie, w Moskwie. Natasza to skarb. Poza tym jest fantastycznym partnerem w procesie tworzenia spektaklu. Kiedy zaczynam tworzyć choreografię, mam pewną wizję, potrzebuję wtedy człowieka, który ma wystarczającą cierpliwość, plastyczność i umie słuchać, żeby na nim lepić rolę. I Natasza to potrafi. Dlatego od lat jest moją asystentką, moją muzą.

Zobacz także: Natasza Urbańska i Janusz Józefowicz rozstają się zawodowo – artystka stawia na samodzielność!

2/10
Janusz Józefowicz
Copyright @Piotr Porębski / METALUNA
2/10

– We wszystkim musisz być najlepszy?
Janusz Józefowicz: Nie, ja bardzo późno zacząłem być najlepszy. W liceum byłem średnim uczniem. Średnio grałem na instrumentach. Po raz pierwszy byłem najlepszy w studium taneczno-­wokalnym. W szkole teatralnej znów nie byłem – nawet chcieli mnie wyrzucić. A potem znów byłem najlepszy. Miałem też spore szczęście, bo dzięki temu, że byłem i aktorem, i tancerzem, i choreografem, i piosenkarzem, wypełniłem próżnię, która była na rynku. Okazało się, że najlepszy jestem nie w jednej dyscyplinie, ale w łączeniu ich.

– Boisz się, że telefon może nie zadzwonić?

Janusz Józefowicz: Dziś już się tego nie boję, a pracuję dużo, bo po prostu lubię pracować. Nie wynika to z potrzeby ścigania się. Jeśli się ścigam, to tylko z samym sobą. Ze swoją słabością, ze swoją niewiedzą, lenistwem, wyobraźnią. Chciałbym kiedyś zrobić takie przedstawienie, że powiedziałbym: tak, to jest dokładnie to. Cały czas próbuję, bo jeszcze niczego takiego nie zrobiłem. W jednym spektaklu wychodzi mi parę ciekawych scen, w innym paręnaście. Może rzeczywiście za dużo ostatnio robię, ale to wynika też z faktu, że nie umiem odmawiać. Jeśli pracę proponuje mi ktoś, kogo lubię, nie potrafię powiedzieć „nie”.

Polecamy: „Bóg wymyślił jedzenie, a diabeł kucharza”. Święta Nataszy Urbańskiej i Janusza Józefowicza

3/10
Natasza Urbańska, Janusz Józefowicz
Copyright @ZUZA KRAJEWSKA i BARTEK WIECZOREK
3/10

– Mocno w siebie wierzysz?
Janusz Józefowicz: To nie jest kwestia wiary, tylko umiejętności. Już wiem, że umiem. Może to, co zrobię, nie będzie doskonałe, ale na pewno będzie profesjonalne. Już chyba jestem zawodowcem.


– Nie boisz się, że skoro tak mocno w siebie wierzysz, to stajesz się bezkrytyczny i w którymś momencie coś nie wyjdzie?

Janusz Józefowicz: Nie, w najgorszym razie zrobię średnie przedstawienie, ale nie zrobię złego. To jest tak, jak z dobrym aktorem – skoro jest dobry, to nie zagra śle. Zagra dobrze na tysiąc sposobów, tyle że jeden będzie ci się podobał bardziej, inny mniej. W moim zawodzie jest to samo – jeśli ktoś jest dobrym reżyserem teatralnym, to może zrobić słabsze przedstawienie, ale to będzie zawsze przedstawienie interesujące.

Polecamy: „Zostając ojcem, facet odkrywa, że drzemią w nim umiejętności komandosa". Znani ojcowie i ich dzieci

4/10
Natasza Urbańska, Janusz Józefowicz
Copyright @ZUZA KRAJEWSKA i BARTEK WIECZOREK
4/10

– To na czym polega Twoja wyjątkowość?
Janusz Józefowicz: To suma talentu, pracy, intuicji i szczęścia.

– I naprawdę nie ma nikogo, kto mógłby Cię zastąpić?

Janusz Józefowicz: Nie ma. Są ludzie od wokalu, są ludzie od tańca, a nie ma nikogo, kto znałby się na wszystkim naraz. Marzę o takim człowieku, któremu mógłbym przekazać to, czego się przez lata nauczyłem. Nawet mam paru fajnych, ale jeszcze nie teraz. Tak samo Stokłosy nie jest w stanie nikt zastąpić. Nawet jak ktoś inny dyryguje, od razu to słychać. Pewnie, że chciałbym zrobić coś nowego, na przykład zadebiutować jako reżyser filmowy. Utrzymywanie spektaklu na poziomie jest męczące. W kinie jak tancerz podskoczy 5 razy, to ja wezmę najlepszy dubel i kiedy bym nie włączył taśmy, to będę widział ten najlepszy skok. To jest fantastyczne.

Zobacz także: Natasza Urbańska i Janusz Józefowicz rozstają się zawodowo – artystka stawia na samodzielność!

5/10
Natasza Urbańska, Janusz Józefowicz
Copyright @ZUZA KRAJEWSKA i BARTEK WIECZOREK
5/10

– Jesteś rozczarowany polskim show-biznesem?
Janusz Józefowicz: Chciałbym, aby machina polskiego show-biznesu promowała ludzi utalentowanych. Przecież na nich także można dobrze zarobić, praca z nimi to wielka przyjemność, a efekt artystyczny uczyniłby o wiele piękniejszym świat, w którym żyjemy. Tymczasem lansuje się skończoną tandetę, ludzi mało zdolnych i na dodatek prymitywnych. Media publiczne kierowane przez kolejnych partyjnych figurantów próbują naśladować stacje komercyjne. A tam – cóż, wiadomo. Kupujemy formaty i realizujemy je po swojemu. Na przykład format telewizyjny, którego celem jest promowanie utalentowanych tancerzy, w wersji polskiej służy tylko lansowaniu jurorów, którzy tak naprawdę niczego sobą nie reprezentują. Ale przecież to oni są gwiazdami...

– Co dzisiaj oznacza określenie „gwiazda”?
Janusz Józefowicz:
Często przedstawiają mi jakąś młodą dziewczynę lub chłopaka, informując, że to teraz wielka gwiazda, a ja pierwszy raz tę osobę widzę. Po prostu nie nadążam. Tym właśnie charakteryzuje się dzisiejszy świat.

Polecamy: „Bóg wymyślił jedzenie, a diabeł kucharza”. Święta Nataszy Urbańskiej i Janusza Józefowicza

6/10
Natasza Urbańska, Janusz Józefowicz i Kalina
Copyright @Piotr Porębski/Metaluna
6/10

– Wobec siebie samego też jesteś taki wymagający?
Janusz Józefowicz: Staram się być.

– W tym roku kończysz 50 lat (wywiad z 2009 roku). Przeraża Cię ta liczba?
Janusz Józefowicz:
Skłania do refleksji. Mam jednak ciągle poczucie, że jeszcze wiele przede mną.

– Wyobrażasz sobie, co będziesz robił za 10 lat?
Janusz Józefowicz:
Tak, wyobrażam. Mam nadzieję, że będę robił filmy. I będę je robił z Januszem Stokłosą, który, moim zdaniem, jest jednym z najlepszych kompozytorów na świecie.

– Czy to prawda, że się wcale nie kłócicie?
Janusz Józefowicz:
Nieprawda. Obaj mamy po prostu tendencję do mówienia prawdy prosto z mostu, a to często rani ludzi. Bywa nawet, że nie odzywamy się do siebie całymi miesiącami, ale to absolutnie nie przeszkadza nam w pracy (śmiech). Rzadko spotykamy się prywatnie, ale mamy chyba świadomość, że jeden może na drugiego liczyć w każdej sytuacji.

Polecamy: „Zostając ojcem, facet odkrywa, że drzemią w nim umiejętności komandosa". Znani ojcowie i ich dzieci

7/10
Natasza Urbańska i Janusz Józefowicz z córką Kaliną, Viva! kwiecień 2011
Copyright @Piotr Porębski/Metaluna
7/10

– Jesteś samotnikiem?
Janusz Józefowicz: Okazuje się, że tak. Tyle jest książek do przeczytania, rzeczy do przemyślenia... Lubię być sam.

– To z potrzeby samotności właśnie kupiłeś dworek schowany wśród drzew?
Janusz Józefowicz:
Tak. Potrzebowałem miejsca, w którym mógłbym się zaszyć. Uwielbiamy tam być z Nataszą. Drzewa, ptaki. Zupełnie inny świat. Mogę godzinami siedzieć przed domem i kontemplować urodę świata i jego smutek.

– Swoją półroczną córeczkę też podziwiasz?
Janusz Józefowicz:
Obserwowanie jej sprawia, że staję się jeszcze bardziej melancholijny.

Zobacz także: Natasza Urbańska i Janusz Józefowicz rozstają się zawodowo – artystka stawia na samodzielność!

8/10
Janusz Józefowicz
Copyright @Piotr Porębski / METALUNA
8/10

Janusz Józefowicz: Rzeczą straszną we współczesnym świecie jest anonimowość, która pozwala za pośrednictwem Internetu opluwać i lżyć innych. Zetknięcie z tym było dla mnie szokiem. Kampania złośliwości, oszczerstw i zwykłej ludzkiej podłości, z jaką zetknęliśmy się podczas realizacji „Przebojowej nocy”, była czymś niepojętym. Teraz, nawet gdyby przejechał po nas czołg, to nic nam nie grozi. I moją największą satysfakcją jest to, że pan Sławomir Idziak, który pracował z wielkimi światowymi gwiazdami, powiedział mi: „Janusz, ona jest fantastyczna. Powinna jechać do Hollywood!”. Jerzy Hoffman mówi to samo: „Ona jest znakomitą aktorką”. I teraz te wszystkie pindy, te paniusie redaktorki, powinny zmienić zawód. Ale są za głupie, żeby to zrozumieć po prostu.

Polecamy: „Bóg wymyślił jedzenie, a diabeł kucharza”. Święta Nataszy Urbańskiej i Janusza Józefowicza

9/10
Janusz Józefowicz
Copyright @Piotr Porębski / METALUNA
9/10

– Mówi Pan: „Jesteśmy szczęśliwi”. Co nadaje życiu smak?
Janusz Józefowicz: Umiejętność godzenia życia zawodowego z prywatnym. Kiedyś kompletnie nie umiałem tego robić. Żyłem pracą. Do domu przychodziłem tylko przespać się, zmienić ubranie. Aleksander Bardini, gdy wracaliśmy kiedyś z Kanady, powiedział, że poda Dankę, moją pierwszą żonę, do beatyfikacji. Nie umiałem żyć.

– Teraz Pan umie?
Janusz Józefowicz:
Z czasem człowiek zaczyna rozumieć, że godzina spędzona z dzieckiem jest tak samo ważna, jak najważniejsze sprawy zawodowe. Albo ważniejsza. Dlatego warto walczyć o pewien balans, równowagę. Warto się tego uczyć. Bo wtedy człowiek staje się pełniejszy. Przestaje być wariatem pędzącym nie wiadomo gdzie. Niszczącym wszystko po drodze. Dlatego próbuję delikatnie kierować Nataszą. Wypycham ją do domu. Tak ustawiam próby, żeby miała czas na bycie z Kalinką. Wiem, że te rzeczy mijają bezpowrotnie. Kalinka już nigdy nie będzie taka, jak w tej chwili.

Polecamy: „Zostając ojcem, facet odkrywa, że drzemią w nim umiejętności komandosa". Znani ojcowie i ich dzieci

10/10
Natasza Urbańska, Janusz Józefowicz
Copyright @Josh Reed/McDermott Management
10/10

– Wielki Janusz Józefowicz uczy się czegoś od żony?
Janusz Józefowicz: Żona uświadomiła mi, że nawet ja nie zawsze mam rację w kwestiach artystycznych. To jest cenna informacja, naprawdę. Nie wierzyłem w to, że Natasza będzie kiedykolwiek śpiewać. Tak fatalnie dla niej się złożyło, że kiedy przyszła do nas, ja miałem Kasię Groniec, miałem Edytę Górniak. Naturalne talenty, obdarowane głosem i wrażliwością przez Boga. Patrząc na Nataszę, powiedziałem, że nigdy nie będzie śpiewać. A ona nie zgodziła się z moim wyrokiem. I udowodniła mi, że nie jestem nieomylny. Bardzo się z tego ucieszyłem. Taki pierwiastek humanistyczny odkryłem w sobie.

Zobacz także: Natasza Urbańska i Janusz Józefowicz rozstają się zawodowo – artystka stawia na samodzielność!

Drogi Użytkowniku,
chcemy Cię lepiej poznać, żeby robić dla Ciebie jeszcze lepszy serwis!
Wystarczy kilka minut, by wypełnić naszą ankietę. Zapraszamy!

Wideo

Makijaż glow, który doda ci blasku

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Magdalena Boczarska o filmowych i niefilmowych rolach życia. Mariola Bojarska-Ferenc z synem Aleksem opowiadają, jak celebrują życie i posiłki. Oszołom, obibok… Tak mówiono o Miśku Koterskim. To się zmieniło, gdy się zakochał i został ojcem.