O NIEJ JEST GŁOŚNO

Czy Ewa Minge miała operacje plastyczne? Co jest jej największą pasją? Czy fascynuje ją śmierć i dlaczego zajęła się pomaganiem. EKSKLUZYWNY WYWIAD

Katarzyna Piątkowska 26 listopada 2017 19:00
Ewa Minge, Viva! lipiec 2012
Fot. Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/LAF AM

Ewa Minge znów musi się tłumaczyć z operacji plastycznych. "Ale to już ostatni raz, bo postanowiłam, że zakończę ten temat". Nam opowiedziała o tym, jak to jest z tymi operacjami i czy boli ją to, że bardziej niż jej działalność charytatywna ludzi obchodzą jej dorysowane brwi. W szczerej rozmowie opowiedziała też czy walczy z hejtem i jakie jest jej największe marzenie.

Zobacz też: Pokaz najnowszej kolekcji Ewy Minge w Paryżu! Co pokazała w luksusowym hotelu Shangri-La?

Ewa Minge o marzeniach, hejcie i operacjach plastycznych

- Nie jest łatwo umówić się z Tobą na rozmowę.

To dlatego, że pracuję na pięciu etatach (śmiech). W kolejnym wcieleniu będę księżniczką. Będę leżeć i charytatywnie budować szpitale. Tak by mi się podobało. A tymczasem niestety muszę pracować.

- I ciągle musisz się tłumaczyć ze swoich rzekomych swoich operacji. 

I w końcu dałam sobie słowo i mojemu zespołowi, że to będzie ostatni raz. Wszyscy by chcieli, żebym usiadła i powiedziała, „tak robiłam operacje plastyczne twarzy i bardzo was wszystkich za to przepraszam”. Nie! Nie robiłam operacji plastycznych twarzy. Sąd karny w Warszawie posiada wszystkie akta mojej sprawy przeciwko znanemu lekarzowi, który mało, że mówił publicznie nieprawdę, co mu udowodniono, to swoje kłamstwa przekazywał w sposób obrzydliwy, chamski. Używając epitetów niegodnych dorosłego człowieka, a tym bardziej wykonującego taki zawód. Przecież w jego przypadku, z etycznego punktu widzenia, takie zachowanie jest niedopuszczalne. W tych aktach znajdują się wszelkie dokumenty z powołania sądu, a także  te dotyczące moich chorób, które powodują u mnie czasowe zmiany wyglądu. Poza tym mam 50 lat. Jeśli robiłabym sobie jakieś operacje to powinnam być piękna, gładka z wielkimi oczami o ciekawym kolorze soczewek kontaktowych (śmiech)

- Nigdy nie chciałaś zrobić sobie operacji twarzy ?

Ostatnio o tym myślę. Skoro jestem taka okropna, to może w końcu coś powinnam sobie zrobić, żeby nie straszyć (śmiech). Jak się zdecyduję to pewnie udokumentuję to na moim profilu społecznościowym i biorąc pod uwagę ogólne zainteresowania tematem, będzie to hit sieci (śmiech). Tymczasem drażnię, tym, że wciąż zaprzeczam.

- A Ciebie nie drażni to, że portale plotkarskie bardziej interesują się twoją urodą niż działalnością charytatywną?

I to jak! Ale wiesz, ja się nie przyznaję, bo nie mam w tym temacie do czego. Publicznie, głośno i otwarcie zapytana o temat np.biustu natychmiast się przyznałam, że poprawiałam go i nie robiłam z tego tajemnicy. Wszystko jest dla ludzi. Premiera tej "sensacji" miała zresztą miejsce w VIVE!   

Ostatnio razem z Anną Dymną w telewizji opowiadałyśmy o działalności charytatywnej, i że to nie jest łatwe. A wiesz co napisał jeden z portali? Że Ewa Minge z narysowanymi brwiami opowiadała w telewizji o "trudnych przejściach". Cudzysłów przez nich użyty. To była pełna kpina z tematu, którym była budowa hospicjum. Tematu "trudnej "rozmowy nie podali, bo niechcący zareklamowaliby pozytywne postawy społeczne zamiast hejtu, w czym się specjalizują. Ręce mi opadły. Ich nie interesuje, że ktoś robi fajne rzeczy, pomaga innym, bo na tym nie zarobią. A mnie tak, bo media poza zarabianiem worków pieniędzy powinny mieć też jakąś misję, kształtować pozytywne postawy społeczne. A co do "narysowanych brwi" jak myślisz ile kobiet po chemioterapii to zabolało? Okrutne, bezmyślne bawienie się człowiekiem i jego emocjami. U mnie w fundacji wrzało. Sporo dziewczyn ma bowiem dorysowane brwi, a pomagam im pozbyć się kompleksów, żeby nie siedziały podczas chemioterapii w domu, bo wydaje im się, że są brzydkie.

- Walczysz z tymi portalami, z hejtem?

Nie. I wiem, że gdyby to się działo w Stanach Zjednoczonych to dzisiaj byłabym bardzo bogatą kobietą. Ale wierzę, że karma wraca. Za tymi portalami plotkarskimi stoją na szeregowych stanowiskach przeważnie bardzo młodzi ludzie, którzy poczuli władzę nośnego medium. I niestety bezkarność. Kiedyś dorosną, założą rodziny i ich dziecko przyjdzie zapłakane ze szkoły, bo je ktoś krzywdzi, hejtuje, poniża. Nie życzę nikomu, ale może się zdarzyć, że sami zachorują. Może dostrzegą, że za ich własnym bólem stoją oni sami. Póki co, hipoteza ich nie boli. Kiedyś zgłosili się do mnie bardzo znani prawnicy, którzy powiedzieli, że od dawna obserwują jak jestem nękana. Powiedzieli, że to co się dzieje to jest publiczny stalking sterowany przez jeden z portali, i że maja pomysł jak poprowadzić temat prawnie. Zastanawiałam się nad tym. Ale nauczona doświadczeniem polskiego sadownictwa odłożyłam temat na kiedyś. Sąd pierwszej instancji w sprawie przeciwko wspomnianemu już lekarzowi, stwierdził, że lekarz, który mnie publicznie obrażał nie mówił prawdy twierdząc, że przeszłam operacje plastyczne twarzy i go skazał, a sąd drugiej instancji uchylił wyrok, bo w Polsce jest wolność słowa. 

Kiedy zajmowałam się tylko modą, miałam to gdzieś. Ale teraz jak robię fajne rzeczy dla innych ludzi, którzy są najsłabsi, śmiertelnie chorzy, to naprawdę boli. Temat kompletnie nieistotny w moim przypadku (mój wygląd to moja sprawa, nie startuję przecież w wyborach miss) przykrywa duże sprawy, które robię. I nie chcę się chwalić. Chcę zarażać postawą społecznej odpowiedzialności za słabszych. Niestety wiecznie muszę tracić energię i czas, na odpieranie absurdalnych zarzutów 

- Dlaczego zajęłaś się działalnością charytatywną?

Dwa razy zdawałam na medycynę. Niewiele mi brakowało, żebym została lekarzem, ale trzeci raz już nie podeszłam do egzaminów. Doszłam do wniosku, że widocznie tak musi być. Poza tym, gdy miałam 20 lat zachorowała moja ukochana kuzynka, po niej lawinowo los podsuwał mi ciężko chorych ludzi do opieki, nauczyłam się jak pomagać ludziom w obliczu śmiertelnej choroby. Kiedy zachorowała moja mama przeszłam z nią cała drogę aż do chwili śmierci, dostrzegłam jeszcze więcej sensu w byciu blisko ludzi chorych. Zajmowałam się nimi. Udawało mi się często wyrywać ich z trudnej rzeczywistości jaką jest świadomość śmiertelnej choroby. Całe życie pomagałam, bo tak zostałam wychowana i tak wychowałam moich synów. Poza tym mam predyspozycje. Nie umiem na przykład śpiewać (śmiech), ale umiem pomóc chorym osobom znów cieszyć się życiem, wyciągnąć z depresji, spełnić marzenia, których nie zrealizowali jak byli zdrowi. Moja własna choroba była dla mnie punktem zwrotnym. Powiedziałam sobie, że jak wyzdrowieję, usystematyzuję to moje pomaganie i założę fundację. Tak powstał Dom Życie, który pomimo śmiertelnych wyroków podopiecznych, tętni życiem, śmiechem,radością i ogromną nadzieją, która często się spełnia.

- A Ty jakie masz marzenie?

Żeby udało mi się zbudować Dom Życie drugiego etapu, czyli po prostu hospicjum, w którym moi podopieczni, ci którym nie udaje się zostać po tej stronie lustra i muszą przejść na drugą stronę, będą mogli spokojnie odejść w warunkach godnych człowieka. I jestem na najlepszej drodze.

TAGI #Ewa Minge

Wideo

Nowa Škoda Fabia – doskonały design i udogodnienia z samochodów klasy wyższej!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Małgorzata i Radosław Majdanowie o tym, czego nauczyli się o sobie dzięki podróżom! Zobacz ich niezwykłe zdjęcia z Izraela!