Viva.pl

5 / 5
Copyright @Zuza Krajewska/LAF AM

Brałem role jak popadnie nie odczuwając radości grania,  cały czas byłem zmęczony albo na kacu albo się wstydziłem, że jestem na kacu.   

- W „Pokocie” zagrałeś już na trzeźwo?
Tak, już nie piłem i spotkanie z Agnieszką Holland też odbyło się na trzeźwo.

- Ale w „Sercu serduszku” Kolskiego byłeś pod wpływem?

Jeszcze bywałem, mimo to lubię ten film.

- Ja też, nawet jak grasz księdza. Jesteś świetnym aktorem. Uprawiasz aktorski płodozmian. Jako Gibon  też jesteś znakomity.

Dzięki  mojej trzeźwości mogę docenić  tę rolę. Bo kiedy się pije, to wszystko się rozmywa - umiejętność wyboru też. Alkohol działa jak rozpuszczalnik, twoja decyzyjność, błysk, poczucie piękna rozmywa się. Dlatego imałem się różnych terapii przez lata, aż trafiłem do doktora Woronowicza. To słynny buldog,  który niejednego alkoholika w pysk strzelił. Powiedział: albo chcesz się ratować albo zdychaj na ulicy. Kiedy pierwszy raz do niego trafiłem, ponad dziesięć lat  temu, wydał mi się chamski, bo alkoholicy  mają  poczucie wyższości i niższości w jednej sekundzie.  Albo czują się lepsi od innych albo dużo gorsi i tak tym poczuciem winy i wyższości się napełniają. Po dziesięciu latach trafiłem do niego, nie zmuszony zresztą przez nikogo, bo to musi być własna decyzja. Już wydał mi się inny, już był deską ratunkową.