• Elżbieta Pawełek / Viva!

Agata Młynarska i Sylwia Mor - Mów do mnie mamo

Agata Młynarska, Sylwia Mor
Fot. Krzysztof Opaliński

– Kiedy po raz pierwszy pomyślałaś o Agacie: „moja mama”?
Sylwia Mor:
  Nie pamiętam... Uważałam, że nie mam mamy. Ale kiedy byłam załamana, właśnie tak myślałam o Agacie. Że jednak jest ktoś, na kim mogę polegać.
Agata Młynarska:  Czułam, że Sylwia mnie potrzebuje, że szuka kontaktu, szuka miłości. Nigdy jednak nie próbowałam konkurować z jej matką. Matka jest jedna, choć mama Sylwii ją opuściła. Sylwia długo nie mogła jej wybaczyć. Ale myślę, że się to w końcu udało. Potrzebowała tego, żeby zamknąć pewien rozdział w życiu i być szczęśliwą.

– Ale kiedy trafia się do domu dziecka, trudno mówić o szczęściu?
Sylwia Mor:
  Pamiętam, że stało się to w pierwszy dzień wakacji w 1989 roku. Tata wyszedł do sklepu, jak przyjechała policja z panią z opieki społecznej i zabrali mnie z rodzeństwem. Miałam dziesięć lat.
Agata Młynarska:  Sylwia była najstarsza z dziesięciorga rodzeństwa, a ponieważ jej mama chorowała, obowiązek opieki nad dziećmi spadł na nią. Kiedy pogotowie opiekuńcze ich zabrało, nie chodziła do szkoły, bo zajmowała się domem.
Sylwia Mor:  Wszystko było na mojej głowie. Nie wiem nawet, skąd wziął się u mnie instynkt macierzyński, bo nikt nie nauczył mnie okazywania uczuć. Musiałam zająć się czteromiesięcznym bratem, kiedy mama zniknęła na rok z naszego życia. To się często zdarzało, że rodziła dzieci, po czym się ulatniała. I miała ciężką rękę, bo jak biła, zostawały siniaki na ciele.

– Wciąż masz do niej żal?
Sylwia Mor:
  Już nie. Myślę, że nigdy nie dorosła do bycia matką, być może dlatego, że miała problemy ze swoją psychiką. Naszym kołem ratunkowym okazał się dziadek, którego kochałam nad życie. Zawsze miał jakieś dziecko na kolanach. Wystarczyło, że go zabrakło na chwilę, a dochodziło do awantur. Kiedy wracałam ze szkoły, nie wiedziałam, co zastanę. Albo trwała libacja alkoholowa, albo oglądałam, jak ojciec leci za matką z siekierą. To były koszmary, przed którymi starałam się chronić rodzeństwo, uciekając razem
z nimi z domu.
Agata Młynarska:  Przy naszym którymś spotkaniu powiedziałam jej, że tak dalej nie da się żyć.
Sylwia Mor:  Ten stan rzeczy trwał bardzo długo. Odwróciły się role życiowe. Czułam się matką moich sióstr i braci, których bardzo kochałam. Uwolniłam się od tego uczucia dopiero niedawno dzięki terapii, na którą wysłała mnie Agata. Wciąż ich kocham, ale inaczej już na to patrzę.

– To było przeznaczenie czy przypadek, że skrzyżowały się Wasze drogi?
Agata Młynarska: 
Powiem tak: jeśli nawet przypadek, to dla mnie bardzo szczęśliwy. Widziałam wiele dzieci w domach dziecka. Sylwia miała jakieś światło, aurę, która z tłumu wychowanków wyróżniała ją spokojem. Zwróciłam uwagę na jej piękne oczy, które jak dwie latarnie cały czas były wpatrzone we mnie i tak mnie filtrowały, że nie mogłam od nich uciec. To był świetnie prowadzony dom dziecka w Pawłówce za Suwałkami, do którego pojechałam w 1997 roku w ramach akcji „I ty możesz zostać Świętym Mikołajem”, jaką robiłam dla telewizyjnej „Dwójki”. Potrzebowałam do teledysku dziecka, które napisze list do Świętego Mikołaja i poruszy serca. I Sylwia zagrała to oscarowo. Cała ekipa była w niej zakochana: „Boże, taka dziewczynka zrobiła nam program!”. Potem pytałam dzieciaki, co chciałyby dostać od Mikołaja. Jedno mówiło, że samochód, drugie, że lalkę, a Sylwia powiedziała: „A ja bym chciała odwiedzić w domu panią Agatę”.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>

Polub nas na FB
Może Cię również zainteresować:

Shia LaBeouf w szalonej podróży przez Stany. Nagrodzone w Cannes „American Honey” już w kinach!