Weronika Kostyra 19 maja 2017 15:15
1/6
Mateusz Damięcki, Viva! luty 2008
Copyright @Marek Straszewski
1/6

Mateusz Damięcki obchodzi dzisiaj 36. urodziny. Jako dziecko dla cu­kier­ków go­tów był oddalić się z pocz­ty z ob­cą ko­bie­tą. Miał wte­dy dwa i pół ro­ku. Ja­ko pię­cio­la­tek za­in­te­re­so­wał się kart­ka­mi wiel­ka­noc­ny­mi. „Kim jest ten fa­cet?”, spy­tał ma­mę. „To Je­zus”, wy­ja­śni­ła. „A kto go tak za­ła­twił?”, drą­żył. „Źli lu­dzie”, pa­dła odpowiedź. „Aha, już wiem ­– kow­bo­je!”. W wieku 20 lat, gdy jego kariera nabierała tempa, słuchał rosyjskiego rocka i czytał „Mistrza i Małgorzatę”. Jako dorosły człowiek kieruje się myślą Adama Mickiewicza: "Ludzie, każdy z was mógłby samotny, więziony, myślą i wiarą zwalać i podźwigać tony". Jako aktor jest kojarzony z urodą amanta i w 2007 roku zdobył tytuł Viva! Najpiękniejszy.

Mateusz Damięcki: To wyróżnienie sprawiło mi naprawdę wielką przyjemność. Miłe, że się podobam, i nie zamierzam teraz udawać, że nie ma to dla mnie znaczenia. Wiem, że mówią o mnie amant. Nie martwię się tym jednak wcale, mimo że doskonale rozumiem, że są role, których ze swoją powierzchownością nie zagram.

Jakie jest jego marzenie? Vivie! powiedział kiedyś, że chciałby po prostu… móc więcej. O czym jeszcze marzy?

Mateusz Damięcki: Ja marzę o spokojnym niespokoju. Chciałbym, żeby los nigdy nie przestał mnie zaskakiwać. Bo tylko wtedy ma się poczucie życia pełną piersią, kiedy dzieją się rzeczy, które nas ciągle doskonalą. Nie chciałbym, żeby zawsze było dobrze, bo wiem, że to utopijne. Wolałbym raczej taką sinusoidę i życie w przeświadczeniu, że żeby było dobrze, musi też być źle.

Życzymy wszystkiego najlepszego i przypominamy najpiękniejsze zdjęcia aktora oraz co mówił o miłości, przeszkodach w życiu i wyrzutach sumienia.

Polecamy: Pamiętacie laureatów rankingu VIVA! Najpiękniejsi? Był wśród nich Mateusz Damięcki.

2/6
Mateusz Damięcki, Viva! maj 2001
Copyright @Piotr Porębski
2/6

Uroda pomaga w życiu czy przeszkadza?
Mateusz Damięcki: Z tym pięknem fizycznym bywa różnie. Bo jeśli chodzi o rodzinę i przyjaciół, nie ma ono znaczenia. Wiadomo, że kochają nas za to, jacy jesteśmy, a nie za to, jak wyglądamy. Jednak w przypadku zawodu, który wykonujemy, wygląd ma ogromne znaczenie. Mam urodę amanta i wiem to. Bez sensu, gdybym się tym przejmował, choć doskonale rozumiem, że są role, których ze swoją powierzchownością nie będę mógł zagrać. Ale kiedy byłem młodszy i wiadomo już było, że zostanę aktorem, moja babcia lubiła mi powtarzać, żebym się cieszył, że tak wyglądam, bo przynajmniej będę musiał więcej pracować niż inni, udowodnić, że wygląd to nie wszystko. „Bądź dobrym aktorem”, mówiła mi. Sama była wielką aktorką i niedoścignionym dla mnie wzorem.


Poza urodą jego znak szczególny to… pie­przyk.
Mateusz Damięcki:
To już za­słu­ga bab­ci, któ­ra za­dba­ła o je­go roz­mia­ry. Bo ja go nie mia­łem od uro­dze­nia, po­ja­wił się do­pie­ro po 2­–3 mie­sią­cach i bab­cia za wszel­ką ce­nę chcia­ła go ze­trzeć. Ście­recz­ką, na mo­kro, na śli­nę... Wcie­ra­ła mi go w skó­rę, prze­ko­na­na, że się ubru­dzi­łem. No i wy­rósł ta­ki oka­za­ły. Kie­dyś ja­kiś le­karz ka­zał mi go usu­nąć, ob­ciąć... Nie­któ­rzy fo­to­gra­fo­wie wciąż chcą go za­tu­szo­wać. Zu­peł­nie te­go nie rozumiem. Ja sam za­wsze lu­bi­łem pa­trzeć na ko­bie­ty po­zba­wio­ne sztam­py i wy­po­sa­żo­ne na przy­kład w szpa­rę mię­dzy zę­ba­mi. Nie że­bym się za­raz za­ko­chi­wał, ale z miej­sca zwra­ca­łem na ta­ką dziew­czy­nę uwa­gę.

3/6
Mateusz Damięcki, Viva! luty 2008
Copyright @Marek Straszewski
3/6

Jak radzi sobie z przeszkodami?

Mateusz Damięcki: Mój agent powtarza zawsze, że co ma być, to będzie, i tyle. I sam nauczyłem się w życiu tym kierować. To jednak wcale nie znaczy, że nie należy nad sobą pracować, bo to jest chyba najważniejsze. I tak naprawdę to nauczyłem się tego, że w życiu nie mam złych i dobrych momentów, bo wszystko przeżywamy po coś i od nas zależy więcej, niż się sami spodziewamy. I teraz wszystkich bardzo przepraszam, ale muszę zacytować Mickiewicza i fragment „Dziadów”, który sobie często powtarzam: „Człowieku gdybyś wiedział jaka twoja władza, kiedy myśl w twojej głowie jako iskra w chmurze rozbłyśnie niewidzialna obłoki zgromadzą i tworzy deszcz rodzajny i gromy, i burze. Ludzie, każdy z Was mógłby samotny, więziony, myślą i wiarą zwalać i podźwigać tony”. Czy to nie jest piękne? Kiedy mam zły dzień i zaczynam narzekać na wszystko, co wokół, powtarzam sobie te słowa, które nasz wieszcz napisał w litewskim więzieniu i myślę sobie: „Przestań bluźnić”.

4/6
Mateusz Damięcki, Viva! luty 2008
Copyright @Marek Straszewski
4/6

W 2007 roku podzielił się refleksją na temat miłości.

Mateusz Damięcki: Chyba zdarzyło mi się w życiu mylić niepewność uczuć z miłością. A może właśnie mylę się, myśląc w ten sposób. Wydaje mi się, że to akurat powinno się wiedzieć na sto procent. Trzeba wiedzieć, czy się kocha, czy nie. Zatem wciąż się uczę. Bo, jak się okazało, nie opanowałem jeszcze tej dziedziny życia do perfekcji.  Pociesza mnie myśl, że mój dziad Dobiesław spłodził swego pierworodnego Damiana Damięckiego w wieku lat 43. Mój ojciec spłodził mnie, gdy miał lat 36. Nie pozostaje mi nic innego, jak wychodzić częściej z domu i spokojnie czekać.

 

Jak dziecko pisał nawet wiersze.

Ma­te­usz Da­mięc­ki: Ta­ka tam gra­fo­ma­nia, ale też praw­dzi­we uczu­cia, w pro­stej, szcze­rej for­mie. Mam ta­ki ze­szyt, pod­pi­sa­ny: „Wier­sze, Ma­te­usz Da­mięc­ki, 1991 rok”. 90 stron i... dwa utwo­ry. Pierw­szy, oko­licz­no­ścio­wy, za­de­dy­ko­wa­łem ma­mie, dru­gi to uko­cha­ny wiersz mo­jej sio­stry. Za każ­dym ra­zem, jak go do­ry­wa, ma za­pew­nio­ny hu­mor na kil­ka ty­go­dni. Wy­star­czy, że zo­ba­czy ten ze­szyt z da­le­ka i już ma mo­kre oczy, po pro­stu si­ka ze śmie­chu. Bie­rze go do rę­ki, otwie­ra z ta­kim na­masz­cze­niem, jak­by to by­ła Bi­blia i czy­ta:
„Ja to ja, / ty to ty, / ja i ty to my”.

 

Polecamy: "Nie ma co ukrywać, jesteśmy na siebie po prostu skazani". Znane rodzeństwa w "Vivie!"

5/6
Mateusz Damięcki, Viva! październik 2007
Copyright @Marek Straszewski
5/6

Co uważa za punkt zwrotny swojej kariery?

Mateusz Damięcki: A dla mnie najważniejszy był wyjazd do Rosji. Miałem wtedy 17 lat i dostałem rolę w wielkiej rosyjskiej produkcji. Zagrałem tam trochę przez przypadek. Któregoś dnia bardzo długo dzwonił telefon służbowy mamy. Byłem sam w domu i mimo że wiedziałem, że nie można mi było go odbierać, zrobiłem to. I usłyszałem, że następnego dnia mam przyjść na casting, bo do Polski przyjechał rosyjski reżyser, i że to dla mnie szansa. Powiedziałem mamie, że chcę pójść, i w efekcie kilka miesięcy później wyjechałem do Moskwy. I kiedy myślę o tamtej przygodzie, to przed oczami mam ogromny step. Stałem na nim ubrany w szubę szytą specjalnie dla mnie, w ręku trzymałem smycze 20 ujadających psów. Wyglądałem tak, jak przystało na carskiego żołnierza. I kiedy stałem tak na tym stepie, to w czterdziestostopniowym mrozie wysiadły wszystkie kamery. Po trzech miesiącach wróciłem do Polski zupełnie inny. Dorosłem, zmieniły mi się priorytety, inaczej zacząłem patrzeć na życie. Ta Rosja to była przygoda mego życia.

 

6/6
Mateusz Damięcki, Maciej Damięcki, Viva! styczeń 2006
Copyright @Piotr Porebsky/METALUNA
6/6

Czy ma czasami wyrzuty sumienia?

Mateusz Damięcki: Oj, od su­mie­nia to ja je­stem uza­leż­nio­ny! I za­wsze bę­dzie mi się ko­ja­rzy­ło z jed­nym. Pew­ne­go dnia pró­bo­wa­łem prze­te­sto­wać wy­ci­skacz do czosn­ku, ta­ki pla­sti­ko­wy, czer­wo­ny. Wy­ci­sną­łem czo­snek i na­gle, nie wie­dzieć cze­mu, po­czu­łem, że jest w tym coś złe­go. Jak we­szła ma­ma, zro­bi­łem się czer­wo­ny jak ten wy­ci­skacz i w ja­kimś opę­ta­niu wło­ży­łem na­rzę­dzie zbrod­ni do szaf­ki z na­czy­nia­mi. Po kil­ku go­dzi­nach ma­ma otwo­rzy­ła tę szaf­kę i ­– cóż ­– wszyst­kie ta­le­rze strasz­nie śmier­dzia­ły. Spy­ta­ła, kto to zro­bił, a w mo­jej gło­wie zaszła ja­kaś to­tal­na im­pli­ka­cja my­śli, od­czuć, emo­cji i... po­wie­dzia­łem, że to nie ja. Ma­tyl­da by­ła młod­sza. Nie przy­zna­ła się, pła­ka­ła, ale sta­nę­ło na tym, że to ona. A mnie przez pół­to­ra ro­ku, każ­de­go dnia przed pój­ściem spać, do­pa­da­ła myśl o mo­im wy­stęp­ku i za­wsze, kie­dy zro­bi­łem coś złe­go, wi­dzia­łem ten nie­szczę­sny czo­snek w czer­wo­nym wy­ci­ska­czu. Ta kom­bi­na­cja sta­ła się mo­im su­mie­niem. Aż nad­szedł ta­ki wie­czór ­– to by­ło chy­ba przed świę­ta­mi ­– kie­dy wszyst­ko sprzy­ja­ło wy­zna­niom i przy­zna­niom. Uro­czy­sty na­strój, ma­ma po­pi­ja­ła wi­no, ja do­sta­łem ja­kąś piąt­kę czy szóst­kę... No i prze­ła­ma­łem się, wy­rzu­ci­łem to z sie­bie. Poczu­łem się wte­dy jak anioł, sta­łem się no­wym czło­wie­kiem, sto ki­lo lżej­szym.

 

Polecamy: Pamiętacie laureatów rankingu VIVA! Najpiękniejsi? Był wśród nich Mateusz Damięcki.

Drogi Użytkowniku,
chcemy Cię lepiej poznać, żeby robić dla Ciebie jeszcze lepszy serwis!
Wystarczy kilka minut, by wypełnić naszą ankietę. Zapraszamy!

Wideo

Chris Pratt zachwyca w kolejnej części Jurassic World!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdą VIVY! jest Karolina Szostak. Zobacz, co jeszcze w nowym numerze!