Weronika Kostyra 23 maja 2017 11:15
1/7
Agnieszka Chylińska, Viva! marzec 2004
Copyright @Krzysztof Opaliński
1/7

Agnieszka Chylińska kończy dzisiaj 41 lat. Jak się zmieniała? Na początku kariery w zespole O.N.A. prowokowała tatuażami i ostrymi wypowiedziami, ale już wtedy miała swoją łagodną stronę – lubiła piec ciasta i płakała przy czytaniu „Anny Kareniny”. Jaka była kiedyś i czego o niej nie wiemy? Przypominamy jej zdjęcia z czasów, gdy jej wizerunek był bardziej mroczny, a wypowiedzi bardziej kontrowersyjne niż w programie „Mali giganci”. Kiedyś zapowiadała, że koło czter­dziest­ki zostanie profesorem nadzwyczajnym od rock and rol­la. Opowiedziała też o swoim wizerunku i o normalnym życiu…


W 2001 roku Piotr Najsztub zapytał ją o to czy zamierza wydorośleć…

Agnieszka Chylińska: Mam na­dzie­ję, że ni­gdy. Tak jest faj­nie.

Z okazji urodzin piosenkarki, przypominamy archiwalny wywiad.

Polecamy: Zrealizował marzenia, zagrał na wulkanie, oświadczył się na scenie. Wywiad z Grzechem Piotrowskim.

2/7
Agnieszka Chylińska, Viva! grudzień 2001
Copyright @Krzysztof Opaliński
2/7

– Bę­dziesz ku­rio­zal­na ja­ko 50­-lat­ka z tą oso­bo­wo­ścią.

 

Agnieszka Chylińska: Po­wiem ci jed­no. Ja gdzieś tam ma­rzę o do­mu, o dzie­ciach, ma­rzę o tym, że­by mo­je ży­cie do­brze się ułoży­ło. To ma­rzy Agniesz­ka, a ja­ko Chy­liń­ska mar­twię się tym, że jak bę­dę mieć dziec­ko, jak za­łożę ro­dzi­nę, to nie bę­dę mia­ła cza­su na ja­kieś sza­lo­ne ży­cie. Oczywi­ście wiem, że przy dziec­ku mo­je hor­mo­ny się prze­sta­wią i po­wiem so­bie: „Ja już sza­lo­ne­go ży­cia nie po­trze­bu­ję”.

To marzenie się spełniło, jest mamą trójki dzieci. Co jeszcze mówiła VIVIE! w wywiadach w 2001 i 2004 roku?


– Mó­wisz, że jest Agniesz­ka i jest Chy­liń­ska – to roz­dwo­je­nie jaź­ni. By­łaś z tym u le­ka­rza?
Agnieszka Chylińska:
Wia­do­mo, że by­cie na sce­nie, ca­ły ten za­wód jest ja­kąś tam kre­acją. Ja na­to­miast nie po­tra­fię roz­dzie­lić mo­je­go ży­cia pry­wat­ne­go od ży­cia pu­blicz­ne­go. Pod tym wzglę­dem je­stem żół­to­dzio­bem. Nie od­gry­wam Chy­liń­skiej, ja po pro­stu nią je­stem.
Zdzi­wił­byś się, jak nie umiem spro­stać nor­mal­ne­mu ży­ciu. Tak się za­an­gażo­wa­łam w to ży­cie w kre­sków­ce... Je­stem po­sta­cią z kre­sków­ki. Ma­ri­lyn Man­son, mój bóg, ma za­je­bi­ście, bo po kon­cer­cie od­jeż­dża swo­ją czar­ną li­mu­zy­ną i po­py­cha do swo­je­go zam­ku z zasie­ka­mi. Nikt nie wi­dzi, jak idzie z kot­kiem w lacz­kach al­bo wy­pro­wa­dza psa, że­by zro­bił si­ku. A mo­im pro­ble­mem jest to, że bę­dąc Chy­liń­ską, rów­nież je­stem Agnieszką, nor­mal­ną dziew­czy­ną, któ­ra idzie do skle­pu ku­pić coś na po­mi­do­ro­wą. A w tym mo­men­cie ludzie roz­li­cza­ją mnie z Chy­liń­skiej.

– To świat Cię wpy­cha w te dwie ro­le?
Agnieszka Chylińska:
Sa­ma się wpy­cham. Ja­ko Agniesz­ka nie ak­cep­tu­ję Chy­liń­skiej. I od­wrot­nie, ja­ko Chy­liń­ska nie ak­cep­tu­ję Agniesz­ki. To jest mój pro­blem.

– A może Cie­bie praw­dzi­wej po pro­stu jesz­cze nie ma?
Agnieszka Chylińska:
Je­stem na­praw­dę, ale dwo­ista. Wi­dzę, jak się za­cho­wu­ję, kie­dy nie ma ka­me­ry, nie ma włą­czo­ne­go ma­gne­to­fo­nu itd. Jed­ne­go dnia idę z ma­mą na za­ku­py, wy­wa­lę śmie­ci, po­ga­dam z ko­leżan­ka­mi o pie­lu­chach, chcę so­bie zro­bić dziec­ko. Już czu­ję, że chy­ba tu­taj je­stem so­bą. Po czym bu­dzę się ra­no i mó­wię so­bie: „Co? Ja­kie dziec­ko? Ja wy­lę­gar­nia? Daj so­bie spo­kój!” Te dwie fa­zy ze so­bą ry­wa­li­zu­ją. Tak sa­mo za­je­bi­ście czu­ję się – ja­ko Chy­liń­ska – na sce­nie, kie­dy 30 ty­się­cy lu­dzi śpie­wa mój tekst i tak sa­mo czu­ję się – ja­ko Agniesz­ka – z Krzyś­kiem w do­mu, oglą­da­jąc li­gę an­giel­ską w kap­ciach. Może rze­czy­wi­ście na­da­ję się do le­ka­rza.

– Trud­no jest żyć z ko­bie­tą, któ­ra tak się zmie­nia z go­dzi­ny na go­dzi­nę.
Agnieszka Chylińska:
Wiesz co, nie chcę ci do­wa­lać, ale chy­ba nie znasz ko­biet. Prze­cież wiesz, że cza­sem przyj­dzie tuż przed okre­sem i wkur­wio­na zro­bi ci awan­tu­rę. Dwa dni póź­niej, jak już z niej wszyst­ko zle­ci, to już jest anio­łem. Je­stem nie­wol­ni­cą swo­je­go cyklu, ni­gdy te­go nie mo­głam za­ak­cep­to­wać.

3/7
Agnieszka Chylińska, Viva! grudzień 2001
Copyright @Krzysztof Opaliński
3/7

Czy to, jaka jest naprawdę, kłóci się z jej wizerunkiem?

 

Agnieszka Chylińska: Lu­dzie w hi­per­mar­ke­cie mo­gą po­dejść do mnie, mó­wiąc, co chcą. Kie­dy po­ja­wi­ły się pierw­sze ata­ki – w 1997 ro­ku – strasz­nie chcia­łam uciec, ni­gdzie nie wy­cho­dzi­łam, ba­łam się. Ale po­tem zro­bi­łam so­bie zę­by, schu­dłam 15 ki­lo­gra­mów i pró­bo­wa­łam zmie­nić mój sto­su­nek do sie­bie. Zgo­dzi­łam się na­wet na se­sję dla „El­le”. Ład­na dziew­czy­na, faj­nie jest.
No i do­pie­ro się za­czę­ło. „Chy­liń­ska, ty masz być brzyd­ka, wa­lić kur­wa­mi, śmier­dzieć, bo my cię ta­kiej chce­my”. Wte­dy je­dy­ny raz sfo­to­gra­fo­wa­łam się z Krzyś­kiem w łóż­ku – on czy­ta hi­sto­rię Ir­lan­dii, a ja „Ku­bu­sia Pu­chat­ka”. I wy­szło na to, że je­stem nor­mal­na, pie­kę cia­sta i tak da­lej. To by­ło głu­pie.

 

– A pie­czesz?
Agnieszka Chylińska:
Ja­sne. Ale jak mam ocho­tę. Lu­bię go­to­wać dla ko­goś: ma­my, ta­ty, fa­ce­ta. Na pew­no nie je­stem ja­kąś su­pergo­spo­dy­nią, ale w kuch­ni nie najgor­szą. Na­to­miast wra­ca­jąc do nie­ra­dze­nia so­bie w ży­ciu – zda­łam so­bie spra­wę, że mu­szę być sa­mo­dziel­na. I wiesz co? Zaczę­łam mieć gdzieś to, co lu­dzie sobie o mnie my­ślą. Bo i tak nie zro­zu­mie­ją. Wi­dzą tyl­ko, że Chy­liń­ska ma dzia­ry i rzu­ca mię­sem. Nikt głębiej nie wni­ka.

 

– Ta­ki stwo­rzy­łaś so­bie ima­ge i ty­le.
Agnieszka Chylińska:
Z tym ima­ge to jak z każ­dą kreacją – do­brze, je­śli pod­kre­śla to, co w to­bie praw­dzi­we. Je­śli stwo­rzysz ko­goś zu­peł­nie in­ne­go, to kla­pa.

 

– Mo­gła­byś się jed­nak prze­brać w strój po­ko­jów­ki.
Agnieszka Chylińska:
Dłu­go bym w nim nie wy­trzy­ma­ła. Hi­po­te­tycz­nie mo­gę być mi­ła. Je­stem mi­ła… To oni pierw­si mnie gry­zą. Dzie­lę lu­dzi na głu­pich i mą­drych. Na złych i do­brych. Tak jak mu­zy­kę dzie­lę na dobrą i złą. I słucham mą­drzej­szych od sie­bie. Na pew­no nie sa­mo­zwań­czych kry­ty­ków mu­zycz­nych, któ­rzy naj­czę­ściej są nie­speł­nio­ny­mi mu­zy­ka­mi. Po­dob­nie jak kry­ty­cy li­te­rac­cy to niespeł­nie­ni pi­sa­rze. Ta­ki grafoman pi­sze nam na przy­kład o Pil­chu, że jest do ni­cze­go.

 

Polecamy też: Reni Jusis kończy 42 lata i wraca z nową płytą. A my wracamy do jej początków. Sesja sprzed lat!

4/7
Agnieszka Chylińska, Viva! grudzień 2001
Copyright @Krzysztof Opaliński
4/7

Czego o niej nie wiemy?


– Czy­tasz Pil­cha?
Agnieszka Chylińska
:
Prze­czy­ta­łam dwie je­go książ­ki. Pi­sze fan­ta­stycz­nie. Jest mi­strzem świa­ta, je­śli cho­dzi o przy­miot­ni­ki.

 

– O, je­steś na bieżą­co z li­te­ra­tu­rą!
Agnieszka Chylińska:
No i cze­mu się dzi­wisz? Uwiel­biam czy­tać. Za­wsze lu­bi­łam. W dzie­ciń­stwie „Ten ob­cy” Jur­gie­le­wi­czo­wej – za­je­bi­sta książ­ka. A „Lęk przed la­ta­niem” Eri­ki Jong – ge­nial­na. Ku­pi­łam so­bie jej naj­now­szą „Cze­go pra­gną ko­bie­ty” – zbiór fe­lie­to­nów. Po­wie­dzia­ła tam jed­ną bar­dzo mą­drą rzecz: „Mu­szę so­bie ja­koś wy­tłu­ma­czyć, że cią­gle się roz­wo­dzę. Chy­ba nie wy­ni­ka to z te­go, że cią­gle śle tra­fiam, tyl­ko że każ­dy czło­wiek jest nam da­ny na ja­kiś czas. Cho­ciaż więc chcia­ła­bym być z kimś do koń­ca swo­ich dni, wy­le­czy­łam się już z te­go, że je­stem z kimś na sta­łe. Nie ma na sta­łe. Nie ist­nie­je ta­kie po­jęcie”. I ja się z nią zga­dzam, bo to się ty­czy wszyst­kie­go – przy­jaź­ni, mi­ło­ści. A w chwi­lach ta­kie­go to­tal­ne­go doł­ka dwa ra­zy pod­cho­dzi­łam do „An­ny Ka­re­ni­ny”. I za nic nie mo­głam prze­brnąć. A te­raz przeczy­ta­łam ją jed­nym tchem.

 

– I pła­ka­łaś na koń­cu?
Agnieszka Chylińska:
Je­zu, jak ja pła­ka­łam, ale nie na koń­cu. Pła­ka­łam, jak Le­win do­stał ko­sza od Ka­tii.

 

– Nie be­cza­łaś, jak An­na rzu­ci­ła się pod po­ciąg?
Agnieszka Chylińska:
A skąd. Naj­pierw my­śla­łam, że ten Wroń­ski był dup­kiem. Ale on był w po­rząd­ku. To ona za­czę­ła so­bie ro­ić, że on ją zdra­dza.

 

– Zdra­da jest po­wo­dem do sa­mo­bój­stwa?
Agnieszka Chylińska:
Uro­jo­na nie. Ona po pro­stu cięż­ko zno­si­ła fakt, że śro­do­wi­sko jej nie ak­cep­tu­je. Wszyst­ko się w ży­ciu po­wta­rza. Flau­bert miał prze­chla­pa­ne, po­nie­waż opi­sał w „Pa­ni Bo­va­ry” hi­sto­rię mężat­ki, któ­ra w no­cy je­dzie rżnąć się z ko­chan­kiem. I wszy­scy mó­wią: „Skan­dal, skan­dal”. Do dziś to się nie zmie­ni­ło. Ja­kiś dzien­ni­karz py­ta mnie: „Czy ty też je­steś ta­ka eks­tre­mal­na w ży­ciu pry­wat­nym?” Co to zna­czy eks­tre­mal­na? Że gwał­cę 12-lat­ków?

 

Polecamy też: "Dziecko jest dla kobiety formą zmiany tożsamości". Ania Dąbrowska szczerze o macierzyństwie

5/7
Agnieszka Chylińska, Viva! grudzień 2001
Copyright @Krzysztof Opaliński
5/7

– Sta­niesz się kie­dyś oso­bą no­bli­wą?
Agnieszka Chylińska:
Nie wiem. Strasz­nie mnie de­ner­wu­je, że nie­któ­rzy pró­bu­ją te­raz je­chać na ta­kiej nucie: ko­bie­ta-po­twór. „A może kie­dyś za­łożysz ko­stiu­mik Cha­nel?”

 

– Za­łożysz kie­dyś ko­stium Cha­nel?
Agnieszka Chylińska:
Nie mam zie­lo­ne­go po­ję­cia. To dla mnie ża­den dra­mat, że jak za­łożę ten ko­stiu­mik, to mi się we łbie po­przew­ra­ca. To tyl­ko ciuch. Mo­gę być w ko­stiu­mie Cha­nel, ale on nie zmie­ni mo­ich poglądów. Wszyst­ko może mi się przy­da­rzyć. Jak mia­łam 25 lat, wy­da­wa­ło mi się, że wszyst­ko wiem. Jak mam 27 – wiem, że nie wiem ni­cze­go. Mam za­wód – ko­lej­ne pły­ty to jak­by ko­lej­ne la­ta stu­diów – to dla tych, co cią­gle py­ta­ją mnie o ma­tu­rę. Te­raz ro­bię ma­gi­ster­kę, a po­tem zro­bię dok­to­rat.

 

– W koń­cu zo­sta­niesz pro­fe­so­rem zwy­czaj­nym.
Agnieszka Chylińska:
Tak – od rock and rol­la.

 

– Tak ko­ło czter­dziest­ki?
Agnieszka Chylińska:
Cie­ka­we, jak to bę­dzie. Chy­ba prze­sta­łam się bać.

 

– Co naj­bar­dziej Ci się w so­bie po­do­ba?
Agnieszka Chylińska:
Upór, z ja­kim re­ali­zu­ję wszyst­kie swo­je spra­wy. I mo­je spoj­rze­nie, gdy się wku­rzę.

 

Polecamy też: Monika Brodka w VIVIE! mówiła: „Będę kiedyś kurą domową”. Teraz bierze ślub! Pamiętacie te zdjęcia?

 

6/7
Agnieszka Chylińska, Viva! marzec 2004
Copyright @Krzysztof Opaliński
6/7

– Jest coś ma­gicz­ne­go w Two­im ży­ciu?
Agnieszka Chylińska:
Ja­sne. Gra­nie. Sce­na. Nie za­po­mnę mo­je­go pierw­sze­go wy­stę­pu. Mia­łam wte­dy 16 lat i to by­ło coś, jak „mi­ni­play­back show”. W ma­łym gdań­skim klu­bi­ku na­śla­do­wa­ło się ar­ty­stę pod playback. Przy­szła ca­ła mo­ja kla­sa, oj­ciec też. Na­śla­do­wa­łam Fred­die’ego Mer­cu­ry, mia­łam ba­na­ny na gło­wie. Po raz pierw­szy sta­łam na sce­nie, a wszy­scy lu­dzie się na mnie pa­trzy­li... Ja z mo­ją nie­śmia­ło­ścią i zakomplek­sie­niem!


Ge­nial­ną rzecz po­wie­dzia­ła Ur­szu­la Du­dziak: „Jak po­ja­wia­łam się na sce­nie, a wie­dzia­łam, że nie je­stem najpięk­niej­sza pod słoń­cem, to nie mo­głam do­cze­kać się mo­men­tu, kie­dy już za­cznę śpie­wać. W tym momen­cie przy­naj­mniej po­ja­wia­ło się wy­tłu­ma­cze­nie za­gad­ki, co ta­ka brzy­du­la ro­bi na sce­nie”. I po­dob­nie by­ło na mo­im pierw­szym wy­stę­pie: sta­nę­łam i cze­ka­łam, aż pój­dzie play­back. Po­szedł i da­lej już nic nie by­ło waż­ne.
My­ślę, że po­dob­nie czu­ją mor­der­cy al­bo psy­cho­pa­ci, że są ni­kim. I na­gle się oka­zu­je, że jest dzie­dzi­na, w któ­rej czu­ją się do­brze. Ja za­czę­łam śpie­wać i do­brze mi tu­taj, nie wsty­dzę się ni­ko­go, pa­trzę lu­dziom w oczy, nie bo­ję się.

 

Polecamy: „Czarna pantera” zaprzedała duszę diabłu? Choć trudno w to uwierzyć - Naomi Campbell kończy 46 lat.

 

7/7
Agnieszka Chylińska, Viva! marzec 2004
Copyright @Krzysztof Opaliński
7/7

– O czym ma­rzysz dla sie­bie?
Agnieszka Chylińska:
On miał­by być też dla mnie! Dla sie­bie? Chcia­ła­bym się ja­koś do­ga­dać ze so­bą. Oczy­wi­ście przy tym ca­łym mio­ta­niu się wy­cho­dzi mnó­stwo faj­nych rze­czy, ale dla mnie – ja­ko ko­bie­ty – jest to strasz­nie mę­czą­ce. Mo­men­ta­mi nie­na­wi­dzę sie­bie. Ob­wi­niam się. Nie lu­bię. Nie od­zy­wam się do sie­bie. I nie chcę mieć ze so­bą nic wspól­ne­go.


Cza­sem ma­rzę o faj­nej sta­ro­ści. Sa­ma so­bie za­prze­czam, wiem, ale są ta­kie dni, kie­dy ma­rzy mi się, że nie je­stem już żad­ną tam Chy­liń­ską. Mam do­mek na wsi, je­stem z Kri­sem, ma­my ku­pę wnu­cząt, któ­re przy­jeż­dża­ją do nas na cha­tę. Ro­bię naj­lep­sze po­wi­dła, mako­wiec bab­ci Chy­liń­skiej jest mi­strzow­ski. Wszyst­kie dzie­cia­ki mnie ob­le­ga­ją, a ja tak so­bie z ni­mi sie­dzę i je­stem dla nich rów­nia­chą, nie ja­kimś re­pem. Ta­ką faj­ną, krzep­ką star­szą pa­nią z po­czu­ciem hu­mo­ru, któ­ra po­tra­fi ob­ró­cić na­wet kiep­ski mo­ment w za­baw­ny, któ­ra ni­gdy się nie przy­zna do te­go, że to­czy ją rak.

 

– Ma­rzysz o bo­gac­twie?
Agnieszka Chylińska:
Nie mam sza­cun­ku do pie­nię­dzy. U mnie w do­mu nie by­ło kul­tu pie­nią­dza. Kie­dy pie­nią­dze się po­ja­wi­ły, to nie wie­dzia­łam, co z ni­mi ro­bić. Pa­mię­tam, wy­ko­na­łam ta­ką ki­chę, kie­dy za­ro­bi­łam 15 ba­niek. 15 ba­niek – by­łam jesz­cze na utrzy­ma­niu ro­dzi­ców – to by­ła ku­pa ka­sy. Do­sta­łam te pie­nią­dze w War­sza­wie. Po­le­cia­łam do skle­pów Cen­trum, za­leża­ło mi na tym, że­by wejść do mar­ko­we­go skle­pu. We­szłam do te­go skle­pu, w swo­im sty­lu: T­-shirt, garb, krzy­we spoj­rze­nie. I ba­ba na mnie się spoj­rza­ła i mó­wi: „Pa­ni jest pew­na, że pa­ni chce coś tu­taj ku­pić?” Je­zus, kie­dy ona to po­wie­dzia­ła, to ja pra­wie ca­łe te 15 ba­niek tam zo­sta­wi­łam. Że­by jej udo­wod­nić. Bez sen­su. Przy­szłam do po­ko­ju ho­te­lo­we­go i pa­trzę, co ku­pi­łam: bu­ty na ob­ca­sie, któ­rych ni­gdy nie za­łoży­łam, la­kie­ro­wa­ne; wstręt­ną, kosz­mar­ną gra­na­to­wą spód­ni­cę z ak­sa­mi­tu – nie do no­sze­nia.


Te­raz lu­bię cza­sem so­bie za­sza­leć, ale ina­czej. Fun­du­ję so­bie ta­ką „jaz­dę”: wy­naj­mu­je­my z przy­ja­ciół­ka­mi li­mu­zy­nę i jeź­dzi­my so­bie po ca­łym Gdań­sku. Jak­bym chcia­ła po­czuć się jak Ma­don­na w te­le­dy­sku „Mu­sic”. Obok mnie sie­dzą dwie du­py, mo­je naj­lep­sze kumpe­le, jest szam­pan. Kie­row­ca jest za­przy­jaź­nio­ny, więc to nie jest ta­kie dro­gie. Jeź­dzi­my so­bie tak po ca­łym mie­ście. Ale to są ra­czej ta­kie ja­ja, a nie sza­sta­nie ka­są.
 

Polecamy też: „Pociąga mnie normalność” - mówi Margaret. Ale patrząc na te zdjęcia trudno w to uwierzyć!

 

 

Drogi Użytkowniku,
chcemy Cię lepiej poznać, żeby robić dla Ciebie jeszcze lepszy serwis!
Wystarczy kilka minut, by wypełnić naszą ankietę. Zapraszamy!

Wideo

Chris Pratt zachwyca w kolejnej części Jurassic World!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdą VIVY! jest Karolina Szostak. Zobacz, co jeszcze w nowym numerze!