O NIEJ JEST GŁOŚNO

Tammy Duckworth straciła obie nogi. Jest pierwszą kobietą senatorem z niepełnosprawnością

Poznaj jej niezwykłą historię!

Olga Figaszewska 25 listopada 2018 19:55

„Chcę latać. Będę latać”, mówiła obecna senator stanu Illinois, Ladda Tammy Duckworth w 2005 roku, kilkanaście miesięcy po tym, jak straciła obie nogi w zestrzelonym śmigłowcu. Wtedy wydawało się, że powrót do służby wojskowej w Iraku to szczyt jej marzeń. Od tego czasu zdobyła jeszcze wiele szczytów, o których wtedy nawet nie marzyła. O Tammy Duckworth pisała Katarzyna Sielicka.

Jest senatorem ze stanu Illinois, matką dwóch córek, pierwszą senator, która urodziła dziecko w trakcie pełnienia urzędu, pierwszą kobietą z niepełnosprawnością, która zasiadła w amerykańskim Senacie, pierwszą weteranką, która straciła obie nogi… lista „palm pierwszeństwa” Tammy Duckworth jest bardzo długa. A ona nie spoczywa na laurach. Ma 50 lat i jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia.

Podłoga z pleksiglasu

Jest późne popołudnie, 12 listopada 2004 roku załoga śmigłowca Blackhawk wraca do bazy pod Bagdadem. Maszynę pilotuje 36-letnia Tammy Duckworth. Misja przebiegła spokojnie, Tammy jest w świetnym humorze, myśli o zbliżających się świętach, od celu dzieli ją zaledwie 10 minut lotu. Podłoga w kabinie wykonana jest z pleksiglasu. Przezroczysta, żeby piloci widzieli, co jest pod nimi. Nagle pleksi pod nogami Tammy rozpryskuje się. Na wysokości jej kolan eksploduje wielka kula ognia. Wystrzelony przez Irakijczyków z ręcznego granatnika przeciwpancernego pocisk trafił w cel.

Do Tammy dociera, że stało się coś złego. Próbuje odczytać wskazania przyrządów, ale zegary są czarne. W głowie kołacze jej się jedna myśl – dolecieć i wylądować. Wylądować. Za wszelką cenę. Miota się, ale nie jest w stanie opanować maszyny. „Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w podłodze nie ma już pedałów. A ja nie mam stóp”, powie rok później w telewizyjnym wywiadzie. Kątem oka dostrzega drugiego pilota, który mocuje się ze sterami. Ma ręce, obie i sprawne.

Może sterować. To ją uspokaja. Ostatnim widokiem, jaki zapamiętuje, jest wysoka zielona trawa, do której zbliża się helikopter. O niej pomyśli najpierw, gdy po dziewięciu dniach obudzi się w szpitalu. Nie ma pojęcia, jak ciężko jest ranna. Cudem przeżywa, ale nie uważa siebie za bohaterkę. Bohater to dla niej ten chłopak, który wyciągnął ją z wraku, choć był pewien, że wyciąga trupa. Uratowało ją to, że byli tak blisko Bagdadu. Trafiła na stół operacyjny w ciągu tak zwanej złotej godziny, dostała od losu dokładnie tyle czasu, by można było ocalić jej życie. Ale straciła sprawność.

Jedna noga musi być amputowana na wysokości biodra. Druga poniżej kolana. W fatalnym stanie znajduje się prawe ramię ze strzaskaną kością i zerwaną tkanką. Lekarze wykonują skomplikowany przeszczep. „To właściwie jest mój brzuch”, opowiada Tammy, pokazując pozszywane ciało powyżej łokcia. Może ruszać ręką, choć nie jest w stanie obrócić dłoni. Najpierw musi spędzić wiele miesięcy w największym wojskowym szpitalu w Stanach Zjednoczonych, Walter Reed’s. Wieść o pierwszej kobiecie z odjętymi obiema nogami szybko obiega świat. Tammy jest sławna, zostaje awansowana na majora.

Kwiaty przy drodze

Wojsko było jej przeznaczeniem. Urodziła się w Bangkoku jako córka Amerykanina Franklina Duckwortha i Lamai Sompornpairin, Tajki chińskiego pochodzenia. Rodzinne korzenie jej ojca sięgały amerykańskiej wojny o wyzwolenie, jego ciotka, u której w dzieciństwie spędzał letnie miesiące, była oficerem i sanitariuszką podczas II wojny światowej. Franklin pracował dla Organizacji Narodów Zjednoczonych, pomagał uchodźcom i wciąż razem z żoną i dwójką dzieci przenosił się z miejsca na miejsce. „Po wojnie w Wietnamie ludzie, widząc Amerykankę azjatyckiego pochodzenia, od razu zakładali, że to dziecko amerykańskiego żołnierza i prostytutki. Jakie to szczęście, że moi rodzice byli małżeństwem i że miałam amerykański paszport! Widziałam dzieci grzebiące w śmietnikach, robiące wszystko, by przeżyć, tylko dlatego, że były odrzucone”, mówiła w wywiadzie dla amerykańskiego „Vogue’a”.  

Gdy Tammy miała 16 lat, osiedli na Hawajach, do tego czasu zwiedzili sporą część Azji Południowo-wschodniej, a Tammy nauczyła się biegle mówić po tajsku i indonezyjsku. Hawaje nie okazały się rajem dla rodziny Duckworthów. Franklin nie mógł znaleźć pracy, byli zmuszeni korzystać z pomocy społecznej. Tammy sprzedawała kwiaty przy drodze, chwytała się nawet najgorzej płatnych prac, żeby dorobić. „Najciężej pracowałam, gdy byliśmy najbiedniejsi”, wspominała te lata. „Czułam, że jeśli my znaleźliśmy się w takim położeniu, każdego może to spotkać”. Ten czas ją ukształtował.

Chciała się uczyć. Skończyła stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie George’a Washingtona. Wstąpiła do Korpusu Oficerów Rezerwy, szkoliła się na pilota śmigłowca – to jedna z formacji, w której mogą służyć kobiety. Któregoś dnia podczas rozmowy jej uwagę zwrócił młody oficer, Bryan Bowslbey. Okropnie ją zdenerwował, bo źle wypowiadał się o kobietach w wojsku. Bryan przepraszał, Tammy zmiękła i od tego czasu są nierozłączni. W 1993 roku wzięli ślub. Oboje poświęcają się służbie. Wtedy jeszcze Tammy nie myśli o dzieciach, bo to oznaczałoby uziemienie. A ona tak kocha latać!

Nie wierzcie politykom

Po wypadku, kiedy jeszcze jest w szpitalu, nie planuje rezygnacji ze służby. Chce jak najszybciej wrócić do Iraku. Ma najlepszą opiekę, kilka par protez do różnych celów – inne do chodzenia, inne na basen. W Walter Reed’s jest wielu ciężko rannych weteranów. To też ulubione miejsce odwiedzin polityków. Jak pisze „Vogue”, pacjenci nazywają je czasem „ogrodem zoologicznym”, bo kongresmeni i senatorowie uwielbiają robić sobie zdjęcia przy łóżkach bohaterów z Iraku.

Tammy nie wierzy politykom. Nie przyjmuje nawet sekretarza obrony w administracji prezydenta Busha, Donalda Rumsfelda. Przekonuje ją do siebie dopiero senator z Partii Demokratycznej, Dick Durbin, który szuka w szpitalu kogoś, kto pomoże mu zbierać informacje na temat rannych weteranów. Tammy zgłasza się i potem jeszcze wiele razy prosi Durbina o pomoc. Nie dla siebie, tylko dla innych żołnierzy, którzy po powrocie z wojny nie są w stanie odnaleźć się w zwykłym życiu. Stopniowo coraz bardziej angażuje się w ich sprawy.

„Byłem po wrażeniem. Okazało się, że ona została ranna zaledwie 12 tygodni temu! Nie mogłem uwierzyć, jak bardzo pozytywnie podchodzi do wszystkiego”, mówił o niej senator. W 2006 roku proponuje Tammy, by kandydowała do Kongresu. „Muszę to tylko skonsultować z mężem”, mówi Tammy. Potem z pasją angażuje się w kampanię, ale przegrywa zaledwie o dwa procent głosów. Szef jej sztabu wyborczego skarży się później, że była zbyt uparta – nie chciała się przyjaźnić ze sponsorami i robić konferencji z załogą śmigłowca, z którą została zestrzelona. Czy była rozczarowana? „Tak, ale to stało się zaledwie kilka dni po moim Alive Day – rocznicy zestrzelenia.

To mi dało inną perspektywę. Jak mogę się martwić przegranymi wyborami, skoro wygrałam życie!”, opowiadała w wywiadzie. Alive Day świętuje zawsze w towarzystwie swojej załogi i ratowników. „Pytam ich: »Czy już zawsze będę musiała wam stawiać drinki tylko dlatego, że uratowaliście mi życie?«”. W pomaganiu weteranom odnajduje nową pasję. Zostaje dyrektorem Departamentu do spraw Weteranów stanu Illinois, trzy lata później prezydent Barack Obama mianuje ją asystentką sekretarza do spraw weteranów w swojej administracji. Polityka wciąga ją na dobre. W 2013 dostaje się do Izby Reprezentantów, od 2017 zasiada w Senacie.

Walka o dziecko

Tammy wygrywa wybory i potyczki z politycznymi przeciwnikami. Ale najcięższej walki nie udaje jej się wygrać. Przez długie lata – mimo wszelkich starań – nie zachodzi w ciążę. Idzie po pomoc do lekarki w Departamencie do spraw Weteranów, którym sama kieruje. Ale terapia nie przynosi efektów. Lekarka podejrzewa, że podczas pobytu w szpitalu Tammy była za często prześwietlana, promieniowanie zaszkodziło jej płodności. Po ośmiu latach leczenia usłyszy, że jest po prostu za stara. To był dla niej cios. Ma 47 lat, jest w świetnej formie, trenuje, jeździ w maratonach na specjalnym „leżącym” rowerze. Zmienia lekarza. Okazało się, że lekarka, która dotąd zajmowała się Tammy, pracuje też w katolickiej organizacji. Nie akceptuje zapłodnienia poza ciałem, a jedyną szansą dla Tammy jest in vitro.

„Do dziś mnie trapi to, że nie powiedziała mi: »Musisz iść do innej placówki«”, mówiła Tammy w „Vogue’u”.
Abigail rodzi się w 2016 roku. Po 18 miesiącach koniecznej przerwy Tammy zachodzi w ciążę po raz drugi. „Teraz mogę powiedzieć, że nasza rodzina jest pełna”, odnotowuje z zadowoleniem.

W kwietniu 2018 jej zdjęcia po raz kolejny obiegły amerykańską prasę. W poniedziałek, dziewiątego,  w szpitalu w Arlington w Virginii na świat przyszła jej druga córka Maile. Tammy napisała na Twitterze, że dziękuje za wsparcie rodzinie i przyjaciołom. I że myśli o powrocie do pracy. Zbliżało się ważne głosowanie – Senat miał zatwierdzić prezydenckiego kandydata na szefa NASA. Musiała tam być. Gdy na Twitterze pisała, że Maile nie złamie dress code’u i nie pojawi się w Senacie w swetrze, i zastanawiała się, co Senat sądzi na temat śpioszków, ciągle chyba nikt nie brał jej poważnie. 19 kwietnia pojawiła się na korytarzach amerykańskiego Senatu na wózku, uśmiechnięta. Do piersi tuliła szczelnie owiniętą w kocyk 10-dniową Maile. Dzień wcześniej dzięki jej staraniom senatorowie uchwalili prawo zezwalające dzieciom poniżej jednego roku życia przebywanie na terenie Senatu podczas głosowań.

„Najwyższy czas, do cholery!”, powiedziała, gdy spytano ją, czy cieszy się z uchwalonego prawa. W swoim gabinecie w Senacie stawia łóżeczko dla Maile. Małą opiekuje się niania. Na wyposażeniu biura znalazł się laktator – Tammy karmi piersią. Po skończonej pracy biegnie do domu ugotować obiad, bo, jak mówi, „Gdyby Bryan miał gotować, codziennie jedliby tacos”. Maile została już senacką „celebrytką”. „Jak się ma malutka?”, zagadują Tammy w windzie nawet przeciwnicy polityczni. Tammy nie widzi w tym niczego nadzwyczajnego: „Mężczyźni od zawsze miewali dzieci podczas pełnienia urzędu, nie wierzę, że to trwało aż do 2018 roku – mam tu na myśli nierówność, która panuje w naszym kraju. Mam nadzieję, że będzie coraz więcej kobiet w polityce. Byłoby miło mieć tu towarzystwo!”.


Tekst KATARZYNA SIELICKA ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Krystyna Janda opowiada o tym, jak nie poddać się losowi i robić to, co się kocha