KULTURA

Powieści pełne seksu. Osiem nowości na zimowe wieczory!

Przeczytaj gorące fragmenty!

Roman Praszyński 16 stycznia 2019 12:29
książki erotyczne
Fot. mat. pras.

Lubimy seks. Lubimy też czytać o seksie. W piątce nominowanej do nagród Bestsellery Empiku 2018 znalazła się powieść Blanki Lipińskiej 365 dni o seksualnych przygodach Polki w szponach sycylijskiej mafii. Fragment tej powieści przyrównywanej do Pięćdziesięciu twarzy Greya możesz przeczytać poniżej. A także gorące fragmenty siedmiu innych erotycznych nowości.

365 dni. Blanka Lipińska.
Fot. mat. pras.

365 dni. Blanka Lipińska.

Powieść nominowana do bestsellerów empiku.

Laura zostaje porwana na Sycylii przez mafiosa. Musi się w nim zakochać, aby ocalić swoich bliskich. Seks, przemoc, sceny romantyczne. "Ojciec chrzestny" w połączeniu z "Pięćdziesięcioma twarzami Greya".

Fragment:

„- Signora - zwróciła się do mnie ekspedientka i przyjaznym gestem zaprosiła do przymierzalni.
Kiedy weszłam do boksu, ujrzałam sporą kupkę przygotowanych kostiumów kąpielowych i kompletów bielizny.
- Nie musi pani przymierzać wszystkiego. Proszę tylko założyć jeden komplet, bym miała pewność, że rozmiar, który dla pani wybrałam, jest odpowiedni – powiedziała ekspedientka i zniknęła, zasuwając za sobą różową ciężką kotarę.

Na cóż mi tyle majtek? Chyba przez całe życie tyle nie miałam. Przede mną na fotelu leżała góra kolorowych tkanin, głównie koronek. Wychyliłam się zza zasłony i zapytałam:

- Kto wybierał to wszystko?

Na mój widok zerwała się na równe nogi i podeszła bliżej.
- Don Massimo kazał przygotować dokładnie te modele z naszego katalogu.
- Rozumiem - odparłam i schowałam się za kotarą.
Wertując stertę, zauważyłam pewną prawidłowość: koronki, cienkie koronki, grube koronki, koronki... no i może trochę bawełny. Cudownie i bardzo wygodnie, zaburczałam ironicznie. Wybrałam czerwony komplet z koronki połączonej z jedwabiem i zaczęłam powoli zdejmować sukienkę, by mieć już te przymiarki z głowy. Delikatny stanik pasował idealnie na moje niewielki piersi. Odkryłam z zaciekawieniem, że mimo iż nie była to wersja push up, mój biust wyglądał w nim naprawdę kusząco. Schyliłam się i przeciągnęłam przez nogi koronkowe półstringi. Gdy wyprostowałam się, i spojrzałam w lustro zobaczyłam stojącego za mną Massima. Był oparty o ścianę przymierzalni, trzymał ręce w kieszeniach i lustrował mnie wzrokiem od góry do dołu. Odwróciłam się do niego, piorunując go gniewnym spojrzeniem.
- Co ty .... - zdążyłam wydusić z siebie, nim złapał mnie za szyję i przycisnął do lustra.
Przywarł do mnie całym ciałem i delikatnie przesuwał kuk po moich wargach. Byłam jak sparaliżowana, jego napięte ciało blokowało każdy mój ruch. Przestał się bawić moimi ustami i przeciągnął rękę z powrotem na szyję. Uścisk nie był mocny, nie musiał być, miał mi tylko pokazać jego dominację.
- Nie ruszaj się - powiedział, przeszywając mnie na wylot lodowatym, dzikim wzrokiem. Popatrzył w dół i cicho jęknął. - Ładnie wyglądasz - wysyczał przez zęby. - Ale nie możesz tego nosić, jeszcze nie teraz.

Słowo „nie możesz” w jego ustach było jak zachęta, jak prowokacja, by zrobić dokładnie odwrotnie. Oderwałam pośladki od zimnego lustra i zaczęłam pomału stawiać pierwszy krok. Massimo nie oponował, odsuwał się w rytmie, w którym szłam, cały czas trzymając mnie na odległość zaciśniętej na mojej szyi dłoni. Kiedy byłam pewna, że jestem tak daleko od lustra, że widzi mnie całą, popatrzyłam na niego. Tak jak przypuszczałam, jego wzrok wbity był w moje odbicie. Oglądał swoją zdobycz, a ja widziałam, jak jego spodnie stają się zbyt ciasne. Głośno oddychał, a jego klatka piersiowa unosiła się w coraz szybszym tempie.
- Massimo – powiedziałam cicho.
Oderwał wzrok od moich pośladków i spojrzał mi w oczy.
- Wyjdź albo gwarantuję ci, że widzisz to po raz pierwszy i ostatni - zawarczałam, usiłując zrobić groźną minę.
Czarny uśmiechnął się, traktując moje słowa jak wyzwanie. Jego dłoń mocniej się zacisnęła na mojej szyi. Oczy zapłonęły mu gniewnym pożądaniem, zrobił krok do przodu, później kolejny i znowu przywarłam ciałem do zimnego lustra. Wtedy puścił moją szyję i spokojnym tonem powiedział:

- Ja wybrałem to wszystko, i ja zadecyduję, kiedy to zobaczę - po czym wyszedł.

Stałam tam jeszcze przez chwilę, wściekła i zadowolona jednocześnie. Powoli zaczęłam rozumieć zasady tej gry i poznawałam czułe punkty przewnika.

Kiedy założyłam sukienkę, złość nadal buzowała we mnie. Zgarnęłam przygotowaną górę bielizny i pewnym krokiem wyszłam z nią z przymierzalni. Ekspedientka zerwała się, ale minęłam ją obojętnie. Na kanapie zobaczyłam siedzącego Massimo. Podeszłam i cisnęłam w niego wszystkim, co miałam w rękach.

- Wybrałeś sobie, to proszę!!! Wszystko jest twoje - wrzasnęłam i wybiegłam ze sklepu.

Piorun. Angel Payne.

Piorun. Angel Payne.

Ulice Los Angeles nie są miejscem bezpiecznym. Rabunki, pobicia i gwałty to w tym mieście codzienność. Jednak od pewnego czasu mieszkańcy metropolii zyskali potężnego obrońcę. Piorun posiada zdolności, których pozazdrościć może mu niejeden mężczyzna, a przy tym jest nieziemsko zbudowany i seksowny jak sam diabeł. Angel Payne zabiera czytelniczki w świat rodem z wyobraźni Marvela. Emmie Crist, która pracuje na nocną zmianę w jednym z ekskluzywnych hoteli w Los Ageles, rozpoznała Pioruna... w swoim szefie!

Fragment:

„Żadne słowa nie są w stanie go opisać. Nawet połączone z trudem spełniają swoją rolę.

Reece Richards całkowicie wymyka się moim oczekiwaniom. I staje się uosobieniem moich lęków.

Nie chodzi wyłącznie o fizyczność, ale – wow! – możemy od niej zacząć. Jest w nim wszystko, co pamiętam z kolorowych okładek: szare, głęboko osadzone oczy, tęczówki niemal czarne, męski rzymski nos i wydatne eleganckie usta. Aksamitne wargi nad ostrym podbródkiem; ciekawe, czy staje się kuszący, gdy zaciska szczęki? O jego włosach nie warto nawet wspominać. Bo tak, nawet jego włosy są warte uwagi. Wiem to, bo niezależnie od okoliczności zawsze musiałam spojrzeć po raz drugi na jego zdjęcie. Z powodu tych ciemnobrązowych fal.

Ale tak jak powiedziałam – to dopiero początek.

Jego piękno – naprawdę nie da się tego inaczej nazwać – to zaledwie niewielki odprysk tego, co czuję, gdy na niego patrzę. Doświadczam go. Czy powietrze buzuje? Czy każdy oddech próbuje rozerwać mi płuca? Czy moje zakończenia nerwowe nastawiły się na wyższą częstotliwość?

Obecność. Aura. Tajemnica.

Wszystkie te słowa już słyszałam. I wydawało mi się, że je rozumiem.

Aż do teraz.

To wszystko sprawia, że zaczynam pragnąć. I boję się tych pragnień. Muszę walczyć z wizjami tego, jak by to było: skoczyć na niego, otoczyć udami jego umięśnione biodra i wpasować się każdym milimetrem złaknionej szczeliny na jego nabrzmiałe...

– Pani Jain. Dobry wieczór.

Wita się z Neetą, a następnie z chłopakami, głosem tak potężnym i łagodnym zarazem, jak oceaniczna fala obmywająca brzeg.

Jego głos. Od razu pogłębiający i wzmagający moje fantazje. Teraz, gdy rzucam się na niego w myślach, mruczy mi do ucha. Mówi sprośne, zmysłowe rzeczy. Rzeczy, o robieniu których nie myślałam od bardzo dawna”.

Los. Audrey Carlan.
Fot. mat. pras.

Los. Audrey Carlan.

Głównymi bohaterami są projektantka Kathleen oraz zamożny biznesmen Carson.

Kathleen w trzeciej części trylogii namiętności pt. „Dusza” uległa rozległemu poparzeniu podczas pożaru wywołanego przez niebezpiecznego stalkera jej przyjaciółki.

Oszpecenie ciała spowodowało traumę i depresję i doprowadziło do tego, że dziewczyna odrzuciła miłość swego życia - Carsona.

Zrobiła to dla jego dobra, bo uważała, że zasługuje na normalne życie, a nie egzystencję z okaleczoną kobietą.

Po dwóch latach ich drogi znowu się przecinają i oboje zdają sobie sprawę, że nie potrafią beż siebie żyć. Odnawiają swój pełen żaru romans i rzucają się w wir namiętności.

Mężczyzna niezmiennie zauroczony jest piękną Kat i nie zauważa niedoskonałości jej ciała. Postanawia, że nic nie stanie już na przeszkodzie ich miłości.

Jednak los płata im figla - okazuje się, że Carson zrozpaczony po rozstaniu z ukochaną podczas upojnej, zaprawionej alkoholem nocy, którą spędził z przygodną kobietą, został ojcem.

Ponowne, równie przypadkowe spotkanie z barmanką sprawia mu niemiłą niespodziankę...

Odpowiedzialność każe mu zająć się córeczką, o której istnieniu dotąd nie wiedział. Próbuje walczyć o ukochaną Kat i małą Corę - nie jest to jednak łatwe, bo matka Cory Misty ma własne plany wobec mężczyzny.

Fragment I:

Carson podnosi się gwałtownie i przyciąga mnie do siebie. Piersiami przywieram do jego potężnego torsu. Nasze biodra się stykają i czuję, jak jego penis pęcznieje, rośnie między nami. Carson bez słowa wsuwa mi palce we włosy, drugą ręką obejmuje mnie za pupę i podnosi, tak że teraz naprawdę czuję każdy centymetr twardej jak skała męskości. Dobrze jest wiedzieć, że robię na nim takie samo wrażenie, jak on na mnie.

Wszystkie myśli nagle znikają, kiedy jego miękkie usta zbliżają się do moich i jestem stracona. Porwana przez huragan, który we mnie szaleje. Gdy Carson przyciska wargi do moich, czuję na nich ciężkie czerwone wino, które piliśmy do kolacji, i jego wyjątkowy smak. Chwytam go za włosy i przyciągam ku sobie, zmuszając, by sięgnął głębiej. Więcej. Po prostu więcej. Jego język jest niestrudzony, smakuje wszystko. Jestem równie zachłanna, ssę i liżę z jednakowym zapałem. Carson odrywa się ode mnie, by zaczerpnąć powietrza, a potem opuszcza głowę w zagłębienie mojej szyi i przesuwa po niej językiem. Przebiega mnie dreszcz i zaciskam nogi, jęcząc z rozkoszy, którą daje jego prosta czynność.

– Nigdy nie przestanę być tobą zauroczony, Kathleen. Nawet za milion lat. Teraz czas, żebym to udowodnił. – Przygryza skórę mojej szyi.

Krzyczę z mieszaniny rozkoszy i bólu, której tak długo było mi brak.

Szybkim ruchem oplatam Carsona nogami w pasie. Robi kilka kroków w stronę kanapy i sadza mnie na oparciu. Wciskam pięty w jego pośladki, napierając na nabrzmiały członek.

Fragment II:

– Skarbie, dotknij mnie. Proszę, dotknij. Pragnę twoich rąk na sobie – wyznaję w chwili prawdziwej, szczerej słabości. Ale tak jak dawniej, nie mam powodu czuć się słaby. Kat instynktownie wie, czego potrzebuję, bo pragnie tego samego.

Sięga zdrową ręką i rozpina guzik w moich dżinsach z precyzją, jaką może mieć tylko projektantka odzieży. Rozsuwa zamek błyskawiczny. W sekundę ogarnia mnie obezwładniająca błogość, kiedy nagi fiut wydostaje się na powietrze, a potem drobna dłoń obejmuje go i ściska.

Nirwana.

Rozkosz i ból przeszywają każdy nerw od krocza po pierś, z której wydobywam najdłuższe westchnienie ulgi, jakie świat kiedykolwiek słyszał.

– Boże, skarbie, uwielbiam twój dotyk – szepcę, liżąc ją za uchem, co sprawia, że kolana jej miękną i cipka wilgotnieje.

Jęczy i chwyta mnie mocniej, masując w górę i w dół, pocierając główkę wilgocią, którą tam znajduje. Kciukiem doprowadza mnie do nieprzytomności. Ślina napływa mi do ust, gdy czuję jej zapach. Słońce i kokosy.

Kokosowy jest nowy, ale jednakowo podniecający. Podczas gdy ona się mną bawi, obiema rękami unoszę jej powiewną, długą do kolan spódnicę i sięgając coraz wyżej, znajduję maleńki skrawek koronki okrywający biodra.

– Mam nadzieję, że to nie były twoje ulubione – mruczę, przygryzając jedwabistą skórę jej szyi i rozrywając majteczki z obu stron, po czym wciskam je do kieszeni dżinsów".

 Addicted. Podwójna pokusa. Krista & Becca Ritchie
Fot. mat. pras.

Addicted. Podwójna pokusa. Krista & Becca Ritchie

Drugi tom serii „Addicted” o losach Lily i Lorena!

Premiera: 30 stycznia 2019

Lilly Calloway, niepotrafiąca powiedzieć „nie”, rumieniąca się nawet w towarzystwie chłopaków, ma poważny problem – jest uzależniona od… seksu. Kolekcjonuje akcesoria oraz filmy erotyczne i praktycznie codziennie zalicza numerki z różnymi facetami w klubach nocnych. Jej przyjaciel Loren Hale to z kolei zabawny, cyniczny szkolny outsider żyjący w cieniu ojca. Chłopak szuka w alkoholu ucieczki przed problemami. Aby ukryć te słabości przed rodziną, Lily i Lo decydują się na fałszywy związek – oznacza to zamieszkanie razem, pójście do college’u i, co najważniejsze, odcięcie się od krewnych. Przyjaźnią się od dziecka, więc wspólne utrzymywanie w sekrecie swoich namiętności nie przysparza im problemów. Do czasu.

Wysokie chmury. Alan Sasinowski.
Fot. mat. pras.

Wysokie chmury. Alan Sasinowski.

Premiera 16 stycznia

Przede mną nic już nie ma – takie przekonanie żywi Marek, pracownik pomocy społecznej w średnim wieku. Ale myli się. Otrzymuje bowiem informację, że jedyna kobieta, którą kochał, popełniła samobójstwo. Próba rozwiązania zagadki tej śmierci to dla niego szansa, aby nadać sens własnemu życiu. Szansa, ale i potężne ryzyko – bo zanurzenie się w przeszłości i konfrontacja z dawnymi przyjaciółmi podważy jego mniemania na temat seksu, zdrady, miłości i odkupienia.

Fragment:

„Ona jeszcze mogła się wycofać. Jeszcze mogła się wycofać. Jeszcze mogła się wycofać i tak nas zostawić. Świadomość zagrożenia dodała werwy brodaczowi, który zerwał się z kanapy, podszedł do niej, chwycił jej dłoń i delikatnie położył ją na rozporku.

– Chcesz się zabawić? – zapytał, starannie dobierając słowa.

Nie cofnęła ręki.

– Chcesz się pobawić?

– Z tobą?

– Z nami wszystkimi.

– Naraz? – Już pracowała ręką.

– Naraz – odparł z prostotą. – Obsłużysz całą czwórkę.

Cisza. Prawie niezauważalne ruchy dłonią. Alpy na ścianie. Bloki za oknem. Byłem już prawie trzeźwy i na chwilę bardzo się zdenerwowałem. Jakbym rozważał, czy nie powinienem wyjść. Atak jednak minął. Przekonanie, że taka szansa nigdy się nie powtórzy, było silniejsze niż cokolwiek innego, tłumiło wszelkie wątpliwości.

– No, dobrze – zgodziła się Justyna.

W pełni odzyskaliśmy rezon dopiero po tym, gdy wszystkim nam obciągnęła i pozostawiliśmy na jej twarzy ślady, których nie dało się już zanegować. Teraz mogliśmy spokojnie wejść w rolę gwałcicieli.

Zaczęło się zbiorowe dojeżdżanie suki – jeden z przodu, drugi z tyłu, chwyt za włosy, spust na plecy, uderzenie w pośladek, wepchnięcie palców w usta, klepnięcie w policzek, a gdy jęknęła przyzwalająco, soczysty cios, raz, dwa, ała, ała, proszę, jeszcze.

Po zakończeniu drugiej tury odseparowałem się na chwilę od wydarzenia, zerknąłem na nie z boku i pomyślałem, że to może nie wystarczyć. Gang bang zrobiony zaufanej koleżance jest w życiu mężczyzny – zwyczajnego mężczyzny, nie zdegenerowanego dziwkarza – wydarzeniem zbyt doniosłym, żeby zaufać samemu przebiegowi zdarzeń.

– Masz tu fiuta, postaw go – powiedział na zachętę atleta lub brodacz, nie jestem pewien, bo starałem się nie patrzeć na ich twarze. To, że się tu i tam ocieraliśmy, że mieszały się nasze płyny, w zupełności wystarczyło.

Jego słowa oświeciły mnie. Nie wystarczy zrobić gang bangu, trzeba jeszcze o nim w czasie rzeczywistym opowiadać. Miało to coś wspólnego z pamięcią, przyszłą pamięcią o tym epokowym wydarzeniu, w której być może to, co mówimy, będzie zapisane wyraziściej niż to, co robimy”.

Dotyk Crossa. Sylvia Day
Fot. mat. pras.

Dotyk Crossa. Sylvia Day

Premiera 31 stycznia (wznowienie)

Gideon Cross pojawił się w życiu Evy jak grom z jasnego nieba. Ten piękny i intrygujący mężczyzna zawrócił jej w głowie jak nikt inny. Pragnęła jego wyjątkowego dotyku, który rozpalał ją do czerwoności. Nie potrafiła przestać o nim myśleć. Był dla niej jak narkotyk. Choć wiedziała, że jest dla niej zgubą, ciągle coś ją do niego ciągnęło. Jej zraniona dusza i ciało broniły się przed tą miłością, ale on i tak z łatwością je posiadł. Ta miłość sprawiła, że Eva poczuła, jakby narodziła się na nowo. Modliła się tylko, by ten piękny sen trwał wiecznie...

Fragment:

„Zamruczał, nachylił głowę i zamknął usta na moich. Zaskoczyło mnie, jak miękkie w dotyku były jego mocne wargi i jak delikatnie naciskały na moje. Westchnęłam, lekko je rozchylając, a wtedy jego język wtargnął pomiędzy nie i zanurzył się głębiej, liżąc i smakując mnie od środka długimi, powolnymi ruchami. Jego pocałunek był śmiały i perfekcyjny. Zawierał odpowiednią dawkę drapieżności, by rozbudzić we mnie dziką żądzę.

Kątem oka zauważyłam na wpół świadomie, że moja torebka upada na podłogę, potem moje dłonie zanurzyły się w jego włosach. Chwyciłam te jedwabiste pasma, by przyciągnąć jego głowę i pokierować ustami. Wydał z siebie głośny pomruk, po czym zaczął całować jeszcze mocniej i jeszcze głębiej, łapczywie eksplorując i oplatając mój język swoim. Czułam szaleńcze bicie jego serca na moich piersiach, namacalny dowód na to, że nie był nieosiągalnym ideałem zrodzonym przez rozpaloną wyobraźnię.

Odepchnął się od drzwi. Jedną ręką podtrzymał mi z tyłu głowę, a drugą chwycił pod pośladki i uniósł mnie z ziemi.

– Pragnę cię, Eva. Bez względu na to, ile sprawiasz trudności, nie mogę się powstrzymać.

Obejmowałam go mocno, rozpaczliwie łaknąc każdego rozgrzanego, twardego centymetra jego ciała. Oddałam pocałunek z taką siłą, jakbym chciała zjeść go żywcem. Skórę miałam wilgotną i nadmiernie wrażliwą, piersi nabrzmiałe i czułe na dotyk. Moja łechtaczka domagała się pieszczot, pulsując w tym samym rytmie, co rozszalałe serce.

Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie, aż poczułam pod sobą kanapę. Cross pochylał się nade mną, z jedną nogą na podłodze i kolanem drugiej wspartym o poduszki kanapy. Oparł się na lewej ręce, prawą zaś wsunął pod wewnętrzną stronę mojego kolana. Zaczął przesuwać dłoń w górę uda zdecydowanym, władczym ruchem, niczym konkwistador podbijający nowy ląd. Kiedy dotarł do miejsca, w którym podwiązka łączyła się z elastyczną koronką pończochy, jego oddech aż zasyczał. Oderwał wzrok od mojej twarzy i spojrzał w dół, równocześnie podciągając mi spódnicę do góry i obnażając biodra.

(…)

W zamroczeniu patrzyłam, jak jego ciało opuszcza się coraz niżej i moje nogi rozchylają się bezwolnie, by je przyjąć. Moje mięśnie naprężyły się, aby chłonąć jego bliskość, aby przyspieszyć zespolenie, którego pragnęłam od pierwszego przelotnego spotkania. Nachylił się nad moją twarzą i ponownie zaanektował wargi, szarpiąc je i gryząc w eksplozji agresywnej namiętności.

Nagle, zupełnie niespodziewanie, poderwał się chwiejnie na równe nogi. Ja zaś leżałam, zdyszana i wilgotna, tak chętna i gotowa na niego”.

Wszystko oprócz prawdy. Gillian McAllister

Wszystko oprócz prawdy. Gillian McAllister

Czy zdarza ci się sprawdzać telefon partnera?

Czy masz do tego prawo?

I czy jesteś przygotowana na to, co tam znajdziesz?

Wszystko zaczęło się od wiadomości. Do której Rachel nawet nie chciała zajrzeć. Kocha Jacka. Spodziewa się jego dziecka. Ufa mu bezgranicznie.

Ale co się stało, to się nie odstanie. Rachel nie cofnie czasu i nie uwolni się od myśli, które nie dają jej spokoju po tym, co przeczytała.

Dlaczego Jack kłamie na temat swojej przeszłości? Co właściwie ukrywa? I czy Rachel ma prawo za wszelką cenę dociekać prawdy, zwłaszcza że sama nie gra w otwarte karty?

Fragment:

„Skończyło się oskarżeniem, które nigdy nie powinno było paść z moich ust, ciśniętym w jego stronę przez cały pokój niczym granat. Potem przyszła cała reszta: trzaśnięcie drzwiami, samotna pobudka ze świadomością tego, co zrobiłam. I niedające mi spokoju wspomnienie spojrzenia, które rzucił na odchodne.

Ale zaczęło się od miłości. To akurat było proste.

Lubiłam oglądać na Facebooku zdjęcia z rozmaitych imprez; zawsze patrzył w obiektyw z miną naburmuszonej surykatki. Bawiły mnie jego hipochondria i telefony do przychodni, gdy mówił lekko zażenowanym tonem, z tym swoim szkockim akcentem: „To znowu ja”.

Przepadałam za człowiekiem, którym usiłował się stać: dbającym o porządek rannym ptaszkiem, od czasu do czasu – w imię minimalizmu – wyrzucającym wszystkie ciuchy, a potem w zakłopotaniu kupującym nowe skarpetki. Kochałam też mężczyznę, którym bardzo starał się nie być: wiecznie spóźniającego się faceta wciskającego T-shirt w dżinsy, gdy czekał na stacji na pociąg, albo przygładzającego sterczące na wszystkie strony włosy z tyłu głowy, bo nie zdążył ich ujarzmić żelem. Z lubością myślałam o drobiazgach robionych przez niego bez namysłu, takich jak wyciągnięcie ręki, by powstrzymać młodszego brata przed przebiegnięciem przez ulicę, albo wlewanie resztek mleka do mojej, a nie swojej, herbaty. I podśmiewałam się w duchu, kiedy wracał z siłowni wręcz onieśmielony z powodu tych wszystkich ogromnych facetów.

No i oczywiście uwielbiałam jego ciało. Małe uszy. Wygięte w uśmiechu kąciki ust niczym narysowane ołówkiem zawijasy na twarzy. Albo cudownie prezentujące się ramiona, kiedy podwijał rękawy koszuli.

I całą resztę. Nic nieznaczące drobiazgi. Nie umiał na przykład gwizdać.

Nawet jego poglądy polityczne i przekonania religijne („nie wierzę w Boga, ale cholernie się go boję”), tak samo jak fakt, że nigdy nie potrafił usiedzieć spokojnie w miejscu i ciągle kupował ciastka Wagon Wheels, by potem maczać je w herbacie i nazywać to śniadaniem.

Uwielbiałam sposób, w jaki na mnie patrzył. Jego spojrzenie spod zmrużonych powiek. Uśmiech, od którego w policzkach robiły mu się dołeczki, przeznaczony tylko dla mnie. Lubiłam tę jego minę bardziej niż cokolwiek innego. Ale tak patrzył na mnie, zanim wydarzyło się to wszystko.

Przed dzieckiem.

I przed kłamstwami”.

Mroczne cienie. Virginia C. Andrews
Fot. mat. pras.

Mroczne cienie. Virginia C. Andrews

Drugi tom cyklu o Audrinie.

Posiadłość rodu Whitefern i jej serce - wielki wiktoriański dom - pochłonęły dzieciństwo Audriny. Teraz mroczne cienie zagrażają jej dorosłemu życiu.

Audrina Lowe pamięta lepsze czasy, kiedy jej mąż Arden był jeszcze młody, czuły i kochający. Nie uwierzyłaby wówczas, że potrafi być też chorobliwie ambitny, bezwzględny i okrutny. Przełomem staje się śmierć jej taty.

Kiedy się okazuje, że ojciec w testamencie przekazał córce pięćdziesiąt procent akcji rodzinnej firmy brokerskiej, którą odtąd Audrina miałaby zarządzać razem z Ardenem, w czterech ścianach Whitefern budzi się zło. Arden coraz gwałtowniej zaczyna się domagać, żeby żona scedowała na niego swoją część akcji. Choć nie zamierzała prowadzić firmy, teraz zaczyna o tym myśleć.

Zastanawia się też, co sprawiło, że ojciec w ostatniej chwili zmienił zapis. Czyżby wiedział o Ardenie coś, czego ona nie wie?

Jest jeszcze Sylvia - jej śliczna, ufna, upośledzona umysłowo siostra. Audrina obiecała tacie, że zawsze będzie nad nią czuwać. Jednak po latach względnego spokoju mroczne cienie znów wypełzają z zakamarków domu, a szepty mącą umysły.

Fragment:

„Pewnego popołudnia, prawie miesiąc później, kiedy Sylwia i pan Price poszli do pracowni, ubrałam się i wyszłam z domu. Potrzebowałam powietrza. W domu osaczały mnie myśli przesycone troską i zazdrością. Nie miałam spraw do załatwienia, zakupów do zrobienia, przyjaciół do odwiedzenia. Tylko ponury las wokół oferował jakąś odmianę.

Dzień był dość pochmurny, a słońce bawiło się ze mną w chowanego, na chwilę oświetlając ścieżkę, aby zaraz zniknąć. Przypomniał mi się moment, kiedy wędrowałam przez las, żeby poznać nową rodzinę, która wprowadziła się do domku ogrodnika. Był to Arden i jego matka Billie. Wtedy jeszcze wierzyłam, że Audrina Pierwsza żyje, i wbrew zakazowi taty wymykałam się z Whitefern. Kiedy zapuszczałam się w las, czułam się coraz bardziej nieswojo. Panika tłukła się w mojej głowie niczym oszalały ptak; jeszcze dzisiaj, niczym echo z tamtych lat, słyszałam kołaczące się w pamięci ostrzeżenia: Las jest groźny i niebezpieczny. W lesie czai się śmierć.

Kiedy wreszcie się dowiedziałam, co mnie spotkało w tym lesie, zrozumiałam, skąd się biorą moje wewnętrzne lęki i niepokoje. Byłam młoda, ale bardzo dzielna, skoro chodziłam tam, choć ciągle słyszałam te straszne rzeczy. Okropne wspomnienia krążyły wokół mnie, ale dziś stały się wyblakłe i zatarte. Choćbym nie wiem jak długo siedziała na bujanym fotelu, nie nasyciłyby się koszmarnymi szczegółami. Nadal były przerażające, ale już odległe.

A jednak kiedy powoli, z opuszczoną głową, zagłębiałam się w las, miałam wrażenie, że ciemność mnie osacza. Bezlistne gałęzie wyglądały jak odnóża wielkich czarnych pająków; chwiały się i gięły w porywach wiatru, a ich cienie tańczyły niczym hipnotyzujące syreny, czarując mnie i zwodząc. Za ich lodowatymi uśmiechami czaiła się śmierć. Suche liście, odsłonięte przez topniejący śnieg, szeleściły pod nogami, a ja miałam wrażenie, że chodzę po tłuczonym szkle. W oddali zawył pies. Na moment dotarła do mnie trupia woń padliny; treść żołądka podeszła mi do gardła.

Zatrzymałam się i otworzyłam szeroko oczy − jak lunatyk budzący się z transu.

Ze zdziwieniem zobaczyłam, że zbliżam się do nieszczęsnej polanki, na której zostałam napadnięta. Czułam, jak w moim ciele napina się każdy mięsień. Lodowate powietrze wpełzło mi za kołnierz i spłynęło wzdłuż kręgosłupa. Nagle, jakby ktoś mnie trącił i naparł na moje prawe ramię, odwróciłam się i spojrzałam w stronę Whitefern. Coś w wyglądzie domu zaalarmowało mnie i przeraziło. Miałam wrażenie, że czyjeś dłonie popchnęły od tyłu moje plecy, każąc mi wrócić. Puściłam się biegiem, wpadłam jak bomba przez wejściowe drzwi i już za moment znalazłam się na schodach prowadzących do pracowni. Tam się zatrzymałam, żeby złapać oddech i zebrać myśli. Co ja robię? Nie chciałam ich przestraszyć ani wyjść na wariatkę. Powoli pokonałam ostatnie stopnie i cicho, delikatnie otworzyłam drzwi.

Zamarłam.

Pan Price siedział na krześle Sylwii, przed sztalugą, a Sylwia stała przed nim, pozując. Jej piękne, pełne piersi były nagie, a ręce miała splecione za głową. Miała na sobie tylko spódnicę, rozpiętą i opuszczoną poniżej pępka. Jej wzrok był uniesiony, wpatrzony w sufit.

Mój przeraźliwy, świdrujący krzyk przeszył ciszę jak nóż. Pan Price poruszył ramionami, jakby dostał cios pomiędzy łopatki, a Sylwia opuściła ręce i popatrzyła na mnie zmieszana. Nauczyciel zerwał się i cofnął, obronnym gestem wyciągając przed siebie ręce.

− Proszę… się uspokoić. Wszystko wyjaśnię i…

− Sylwio, ubieraj się! – warknęłam.

Natychmiast posłuchała.

Odwróciłam się do nauczyciela cała w furii.

− Jak śmiałeś?!

− To nie tak, jak myślisz. Uczę ją… wszystkich odcieni sztuki… bycia artystą – tłumaczył się kulawo. − Jest idealną modelką, rozumiesz, a ja jestem malarzem. Chodzi wyłącznie o sztukę, o nic innego…

− Wynoś się! – wrzasnęłam. – Wynoś się z mojego domu! – Cofnęłam się do drzwi i otworzyłam je przed nim szeroko.

Pan Price po raz ostatni popatrzył na Sylwię, a potem szybko przeszedł koło mnie. Na moment jeszcze przystanął w korytarzu.

− Jestem artystą – powtórzył z naciskiem. – Nie mów nikomu, co tu się stało, bo inaczej cię pozwę – ostrzegł, po czym w pośpiechu zszedł na dół.

Odwróciłam się do Sylwii. Ciągle kurczowo trzymałam się dłońmi za szyję.

− To koniec mojej lekcji? – zapytała.

Tak się trzęsłam, że nie mogłam mówić. Osunęłam się na krzesło przed sztalugą i wzięłam parę głębokich oddechów. Sylwia patrzyła na mnie, zakłopotana i zaintrygowana zarazem. Jeszcze nigdy nie widziała mnie w takim stanie. Spojrzałam na nią, a potem przeniosłam wzrok na płótno. Price praktycznie skończył rysunek − trzeba przyznać, że udanie sportretował twarz i ciało mojej siostry. Szybkim ruchem ściągnęłam karton ze sztalugi, złożyłam go i wstałam.

− Czy to on kazał ci powiedzieć, że robisz się nerwowa, kiedy tu przychodzę i patrzę? – spytałam.

Sylwia zastanawiała się przez moment, marszcząc czoło, aż wreszcie z uśmiechem kiwnęła głową, jakby sobie przypomniała.

− Ubierz się i zejdź na dół – nakazałam. – Pospiesz się!

Bałam się, że Price nie zdążył odjechać, ale już go nie było.

− Usiądź – powiedziałam, kiedy Sylwia zeszła, pokazując jej kanapę w salonie.

Zostawiłam ją tam i poszłam zadzwonić do Ardena. Pani Crown, zaporowa sekretarka, jak zwykle próbowała tłumaczyć, że jest bardzo zajęty, ale wydarłam się do słuchawki:

− Niech mi pani natychmiast da go do telefonu!

− Tak, już proszę – wymamrotała pokornie.

Za moment usłyszałam poirytowany głos Ardena:

− Co się stało, Audrino? Pani Crown jest cała roztrzęsiona.

Zarzuciłam go lawiną słów, z których pewnie nic nie zrozumiał. Milczał przez chwilę, po czym już spokojniej poprosił:

− Opowiedz mi wszystko jeszcze raz, tylko powoli.

Opowiedziałam. Wspomniałam nawet o groźbie pana Price’a.

− Odjechał już?

− Tak.

− A Sylwia?

− Jest w salonie. Nie rozumie, co się stało, co zrobiła i dlaczego jestem w takim szale – powiedziałam. A potem się rozpłakałam.

− Mam nadzieję, że nie zadzwoniłaś na policję? – upewnił się Arden.

− Co? Nie. A powinnam?

− Nie – odparł szybko, stanowczo. – To by była najgorsza rzecz dla nas i dla Sylwii. Wyobrażasz sobie, że ją przesłuchują? A gdyby sprawa wyciekła do mediów… Chryste! Nic nie rób, po prostu czekaj na mnie.

− Przecież nie możemy tego tak zostawić! – upierałam się. − Mam jego rysunek. To jest dowód.

− Nie mówię, że mamy nic nie robić, ale zostaw to mnie. Zajmij się Sylwią, żeby była spokojna.

− Jest bardzo spokojna, Ardenie. Zapewniam cię: ona nie zdaje sobie sprawy, że działo się coś złego.

− Dobrze, dobrze. Napijcie się herbaty albo coś… I czekaj na mnie – powiedział, po czym odłożył słuchawkę.

Siląc się na spokój, wróciłam do Sylwii. Czekała na mnie z miną małej dziewczynki − lekko wystraszona i zdezorientowana, jakby nie była pewna, czy ma się rozpłakać.

− Och, Sylwio – westchnęłam. Usiadłam na kanapie i wzięłam ją za rękę. – To nie twoja wina.

− Malowanie?

− Nie, nie mówię o sztuce, tylko o tym, co zrobił ten człowiek. Pan Price cię wykorzystał.

Pokręciła głową, nic nie rozumiejąc.

− Chciał, żebyś zrobiła coś, czego nie powinnaś była robić. Miał cię uczyć malarstwa, a nie zaspokajać seksualne potrzeby. − Było dla mnie jasne, że Sylwia nic nie kojarzy, wie tylko, że jestem zła i zdenerwowana. − Sylwio, posłuchaj, w żadnym razie nie wolno ci się rozebrać przed obcym mężczyzną.

− Czy pan Price jest obcy?

− Nie w tym sensie. Owszem, znasz go, ale nie jest osobą bliską ani rodziną. W tym sensie jest obcy. Miał tylko cię uczyć malarstwa. Po to go zatrudniłam. On tymczasem wykorzystał sztukę jako pretekst, żeby cię rozebrać.

Sylwia najwyraźniej usiłowała mnie zrozumieć.

− Czy robiliście to wcześniej? – spytałam.

Kiwnęła głową.

− Czy rozbierał cię… jeszcze bardziej?

Znów przytaknęła.

Najpierw zrobiło mi się zimno, a potem gorąca fala zalała moją pierś.

− Zdarzało się, że byłaś zupełnie naga?

− Tak jak przy kąpieli?

− Dokładnie.

− Tak – przyznała.

Serce zaczęło mi walić.

− Czy on cię dotykał?

− Tak.

− Gdzie?

− W pracowni.

− Nie… chodzi o miejsca na twoim ciele. Pokaż mi – zażądałam.

Zastanawiała się przez chwilę, a potem skinęła głową i zaczęła dotykać po kolei piersi, brzucha i ud.

Już miałam odetchnąć z ulgą, kiedy wsunęła obie dłonie pomiędzy nogi. Krew odpłynęła mi z twarzy. Wyprostowałam się na kanapie.

− Musiałam stać, jak mnie rysował, i się nie ruszać − powiedziała.

− Och, tato… – mruknęłam, myśląc, że gdyby żył, byłby wściekły na mnie, a nie na Sylwię. Nie dotrzymałam obietnicy. Nie dopilnowałam siostry.

W głowie miałam zamęt. Podczas gdy ja bez końca pucowałam dom, chodziłam na spacery, czytałam i rozmyślałam o swoich sprawach, tam, na górze, Sylwia była wykorzystywana seksualnie. A najgorszy był fakt, że nic z tego nie rozumiała. Przypomniały mi się te wszystkie chwile, kiedy po lekcjach siedzieliśmy we trójkę przy herbacie i ciasteczkach. Już wtedy powinnam coś zauważyć, odebrać jakiś sygnał ostrzegawczy. Jaki podstępny i sprytny okazał się ten miły emeryt! To pewnie on podpowiadał Sylwii, jak ma się ubierać, czesać i robić sobie makijaż. A ja głupio się cieszyłam, że moja młodsza siostra nabiera poczucia własnej wartości! Być może nawet jej dziecinny umysł zyskał takie poczucie, ale to był tylko skutek bezustannych pochlebstw i pieszczot Price’a. Sprytnie wpędzał ją w pułapkę ego, a Sylwia z zachwytem, bez żadnej refleksji, chłonęła wszystko i pozwalała mu się sycić swoim pięknym ciałem.

− Price jest sfrustrowanym, starzejącym się mężczyzną – mruknęłam bardziej do siebie niż do niej. – Nie wiem, dlaczego przeczucie mnie nie ostrzegło. Siedzę w tym domu jak w klasztorze, odcięta od świata i ludzi. Nie potrafię rozpoznać najprostszych sygnałów. To był mój błąd, absolutnie mój błąd. Wybacz mi, Sylwio.

Zwiesiłam głowę i ujęłam dłonie siostry. Łzy znów napłynęły mi do oczu.

− Nie jestem na ciebie zła – zapewniła Sylwia. – Nie płacz, Audrino.

− Wiem, że nie jesteś zła. – Uśmiechnęłam się, ocierając oczy. – Ty nigdy nie będziesz na mnie zła. Jesteś aniołem, Sylwio. Ja jestem wściekła na siebie. – Wzięłam głęboki oddech. – Upieczemy ciasteczka, dobrze? Czekoladowe. A potem napijemy się herbaty.

Ochoczo kiwnęła głową, po czym spojrzała na mnie.

− Ale pan Price wyszedł.

− Tak, wyszedł i nigdy nie wróci, Sylwio. Gwarantuję ci to.

− Och. – Wyraźnie się zmartwiła. Przez chwilę była zdezorientowana, a potem się uśmiechnęła. – Nie będzie już lekcji. Nic się nie stało, Audrino. Wiem, co mam robić.

− Cieszę się. Tak powinnaś o tym myśleć. I ja też.

Poszłyśmy do kuchni. Ciągle ściskałam w dłoni złożony arkusz z rysunkiem półnagiej Sylwii, dziełem Arthura Price’a. Mimo woli zerkałam na niego, a wtedy niezmiennie stawała mi przed oczami scena pod kopułą. Wreszcie włożyłam go do szuflady przy lodówce, gdzie leżały inne ważne domowe dokumenty. Kiedy ciasteczka były gotowe, usiadłyśmy przy kuchennym stole. Myśl, żeby usiąść z herbatą w salonie, nagle przestała mnie bawić. Sylwii było wszystko jedno. Skierowałam rozmowę na inne, bezpieczne tory. Paplałam bez przerwy, głupio trajkotałam, byle tylko odsunąć od siebie niechciane myśli. Gdy zaczęłyśmy planować kolację, Sylwia nie pamiętała już o dzisiejszej awanturze. Ja niestety nie miałam tyle szczęścia”. 

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Pierwszy wywiad Agnieszki Radwańskiej po zakończeniu kariery! Andrzej Piaseczny szczerze o… seksie!