5 / 8
Copyright @Getty Images

Jeszcze do niedawna z północy na południe Omanu łatwiej było przepłynąć, niż dostać się drogą lądową. Dopiero obecny sułtan Kabus, władający od 1970 roku, zaczął oplatać kraj siecią autostrad. Gdy przejmował władzę (po zamachu stanu na własnego konserwatywnego ojca), dróg asfaltowych w Omanie było zaledwie… 10 kilometrów! Dziś dotarła tu nowoczesność. Ze stolicy kraju Maskatu prowadzi prosta jak strzała, licząca ponad 1000 kilometrów autostrada na południe – do Salala. To tak daleko, że po drodze zmienia się nawet klimat – z pustynnego na subtropikalny. Bo o ile północ Omanu jest sucha jak pieprz, to w Salala w górę strzelają pióropusze palm kokosowych, rosną papaje, bananowce, a w powietrzu czuć wilgoć. Wszystko dzięki docierającym znad Oceanu Indyjskiego monsunom. Pora deszczowa nazywana jest tu karif (czyli jesień) i trwa od lipca do sierpnia. Już po pierwszych kroplach ziemia, na co dzień bura i piaskowa, ożywa i pokrywa się bujną zielenią. Dzięki sezonowym deszczom handlarze mogą rozstawić stragany z owocami i kokosami prosto z drzewa wzdłuż nadmorskiej drogi, w Salali. Sprzedawca zaraz po przyjęciu jednego riala (równowartość 9 zł) otwiera orzech maczetą. Wysiorbuję przez słomkę ożywczą niczym izotonik wodę i oddaję skorupę mężczyźnie. Ten rozłupuje ją, zgrabnym ruchem metalowej łyżki wydłubuje biały miąższ i podaje mi go w plastikowej  siateczce. Idealny posiłek na upalne dni.



 

Żółwie przy rafie koralowej w rezerwacie na wyspie Dimaniyat.

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdą VIVY! jest Karolina Szostak. Zobacz, co jeszcze w nowym numerze!