TYLKO U NAS!

Monika Zamachowska: „Boję się sytuacji, gdy dziecko zacznie się za mnie wstydzić

Dziennikarka poruszająco o macierzyństwie i relacjach z dziećmi

VIVA! 15 lipca 2018 17:55

Monika Zamachowska na co dzień jest bardzo aktywna w sieci. Prezenterka Pytania na śniadanie często uchla rąbka tajemnicy, dotyczącego jej życia prywatnego. Na Instagramie zamieszcza również zdjęcia ze swoimi pociechami. Są dla niej całym światem. Dziennikarka wychowuje siedemnastoletniego Tomka i czternastoletnią Zosię. Nastolatek właśnie dostał się do wymarzonego liceum i wyjechał na stypendium do USA. Z kolei Zosia posiada wiele talentów. Jest bardzo uzdolniona, rysuje i maluje, tańczy, a przede wszystkim cudownie śpiewa. Monika Zamachowska w poruszającej rozmowie z Krystyną Pytlakowską opowiedziała o macierzyństwie, życiowych zakrętach i o relacjach z córką, Zosią. Jak nastolatka podchodzi do życiowych decyzji mamy, które mają wpływ także na nią? Czy są dla siebie wsparciem? 

Kiedy najfajniej być matką? Gdy rodzi się dziecko? Kiedy mówi ono pierwsze słowo?

Moim zdaniem teraz, gdy mają po kilkanaście lat. Pamiętam, że Kayah kiedyś mi powiedziała: urodzisz, lęk złapie cię za gardło i nie puści przez następnych wiele lat. I rzeczywiście tak było. Urodziłam dzieci i już codziennie zadawałam sobie pytanie, czy moje dziecko jedno, a potem drugie, przeżyje, czy będzie zdrowe, czy świat go nie skrzywdzi. Tak naprawdę tego lęku pozbyłam się całkiem niedawno, a przynajmniej ucichł on w mojej głowie na tyle, że łatwiej mi się żyje. Przed siedmiu laty doszedł do niego jeszcze strach po rozwodzie. Myśl, że nie jestem z ojcem moich dzieci, że mam ograniczony wpływ na to, jaki świat będzie im pokazywał ich tata i czy w ogóle będzie chciał dalej uczestniczyć w ich wychowaniu. Ten lęk też minął, gdy okazało się, że mimo rozwodu dzieci nadal mają ojca i że ten patchwork działa, a wszyscy potrafimy rozmawiać. Dzisiaj dzieci są już prawie dorosłe, emocjonalnie gotowe do tego, żeby radzić sobie ze wszystkim, co przynosi im życie.

Twój syn Tomek ma dopiero siedemnaście lat…

A Zosia kończy czternaście, ale jest bardzo dojrzała, rozumie i czuje dużo więcej, niż powinna w tym wieku. To chyba tradycja kobiet we naszej rodzinie, zawsze były naddojrzałe. Zosia ma po mnie niestety swoistą nadświadomość, taką dość męczącą umiejętność oceny emocjonalnej tego, co się wokół dzieje. To dowód przenikliwości, ale też obciążenie.

I dowód na inteligencję.

Tak, ale uważam, że takim ludziom jest trudniej w życiu. Tomek na przykład nie ma absolutnie żadnych wątpliwości, że wybory, które podejmuje, są najwłaściwsze. Jeżeli ktoś działa przeciwko niemu, to tym gorzej dla tej osoby. Jeżeli ktoś nie chce iść razem z nim, to go zostawia i dalej idzie sam. Ma ten bezcenny spokój i wiesz co? To działa. Kończy właśnie rewelacyjny rok w szkole, ma świetne świadectwo, dobrze zdał egzamin gimnazjalny, dostał się do wymarzonego liceum i wyjechał na stypendium do USA. Zosia natomiast jest niezwykle wyczulona, bardzo przejęta, nawet nie tym, co powiedzą inni ludzie, ale żeby jej decyzje nikogo nie skrzywdziły. Ma nad-empatię.

Czy to dobrze czy źle?

Właściwie nie wiem. Sama starałam się raczej tę cechę w sobie zgasić. Od początku pracy w telewizji zbudowałam bardzo grubą skórę, szczególnie w okolicy pośladków…he, he. Staram się być twarda i nie roztkliwiam się ani nad sobą, ani nad innymi. Dzięki temu mogę przetrwać. Nie wiem, czy Zosi uda się taki pancerz sobie wyrobić. I nawet nie wiem, czy by chciała. Myślę, że jest zadowolona z tego, że pewne rzeczy dostrzega i czuje mocniej, niż inni.

Co dostrzega i co czuje?

Współczuje ludziom i z ludźmi, zastanawia się na przykład bez końca, co muszą czuć, jak żyją dzieci, których rodzic, albo rodzice nie żyją, a zna takie dzieci. Przeżywa to, myśli o tym i przejmuje się.

A może dzięki temu ludzie bardziej ją lubią?

Myślę że tak, ale jej rówieśnicy bywają okrutni, wyczuwają, jak łatwo wejść komuś tak wrażliwemu na głowę i manipulować nim. Tłumaczę więc sobie, że brak pancerza ochronnego dobrze świadczy o człowieczeństwie tej osoby.

Myślę, że ty też chronisz w ten sposób własne człowieczeństwo, że go nie zabiłaś.

Nie. Umiałam tylko podjąć świadomą decyzję.

A może przestań się córką niepokoić. Jest śliczna, odnosi sukcesy w szkole.

No tak, dobrze jej idzie, chociaż miała bardzo trudny rok. Jest w siódmej – reformowanej- klasie. Życie jej trochę kłód pod nogi rzuciło, de facto w rok zaliczała dwa lata gimnazjum wśród nowych nauczycieli. Musiała wziąć odpowiedzialność za siebie, ja tu nie mogłam pomoc, chociaż bardzo się niepokoiłam, w pewnym momencie nawet chciałam, żeby zmieniła szkołę. Jednak Zosia zdecydowała się zostać i podjąć wyzwanie. Wybrnęła, dała radę. I jeszcze udało jej się uratować trochę życia pozaszkolnego, które jest dla niej bardzo ważne.Poza tym cały rok śpiewała w chórze, plus taniec, pianino. Podziwiam ją.

Chce być artystką?

Moim zdaniem życie za nią już powoli dokonuje wyboru. Jest bardzo uzdolniona, rysuje i maluje, tańczy, a przede wszystkim ma słuch i niezwykle czysto śpiewa. Wszystko, co ma związek ze sztuką, przychodzi jej łatwo. Błędem więc byłoby kształcić ją na fizyka jądrowego.

A może Ty wolałabyś, żeby była właśnie fizykiem jądrowym, bo to konkretny zawód?

Nie wolałabym. Moja mama zawsze mówiła: pamiętaj, córko, wybierz jakiś niepraktyczny zawód, żebyś mogła leżeć i pachnieć, gdy twój mąż będzie na ciebie pracował. No nie do końca się udało… Może uda się z Zosią. Już na poważnie, chciałabym, żeby była trochę bardziej bezczelna, albo przynajmniej asertywna, ale tego nie umiem w niej wykształcić.

Ale to chyba dobrze, bo tacy bezczelni, aroganccy ludzie mają mnóstwo wrogów. Jeżeli nie jawnych to ukrytych.

To prawda. Ale mimo to łatwiej im w życiu. Niestety wygląda na to, że każdy musi przerobić to życie na własnej skórze.

Tak jak chorobę ojca i ten lęk o niego?

Choroba taty na pewno sprawiła, że moje dzieci są starsze, niż wskazuje na to metryka. A ja dowiedziałam się, jakie to niemożliwie trudne powiedzieć, że tacie może się nie udać...

Ale na szczęście wyszedł z tego.

Tak, miał kolejną operację pod koniec lutego, potem drugą. Naprawili mu jelita. Nie musi mieć stomii, co było uciążliwe i upokarzające. Było wiele przy tym niepewności, a on spędził półtora roku w bólu i lęku, co będzie jutro. W kwietniu okazało się, że jest prawie dobrze i funkcjonuje w miarę normalnie, choć czeka go jeszcze jedna operacja.

Zosia ze swoją empatią jest dla ciebie wsparciem?

Coraz bardziej. Umiemy i chcemy spędzać że sobą czas, a to mnie cieszy. Myślę że każda matka przeżywa wątpliwości, czy za chwilę nie przestanie być fajną partnerką do rozmów ze swoją córką, czy nie dożyje chwili, gdy wszystko, co robi, dla dziecka będzie obciachem. Boję się takiej sytuacji, gdy dziecko zacznie się za mnie wstydzić, jak wyglądam, jak się ubieram, jak się maluję, gdzie pracuję.

Jak każda nastolatka. Moja córka też uważała, że wszystko, co ja robię, jest obciachem. Nie mogłam przytulić jej przy ludziach. Wstydziła się.

Zosia się wstydzi, to pewne, ale wiem także, że wciąż bardzo mnie potrzebuje. Udaje się nam utrzymać dobry kontakt, rozumiemy się i na tym etapie jej życia uważam to za największy mój sukces.

A jak podchodzi do twoich decyzji życiowych, które mają wpływ także na nią?

Myślę, że z trudem je akceptuje, chociaż chyba nie jest w stanie do końca ich zrozumieć. Zresztą nawet nie chcę, żeby je rozumiała, tylko żeby je szanowała. Wydaje mi się, że jesteśmy tego bliskie. Kluczem jest tu przyszłość relacji Zosi z moim Zbyszkiem, to, jak będą się dogadywali w przyszłości. Na razie są na etapie zawieszenia broni.

Dużo tu zależy od niego.

Wiem i mam nadzieję, że podziała na nich oboje przykład Tomka, którzy sobie cudownie poukładał kontakty z moim mężem. Żyją w dużej harmonii, co daje mu dużo satysfakcji. A że sądzę, że fajnie mieć kogoś takiego, jak Zbigniew Zamachowski po swojej stronie, to będę pracować nad tym dalej. Wbrew pozorom nie kosztuje to wiele czasu, bo Zbyszek jest tak zaabsorbowany swoją pracą, że zawsze jest tylko trochę obecny z nami.

Ważne tylko żeby się lubili.

I o to chodzi. Raz czy dwa razy w tygodniu dobrze jest zjeść wspólnie obiad, albo zejść na dół na lody.

Czy pójść na premierę spektaklu, w którym gra ojczym? Być dumnym z tego, że mieszkają pod jednym dachem ze znakomitym aktorem?

No właśnie. Wszystko jednak do tego zmierza.

Życie więc nie jest takie trudne?

Nie jest. I tego się trzymajmy.  

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Narodziny gwiazdy, czyli Julia Wieniawa o trudnych wyborach i drodze do sukcesu. Plus Wielki Horoskop na 2019 rok!