O TYM SIĘ MÓWI

Żona i dzieci desperacko walczą o zdrowie Michaela Schumachera!

„Zdarza się, że Michael płacze”

Beata Nowicka 2 września 2018 17:26
Michael Schumacher
Fot. ASSOCIATED PRESS/East News

Były mistrz Formuły 1 od pięciu lat jest sparaliżowany. Przez większość doby musi być podłączony do aparatury oddechowej. Według lekarzy może już nigdy nie odzyskać sprawności. Ale żona Corinna oraz dzieci 19-letni Mick i 21-letnia Gina Maria desperacko walczą o jego zdrowie. I nie zamierzają się poddać. W słowniku klanu Michaela Schumachera nie ma takiego słowa.

„Zdarza się, że Michael płacze”

Kilka tygodni temu Corinna Schumacher, za bajońską sumę 30 milionów euro kupiła zjawiskową, 15 hektarową posiadłość na Majorce w miejscowości Andratx. Przez piętnaście lat to było magiczne miejsce letnich wakacji całego klanu Schumacherów, do tego stopnia, że przyjaciele malutki port nazwali „Ciutat Schumacher”. Michael kochał to miejsce, tu odpoczywał, relaksował się w tych nielicznych wolnych chwilach, które miał. Bliscy śmiali się z niego, że potrafił cierpliwie, godzinami łowić ryby. Żadne mi tak nie smakowały, jak te które sam złowił. Corinna chce odnaleźć to szczęście, które przed tragicznym wypadkiem na nartach przepełniało całą rodzinę. Posiadłość nazywa się Villa Yasmin, składa się z głównego domu, otoczonego rajskim ogrodem, dwóch basenów oraz domków dla gości i licznego personelu.

Parę kilometrów dalej, na tarasie kawiarenki w malowniczym miasteczku S’Arraco starsi mieszkańcy wyspy plotkują, ponieważ nie mogą się nadziwić jak można zapłacić „trzydzieści milionów euro za kupę kamieni”. Od kilku lat obserwują jak ceny nieruchomości w szaleńczym tempie pną się do góry, a dzielnica zamienia się w hiszpańskie Beverly Hills: swoje luksusowe domy mają tu przemysłowcy, bankierzy, gwiazdy sportu i artyści, m.in. Michael Douglas, Orlando Bloom, Boris Bcker i od niedawna Leonardo DiCaprio

Według adwokatów Corinna, jako kuratorka fortuny męża, nie mogła kupić posiadłości bez uprzedniej zgody sędziego szwajcarskiego, ponieważ właśnie do Szwajcarii Schumacherowie przenieśli swoje ogromne oszczędności. Podobnie jak mieszkańcy okolicy, nie wszyscy przyjaciele widzą sens w tym, że wydała tyle pieniędzy na kolejny dom, ale żona mistrza Formuły 1 jest znana z silnego charakteru i niezależności. Jest przekonana, i świecie w to wierzy, że miejsce, z którym związanych jest tysiące cudownych wspomnień, zbawczo wpłynie na stan zdrowia jej męża.

Niestety - według adwokata rodziny „Michael z powodu bardzo poważnego uszkodzenia mózgu nie może ani chodzić, ani utrzymać się w pozycji pionowej. Nie mówi, ani nie odzyskał pamięci”. Jednak dwóch najbliższych przyjaciół, którzy regularnie go odwiedzają w La Reserve, głównej rodzinnej posiadłości nad brzegiem Jeziora Genewskiego mówią: „Kiedy sadza się Michaela na jego specjalnym fotelu twarzą w stronę tej niezwykłej, bajkowej panoramy gór, które „wpływają” do jeziora, zdarza się, że Michael płacze”.

Rokowania nie są jednak optymistyczne

Może więc Corinna ma jednak rację i kiedy jej mąż pojawi się w nowej posiadłości na Majorce magicznie wpłynie to na jego zdrowie? Ona nigdy nie traci nadziei. I walczy. Codziennie w jej domu jest piętnaście osób. To najwyższej klasy fachowcy w swoich dziedzinach. Trzej masażyści, pod okiem fizjoterapeuty Michaela, Kaia Schnapki dbają, by mięśnie mistrza nie zwiotczały. Do zadań czterech opiekunów należy utrzymywanie higieny, karmienie i przewracanie Schumachera z boku na bok. Tylko tak można uniknąć odleżyn. Ekipę medyczną uzupełniają trzy pielęgniarki, które na zmianę monitorują wszystkie procesy życiowe, dwóch lekarzy specjalizujących się w urazach mózgu oraz osoba odpowiedzialna za aparaturę ułatwiającą oddychanie.

Rokowania nie są jednak optymistyczne. Doktor Gary Harstein, były główny lekarz Formuły 1 przyznał nawet, że jesteśmy świadkami „długiego pożegnania” mistrza. Zasugerował, że osoby, które przez tyle czasu były w śpiączce, żyją jeszcze tylko od kilku miesięcy do kilku lat po wybudzeniu. Pragnący zachować anonimowość przyjaciel Michaela Schumachera zdradził w rozmowie z gazetą „Daily Express”, że rajdowiec nigdy nie wróci do sprawności sprzed wypadku. „To już nie jest ten sam człowiek. Przeżył wypadek. Przeżył dwie operacje. Nikt jednak nie wie, czy będzie mówił? Chodził? Czy da radę zjeść i ubrać się samodzielnie? Nawet lekarze nie znają odpowiedzi na te pytania”, emocjonował się. W podobnym tonie wypowiedział się też inny kierowca Formuły 1. Philippe Streiff, który po kraksie w wyścigu porusza się na wózku inwalidzkim: „Michael nie ma w ogóle kontroli nad ciałem. Jest sparaliżowany. Nie mówi, ma poważne kłopoty z pamięcią”, opowiedział we francuskim radiu Europe 1. Nie chciał jednak zdradzić jak wszedł w posiadanie takich informacji. Na pewno nie uzyskał ich od rodziny Schumachera.

Pieniądze nie grają roli

Mimo tych wszystkich doniesień, za szczelnie zamkniętymi drzwiami szwajcarskiej rezydencji Michaela od pięciu lat panuje wiara, nadzieja i optymizm.

Przekształcenie domu z widokiem na Jezioro Genewskie w specjalistyczną klinikę kosztowało Corinne piętnaście milionów euro. To dlatego, żeby zapłacić za wynajem sprzętu i dostosowanie kilku pokoi dla jej sparaliżowanego męża, sprzedała należący do rodziny... samolot. Szary Falcon 2000EX z inicjałami MS na kadłubie, który Schumacher kupił kilka lat temu za 32 miliony euro, został wylicytowany za prawie 25 milionów. „To jej fundusz na najbliższe miesiące. Do tamtych wydatków należy przecież doliczyć utrzymanie personelu. Tydzień ich pracy kosztuje 150 tysięcy euro”, dowiedział się magazyn „Paris Match”. Ale Corinne ma środki, by walczyć o powrót męża do zdrowia. Według szacunków majątek Schumachera to prawie 633 miliony euro! Wciąż jest drugim po golfiście Tigerze Woodsie najlepiej zarabiającym sportowcem w historii. I jednym z najbardziej rozpoznawalnych.

Nigdy się nie podda

W czasach, gdy Schumacher ścigał się o Grand Prix Formuły 1, prawie nie okazywał emocji. Zdarzało mu się wygrywać wyścigi w ostatnich sekundach, nigdy nie bał się podejmować ryzyka, a mimo to na podium emanował wewnętrznym spokojem, wręcz chłodem. To dlatego przylgnęła do niego ksywka „Czerwony Baron”, od koloru stajni Ferrari, dla której odnosił największe sukcesy. Nawet teraz, w milionach listów i maili przychodzących do rodziny Schumachera, kibice wciąż go tak nazywają. A jednym z wielbicieli „Barona” jest też rezolutny ośmiolatek z Ulsteru, który wysłał Michaelowi własnoręcznie napisaną książkę „Przygoda z Ferrari”.

Żona Schumachera nie mogła ukryć wzruszenia, kiedy otrzymała tę przesyłkę. W podziękowaniach dla Aidana Gormley'a, autora książeczki, napisała, że przeczytała ją pogrążonemu w śpiączce mężowi. „To piękny prezent. Na pewno pomoże nam przetrwać ciężkie chwile. Obiecuję ci, że Michael się nie podda. Jest przecież wielkim wojownikiem”, przekonywała chłopca przejętego losem idola. Mimo że codziennie patrzy na nieprzytomnego, otoczonego amuletami Schumachera - przy łóżku leżą szczotka do włosów Giny Marii, złoty krzyżyk, który podarował synowi Mickowi i ulubiona bransoletka rajdowcy, odnaleziona po kilku miesiącach na miejscu felernego wypadku, wciąż wierzy, że to jeszcze nie koniec ich wspólnej przygody. „Nawet gdyby miał resztę życia spędzić na wózku i tak byłaby szczęśliwa”, zdradzali jej przyjaciele. „Gina Maria i Mick są pod wielkim wrażeniem tego, jak zachowuje się ich mama. Nie miewa nawet chwili zwątpienia, jest gotowa poświęcić wszystko, by jej ukochany mąż odzyskał zdrowie”, przekonywał portal internetowy telewizji BBC.

Zawsze uchodzili za wzorową parę. Wyciszony, obojętny na emocje Schumacher ożywiał się tylko w towarzystwie Corinne. Narażony na tysiące pokus nigdy też nie zawiódł jej zaufania. W jednym z ostatnich wywiadów przyznał, że przez prawie 20 lat ich małżeństwa prawie nigdy się nie pokłócili. „Oczywiście zdarzały się różnice zdań, spory, ale nie rozwiązywaliśmy ich podniesionym głosem. To wynika nie tylko z miłości, ale też z szacunku, jakim się darzymy”, opowiadał „Czerwony Baron”.

Rodzina, jak najlepszy zespół

Poznali się w 1991 roku na przyjęciu zorganizowanym przez Ferrari. Corinna była wtedy związana z innym niemieckim kierowcą, Heinzem-Haraldem Frentzenem. Ale mimo teorii spiskowych kilku tabloidów, Schumacher nie odbił koledze partnerki. Potwierdził to po latach sam Frentzen. „Myślę, że już wtedy, podczas tego przyjęcia nic nas z Corinną nie łączyło. Rozstaliśmy się niewiele później”, przekonywał. A Michael cierpliwie czekał, by zaprosić śliczną blondynkę na randkę.

Udało mu się to dopiero pod koniec roku. I już nie pozwolił jej odejść. Dziennikarze sportowi żartowali, że są jak świetnie zgrany zespół. Michael spełniał się na torze, a Corinne, która żyła z dala od medialnego zgiełku, zajmowała się wychowywaniem dzieci i rozwijaniem swoich pasji. Opiekowała się końmi i uprawiała reining, czyli jeździectwo westernowe. W 2010 roku zdobyła nawet złoty medal na mistrzostwach Europy w tej dyscyplinie. Ten sukces zadedykowała mężowi, który na dziesiątą rocznicę ślubu (2005 rok) podarował jej ranczo. Do tej pory jest to najnowocześniejszy prywatny obiekt treningowy w Szwajcarii.

Schumacher kiedy się ścigał rzadko bywał w domu. Przygotowania do sezonu i wyścigi zajmowały ponad 250 dni w roku. Dlatego tak chętnie poświęcał rodzinie nieliczne wolne chwile. Po raz pierwszy na tor kartingowy zabrał Micka, gdy chłopiec miał pięć lat. Starsza Gina Maria już wtedy była jedną z najlepszych zawodniczek w swojej kategorii wiekowej. „Jego syn to chyba najmłodszy dzieciak, który kręcił się po torze”, wspominał właściciel Philippe Ossola. Dodał też, że Michael oczywiście zapewnił pociechom najszybszy sprzęt. „Sam regulował silnik, linki, ustawienie kół. Stał przy bandzie i cały czas doradzał dzieciakom. Mick był tak przejęty, że nawet podczas lunchu nie chciał zdejmować kasku”, opowiadał dalej Ossola.

Geny nasiąknięte adrenaliną

Ostatecznie Gina Maria nie złapała wyścigowego bakcyla. Od czasu do czasu zrobi kilka okrążeń, naprawdę szybkich, na torze gokartowym, ale swoją przyszłość wiąże z reiningiem. Poszła w ślady mamy. I ma duże szanse, że niedługo przebije jej osiągnięcia. Karierę robi także Mick. Jak piszą niemieckie gazety, ojciec byłby teraz z niego naprawdę dumny. Z sukcesami ściga się w Formule 3. Na początku, żeby nie wzbudzać niepotrzebnego zamieszania, występował pod nazwiskiem panieńskim matki Betsch. Teraz, jednak na tablicy wyników figuruje, jako Schumacher Junior. „Jest kopią ojca. Podobny fizycznie, tak samo skupiony i zamknięty w sobie przed wyścigiem jak Michael”, opisywał „Paris Match”. Ten słowa potwierdzają znajomi Giny Marii i Micka. Według nich dzieci Michaela są uparte, zdeterminowane by osiągnąć cel. I niezależnie od wszystkiego zawsze chcą wygrywać. Przypadek?

Ich ojciec już raz otarł się o śmierć. Jednak nie na torze, tylko podczas rekreacyjnej jazdy motocyklem w hiszpańskiej Murcii. I tak, jak po pechowym zjeździe na nartach we francuskim Meribel też uszkodził sobie mózg. Wtedy jednak obrażenia były o wiele mniejsze. A on, jak zawsze zamiast wyciągnąć wnioski, ryzykował jeszcze bardziej. Nie robił tego dla sławy, rozgłosu, tylko po, to by zaspokoić potrzebę rywalizacji. We wszystkim, czym się zajmował musiał sprawdzić swój limit. Rok temu właśnie dlatego zjechał ze szlaku narciarskiego na nieoznaczoną trasę. Na kasku miał zamontowaną kamerę i chciał nagrać film z ekstremalnego zjazdu. Pech chciał, że trafił na ukrytą pod śniegiem skałę. Co się stało potem, wiedzą już wszyscy.

Schumacher od lat powtarzał, że jego największym sukcesem jest wspaniała rodzina. „Nieważne ile tytułów zdobyłem, gdyby nie moi bliscy, nic nie dawałoby mi radości”, przekonywał siedmiokrotny mistrz Formuły 1. A teraz, gdyby mógł zobaczyć jak troskliwie się nim opiekują, na pewno doceniłby ich jeszcze bardziej. 

Michael Schumacher
Fot. Getty Images

Michael i Corinna Schumacher

Michael i Corinna Schumacher
Fot. FaceToFace/REPORTER/EAST NEWS

Michael i Corinna Schumacher
Fot. ASSOCIATED PRESS/East News

Wideo

Poznaj jeden z największych trendów w makijażu!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Ewa Farna bez tajemnic! Takiej rozmowy jeszcze nie było!