Z ŻYCIA GWIAZD

Mąż Krystyny Jandy odszedł 10 lat temu. Ich miłość była wyjątkowa...

Aktorka opublikowała wzruszające zdjęcie

Iza Bartosz i Krystyna Pytlakowska 11 kwietnia 2018
Krystyna Janda, Viva! luty 2015
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

Krystyna Janda dwa razy wychodziła za mąż. Jej pierwszym mężem był Andrzej Seweryn. Para doczekała się córki, Marii Seweryn, lecz ich związek był burzliwy i krótki. Drugim mężem i zarazem miłością życia aktorki był Edward Kłosiński. Para była małżeństwem w latach 1981-2008. Wybitny operator filmowy zmarł 5 stycznia 2008 roku po krótkiej, dramatycznej walce o życie. „Powtarzał, że nie umrze przede mną, bo przecież nie może mi tego zrobić”, mówiła aktorka. Tej jednej, jedynej obietnicy nie dotrzymał. Niedawno opublikowała w internecie zdjęcie ślubne. Uwagę zwraca jej nietypowa, ciemna sukienka. W tym wyjątkowym dniu Krystyna Janda wyglądała wyjątkowo skromnie.

Historia miłości Krystyny Jandy i Edwarda Kłosińskiego

Z Edwardem Kłosińskim Krystyna Janda dzieliła 27 najszczęśliwszych lat. Zawsze powtarzała: „Tym związkiem raz na zawsze urządziłam sobie życie. Edward nigdy mnie nie zawiódł”. Ich wspólni znajomi mówią, że było to małżeństwo niezwykłe. „O nich można by było napisać książkę”, mówi Daniel Olbrychski. „Pracowaliśmy wspólnie tyle razy i jedynym określeniem pasującym do Edwarda jest według mnie »świetlany«. Odszedł jeden z najwybitniejszych ludzi kina. Jestem pewien, że on już tam, na górze fotografuje boże aniołki. Musi tylko dobrać odpowiednią przesłonę, bo tam przecież na pewno jest dużo światła. A ja teraz myślę głównie o tych, co zostali, o chłopcach i Krysi”, dodaje Olbrychski, który na pytanie, jakie było małżeństwo Jandy i Kłosińskiego, odpowiada: „Ono jest, ono wcale się nie skończyło. Nie mam prawa snuć domysłów, co jest na tamtym świecie, ale jestem pewien, że ten związek przetrwa nawet śmierć”.

Poznali się w 1976 roku na planie „Człowieka z marmuru”. Ona miała 24 lata, on był 10 lat starszy. Wtedy jeszcze Janda była żoną Andrzeja Seweryna i matką rocznej Marysi. Wiele osób pracujących przy filmie zauważyło, że od początku połączyło ich wielkie porozumienie dusz, a Kłosiński opracował nawet specjalny sposób filmowania młodej aktorki podkreślający jej osobowość i temperament. Kilka lat później rozpadło się małżeństwo Jandy i Seweryna. Janda powiedziała potem, że inaczej myśleli o życiu. Po roku była już żoną Kłosińskiego. W jednym z wywiadów na pytanie, czy można pragmatycznie wytłumaczyć sobie rozpad małżeństwa, odpowiedziała: „Można, zwłaszcza gdy spotyka się mężczyznę, który mówi: »Wchodzisz, blask, za tobą ciemność«. Jestem ze swoim mężem dwadzieścia kilka lat i do dzisiaj, kiedy coś opowiadam w towarzystwie, wśród ludzi i przypadkiem na niego spojrzę, łapię go na takim spojrzeniu i uśmiechu, które mnie samą zdumiewają i wprawiają w rozbawienie. Ten blask oślepia go chyba dalej”.

To była wielka miłość. Nie było tu miejsca na nielojalność, zdrady, flirty albo romanse. Andrzej Saramonowicz, uznany scenarzysta i reżyser, wspominał wywiad z Jandą o blaskach i cieniach tzw. wieku średniego: „Zapytałem, czy chciałaby się jeszcze raz zakochać. »Nie, skąd!«, odpowiedziała zaskoczona. A w jej oczach dostrzegłem żar kobiety zakochanej nieustająco, mimo wielu lat wspólnego życia, w swoim mężu. A potem poznałem Edwarda Kłosińskiego i źródło owego czaru ujawniło się przede mną w całej oczywistości. Był wspaniałym człowiekiem.

Przyjaciele podkreślają, jak bardzo był skromny i pozornie zdawało się, że żył w cieniu swojej żony. Ale to nieprawda. Po prostu bardzo się różnili. Janda, impulsywna, często działała pod wpływem chwili, a jej mąż, cichy i refleksyjny, nadawał temu związkowi spokój. „Przyjmujemy kolejną pracę jak wspólnego kochanka czy kochankę do związku i w związku z tym przeżywamy nową miłość”, powiedziała Krystyna Janda w wywiadzie dla „Twojego Stylu”. A jej mąż dodał: „Kiedy decydujemy się coś zrobić, zawsze jest to dla nas coś wyjątkowego, co nas naprawdę interesuje i na co mamy ochotę”. Przy okazji wspólnej pracy nad filmem wyznał żartobliwie, że jest w tej szczęśliwej sytuacji, że sypia z reżyserem, a wiele rzeczy przecież omawia się w łóżku. Jego pogoda ducha i niezwykłe poczucie humoru okazały się nieocenione, kiedy Janda wpadła na pomysł założenia własnego teatru. Spełnienie największego zawodowego marzenia okazało się trudniejsze, niż oboje przewidywali. W końcu pokonali trudności. W centrum Warszawy powstał teatr Polonia. „Nie byłoby tego teatru, gdyby nie mój mąż”, mówiła w wywiadach. Jeszcze nigdy nie czuła się tak spełniona. W końcu miała własne miejsce pracy. A po wieczornych spektaklach wracała do swojej oazy – do domu w Milanówku. Tam czekali na nią najbliżsi: mama, mąż i dzieci.

W Milanówku Krystyna Janda zamieszkała, gdy Marysia była jeszcze mała. Kiedy związała się z Edwardem, obawiała się, że nie urodzi mu już dzieci. Los okazał się łaskawy. Kiedy miała 38 lat, na świat przyszedł Adaś. Rok później urodził się Jędrek. „Nasz dom to dzieci. Kiedy czasem chłopcy gdzieś wyjeżdżali, oboje z mężem chodziliśmy po domu jak obłąkani: beznadziejny dom, cicho, nic się nie dzieje. Lubimy, jak jest dużo ludzi, jak jest zamieszanie, jak wszyscy siadamy do stołu”. Wspólne śniadania to był obowiązek. „Od lat o siódmej rano siadamy razem przy stole. Często wracam do domu o piątej nad ranem, a i tak wstaję o siódmej na śniadanie, bo wiem, że te pół godziny musi być. To jest constans, że możemy sobie spojrzeć w oczy”. W jednym z wywiadów wyznaje: „Mam w sobie optymizm, który mi cały czas szepce do ucha, nawet w beznadziejnych sytuacjach, że wszystko się uda. Jestem optymistką, nawet przeciwko zdrowemu rozsądkowi”. Tak naprawdę bała się tylko o zdrowie najbliższych. Przyznała się kiedyś, że często myśli o śmierci. Zdarzało jej się czasem zakrzyknąć do męża: „Boże, Edward, ja nie chcę umierać. Bo mi tak żal, że umrę. Nie chcę opuścić tego fantastycznego świata”. A mąż odpowiadał, że jest egzaltowana. „Ale dwa dni temu mnie prawdziwie rozśmieszył. Byliśmy u rodziny w odwiedzinach i spaliśmy na niewygodnej wersalce. Nie mogliśmy zasnąć i kiedy po dwóch godzinach powiedziałam, że idę się położyć na drugim łóżku, powiedział: »Błagam cię, nie odchodź. Ile nam jeszcze zostało lat, że będziemy mogli tak razem leżeć«”.

Na kilka dni przed śmiercią Kłosiński powiedział Grzegorzowi Skurskiemu: „Przeżyłem życie szczęśliwe, bez względu na to, co mnie czeka”. Zdawał sobie sprawę z tego, że jednak będzie musiał opuścić bliskich. Cały czas jakby się spieszył, jakby przeczuwał... Na później odkładał różne sprawy: „Zrobimy to na emeryturze”, a potem jednak wymieniał rury, kładł nowy dach, zakładał przydomowy warzywnik, by ze wszystkim zdążyć. Ale w życiu nie da się zdążyć ze wszystkim. Nie będą pracować już we troje z Andrzejem Wajdą nad filmem „Tatarak” według opowiadania Iwaszkiewicza, jak planowali.

Grzegorz Skurski: „Najtrudniej jest mówić: »był«, kiedy jest. Ciągle jest: widzę go, rozmawiam z nim. Mieszają się wspomnienia zabawne, fascynujące z tragicznymi, chaos bez porządku, logiki. W czasie choroby byliśmy w stałym kontakcie. Edward dzwonił do mnie, do kolegi z dłuższym stażem onkologicznym i pytał, czy może napić się wina. Odpowiadałem: „Bezwzględnie, ale tylko czerwone. Po ciężkiej chemii nie skarżył się na bóle, był tylko osłabiony. Siedzieliśmy na werandzie, prowadziliśmy rozmowę, to znaczy on mówił, a ja słuchałem zafascynowany o malarstwie, którego był fanatykiem. Na stoliku leżały sterty książek ostatnio wydanych, wszystkie przeczytane. Długie rozmowy nie dotyczyły choroby, tylko pasji i przyszłości zawodowej. Miał trzy propozycje. Wybierał”.

I na tym właśnie polegało życie Jandy i Kłosińskiego. Nawet w obliczu beznadziejnych sytuacji ciągle fascynowała ich przyszłość, wyzwania, które jeszcze przed nimi, projekty, których jeszcze nie zrealizowali. Żal im było nawet czasu poświęconego na sen. Ona najchętniej w ogóle by nie spała. Budziła męża i pytała: „Co robisz?”. „No, wiesz, Krysiu, śpię”, odpowiadał. A potem rozmawiali do rana.

W jednym z wywiadów powiedziała: „Edward obiecał mi kiedyś, że nie umrze przede mną, bo przecież nie może mi tego zrobić”. Tej jednej, jedynej obietnicy nie dotrzymał. 

Wideo

Zobacz gwiazdy w kolekcji H&M Conscious Exclusive!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Magdalena Boczarska o filmowych i niefilmowych rolach życia. Mariola Bojarska-Ferenc z synem Aleksem opowiadają, jak celebrują życie i posiłki. Oszołom, obibok… Tak mówiono o Miśku Koterskim. To się zmieniło, gdy się zakochał i został ojcem.