1/9
Mama i dziecko z peruwiańskiego plemienia Quechua
Copyright @ANZERBERGER/FORUM
1/9

Matki dookoła świata. Mistrzynie w ogarnianiu codzienności, ciche bohaterki. Niewyczerpane źródła cierpliwości oraz miłości, na którą nie trzeba zasługiwać. Każdego dnia blisko 300 tysięcy kobiet zostaje po raz pierwszy lub kolejny matkami. I choć w każdym kraju, rodzinie, plemieniu, kulturze postępują według innych tradycji i zwyczajów, łączy je jedno – dla swojego dziecka są najlepsze na świecie. O matkach w najnowszym numerze VIVY! pisze Marta Sapała - dziennikarka, podróżniczka, autorka książek i mama dwóch chłopców.

 

Na zdjęciu: W tradycyjnych społecznościach najmłodsi członkowie są wciąż blisko mamy. Dlatego rzadziej płaczą. Mama i dziecko z peruwiańskiego plemienia Quechua.

 

Polecamy: Pamiętacie ocalonego w Bieszczadach małego niedźwiadka? Jej Misiowatość jest już prawdziwą gwiazdą!

2/9
Mama i córka z ludu Mosua w prowincji Yunnan w Chinach
Copyright @HEMIS
2/9

Doświadczenie porodu bywa jednym z najważniejszych punktów zwrotnych w byciu kobietą. I jednym z najdelikatniejszych. To czas, gdy trzeba się zatroszczyć nie tylko o nowego człowieka. Modelowym przykładem opieki na matkami debiutantkami może pochwalić się Holandia. To kraj, który opatentował tak zwane kraamzorg, w których doświadczone położne opiekują się świeżo upieczonymi rodzinami w ich domach, odwiedzając je, niczym bajkowe wróżki z prezentami, przez pierwsze 10 dni po porodzie i pomagając im nie tylko opanować pielęgnację dziecka, lecz także rzeczywistość: zakupy, sprzątanie, obiad. Matki mogą się w tym czasie zajmować tym, co dla nich i ich dzieci najważniejsze – poznawaniem się i budowaniem więzi.
Ale i inne kultury znają wartość odpoczynku po wysiłku, jakim jest poród. Chinki w czasie połogu jedzą rosół mocy, Koreanki – wołowo-wodorostowy wywar miyeok guk. W Turcji położnice dostają do picia słodki cynamonowy napój lohusa şerbeti, a w Indiach są masowane gorącymi olejami i zażywają kąpieli w liściach neem. Zamożne Tajwanki spędzają poporodowy miesiąc zuò yuèzi (dosłownie „miesiąc na siedząco”) w specjalnych hotelach dla matek i dzieci. Mieszkanki Ameryki Środkowej mogą się cieszyć obyczajem zwanym la cuarentena, czyli 40-dniowym zwolnieniem z życiowych obowiązków. Czas ten spędzają z dala od mężczyzn, dopieszczane przez bliskie kobiety, które – jak holenderskie położne – gotują, sprzątają, a gdy trzeba, zabierają noworodka, żeby matka mogła pospać. Badania pokazują, że latynoska cuarentena, chiński zuò yuèzi, hinduska jaappa, ale też właściwie wykorzystany europejski połóg nie tylko pomaga odpocząć po wysiłku porodu oraz zebrać siły przed wieloletnim wysiłkiem macierzyństwa. Łagodna inicjacja w świecie matczynych zobowiązań jest najlepszym antidotum na baby blues, czyli emocjonalne rozchwianie, które dopada po porodzie blisko 80 procent kobiet. Przeciwdziała też depresji poporodowej. Towarzystwo innych kobiet w tym momencie stymuluje wydzielanie oksytocyny – hormonu miłości, produkowanego w trakcie seksu, porodu i… karmienia piersią.
 

Polecamy też: Podróże Marka Niedźwieckiego: "Australia to mój nałóg. Chcę tam wrócić"

3/9
birmańska mama z dziećmi
Copyright @HUBER/FORUM
3/9

Mleczna droga matek i ich dzieci nie wszędzie wygląda tak samo. Choć blisko połowa kobiet na świecie karmi swoje dzieci, dopóki nie ukończą one przynajmniej dwóch lat, mleko matki – najzdrowszy i najbezpieczniejszy pokarm dla niemowlęcia – jest najpopularniejsze tam, gdzie żyje się… najtrudniej. Wśród kobiet żyjących w krajach pustynnej Afryki, w Himalajach i wysokogórskich Andach, nad Amazonką, na rozproszonych po oceanach wyspach, wśród nomadek wędrujących z miejsca na miejsce, wszędzie tam, gdzie mieszanka z puszki jest zwyczajnie niedostępna albo zbyt droga, aby mogła stanowić podstawę codziennego żywienia, odsetek karmiących piersią matek sięga niemal 100 procent. Ale są też miejsca, gdzie na decyzję o wejściu na mleczną drogę wpływ ma tradycja.
W Nepalu matczyne mleko jest uważane za święty pokarm, a w języku hindi istnieje zwrot oznaczający „mamincycka”, który jest synonimem niezwykle odważnego mężczyzny.

 

Na zdjęciu: Dzieci noszone przez dziewięć miesięcy w łonie mamy po urodzeniu nadal lubią być noszone. Na zdjęciu birmańska mama z dziećmi.

 

Polecamy także: Katarzyna Zielińska na Bali. "Nigdzie na świecie kwiaty nie pachną tak pięknie".

4/9
„Kobiety "żyrafy” z Birmy
Copyright @BE&W
4/9

W ubogich rejonach świata karmi się dzieci piersią nawet do ukończenia przez nie czwartego roku życia. Światowa Organizacja Zdrowia sugeruje utrzymanie takiej diety do ukończenia przez dzieci drugiego roku życia. Wśród europejskich matek (które, podobnie jak Amerykanki i Kanadyjki, znacznie zaniżają statystyki, rezygnując z karmienia często już na starcie) wyróżniają się mieszkanki Norwegii, gdzie niemal 80 procent półrocznych dzieci wciąż pije mleko mamy. Być może dlatego, że – podobnie jak w społeczeństwach pierwotnych – karmienie piersią w Norwegii nie budzi żadnych społecznych emocji. Matki karmią tam bez zahamowań – w parkach, knajpkach, centrach handlowych. W Australii z kolei karmiące matki wspiera się również prawnie – ich wypraszanie bądź mobbingowanie jest zabronione, a od 2008 roku w australijskim parlamencie znajdują się specjalne pokoje do karmienia dla posłanek z dziećmi przy piersi.

 

Na zdjęciu: Kobiety żyrafy” z Birmy. Więź z innymi kobietami jest dla młodych matek bardzo ważna w każdej kulturze.

 

Polecamy też: Andora - zimowe księstwo w Pirenejach. Na narty z VIVĄ!

5/9
Mama i córka na Syberii
Copyright @Arctic Photo
5/9

Antropolodzy, którzy badają relacje między rodzicami a dziećmi w tradycyjnych społecznościach, często zauważają, że ich najmłodsi członkowie niemal w ogóle… nie płaczą. Powodem jest, zdaniem badaczy, fakt, że dzieci cały czas spędzają blisko innych. Matki noszą je przez większość dni albo oddają starszym siostrom, braciom lub komuś z plemienia. Dzieci, dopóki nie zaczną same chodzić, spędzają w ten sposób niemal całe dnie.
Antropolożka Evelin Kirkilionis twierdzi, że potrzeba bycia noszonym jest czymś, z czym człowiek przychodzi na świat. Przedstawiciele homo sapiens są bowiem jej zdaniem – podobnie jak ich genetyczni krewniacy, małpy – noszeniakami. Kołysani przez dziewięć miesięcy w matczynych brzuchach nie przestają z dnia na dzień tego kołysania potrzebować. Wiedzą o tym matki zamieszkujące górskie rejony Laosu, Tajlandii i Chin, które noszą dzieci na plecach, w miękkich, uszytych z mocnej tkaniny nosidłach mei tai, Afrykanki, które przywiązują do siebie dzieci kawałkiem tkaniny zwanym kangą, oraz mieszkanki Papui-Nowej Gwinei, gdzie transportuje się dzieci w umocowanej na czole siatce bilum. Ciekawe rozwiązanie opatentowano w mroźnych rejonach Kanady i Alaski – Inuitki, które spędzają dużo czasu z dziećmi na dworze, noszą je w wyłożonym foczym futrem kapturze amauti. W ekonomicznie sytej, ale też spragnionej bliskości Europie coraz popularniejsze są długie, tkane w pięknych kolorach chusty, w których matki wiążą już nawet kilkudniowe noworodki.
 

Na zdjęciu: Syberia. Niska temperatura i gruba odzież nie przeszkadzają przytulić się do mamy.

 

Polecamy też: Etiopia, Sudan, Kenia. Warsztaty z portretu - Afryka oczami Marcina Kydryńskiego.

6/9
Mama karmi dziecko w szpitalu w Oncocua w Angoli
Copyright @LAIF/CZARNY KOT
6/9

Podobnie jak wózek lub kołyska własne łóżeczko też jest luksusem, na który stać tylko niewielką część świata. Większość noce spędza razem, na wspólnym posłaniu. Matki, którym zdarzyło się żyć i wychowywać dzieci w Indiach, śpią nie tylko ze swoimi życiowymi partnerami i dziećmi. W nocy towarzyszy im ayah, niania. Postać, bez której nie ma w Indiach rodzinnego życia. Bez jej pomocy obywają się tylko najuboższe rodziny.
Dzieci nie rozstają się na noc z rodzicami również w Korei oraz Japonii – wynika to nie tylko z potrzeby bliskości, lecz także z wagi, jaką przy wiązuje się w tych krajach do związku matki z dzieckiem, który – odmiennie niż w Europie – jest uważany za relację pierwszoplanową. Na drugim biegunie jest Finlandia ze swoją słynną wyprawką od państwa, której bazę stanowi kolorowe kartonowe pudło dla nowego człowieka w rodzinie.

 

Na zdjęciu: Mleko matki, najzdrowszy pokarm dla niemowlęcia, jest najpopularniejsze tam, gdzie żyje się najtrudniej. Mama karmi dziecko w szpitalu w Oncocua w Angoli.

 

Polecamy: Indie. Nad świętym brzegiem Gangesu spotykają się codziennie życie i śmierć. Reportaż z Waranasi.

7/9
Angola. Mama  z plemienia Mwila ze swoim dzieckiem albinosem
Copyright @BE&W
7/9

Różne są sposoby, w jakie matki pomagają dzieciom rozwijać samodzielność. Japonki bardzo szybko zaczynają wdrażać obowiązki i puszczają dzieci – pod opieką starszaków – same, by załatwiały różne sprawy. Szwedki namawiają potomstwo do samodzielnych wypraw do szkoły lub kina. Plemiona amazońskie, opisane przez Jean Liedloff w książce „W głębi kontinuum”, wychowują dzieci, obdarzając je podobnym zaufaniem jak dorosłych. Dlatego matki nie reagują nawet wtedy, gdy ich dzieci bawią się maczetami, siedząc na skraju przepaści. Ufają, że posiadają one, jak wszystkie żywe stworzenia rodzaju ludzkiego, instynkt samozachowawczy. Nie skaleczą się więc, nie zranią, nie osuną w dół. „I dzieci tak właśnie – pisze Liedloff – robią”. Bo tym, co łączy wszystkie dzieci na świecie, jest to, że chcą spełniać oczekiwania swoich rodziców.

Na zdjęciu: Angola. Mama z plemienia Mwila ze swoim dzieckiem albinosem.

Zobacz także: Ocalić misia. Natura wyposażyła niedźwiedzie polarne w odporność na siarczyste mrozy, ale nie w odporność na ocieplenie klimatu, które je zabija.

8/9
rodzina z miasta Bihar
Copyright @PANOS/CZARNY KOT
8/9

Jest też model włoski, w którym – jak nigdzie indziej w świecie – powszechne jest długie gnieżdżenie się w rodzinnym domu. Bamboccioni to dorośli mężczyźni, którzy mieszkają z rodzicami nawet grubo po trzydziestce. Z przystani pod matczynymi skrzydłami korzysta aż 32 procent młodych dorosłych Włochów! W Stanach Zjednoczonych ukuto z kolei pojęcie „helicopter parenting” dotyczące rodziców przesadnie chroniących swoje dzieci przed wszelkimi potencjalnie trudnymi doświadczeniami.
A rozwój? Mistrzyniami uwalniania dziecięcego potencjału są matki z Azji, zwłaszcza z Chin i Korei, gdzie obowiązuje konfucjański model wychowawczy, którego filarami są pilność, posłuszeństwo oraz pracowitość. Z badań wynika, że to właśnie koreańscy (oraz amerykańscy) rodzice najczęściej używają synonimów słowa „bystry”, „utalentowany”, „wyjątkowy” w stosunku do własnych dzieci. Jest to jedna czwarta wszystkich przymiotników! Dla porównania: Holendrzy robią to blisko trzy razy rzadziej. To kraj, w którym rodzice nie stresują się niewykorzystanym potencjałem swego dziecka. Nikt nie powinien być ciemiężony w imię rozwoju, mówią, za to każdy ma prawo zmarnować swój talent.

 

Na zdjęciu: W Indiach więzi rodziców i dzieci są wyjątkowo silne. Na zdjęciu rodzina z miasta Bihar.

 

Polecamy też: Kto rządzi w Puszczy Białowieskiej? Żubr jest największą gwiazdą, ale dzięcioł depcze mu po piętach

 

9/9
Afgańska mama z dzieckiem na wiecu poparcia dla kandydata na prezydenta
Copyright @REUTERS/FORUM
9/9

A gdzie najlepiej być matką? Wszędzie tam, gdzie nie przeżywa się macierzyństwa w izolacji. Amerykańska organizacja Save the Children, która od lat monitoruje warunki życia dla matek i dzieci na świecie, donosi: dzieci najlepiej wychowywać na północy Europy. Dania, Szwecja, Finlandia, Norwegia, Islandia oraz Holandia to kraje, w których matki oraz ich partnerzy mogą się cieszyć długimi, finansowanymi przez państwo urlopami rodzicielskimi oraz wsparciem przy powrocie do pracy, a dzieci – siecią doskonale prowadzonych żłobków, przedszkoli oraz szkół. Dzieciatych się tam hołubi, ułatwiając im dostęp do przestrzeni publicznej. Nic dziwnego, że kraje te są demograficznymi rekordzistami Europy. Rodzinna konfiguracja 2 + 4 nie jest tam wcale egzotycznym wyborem.
Najtrudniej – zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę medyczne statystyki – jest w krajach pustynnej Afryki: Czadzie, Somalii na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Szczęśliwie matki mogą liczyć na oparcie w lokalnych społecznościach. W opiece nad nimi i dziećmi bierze udział cała wioska.
Jedno jest pewne: matki oraz ich wychowawcze nawyki są tak różne, jak różne są kultury. I choć nie da się porównać życia kobiet, którym przyszło wychowywać dzieci w rozdzieranej konfliktami Afryce, z codziennością matek z bezpiecznych rejonów świata, jedne i drugie mają ze sobą dużo wspólnego. Przebadała to psycholożka i antropolożka Jennifer Lansford, która przez dekadę obserwowała relacje blisko 1400 matek i dzieci na całym świecie: od Japonii przez Bangladesz po Stany Zjednoczone. Niezależnie od tego, czy nosimy swoje dzieci w chuście czy wozimy w wózku, karmimy je piersią czy butelką, bez względu na to, w jaki sposób okazujemy im miłość – wszystkie chcemy dla nich tego, co najlepsze. Bo kochamy je podobnie mocno.
 

Na zdjęciu: Potrzeba bliskości jest czymś, z czym przychodzi się na świat. Afgańska mama z dzieckiem na wiecu poparcia dla kandydata na prezydenta.

 

Polecamy też: Surfowanie po Arktyce. Dziewicze krajobrazy, niskie temperatury i dużo wrażeń. Zobaczcie zdjęcia!

TAGI #Chiny #Indie

Wideo

Zobacz gwiazdy w kolekcji H&M Conscious Exclusive!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Magdalena Boczarska o filmowych i niefilmowych rolach życia. Mariola Bojarska-Ferenc z synem Aleksem opowiadają, jak celebrują życie i posiłki. Oszołom, obibok… Tak mówiono o Miśku Koterskim. To się zmieniło, gdy się zakochał i został ojcem.