o niej się mówi

Marta Glik w szczerym wywiadzie: „Pół roku nie mogłam zajść w ciążę…”

„Kariera Kamila to też moja zasługa”

Monika Katarzyna Krupska 17 czerwca 2018 12:01

Jest żoną jednego z lepszych polskich piłkarzy, raczej unika rozgłosu i pozowania na ściankach. Marta Glik, żona obrońcy Kamila Glika, która ostatnio przeszła spektakularną metamorfozę pod okiem Anny Lewandowskiej właśnie zdecydowała się na bardzo szczery wywiad, który został opublikowany na stronie trenerki. Opowiedziała o trudach zajścia w ciążę, o porodzie, a także wyznała, że kariera Kamila to też jej zasługa. Co jeszcze zdradziła? 

Marta Glik ciąża i macierzyństwo 

Marta i Kamil Glik poznali się w wieku 7 lat. Pod koniec gimnazjum, w trzeciej klasie zaczęli się ze sobą spotykać. „Jesteśmy swoimi pierwszymi partnerami i mam nadzieję, że ostatnimi”, powiedziała na blogu Lewandowskiej Marta Glik. 

W 2011 roku para stanęła na ślubnym kobiercu. Dwa lata później urodziła się ich jedyna córka - Victoria. „Wybiegłam z gabinetu z płaczem, szczęśliwa! Zdawałoby się, że my – zdrowi, młodzi ludzie – nie powinniśmy mieć problemów z zajściem w ciążę. A jednak. Zajęło nam to pół roku. Ale tak ze sportowcami jest: mają podwyższony poziom testosteronu, więc czasem są małe problemy”, powiedziała.

Dodała, że Kamil bardzo ucieszył się na wiadomość o ciąży żony, choć dzień wcześniej złodzieje włamali się do ich mieszkania w Turynie. Marta swój poród wspomina bardzo dobrze, choć męża nie było u jej boku, ponieważ był na zgrupowaniu. 

„Ja chyba jestem w tej nielicznej grupie kobiet, które wspominają poród bardzo dobrze. U mnie to była szybka akcja: 40 minut i po krzyku. Bólu porodowego nawet nie pamiętam.

Marta urodziła w sobotę. W poniedziałek wyszła ze szpitala, a we wtorek już prowadziła samochód! „Mówiłam sobie: Jak ja będę tak rodzić, to przynajmniej z czwórkę dzieci mogę mieć”, wyznała. Dodała, że Kamilowi udało się do niej i córki dotrzeć dopiero w niedzielę w nocy. W poniedziałek załatwiał sprawy urzędowe związane z Victorią, spędził z rodziną dzień i wrócił na zgrupowanie reprezentacji. „Łącznie nie widzieliśmy się miesiąc. Spędziłam ten czas z Victorią sama w Polsce – czekałyśmy na jej paszport. Do Kamila do Turynu doleciałyśmy, jak Vicky miała 26 dni. 2 dni później byłyśmy już razem na stadionie. Od tej pory ona jest zarażona sportem, nie wyobraża sobie nie iść na mecz taty”, powiedziała Marta. 

Dodała, że obecnie córka jest dla Kamila oczkiem w głowie. Zwraca się do niego daddy, mają świetny kontakt. „Jak Victoria zaczęła chodzić, złapali świetny kontakt. On jest dla niej do rany przyłóż. Jestem pewna, że gdybym zostawiła ich na tydzień samych, świetnie by się bawili, gorzej byłoby ze stanem mieszkania… (śmiech). Ale dzieckiem Kamil zająłby się znakomicie. On z nią chodzi na plac zbaw, na basen, bawi się z nią lalkami Barbie w domku. Nie ja, on! Jest naprawdę wspaniały”, wyznała. 

Kariera Kamila 

Glik opowiedziała również o karierze męża. Sportowiec z Polski wyjechał w drugiej klasie liceum, a tuż po ukończeniu szkoły Marta zdecydowała się na wyjazd do ukochanego „Podjęłam decyzję, że nie idę na studia, jadę do niego. Myślę, że jego kariera to też moja zasługa, bo go trzymałam za rogi, pilnowałam. Trzeba było go pilnować. To był młody chłopak, który zaczął zarabiać duże pieniądze. A to różnie jest, wiadomo”, mówiła.

Małżeństwo zawarło między sobą umowę, że Marta będzie mogła się spełniać zawodowo, gdy Kamil skończy karierę. „Taka jest umowa między nami. Znam Kamila i wiem, że ja i Victoria  jesteśmy dla niego najważniejsze. Ten dom, który jest szczęśliwy przekłada się na boisko i na jego zawód. Ja wiem, czego on potrzebuje. Wiem, że gdyby mnie nie było, to wszystko byłoby rozsypane. Wiadomo, że muszę trochę siebie poświęcić, odebrać sobie czegoś, ale nie mam z tym problemu. Jestem szczęśliwa”, powiedziała.  ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Krystyna Janda opowiada o tym, jak nie poddać się losowi i robić to, co się kocha