URODA ŻYCIA

„Podejrzewano u mnie ten typ choroby, który nie kwalifikuje się do przeszczepu”

Kayah wyznała, że z białaczki wyleczyli ją szamani!

Olga Figaszewska 20 października 2018 09:56

„Wierzę, że istnieją zjawiska, których nie widać gołym okiem. Fascynuje mnie to, co nieznane, tajemne”, mówi Kayah. Wokalistka pojawiła się na okładce najnowszego wydania Urody Życia. W rozmowie z Anną Maruszeczko opowiedziała o swoich obawach, przemijaniu, samotności i leczeniu choroby przez szamanów.

Kayah o chorobie, przemijaniu i miłości

 Nadwrażliwość, którą Kayah ma od dziecka uczyniła z niej kogoś, kto pragnie być artystą. „Od dziecka mam bardzo silne drżenie pod wpływem pojęcia „przemijanie”. (…) Zawsze też miałam smutek w  sobie, mimo że jestem osobą bardzo wesołą, energetyczną, lubię się bawić. Ten smutek, nostalgia czy sentymentalizm stały się moim znakiem rozpoznawczym, ale także jakimś piętnem towarzyszącym mi w życiu. Piętnem, które nieraz z życia nie pozwala się cieszyć”, mówi artystka w rozmowie z Anną Maruszeczko.

Czy próbowała coś z tym zrobić? Kayah przez wiele lat pracowała nad sobą. Przebyła autopoznawczą drogę. Musiała wyjść ze strefy komfortu. A wówczas pojawia się sporo niewygodnych pytań. Piosenkarka podkreśla, że oczyszczenie następuje dopiero po życiowych klęskach. Kayah przeżyła ciężko rozpad swojego pierwszego małżeństwa. Obawiała się głównie o syna. Nie chciała mu fundować tego, czego sama doświadczyła w dzieciństwie.

„Jednak wydaje mi się, że punktem zwrotnym było podejrzenie, że mam białaczkę. Wtedy sobie pomyślałam, że mój strach przed przemijaniem miał swoje uzasadnienie. Tym bardziej że podejrzewano u mnie ten typ choroby, który nie kwalifikuje się do przeszczepu. To było 13 lat temu, Roch już chodził do szkoły. Tak bardzo cierpiałam, że nie mogłam patrzeć na kwiaty w doniczkach, bo myślałam: dlaczego one rosną, rozkwitają, a  ja mam umrzeć?”, wyznała.

Kayah leczyła białaczkę u szamanów

Ula Jaworska, charyzmatyczna założycielka banku dawców szpiku kostnego zaprowadziła Kayah do Instytutu Hematologii. Tam zrobiono jej badania, a wczesne wyniki nie napawały optymizmem.  Gwiazda postanowiła spróbować metod niekonwencjonalnych. „Ktoś namówił mnie na kontakt z szeptuchą, ktoś inny zawiózł do Senegalu, do szamana… Nie umiem powiedzieć, co się stało. W  każdym razie nie umarłam. Po kilku miesiącach wyniki krwi się poprawiły. Zapaść zdrowotna i wszystko, co się z  tym wiązało, oczywiście pchnęło mnie ku zadawaniu sobie pytań i właśnie szukaniu na nie odpowiedzi”, dodała.

Kayah zdradziła również, że trudno było jej mówić o sobie dobrze. Kiedyś myślała o sobie  tylko źle. Porównywała się z innymi i czyniła sobie krzywdę. „Wydawało mi się także, że bez mężczyzny nie jestem wartościową kobietą”, dodaje.  Teraz czuje się niezależna. „Staram się cenić siebie, szanować siebie. Również z wdzięczności dla Stwórcy”, mówi.

Zawsze to siebie obwiniała za coś, co jej nie wychodziło. Miało to swoje podłoże w dzieciństwie. „Mój ojciec ciągle mnie krytykował, nigdy nie byłam wystarczająco umuzykalniona, ładna, zawsze koleżanki były lepsze. Nie dał mi tego, czego od ojca potrzebuje dziewczyna. W zamian zbudował we mnie traumatyczną pewność, że w przyszłości każdy mężczyzna będzie mnie tak oceniał. Nie wiem, czy ja to przepracowałam. Pewnie wciąż to gdzieś mam, ale już tego nie kultywuję. Ten tryb ofiary trzeba wreszcie wyłączyć”, dodała.

Wokalistka stara się uwalniać od przeszłości i czerpie moc z miłości. Kayah uważa, że to niezwykłe szczęście znaleźć w swoim życiu kogoś, kto rozumie świat tak samo. „W związku ważne jest by nie rywalizować ze sobą. (…) Tylko wtedy można się uzupełniać i ja mam to szczęście. Moje życie uczuciowe jest pełne satysfakcji, której źródłem są: szacunek, podziw i cierpliwość. To kwestia dojrzałości”, zakończyła.

Cały wywiad z Kayah w najnowszym numerze Urody Życia już w kioskach ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Poznaj jeden z największych trendów w makijażu!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Ewa Farna bez tajemnic! Takiej rozmowy jeszcze nie było!