O TYM SIĘ MÓWI

„Nie jestem zwolennikiem samotności”. TYLKO U NAS Karol Strasburger o swoim burzliwym życiu uczuciowym

KRYSTYNA PYTLAKOWSKA 22 lipca 2017 18:00
Karol Strasburger, Viva! 2014
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

„Z żoną przeżyłem pięknych 30 lat, których nikt mi nie odbierze, ale to się skończyło, a trzeba żyć dalej…”, mówił nam w 2014 roku. Wówczas zdradził, co mu dało siłę, by przetrwać trudny czas żałoby i znów otworzyć się na świat.

TYLKO NAM, Karol Strasburger we wzruszającej, ale pełnej optymizmu rozmowie z Krystyną Pytlakowską opowiedział o tym, czy cieszy się dużą sympatią kobiet i czy chce się znów zakochać?

Zobacz też: Najpiękniejsza polska aktorka, Anna Dymna, obchodzi dziś swoje urodziny

Karol Strasburger o miłości, karierze i przemijaniu

- Ile to już lat minęło od odejścia pana żony Ireny?
Prawie cztery, ale chciałbym zamknąć ten temat. To jedna ze spraw, o których nie chcę rozmawiać. Wszystko co miałem do powiedzenia, już powiedziałem.
 
- Rozumiem, strata cały czas boli. To nie tak, że z czasem ten ból przemija.
Smutek po kimś, kogo się szanowało i kochało, nie przemija nigdy. Tkwi w człowieku do końca, bo ilość chwil, jakie przeżyliśmy razem jest tak wielka, że nie starczyłoby mi życia, aby do każdej z nich powrócić.. Ale nie można bez przerwy o tym rozmyślać, bo to naprawdę nie ma sensu. Nie przywróci nam osoby,  która odeszła.
 
- Panie Karolu czytamy, że jest pan zarzucany przez różne kobiety ofertami matrymonialnymi, uważają, że powinny wypełnić pańskie życie. Myślę, że niełatwo jest takiemu mężczyźnie jak pan żyć samotnie. Zresztą w ogóle facetom z powodu nadwyżki kobiet  trudno być singlem.
Nie chciałbym ostro tego komentować, ale powiem,  że niestety gazety piszą, co chcą i powoływanie się na nie jest kompletnie bezsensowne. Moja jedna wypowiedź interpretowana jest często na wiele sposobów, a potem czytam, jak opisują mnie jako demona seksu, uwodziciela. To nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ktoś w jakiejś rozmowie zapytał mnie, czy jestem zarzucany listami od kobiet, które chcą się ze mną spotkać. Odpowiedziałem na to, że kiedyś może tak było, ale teraz jest tego mniej , a najczęściej są to raczej prośby o pomoc finansową a nie oferty erotyczne.  I nie wiem, kto się za tymi listami  kryje, przecież nie wynajmę detektywów, żeby wyśledzili nadawcę. Poza takimi przypadkami oczywiście wpływa do mnie korespondencja mailowa czy też wiadomości na portalu społecznościowym o różnej treści, w tym także propozycje spotkań na gruncie prywatnym, a nawet miłosne wyznania. Traktuję to jako pozytywny element mojej pracy zawodowej, miło mi, tak zwyczajnie, ale nie obnoszę się z tym, tym bardziej na łamach mediów.

Karol Strasburger, Viva! 2014
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

Karol Strasburger, Viva! 2014


- Autorami takich listów mogą być oszuści typu „na wnuczka”, ale pan jest za skromny – wiele kobiet z pewnością chciałoby sobie z panem ułożyć drugą cześć życia.
Być może, ale ja też wiele w życiu pragnąłem i pragnę i wiem,  że  niektóre z tych pragnień są dla mnie niedostępne czy wręcz nierealne. Nie staram się zatem na siłę realizować czegoś, co mogłoby przynieść mi rozczarowanie. Zatem układam swoje życie w ramach dostępnych realiów mojego świata ( śmiech).


- Jeżeli śni się panu po nocach  Julia Roberts,  to na pewno te pragnienia pozostaną w sferze marzeń. Chociaż  kto wie… może  ona też uległaby pana urokowi.
(śmiech) Byłby to na pewno dla mnie miły komplement, ale właśnie dlatego, że nie jest to w zakresie realnych zdarzeń to moje pragnienia i chęci dotyczą wyłącznie zamkniętego grona znajomych, które przez lata udało mi się stworzyć z bardzo dużej liczby ludzi , przy których czuje się wspaniale. Reszta świata mnie nie interesuje. Jeżeli ktoś czegoś chce, to nikt mu tego nie zabroni. Trzeba marzyć ale też pamiętać, że marzenia często są bardzo trudne w realizacji i w swojej głowie warto ustawiać takie cele, które okażą się dla nas satysfakcją i miłą niespodzianką od losu.
 
- Oświadczają się panu?
Nie, ja dementuję te plotki, jeśli się pojawiły gdzieś. Takie rzeczy wymyślają ludzie,  którzy budują sobie publiczny wizerunek rozrywanych i bardzo atrakcyjnych, ja do nich należeć nie chcę. Owszem, kobiety piszą do mnie listy, czasami bardzo sympatyczne, cyt. ‘pan jest taki miły, jak pan wspaniale wygląda na tym zdjęciu; nie wierzę, że skończył pan 70lat,  bardzo pana szanuję, bardzo mi się pan podoba jako aktor, podziwiam pana za…. Itd.  Jest mi wtedy naprawdę miło, że się podobam, że jestem dla kogoś fajny i ktoś mnie obdarza sympatią, ale nie wyciągam z tego jakichś daleko idących wniosków. Na moim fanpage’u mam super FANKI – są kochane, wspierające, urocze i zawsze  życzliwe. Często mnie kokietują, ale wiemy przecież, że efekt fajnej relacji jaką buduję z tymi, którzy są żywo zainteresowani mną jako Aktorem, człowiekiem z TV ale i prywatnym, normalnym gościem, który nie ustawia muru między sobą, a ludźmi. Dla mnie tego typy wyznania pozostają w relacjach aktor-widz i na tym koniec. Tak naprawdę ode mnie tylko zależy, czy mam ochotę się z kimś spotkać. Nie umawiam się jednak z autorkami tych listów na kawę, bo nawet nie wiem, czy miałbym ochotę z nimi ją wypić.  Mam duże wymagania wobec grona osób jakimi się otaczam, pod kątem różnych kryteriów. Swój wolny czas bardzo cenie i ponieważ za wiele go nie mam, to nie tracę go na przygody (śmiech).


 

Karol Strasburger, Viva! 2014
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

Karol Strasburger, Viva! 2014


- A czy jest taki ktoś, z kim pan lubi pić kawę?
Tak naprawdę lubię pić kawę sam ze sobą, rano, po śniadaniu. Jest jednak grono osób, którym wspólnej kawy nie odmówiłbym na pewno. Miło jest usiąść w ogrodzie czy w kuchni u przyjaciół i przy kawie porozmawiać o życiu. Dodatkowo, w moim zawodzie często mam do czynienia z koniecznością spotkań na tzw. „mieście”, zatem i tu korzystam z okazji by złapać łyk kawy z pianką mleczną … bo lubię kawę (śmiech)
 
 
- O ile pamiętam, to pił pan kawę też ze mną.
I było bardzo przyjemnie, jest pani miłym i ciekawym rozmówcą. Dlatego też zgodziłem się z panią teraz rozmawiać. Ale rozumiem,  że wszystkie rozmowy tego rodzaju zmierzają do tego, czy mam wybrankę duszy i serca i czy z kimś mam ochotę dalej żyć?  Powiem więc, że nie jest to jeszcze taki moment, w którym miałbym ochotę publicznie ogłosić, z kim się spotykam i z kim  piję kawę. Sprawy prywatne, którymi wielu moich kolegów i koleżanek lubi się pochwalić, ja zatrzymuję dla siebie i to dla mnie bardzo ważne, aby nikt poza mną nie decydował o tym jako pierwszy. Mogę tylko powiedzieć, że dobrze mieć kogoś, kto nas wspomaga, kto jest serdeczny, dzięki komu nasze życie nabiera barw i radości i do kogo mamy zaufanie. Kogoś, kto zadzwoni i zapyta, jak się czujemy i czy trzeba mi w czymś pomóc. Kogoś, kto ma fajny pomysł na oderwanie się od codziennych spraw i przy kim można wyluzować się. Dobrze jest mieć taką osobę ,której my też możemy pomóc, której możemy dawać coś od siebie a nie tylko od niej brać. To jest przyjaźń – prawdziwa - i w moim życiu na szczęście jej nie brakuje, nie oznacza to jednak, że od razu będę na tym budował medialny związek – proszę pozwolić, że sam zdecyduję o tym, czy i kiedy zechcę zmienić swój status na „zajęty” (śmiech)  Jak już wspomniałem  nie jestem mężczyzną, który chwali się swoimi sercowym  podbojami i na pewno nie będę pojawiał się na salonach z co raz to nowymi kobietami by dodać sobie jakiegoś splendoru i aby media przestały pisać o moim nieustającym cierpieniu wdowca. Takie artykuły powodują tylko hejt, bo ludzie, którzy komentują newsy uważają, że to ja sam skarżę się w mediach na mój los – to nie jest prawda i chciałbym to raz na zawsze wyjaśnić, Nie mam wpływu na ciągłe przywoływanie śmierci mojej żony, a następnie układanie mi życia przez portale …
 
- Ostatnio dużo rozmawiam z wdowcami, u których ból serca po stracie sprawia, że się z nikim nie chcą znowu związać.   
A ja uważam, że  powinno być odwrotnie i nie ma nic złego w ponownych związkach, które powinny zdarzać się jak najszybciej ponieważ osób, które nas opuściły, już nie ma. Pozostaje pamięć, ale ona nie ma nic wspólnego z realnym życiem, które trwa. Jeżeli stać nas na to i umiemy znaleźć kogoś, kto będzie naprawdę blisko i będzie można na nim polegać, a nawet obdarzyć go miłością, nie należy się przed tym bronić. Życie zbyt szybko ucieka,  a ja nie jestem zwolennikiem  samotności i ciągłego przywoływania wspomnień, rozrywania zabliźnionych już ran. To do niczego nie prowadzi. Trzeba to życie tak sobie zorganizować żebyśmy byli szczęśliwi a ja staram się być szczęśliwym człowiekiem  i budować to, co jest przede mną, nie tkwić ciągle w przeszłości. Staram się być wesoły, uśmiechnięty i bardzo sprawny zawodowo. I nie chciałbym  przywoływać  nostalgicznych nastrojów,  to mam już za sobą. Odejście Ireny przeżyłem bardzo mocno, ale potrafiłem się po nim pozbierać. Nie chcę w swojej głowie ciągłych powrotów do tragedii, jaka mnie spotkała.  Jeżeli więc w pewnym momencie uznam, że mogę światu ogłosić, że ktoś jest, że mam kobietę i jestem z nią szczęśliwy…

Karol Strasburger, Viva! 2014
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

 Karol Strasburger, Viva! 2014


- To zadzwoni pan wtedy do mnie i  to ogłosimy. Dobrze?
Dobrze, zadzwonię do pani i wyznam prawdę, jak na spowiedzi (śmiech).
 
- Panie Karolu, jak pan teraz żyje, co sprawia panu radość?
Radość daje mi samo życie – piękne,  mimo tego, co się dookoła nas dzieje.   Żyję sportem, który daje mi siły i poczucie szczęścia oraz dobrego zdrowia. Żyję też pracą. Wczoraj skończyłem zdjęcia do „Pierwszej miłości”, gdzie mam bardzo rozbudowaną rolę. Wydaje mi się nawet,  że gram lepiej niż kiedyś.  Tenis też wychodzi mi lepiej niż dawniej, a to świadczy tylko o tym, że nadal się rozwijam i ulepszam to, co było niedoskonałe. Właśnie zająłem trzecie miejsce w turnieju w Świnoujściu. Tydzień temu również stanąłem na podium w Serocku.. Mam też obok siebie bliskich mi przyjaciół i moją menadżerkę Małgosię, która bardzo dba o mnie i o wszystkie sprawy zawodowe. Czuję się, jakbym miał Anioła Stróża w ludzkiej postaci i to pozwala mi jeszcze fajniej budzić się o poranku. Mamy ze sobą świetne relacje, wymarzone, takie jak między ludźmi nie zdarzają się w dzisiejszych czasach  zbyt często.
 
- Nawet łączono wasze nazwiska.
A niech łączą. Tak jak powiedziałem, to ja zdecyduję, czy i kiedy zechcę zaprosić media do prywatnego życia. Niech piszą co chcą, nie będę tego  komentował.  Zresztą nie mam na to wpływu. Moje życie należy  tylko do mnie i uważam że ogłaszanie światu swojej prywatności jest absolutnie w złym guście.
 
- No dobrze, ze mną jak z dzieckiem, już nie drążę, uważam jednak że lepiej, by społeczeństwo dowiadywało się o panu od pana niż poprzez tabloidy.
Potwierdzam, że też bym tak wolał, ale cóż ja mogę zrobić skoro wciąż ktoś decyduje  za mnie, pisząc to co uważa za stosowne? Dziś liczy się tylko super news – nieważne czy prawdziwy, istotne, że dobrze się sprzeda nakład. Stawką jest hot temat z życia prywatnego osoby znanej– kto z kim sypia, jaka jest wartość stylizacji, czym podjechał na ściankę i co jada np. na śniadanie. Mnie nie interesuje to kompletnie i nawet  mało mnie obchodzi co moi przyjaciele robią w zaciszu swojego domu bądź poza nim…. Dopóki sami nie będą chcieli się ze mną tym podzielić.  
 
 

Karol Strasburger, Viva! 2014
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM
Karol Strasburger, Viva! 2014


- A co pan jada na śniadanie?
 Ja ogólnie niewiele jem ale śniadania celebruję, bo jest najważniejsze i daje energię na połowę dnia. Lubię dobrą jajecznicę z pomidorami, szyneczką, na masełku. Często jadam grzanki, do nich jajko gotowane na miękko wymieszane w szklance z masłem i szczypiorkiem. Kończę śniadanie dwoma kawałkami chleba z  miodem i  twarogiem. Czasem zjem jakieś warzywa – lubię świeże sałaty z delikatnym, ziołowym sosem, a do tego  herbata i na deser kawa z mlekiem. Sporadycznie jadam pieczone frankfurterki z serową grzanką i ketchupem. A poza tym nie muszę jadać o określonych porach. Całe życie coś musimy, a ja sobie bardzo cenię, że tak naprawdę nie mam żadnego przymusu. Mogę wstać o ósmej ale i o dziesiątej. Nie mam  nałogów. Jestem dumny z siebie, że nie poddałem się nigdy żadnym  używkom,  które by za mnie decydowały. Nie piję,  nie palę, nie używam jointów czy innych świństw. Jak chcę iść na tenisa czy rower to idę. A jak nie chcę,  to zostaję w domu. Nic mnie nie stresuje i taki stan rzeczy bardzo sobie cenię.
 
- Jak układają się pana relacje z telewizją?
Są niezmienne, telewizja emituje programy,  które są nagrywane poza nią. Tych relacji  bezpośrednich więc nie mam i tym, którzy nie wiedzą, pragnę powiedzieć, że pracuję dla prywatnego producenta, nie dla TVP. Wykonuję swój program  od dwudziestu czterech lat, z zaprzyjaźnioną ekipą, mamy na planie naprawdę genialną atmosferę pracy. Nie muszę wdawać się w jakieś konflikty. Staram się nikomu na odciski nie nadeptywać i jeśli ktoś na moje nie nadepnie. to  wtedy wszystko będzie OK.  

  
- Paparazzi pana ciągle ścigają?
Czasami tak, zależy od sytuacji i ilości wydarzeń, jakie dzieją się wokół mnie, ale teraz może nawet mniej ich widzę niż dawniej – to bywa uciążliwe, jeśli ktoś robi to w perfidny, nieludzki sposób. Ja swojego czasu z bardzo ostro wystąpiłem przeciwko akcjom tego typu. Nawet zaangażowałem  prawnika . Uważam,  że wścibianie nosa i podglądanie, co człowiek robi w swoim ogrodzie, jest nie do przyjęcia.
 
- O ile wiem , pan głównie w swoim ogrodzie podlewa kwiaty.
Tak,  chociaż ostatnio rzadko w nim bywam ( i bardzo nad tym ubolewam bo uwielbiam to miejsce) a gdy wyjeżdżam,  to o kwiaty dbają przyjaciele czy sąsiadka.

Zobacz też: Mroczna przeszłość księżnej Kate. Dziś uwielbiana przez miliony, niegdyś doświadczyła przemocy. Dlaczego?

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Anja Rubik opowiada o miłości i seksie, a Qczaj o trudnym dzieciństwie… Zobacz sesje modelki i trenera!