O TYM SIĘ MÓWI

Jowita Budnik znów nagrodzona!

Katarzyna Piątkowska 10 lipca 2017
Jowita Budnik sesja do VIVY!
Fot. Olga Majrowska

Ulubiona aktorka Joanny Kos–Krauze i Krzysztofa Krauze otrzymała nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu filmowym w Karlowych Warach. Ex aequo nagrodzono też jej koleżankę z „Ptaki śpiewają w Kigali” Elaine Umuhire.

Jowita Budnik najlepszą aktorką

Budnik odbierając nagrodę powiedziała: Krzysztof byłby dumny. Przede wszystkim z żony, która ten film skończyła, ale chyba i z nas”.

Zobacz też: Joanna Kos-Krauze: "Wydaje mi się, że on to wszystko zaplanował. Uczyłam się życia bez niego, krok po kroku"

W wywiadzie, którego udzieliła przy okazji promocji filmu „Papusza”, w którym zagrała główną rolę mówiła, że pracuje w agencji aktorkiej i nie zazdrości gwiazdom, którymi się opiekuje, świetnych ról (które sama im załatwia).

„Opiekuję się aktorami. Staram się zagwarantować im komfort pracy. Największa radość dla agenta to przynieść fantastyczną rolę do zagrania. Umawiam się z reżyserami, a zwłaszcza z reżyserami castingu. Dbam o kalendarz aktora: co, gdzie, kiedy. Wciąż na telefonie lub przy laptopie, setki rozmów, maili (…) Nie ma we mnie zazdrości. To wynika z jednej rzeczy. Debiutowałam, gdy miałam 11 lat. Sporo grałam, ale jako 19-latka podjęłam decyzję. Miałam świadomość, że ta decyzja może oznaczać, że już nigdy w życiu nic nie zagram. Postanowiłam, że nie zostanę aktorką. Nie pójdę do szkoły aktorskiej. Wszyscy mówili: „Ale dlaczego? Jak to możliwe?!”.

Nagroda za nagrodą

Wygląda więc na to, że aktorka, która zaczynała przygodę z filmem od „Kochanków mojej mamy” i pierwszej polskiej telenoweli „W labiryncie” rzeczywiście nie ma im czego zazdrościć. To jej kolejna nagroda dla najlepszej aktorki po Złotych Lwach za „Plac Zbawiciela”, nagrodzie specjalnej na festiwalu w Gdyni za „Jeziorak” i nominację do Orłów za „Papuszę.

Wideo

Zobacz gwiazdy w kolekcji H&M Conscious Exclusive!

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Magdalena Boczarska o filmowych i niefilmowych rolach życia. Mariola Bojarska-Ferenc z synem Aleksem opowiadają, jak celebrują życie i posiłki. Oszołom, obibok… Tak mówiono o Miśku Koterskim. To się zmieniło, gdy się zakochał i został ojcem.