TYLKO U NAS!

Katarzyna Niezgoda zdradziła nam, ile rozmiarów schudła i jaką stosuje dietę!

Zobacz, co powiedziała!

Sylwia Olech 4 lutego 2018 08:55
Katarzyna Niezgoda, VIVA! listopad 2011
Fot. Iza Grzybowska/VOYK

Jej metamorfoza robi wrażenie! Na początku zeszłego roku Katarzyna Niezgoda przefarbowała włosy na blond, a następnie zaczęła trenować i odchudzać się. Mówi się, że to wszystko zasługa nowej miłości… Jaka jest prawda?

Metamorfoza Katarzyny Niezgody

Od momentu zakończenia dziesięcioletniego związku z Tomaszem Kammelem, była wiceprezes Banku Pekao na dłuższy czas zniknęła z medialnego życia. Nie pojawiała się publicznie i unikała rozgłosu. Powróciła na początku zeszłego roku i od razu zrobiło się o niej głośno. Dlaczego? Schudła, przefarbowała się na blond i napisała książkę!

W swojej publikacji Katarzyna Niezgoda stara się podnieść na duchu inne kobiety. Na podstawie własnych doświadczeń zachęca je do wiary w swoje możliwości oraz wyciągania wniosków z osobistych przeżyć. Jej mottem są słowa Coco Chanel: „Być może urodziłaś się bez skrzydeł. Ale najważniejsze, żebyś nie przeszkadzała im wyrosnąć”. Sama jest ich najlepszym przykładem.

Wywiad VIVY! z Katarzyną Niezgodą

Katarzyna Niezgoda jest osobą niezwykle skromną, otwartą i przyjaźnie nastawioną do innych ludzi. Lubi też samą siebie, dlatego nigdy nie przejmowała się złośliwymi komentarzami na temat swojej sylwetki. A jednak, w końcu zdecydowała się na zrzucenie zbędnych kilogramów. Dlaczego? Ile już udało jej się schudnąć? Na jakiej jest diecie? Ile razy w tygodniu ćwiczy? O to wszystko, specjalnie dla viva.pl,  Katarzynę Niezgodę zapytała Krystyna Pytlakowska!

Świetnie wyglądasz, schudłaś. Zdradzisz, ile kilogramów?

Nie, bo jeszcze się nie ważę. Patrzę tylko na rozmiar ubrania.

To ile rozmiarów schudłaś?

Prawie trzy.

A w jakim czasie?

Mniej więcej przez pół roku.

Trudno jest podjąć decyzję o odchudzaniu się?

Trudno, bo trzeba zmierzyć się z samym sobą, a to zawsze jest niełatwe – unikamy takich konfrontacji. Poza tym, gdy się nie udaje, to wyrzucamy sobie, że byliśmy niekonsekwentni.

O ile jednak pamiętam, tobie jednak krągłości specjalnie nie przeszkadzały…

Nie przeszkadzały, ale trochę życie utrudniały. Ja zawsze byłam okrągła, od dziecka. Mówili na mnie pyza, byłam chyba najbardziej okrągła w całej klasie.

I pewnie miałaś kompleksy?

Zakodowałam sobie w głowie, że jestem gruba i cały czas o tym pamiętałam. Nawet jak bardzo schudłam już po studiach  i byłam naprawdę szczupła to ciągle odbierałam siebie jako grubą. To wpływało na moja psychikę i na świadomość mojego wyglądu. A jeżeli o czym zapomnieć się nie da, to doskwiera.

Ludzie ci wytykali tuszę z właściwym sobie nietaktem?

Na całe szczęście byłam otoczona znajomymi,  którzy mi tego nie wytykali, akceptowali mnie taką, jaką byłam. I to właściwie ja sama doszłam do tego momentu, kiedy powiedziałam sobie: „Dość!”. Wskazówka na mojej wadze pokazywała, że weszłam w jakiś stan chorobowy.

Ważyłam wtedy chyba  około stu dwudziestu kilogramów i wreszcie moja przyjaciółka zdobyła się na odwagę, mówiąc mi dosadnie, że powinnam coś ze sobą zrobić. A ja była zajęta wówczas całym światem i pracą. Zresztą moja waga była w dużym stopniu konsekwencją  siedzącej pracy, jaką wykonywałam, no i stresu zawodowego.

Gdy się stresujesz, to jesz?

Niestety… A poza tym lubię jeść, lubię poznawać wszystkie nowe smaki. Jedzenie jest bardzo przyjemne, ale przecież nie może być celem naszego życia. Tylko że ja wtedy nie zwracałam na to uwagi.

Jak przyjaciółka dokładnie cię zmotywowała do zrzucania kilogramów?

Może nie to, co powiedziała, tylko  sposób, w jaki mi to oznajmiła. Byłam strasznie poruszona, do tego stopnia, że płakałam przez pół nocy. A potem podjęłam decyzję: dobra, biorę się za odchudzanie! Zaczęłam czytać o różnych dietach i eliminować z mojego jadłospisu najbardziej kaloryczne potrawy. Schudłam wtedy blisko trzydzieści kilogramów.

I od razu poczułaś się lepiej? Czy wpływ na taką decyzję mają koleje naszego życia?

Tak, na pewno. Teraz na przykład powiedziałam sobie: „Pora schudnąć”, ponieważ mogę poświecić sobie więcej czasu, nie jestem od nikogo zależna zawodowo, nie muszę tak dbać o karierę jak kiedyś. Myślę, że taka mądrość życiowa przychodzi z czasem, kiedyś chciałam wszystko robić bardzo szybko i od razu, a najlepiej ogarniać kilka spraw naraz.

Ale odchudzanie wymaga czasu. Nie ma tu miejsca na niecierpliwość.

No właśnie, a jeżeli nie widziałam szybko efektu, to się zniechęcałam. Tu trzeba było wielu prób, żebym poznała całą filozofię odchudzania, teraz mogłabym napisać o tym  doktorat. Mam bardzo dużo do powiedzenia na temat, jak ludzie nie powinni się odchudzać. Moje zmagania z nadwagą trwają od szkoły podstawowej i gdy sobie przypomnę, co wyprawiałam, uważam że to było czyste  wariactwo.

Gubiło mnie dążenie do szybkiego efektu. I uzależnianie od niego mojego poczucia szczęścia. Ale teraz nadszedł na chudniecie dobry moment, jestem szczęśliwa, zadowalano i myślę,  że może być już tylko lepiej.

Gdy zmieniamy partnerów, a ty zmieniłaś,  zawsze chcemy inaczej wyglądać. Być po prostu piękniejszą.

Na pewno to wpływa na motywację do zadbania o siebie, tylko że ja zaczęłam ten proces, gdy byłam sama i nie podjęłam tej decyzji pod wpływem kogoś innego. Po prostu to ja tak postanowiłam. I już. A poza tym, czy byłam gruba czy szczuplejsza nigdy nie narzekałam  na brak zainteresowania u mężczyzn.

Wiem, mężczyźni uwielbiają twoje ciepło. A często, choć nie chcą się do tego przyznać, wolą kobiety okrągłe niż chude patyki bez biustu.      

 Na biust nie narzekam. Na razie odchudzam się etapami.

Ale właściwie dlaczego właśnie teraz?

Bo jak już powiedziałam, mam na to czas, wszystko robię sukcesywnie i zabrałam się też za moje zdrowie. Trafiłam też do bardzo fajnego środowiska ludzi aktywnych fizycznie. I sama zaczęłam wzmacniać moja  aktywność.

Jak?

Wróciłam do gry w tenisa, na który nigdy nie miałam czasu. Wróciłam też do siłowni. Na początku nie było tak różowo… Miałam rożne wzloty i upadki, ale jakoś udało mi się wytrwać. Najtrudniej było z dietą i jedzeniem, ponieważ jestem łakomczuchem. Lubię dobrze jeść i ładnie podane potrawy, zresztą sama też gotuję. Najtrudniej więc mi było przejść na dietę.

I odmówić sobie ptasiego mleczka.

Ja już nie pamiętam, jak ono smakuje. Najważniejsze, żeby być na dietę przygotowaną  mentalnie.

Czy zdradzisz nam, w jakim sposób opracowujesz swoją dietę?

Teraz nie, myślę że gdy dobrnę już do końca i uzyskam swój cel, ujawnię szczegółowo mój jadłospis. A na razie mogę powiedzieć tyle, że wyeliminowałam słodycze, cukier, pieczywo, gluten, wszystko co niezdrowe.

A ziemniaki?

Sporadycznie dodaję je do sałatek.

Twoja dieta polega więc na warzywach.

Jem  w małych ilościach  właściwie wszystko, poza tym produktami, które wymieniłam, ale nie jem też mięsa i ryb.

To skąd czerpiesz białko potrzebne do życia.

Jem białko roślinne. To wystarczy.

I jak się czujesz?

Bardzo dobrze. Gdybym  czuła się źle, wróciłabym  pewnie do „normalnej„ diety, ale tak, żeby się znowu nie utuczyć.

Czy ktoś cię wzmacnia psychicznie, utwierdza?

Nikt mi nie pomoże, jeżeli ja sama tego nie zrobię. Gdy czuję, że jestem na krawędzi, wymyślam sobie różne zajęcia, sprzątam, prasuję, idę ćwiczyć. Byle tylko nie myśleć o jedzeniu. Bo im mniej ważę, tym więcej mam energii, a to jest bezcenne.

A co jadłaś ostatnio na kolację?

Zupę pomidorową, gotowaną bez mięsa i zagęszczoną samymi pomidorami. Była bardzo dobra. Przysięgam.   

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Krystyna Janda opowiada o tym, jak nie poddać się losowi i robić to, co się kocha