O TYM SIĘ MÓWI

Ilona Ostrowska w Agencie zmyliła wszystkich! Czy zawsze była dobrą aktorką?

„Mam ogromne ambicje, ale czasami brakuje możliwości”

Olga Figaszewska 17 maja 2018 20:00

Za nami trzecia edycja programu Agent Gwiazdy. Nie brakowało domysłów i spekulacji dotyczących tego, kto jest agentem. Wielu obstawiało w tej roli Karolinę Ferenstein-Kraśko! Już wiadomo, kto wcielał się w tę postać i sukcesywnie utrudniał uczestnikom wykonywanie poszczególnych zadań. Oczywiście, mowa o Ilonie Ostrowskiej!

Ilona Ostrowska była agentem

Finał programu Agent Gwiazdy był wielkim zaskoczeniem nie tylko dla uczestników. „Najlepszy agent w historii, nie dziwię się, że nikt się nie domyślał, to świetna aktorka!”, pisali w komentarzach fani programu.  Ilona Ostrowska stanęła na wysokości zadania. Zdarzało się, że inni, dominujący zawodnicy ułatwiali jej wykonanie misji. Jedyną osobą, która nie dała się zwieźć jej aktorskiej grze był Michał Mikołajczak.

Niedawno aktorka udzieliła VIVIE! szczerego wywiadu! Czy historie z dzieciństwa i ojciec, o którym mówi: „król, lew”, wpłynęły na jej życiowe wybory i związki z mężczyznami? Na te pytania odpowiedziała Piotrowi Najsztubowi.

Dojrzałość to bycie głównym sprawcą swojego życia?

To trudne do uchwycenia, nie zastanawiam się za bardzo, czy jestem dojrzała, czy nie. Sobie żyję… To, co mówisz, to raczej książkowa definicja, bo w życiu wychowuje nas ulica i ludzie, których na niej spotykamy.

Bo Cię wciągają do swoich „bram” i tam robisz to, co oni chcą?

W zależności od otwartości tych ludzi i mojej. Można być w związku długotrwałym, mieć 50 lat i cały czas żyć pod czyjeś dyktando.

Wtedy jest się niedojrzałym.

Albo zaszczutym.

Ty jesteś pantoflarą w związkach, dajesz się zaszczuwać?

Wychowałam się w domu patriarchalnym.

Twój ojciec był marynarzem, patriarchą nieobecnym.  

Tak.

Więc to matka powinna być alfą i omegą tego domu.

Ale jak już był, to był królem, lwem, a my, wszystkie trzy dziewczyny, żyłyśmy pod jego dyktando. Cieszyłyśmy się, że już jest, że pachnie w domu mężczyzną. Ale jakiś czas temu ten model patriarchalny porzuciłam, może to dojrzałość? Wiem, czego chcę i robię to, co chcę.

Od kiedy?

Od jakiegoś czasu.

Dwa lata, trzy lata, od rozstania z Jackiem Borcuchem?

Jak jest się z kimś, jest wymiana energii, to nie ma skrajnej swobody, trzeba się liczyć z tą drugą osobą.

Zwłaszcza jeśli kochasz.

Zwłaszcza. Mimo modelu patriarchalnego zawsze byłam taka „hej, do przodu”, nigdy się nie dałam zaszufladkować, zamknąć. Tylko teraz poczucie swobody jest silniejsze, jestem osobą improwizującą, staram się żyć chwilą.

I nie masz potrzeby bezpieczeństwa, które tylko mężczyzna może zapewnić?

Może trochę…

Żeby się w nim schować?

Nie! Bardzo lubię mężczyzn. Dobrze się czuję w ich towarzystwie, ale nie mam takiej potrzeby. Nie chcę nikomu wsiadać na plecy. Nie mam potrzeby „zapętlenia” się z kimś na stałe. Nic na siłę. To codzienność pokazuje, czy chcemy ze sobą żyć.

Budzisz się codziennie rano obok mężczyzny i decydujesz, czy chcesz z nim dalej być? To idea tymczasowości.

Nie, nie! To już by była jakaś choroba. Ale co to znaczy, że obok mnie leży i…

Wstajecie, robicie śniadanie…

I za późno wstaje? I nie podał mi kawy do łóżka?

I czujesz, że jednak „nie”.

Czasami też mogę to poczuć wieczorem.

Mówisz „kocham”?

Cały czas kocham.

Masz pojemne serce.

Jestem kochliwa. Kocham Warszawę, Polskę, to lato, kocham książki…

Jacka Borcucha?

Między innymi…

Jak to wszystko pogodzić? Może się oszukujesz, że kochasz to wszystko i tych wszystkich?

Taki mam stosunek do świata.

 Ale pół stopy nad ziemią lecisz i wtedy wiesz, że kochasz?

Tak tego nie nazywam. Czuję się lekko, wolna, decyzyjna, robię, co chcę, wybieram na przykład rozmowę z tobą i to jest fajne.

Kochasz wszystkich byłych partnerów?

Aż tak bym nie powiedziała.

Pomyślałem, że jesteś kobietą, która zatrzymuje w sobie miłości.

Lubię ich bardzo, oni mnie poniekąd stworzyli.

Jak mężczyzna może stworzyć kobietę?

Tak jak kobieta mężczyznę. Daje mi wiedzę, przeżycia, inspiruje. Jaka bym była, gdybym była taka sama dla siebie? Spotkania doświadczają, długotrwałe związki budują mnie.

Jaka więc byłaś, zanim ich poznałaś, kiedy miałaś na przykład 17 lat?

Kochliwa. I roztrzepana. I bardzo dużo pracowałam, byłam ambitna, chciałam… Oglądałam dziwne filmy, pamiętam „Miasteczko Twin Peaks” Lyncha – leciało w piątki o 21.00.

Czyli byłaś trochę mroczna.

Trochę tak.

Czego poszukiwałaś wtedy, odpowiedzi na jakie pytania?

Miałam wtedy problem, bo moi rodzice się przeprowadzili z miasta, Kołobrzegu, na wieś. I teraz ja, dziewczyna fajna, nagle przeprowadzam się na wiochę i dostaję listy od narzeczonego, przyjaciół, kasety z nagraniami. Wszyscy strasznie za sobą tęskniliśmy. Byłam zdruzgotana. Ale to mnie jakoś zahartowało. Ludzie na wsi byli otwarci, ciepli, natychmiast mnie „zagarnęli”. Jak się ma 17 lat, to też chyba się szybciej zapomina.

Choć dramatyczniej przeżywa.

Dramatyczniej.

Nie jest to cohenowska głębokość tysiąca pocałunków. Ciebie bardziej jako dziecko i młodą kobietę budowały rzeczy pozytywne czy jakieś nastoletnie dramaty?

Raczej pozytywne, na przykład mój dziadek woził mnie furmanką na czereśnie, recytował wiersze, śpiewaliśmy razem wojenne piosenki. Moi rodzice mają łąki w makach i chabrach.

Brodziłaś w nich?

Oczywiście. W rzece też brodziłam.

W białej koszulinie, oczywiście do kostek?

I z wiankiem na głowie, bo oczywiście plotłam wianki. Uwielbiam to robić do tej pory, mojej córce Miłce plotę wianki, jak tylko jest okazja. Mój dziadek miał też młyn wodny na rzece pełnej raków, więc było super! Nie wiem, co by się ze mną stało, jakbym została w Kołobrzegu. Miałam taki kolejny przełom w szkole teatralnej, kiedy straciłam główną rolę, bo spadłam ze schodów i skręciłam kolano.

Rozumiem, że zanim spadłaś, byłaś w euforii, że jesteś fantastyczna, bo masz główną rolę?

Oczywiście! Główna rola, drugi rok szkoły teatralnej, szał!!!

Wróćmy jeszcze na wieś… Jak się żyje z dojeżdżającym ojcem marynarzem? Jak marynarz wraca na ląd, to go nosi?  

Jest superkolesiem, ma tatuaże, brodę, jest mądry i trzy razy opłynął świat. Jest dla mnie bohaterem. Topił się w oceanach. Kiedyś nie było telefonów, więc dowiadywałyśmy się z mamą z gazet, że jego statek zatonął. Byłam za mała, mama jakoś to ukrywała, nie tragizowała. Ale przeżył. On mi szeroko zawsze pokazywał świat. Miał gest we wszystkim. Jestem do niego podobna.

Jest w Tobie dla niego uwielbienie.

I taka, od niego, miłość do podróży. On też zaszczepił mi koczowniczy tryb życia. Pamiętam widokówki z paniami, które mrugały oczami, odkrywały piersi, to było coś niesamowitego, miałam od tego wypieki. Pokazywał mi na prześcieradle fale, sam je na morzu nagrywał namiętnie kamerą ósemką, fale, fale, fale… Ja go pytałam: „Tato, dlaczego tylko te fale?”. To była magiczna chwila. Niedawno płynęłam promem i też filmowałam fale, fale, fale…

Czy któryś mężczyzna dorósł w Twoich oczach do wielkości ojca?

Ja chyba takimi kategoriami nie… Ojciec buduje w dziewczynce, a potem w młodej kobiecie, archetyp mężczyzny, z którym ona idzie w świat i konfrontuje z nim mężczyzn, których spotyka...Mój ojciec był marynarzem, jest szalony. Były ogniska, zbudował basen, w lesie mi pokazywał różne ściółki, jamy lisie, naprawiałam z nim samochód… To supertrudne pytanie… Nie chciałabym tak jechać po bandzie, nie odpowiem.

Dlaczego szkoła teatralna? Chciałaś coś światu powiedzieć, czy próżność?

Nie, lubiłam to.

Stać na scenie, czy oklaski?

I to, i to. I emocje z tym związane.

Adrenalinę tremy?

To nie jest taka adrenalina, która mnie kręci przed wyjściem na scenę czy na plan, tylko emocje w związku z tworzeniem sobie czegoś w głowie, w ogóle z tworzeniem. To jest najbardziej fascynujące.

Kiedy poczułaś, że już jesteś aktorką?

Mogę być też malarką…

Umiesz malować?

Lubię. Bywam podróżnikiem, jestem mamą, mam dużo pasji, a zarabiam tak pieniądze, bo taki mam zawód – aktorka. Ale też jest prawdą, że czasami nie mogłabym bez tego żyć.

Czyżby nie było w Tobie ambicji bycia wielką aktorką?

A co to znaczy być wielką aktorką w tych czasach?

Którą będą pamiętali przez całe pokolenia, jak na przykład Krystynę Jandę.

Nie zastanawiam się nad tym. A jak zrobię coś, co zostanie po mnie i pokolenia będą mnie wspominały, to super.

Po tylu latach jesteś już uzależniona od serialu „Ranczo”?

Ja ich tam kocham wszystkich! Znowu „kocham”. OK – ja ich bardzo lubię, to jest moja rodzina, moi bliscy, ale ja robię też dużo innych rzeczy… Nie czuję się uzależniona.

Masz łatwość używania słowa „kocham”, nie niepokoi Cię to?

A ciebie to niepokoi?

Ze zdziwieniem patrzę na takie osoby, bo dla mnie słowo na „k” niesie jakąś wyjątkową wartość. A Ty tak „kocham, kocham to, kocham tamto”. Potem może być tak, że będziesz chciała powiedzieć naprawdę ważne „kocham” i…

Wtedy inaczej mówię „kocham”. Ale ja też nie epatuję tym słowem…  

A kiedy się zakochujesz, zaczynasz rozmawiać z mężczyzną i opowiadasz o sobie, to jakie masz „demo” na swój temat?

Co to znaczy „demo”?

Ludzie starają się jakoś siebie przedstawić tej drugiej osobie, coś opowiadają o swoim życiu, jedne elementy ukrywają, drugie eksponują.

Mnie bardzo łatwo zgooglować, więc w tym sensie już jest po mnie. Nie mam demo.

To niemożliwe, każdy ma.

Możliwe.

„Googlujesz” kogoś, z kim masz się spotkać?

Tak, dzisiaj ciebie zgooglowałam. Bo ja ciebie nie znam, a wyciągasz ode mnie jakieś osobiste zwierzenia. Chciałam coś o tobie też wiedzieć.  

Jak cierpisz, jak to wygląda?

O Jezus! Ale ładny dzień!

Ryczysz, alkohol, koleżanki, samotność, kino, seans jeden za drugim?

Nie pamiętam. Więc nie wiem, jak to jest.

Wyparłaś?

Jakoś szybko się odcinam.

To nie po polsku, bo my lubimy przeżywać, cierpieć, klątwę mielić w ustach.

Międlić bułę tak zwaną. Szybko sobie chyba to tłumaczę, staram się zobaczyć w tym sens, nie cierpię raczej.

Ale szukasz winy w sobie?

Nie, to zawsze jest, banalnie mówiąc, po dwóch stronach.

A może nigdy nie ma żadnej winy?

Po prostu coś się kończy.

No, ale jak kobieta sama zostaje z dzieckiem, w Twoim przypadku z córką, to chyba to nie jest najszczęśliwszy dzień w jej życiu?

To nie jest tak, że zostałam sama na czyjeś życzenie, raczej na własne. To historia, która długo się ciągnęła. Coś się kończy, coś się zaczyna.  

Jak ocalić przyjaźń po czymś takim?

Trzeba się jakoś umieć dogadać, trzeba się lubić i my się lubimy. Bo mówimy o Borcuchu?

Tak.

Więc my się lubimy, szanujemy, ja go cenię, uważam go za jednego z lepszych reżyserów.

 Ale wielkiej kariery nie robi.

Nie robi? A może mu nie zależy?

Jesteś kobietą, która będzie go zawsze broniła?

Nie bronię go. On mi nic złego nie zrobił. Dziecko mi zrobił. Ale to super, to największa miłość, największe nasze szczęście, które mamy.

Może jako córka marynarza zracjonalizowałaś to sobie w ten sposób, że wypłynął na bardzo daleki rejs?

A może ja wypłynęłam wcześniej? Raczej zaczęliśmy pływać i wypłynęliśmy na ocean. Natomiast mamy fajną relację i zawsze mi będzie bliski.

Rozglądasz się, szukasz mężczyzny?

Zawsze się rozglądam.

Nawet jak jesteś z jakimś mężczyzną?

Lubię flirtować. A jeśli pytasz o wskakiwanie do łóżka albo wpuszczanie kogoś, to nie.

Nie brakuje Ci męskiego zapachu w domu?

A kto powiedział, że go nie mam?

Dużo pijesz?

Czego?

Alkoholu.

Nie. Dużo palę.

Pytam o alkohol w tym sensie, czy szukasz w czymś zapomnienia?

A ty dalej z tym zapomnieniem i cierpieniem…

Jestem Polakiem, mam wdrukowane te schematy i próbuję sprawdzać, czy się realizują.

Lubię swoją samotność, uwielbiam ją wręcz, ale też kocham ludzi.  

Co jest fajnego w tym byciu samą?

Decyzyjność.

Że nie trzeba się mężczyzną zajmować?

No i wracamy do patriarchatu, ja myślę o wielu płaszczyznach decyzyjności. A ty tak lubisz, żeby się tobą zajmować?

Nie.

I to jest super.

Uważam, że ludzie muszą być samobieżni, inaczej nie ma to sensu.

Nie ma. I tak znikniemy.

Ale zanim, to żyjemy. Nie martwi Cię Twój brak wielkich ambicji aktorskich?

Jak to zabrzmiało! Mam ogromne ambicje, ale czasami brakuje możliwości. Ostatnio wzięłam sprawy w swoje ręce i z grupą znajomych nakręciliśmy w Nowym Jorku swój projekt – to jest chyba maks ambicji.

Ale i tak mogłabyś się bić o największe role w Polsce.

Nie umiem, ale szczęśliwie dostaję fajne propozycje. Wtedy już walczę tylko z rolą.

Jesteś w kategorii tak zwana wzięta aktorka, czy nie?

Nie zastanawiam się nad tym. Się nie dobijam, nie mam w ogóle takiego charakteru, nie jestem harpią, która…

…wyrzucona drzwiami, wróci oknem.

Właśnie. Lubię codzienność, mam za co żyć, jakieś perspektywy.

A w tym teraz nowym życiu dziecko Ci trochę nie przeszkadza?

Co ty! Ja ją…

Bo mogłabyś odpłynąć już, gdzie i kiedy byś tylko chciała.

Nie, ja ją tu, w środku, mam. A za chwilę będę z nią dzieliła wszystko – podróże, teatr, kino, sztukę. Jesteśmy tak blisko, że nie ma takiej opcji, że ona mi przeszkadza.

Ciąży się raczej bałaś, czy byłaś szczęśliwa?

Szczęśliwa. To taki superczas dla kobiety, najpiękniejszy chyba.

Czemu?

Bo to jest jakby zostawienie po sobie tego filmu, teatru, tych kilku wierszy. Tym jest ona. Aż się wzruszyłam…

Strach przed porodem był?

Na maksa.

Słyszałem, że to doznanie na granicy orgazmu.

Tak! Bo to są takie endorfiny, że szał! To jest najpiękniejszy moment w życiu, taki poród, taka Miłka. Też bym chciała, jeśli Bóg da, jeszcze raz to przeżyć, jeszcze coś po sobie zostawić. Dla mnie to jest wartość największa na świecie.

A jest ważne, żeby w tym momencie Twój facet trzymał Cię za rękę, czy go i tak wtedy nie zauważasz?

No to teraz schodzimy na ziemię. Powiem szczerze… To jest takie zwierzęce doznanie, tak chcesz, żeby się udało, tak chcesz się na tym skupić, że w dupie masz, czy ktoś jest z tobą, czy nie. Fajna jest oczywiście myśl z tyłu głowy, że on tu jest, ale…  

Poród doznanie zwierzęce. A kiedy miewasz „gęsią skórkę”?

Jak jest mi zimno.

A „gęsią skórkę”, która wynika z głowy, a nie z pogody?

Kiedy się podniecam.

Czym?

Obrazem, muzyką.

Mężczyzną…

Mężczyzną, zapachem…

Czyli tak rozpoznajesz dobre dzieła sztuki i fajnych facetów.

Tak.

I wierzysz swojej „gęsiej skórce”, że ona dokonuje właściwego wyboru?

Oczywiście. Bo to jestem ja. Komu wierzyć bardziej?  ZOBACZ ZDJĘCIA

Drogi Użytkowniku,
chcemy Cię lepiej poznać, żeby robić dla Ciebie jeszcze lepszy serwis!
Wystarczy kilka minut, by wypełnić naszą ankietę. Zapraszamy!

Wideo

Jak wyglądają przygotowania do sesji?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdą VIVY! jest Karolina Szostak. Zobacz, co jeszcze w nowym numerze!