Olga Figaszewska 11 października 2017 15:30
1/9
Weronika Rosati, Teresa Rosati, Viva! 2009
Copyright @Zuza Krajewska, Bartek Wieczorek
1/9

Miała 12 lat, kiedy uszyła swoją pierwszą sukienkę. W czasach PRL-u skończyła SGPiS, ale to nie handel zagraniczny był jej powołaniem. Dziś robi pokazy na najważniejszych światowych modowych imprezach. Jej ostatni pokaz w Nowym Jorku był kolejnym sukcesem, a ona z entuzjazmem mówi, że… wciąż się rozwija! Teresa Rosati obchodzi dziś urodziny!

 

Polecamy też: Teresa Rosati zamieściła zdjęcie z córką, które wywołało medialną burzę! Dlaczego?


Weronika Rosati złożyła już życzenia mamie za pośrednictwem Instagrama.

 

 

 

happy bday to my bestie #mom @teresamariarosati ❤💋❤🐸

Post udostępniony przez Weronika Rosati (@weronikarosati)

 

 

Zobacz też: TYLKO U NAS o nowojorskim sukcesie i o tym, dlaczego Teresa Rosati nie robi pokazów w Polsce

 

O miłości do mody, rodzinie i o tym, dlaczego płacze, gdy słyszy polski hymn, Teresa Rosati opowiedziała w ostatnim wywiadzie Beacie Nowickiej. Znajdziecie go w naszej galerii! Z okazji urodzin projektantki, przypominamy archiwalną sesję z jej córką, Weroniką z 2009 roku.

2/9
Weronika Rosati, Teresa Rosati, VIVA! czerwiec 2009
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/Photo-Shop.pl
2/9

Czy w branży modowej sukces można zmierzyć, zważyć? Pytam, ponieważ Pani pokaz w Nowym Jorku na Aida Cruises, jednym z największych statków wycieczkowych z panoramą Manhattanu w tle, światowe media uznały za wielki sukces. W Polsce cisza. Środowisko modowe milczy.
Ja tego też nie rozumiem. Zastanawiałam się nad tym, bo utrzymuję się w tej branży już 20 lat. Niewielu jest takich projektantów. Nie wiem, czemu to przypisać, ale rozwój moich pomysłów, mojej wyobraźni wraz z upływem lat jest coraz większy, więc zamiast się zwijać…


– …jest Pani w doborowym towarzystwie Donny Karan, Agnès b., Jil Sander, Armaniego, Karla Lagerfelda…
To miłe, że pani przywołała te wspaniałe nazwiska. Na co dzień nie zastanawiam się nad tym, ile mam lat, ale na samym początku roku mój wiek brutalnie wypomniał mi jeden z portali. W momencie kiedy zobaczyłam to czarno na białym, przeżyłam coś w rodzaju szoku. Ale, kończąc myśl, chciałam powiedzieć, że pomimo tych 20 lat wciąż się rozwijam.


– Do Nowego Jorku zaprosiła Panią Jessica Minh Anh, producentka niezwykłych projektów modowych, które zawsze odbywają się w oryginalnych miejscach: Grand Canyon, na Tamizie w Londynie czy na Sekwanie w Paryżu, gdzie również Pani była obecna.
Kiedy pojawiłam się na międzynarodowym rynku prestiżowych pokazów, pytano mnie: „Jak to się załatwia? W jaki sposób zorganizowała sobie pani taki pokaz w Miami czy w Nowym Jorku?”. Ja sobie nie zorganizowałam pokazu ani w Miami, ani w Nowym Jorku. Zostałam tam zaproszona. „Ale dlaczego akurat pani?”, padało pytanie zdziwionych dziennikarzy, choć wydawałoby się, że to oni powinni wiedzieć. Odpowiadałam: „Proszę zapytać organizatorów”. Myślę, że ten dystans ma związek z moim mężem. W momencie debiutu w świecie mody zaczynałam jako żona niedawnego ministra. To było dwa lata po tym, kiedy mój mąż przestał być ministrem spraw zagranicznych i pojawił się ten dylemat: co ja mam w życiu robić? Nie miałam możliwości pracy w swoim zawodzie w dawnym systemie. Skończyłam handel zagraniczny na SGPiS. To były szalenie wymagające studia. Zaliczałam wszystko ze świetnymi notami. Skończyłam studia i szybko dowiedziałam się, że mam zakaz pracy w zawodzie.


– Nigdy Pani o tym nie opowiadała.
Milczałam, bo przez lata nie mogłam przyznawać się do pewnych rzeczy. Poza tym byłam bardzo młodą dziewczyną, nie wszystko rozumiałam. Byłam dobrą studentką, więc po dyplomie zostałam przyjęta do Katedry Prawa Międzynarodowego na staż asystencki. Chodziłam też na kursy dla pracowników Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ponieważ mój profesor promotor prowadził tam wykłady i brał mnie ze sobą jako asystentkę. I w tym MSZ zapytali mnie, czy byłabym zainteresowana stypendium do Włoch. Dla mnie to była pełnia szczęścia! Moja najbliższa przyjaciółka pracowała w Minexie – to była centrala, która handlowała kryształami i szkłem, sprzedawała je do Włoch i ona odpowiadała za rynek włoski. Ciągle jeździła do Mediolanu, zakochała się we Włoszech, we Włochach i przywoziła superciuchy. Ja kupowałam w Rembertowie, w sklepikach z tkaninami, żeby sobie coś uszyć. Natychmiast kupiłam podręcznik do nauki włoskiego, do dziś pamiętam jego okładkę. Byłam pełna euforii, niestety, szybko…

3/9
Weronika Rosati, Teresa Rosati, VIVA! czerwiec 2009
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/Photo-Shop.pl
3/9

– …z chmur ściągnęli Panią na ziemię.
Nie zapomnę tego spaceru. Padał śnieg, wracaliśmy z profesorem na piechotę z MSZ do SGPiS-u. Na wysokości dawnego Supersamu mój profesor zatrzymał się i, patrząc mi prosto w oczy, zapytał: „Pani Tereso, czy to prawda, że pani brat wyjechał i żyje za granicą? I czy to prawda, że pani mama urodziła się w Stanach?”. Mój starszy brat faktycznie wyemigrował z Polski po 68 roku, ponieważ jego żona była pochodzenia żydowskiego. A moja mama urodziła się w Stanach. Jako siedmioletnia dziewczynka przyjechała do Polski, ale została obywatelką amerykańską.


– Więc powiedziała Pani: „Tak, panie profesorze, to prawda…”?
I usłyszałam: „No to, pani Tereso, przykro mi, ale musimy się pożegnać. I tak już mam duże nieprzyjemności, że zatrudniłem osobę niepewną politycznie”. To był dla mnie dramat. Nie mogłam dojść do siebie przez rok. Myślałam: Co ja będę w życiu robić? Nie było dla mnie pracy. Nie mogłam nawet pojechać zbierać truskawki, jak moi koledzy z roku, bo nie miałam paszportu. Starałam się o paszport miesiącami. Koleżanki wracały w szetlandach od Marksa & Spencera, w lakierowanych mokasynach, z włoskimi torebkami. Jestem do dziś w stanie opisać te rzeczy w szczegółach, patrzyłam na nie, ale nie z zazdrością, tylko z poczuciem krzywdy. Koledzy i koleżanki robili kariery, ja – kura domowa. Ojciec przyjaciela mi pomógł, dostałam pracę w Coopeximie, centrali handlu zagranicznego przy ulicy Mysiej. Uwielbiałam języki, od zawsze interesowałam się modą, więc dla mnie to był kontakt ze światem. Niestety, na wstępie oznajmiono mi brutalnie: „Pani Tereso, zero wyjazdów zagranicznych, zero kontaktów z kontrahentami. Przy zakupach licencji i sprzedażach pani »nie istnieje«. Przy biureczku będzie pani wypisywać faktury”.


– Jak Pani to zniosła? Jest Pani twarda?
Moim utrapieniem – odziedziczyłam to po tacie – jest nadwrażliwość, uczuciowość. Jak grają hymn, to zalewam się łzami, co mi utrudniało strasznie dyplomatyczne spotkania u boku męża ministra. Wtedy też sobie popłakałam. Poza tym do tej pory na widok faktur robi mi się słabo (śmiech), mimo że w mojej branży muszę mieć jakieś pojęcie.

– Ile czasu Pani tam wytrzymała?

Dwa miesiące. Ubłagałam o pomoc mojego kolegę ze studiów, który pracował w telewizji, w firmie, gdzie nagrywali kasety, płyty. Znalazł tam dla mnie jedną czwartą etatu. Poznałam wtedy między innymi Ewę Demarczyk, Edytę Geppert, Andrzeja Pągowskiego, Ewę Bem, Janusza Olejniczaka. Moja praca polegała na pisaniu listów za granicę kolegom z redakcji. Tam pracowałam przez kilka lat zupełnie niespełniona zawodowo. Potem urodziłam Weronikę i zajęłam się dziećmi.  


– Wróćmy do mody. Jessica Minh Anh już po raz drugi zaprosiła Panią na swój pokaz, tym razem do Nowego Jorku.
Nigdy nie widziałam takiej panoramy Nowego Jorku. Nie miałam pojęcia, że z rzeki Hudson jest tak niewiarygodny widok, który może być żywą scenografią.


– Pokaz zorganizowano pod hasłem „Siła kobiet”. Oprócz Pani zaproszono jeszcze osiem innych projektantek, ale w wielkim finale wszystkie modelki wyszły wyłącznie w ubraniach z Pani kolekcji.
Jakże byłam zaskoczona i wzruszona. Konwencja tego projektu polegała na tym, że projektant przyjeżdża jako gość, a wspaniały superprofesjonalny zespół Jessiki dobiera fryzury, makijaże, biżuterię, buty, robi castingi dla modelek. W czasie kulminacyjnego pokazu projektanci siedzą jako VIP-y na widowni, a nie na backstage’u. Nie wiedziałam, że finał będzie się składał tylko z moich projektów. Poczułam się ogromnie wyróżniona, bo tam jest inny świat ludzi mody. Zaraz po tym pokazie pojawiły się kolejne zaproszenia do Nowego Jorku.

4/9
Weronika Rosati, Teresa Rosati, VIVA! czerwiec 2009
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/Photo-Shop.pl
4/9

– Zaskoczyło mnie, że pierwsza pojawiła się sama Jessica Minh Anh. Wystąpiła w mojej ulubionej sukni z Pani pokazu z zielonej, jedwabnej organdyny, z kwiatami w kolorze głębokiej czerwieni. Skąd Pani bierze te niezwykłe materiały?
Uwielbiam tkaniny naturalne, jedwabne. Od samego początku moich kolekcji są dla mnie najważniejsze, przede wszystkim na nich pracuję. Kocham czerń, wszystkie odcienie szarości, bieli, écru, ale też głęboką czerwień, burgund i zieleń w różnych odmianach, i moja „słabość”, czyli bakłażan, fiolet – to gama kolorów, wśród których głównie się poruszam. Najwspanialszy sklep z materiałami jest w Los Angeles, na Beverly Boulevard, w samym centrum miasta. Tam robią zakupy styliści na potrzeby kostiumów do teatrów, filmów. Kiedyś zaopatrywały się w nim wielkie gwiazdy kina lat 50. Do dziś na ścianach wiszą ich zdjęcia. To jest wielki skład materiałów z półkami aż po sufit: tu koronki, tam jedwabie, obok szyfony… I bajkowy dział pasmanterii. Zachwyca mnie klimat tego miejsca, potrafię spędzić tam wiele godzin.


– Co jest pierwsze: projekt czy tkanina?
Tkanina. Ja nie robię rysunków. Rysunek to jest ostateczna forma, jak już przekazuję projekt do pracowni, do realizacji. Ale bardzo wiele modeli powstało – i to jest moja największa przyjemność – poprzez upinanie na manekinie. Często zmieniam salon, gdzie jest cudowne światło i przestrzeń, w pracownię, co denerwuje mojego męża, zawsze mi wypomina, że na górze mam swoje miejsce do pracy. A ja mu zawsze odpowiadam, że do pracy muszę mieć nastrój (śmiech). Więc upinam te materiały szpilkami i robię zdjęcia. Patrzę, jak to wychodzi na żywo i jak to wychodzi na zdjęciach. Ważny jest efekt na żywo, ale jeszcze ważniejsze jest to, co będzie utrwalone. Kilka lat temu, w czasie Tygodnia Mody w Paryżu, byłam na pokazie Vivienne Westwood. Pamiętam moje rozczarowanie, bo tkaniny wyglądały niezbyt szlachetnie. Tydzień później zobaczyłam zdjęcia z pokazu i pomyślałam: Boże, czy to jest naprawdę ta sama kolekcja?! Na zdjęciach wyglądała po prostu zjawiskowo. Od tamtej pory robię próby każdej tkaniny. Jeśli niespecjalnie wychodzi na zdjęciu, odkładam ją.


– Ma Pani swoich ulubionych polskich projektantów?
Lubię się z wieloma polskimi projektantami, jestem przez nich zapraszana na pokazy, cenię ich jako osoby z wielką pasją, podziwiam kolekcje i często daję temu wyraz na Facebooku. Jestem pod wrażeniem kolekcji duetu Paprocki & Brzozowski, Tomka Ossolińskiego, Tomka Olejniczaka, Bohoboco i ostatniej ich kolekcji oraz całego pokazu Joanny Przetakiewicz, czyli La Manii. Podziwiam osiągnięcia na europejskim rynku mody Ewy Minge.

5/9
Weronika Rosati, Teresa Rosati, VIVA! czerwiec 2009
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/Photo-Shop.pl
5/9

– Pani ostatni pokaz autorski w Warszawie odbył się trzy lata temu. Powiedziała Pani, że pokazy mody stały się spędami celebrytów niezwiązanych ze światem mody, którzy MUSZĄ zasiąść w pierwszych rzędach.
A walka o miejsce w tym pierwszym rzędzie i obowiązkowa obecność na ściankach stała się ważniejsza niż idea, sens pokazu. Dla mnie to jest czysty absurd. Nieistotna staje się kolekcja, zdjęcia, które ją promują. Najważniejsze okazuje się to, który z celebrytów się pojawił…


– …z kim się pojawił i ewentualnie co pokazał: tyłek w koronkach, odmłodzoną nową twarz, goły biust albo torebkę za 40 tysięcy złotych.
Smutne to. Mój ostatni warszawski pokaz, o którym pani wspominała, odbył się w Arkadach Kubickiego. Każdy taki pokaz to parę miesięcy mojej pracy, żeby zbudować budżet, stworzyć kolekcję. Zaangażowanie i koszty są ogromne, dlatego pozyskiwanie partnerów jest kluczowe. Zatrudniałam różne asystentki, menedżerów, ale przekonałam się, że jak sama się za to nie wezmę, nikt mi tego nie ułatwi. Za każdym razem daję z siebie wszystko, ponieważ goście moich pokazów są wyjątkowi. Tuż przed pokazem dobijały się do mnie wszystkie plotkarskie portale. Moja asystentka dyplomatycznie odpisała, że zapraszamy ściśle modowe media.


– Odważne i chyba trochę ryzykowne?
Nie mogę swoich gości, którzy przyszli oglądać moją kolekcję, narazić na intymne, brutalne pytania.


– Znalazła się Pani kiedyś w takiej trudnej sytuacji?
Jakiś czas temu Bill Murray, wracając z Łodzi, z Camerimage, pojawił się przejazdem w Warszawie w towarzystwie jednego z dobrych znajomych Weroniki. Panowie mieli wolny wieczór i padło pytanie: „Co robimy?”. Znajomy odpowiedział, że Weronika zaprosiła go na pokaz kolekcji swojej mamy, na co Bill Murray zareagował z entuzjazmem: „Zatem idziemy tam razem”. W ten sposób Bill Murray pojawił się w Teatrze Wielkim, wzbudzając sensację. Sama byłam zaskoczona. Po pokazie udzielił fantastycznego wywiadu, trochę na przekór dziennikarzowi, który z uporem pytał, jak podobają mu się dziewczyny, na co Bill Murray – też z uporem – odpowiadał: „Pokaz był wspaniały… Pierwszy raz w życiu jestem na pokazie mody i bardzo mi się podoba”. Niestety, potem podszedł do niego kolejny dziennikarz i zapytał, co z jego alkoholizmem. Bill Murray zdenerwował się i wyszedł. Właśnie takie skandaliczne sytuacje mam na myśli. Na szczęście aktor zapamiętał tylko dobre chwile. Kilka miesięcy później spotkaliśmy się na afterparty po Złotych Globach w Los Angeles. Kiedy Weronika przypomniała mu: „Byłeś na pokazie mojej mamy w Warszawie”, Bill Murray uśmiechnął się: „Pamiętam, to mój jedyny wspaniały pokaz mody”.  

6/9
Weronika Rosati, Teresa Rosati, VIVA! czerwiec 2009
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/Photo-Shop.pl
6/9

– Jest Pani indywidualistką w branży. Jest Pani niezależna. To z jednej strony wielka siła, ale może też trochę drażnić modowe środowisko?
Moja niezależność polega na tym, że nigdy nie narzucałam się ze swoimi kolekcjami. Ale może to jest kwestia różnicy pokoleń?


– Pokolenie to 20 lat. Dla kobiety w branży modowej to dużo?
I dla kobiety, i w branży. Niewielu z naszych projektantów ma 20-letni staż w tym zawodzie. Moi koledzy i koleżanki to ludzie znacznie młodsi, nierzadko samotni, mający inne priorytety w życiu. Dla mnie zawsze najważniejsza była, jest i będzie rodzina. Powiedziała pani, że jestem indywidualistką, ma pani rację. To trochę nie mój świat. Zresztą polskie środowisko modowe od początku to dostrzegło. Pojawiłam się jako żona byłego ministra. Moja aktywność uchodziła za fanaberię. „Wymyśliła, że będzie projektantką – mówili – a nie skończyła nawet ASP”. Ale to była moja pasja od dziecka, miałam 12 lat, kiedy uszyłam swoją pierwszą sukienkę. Życie nauczyło mnie przestrzegać jednej zasady, którą zresztą wpajał mi mój mąż: licz na siebie. Może dlatego moja pasja nie słabnie. To, co wydarzyło się w Nowym Jorku, dodało mi sił. Wróciłam stamtąd w euforii.


– International Design Awards to prestiżowy konkurs, który od 2007 roku odbywa się w Los Angeles. Zapraszani są do niego wybitni projektanci z całego świata, reprezentujący różne dziedziny: modę, architekturę, grafikę. Została Pani zaproszona do udziału w tegorocznej, 10. edycji konkursu w kategorii Fashion Designer Haute Couture. O czym Pani jeszcze marzy?
Marzy mi się pokaz w dawnym stylu, kiedy było to wydarzenie kulturalno-towarzyskie, z recitalami. Występowali wtedy tak wspaniali artyści, jak Anna Maria Jopek, Edyta Geppert, Justyna Steczkowska, Waldemar Malicki i młode talenty, jak Patrycja Piekutowska, znakomita skrzypaczka. Takie powiązanie mody z kulturą.

7/9
Weronika Rosati, Teresa Rosati, VIVA! czerwiec 2009
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/Photo-Shop.pl
7/9

Weronika i Teresa Rosati w ekskluzywnej sesji dla magazynu VIVA!, rok 2009.

Zobacz też: Weronika Rosati: „Ze wszystkich scen jakie zagrałam, żałuję tylko tych trzech”

Przeczytaj też: Rekordzistka! Zobacz wszystkie okładki VIVY! z Weroniką Rosati. Gwiazda kończy 33 lata

8/9
Weronika Rosati, Teresa Rosati, VIVA! czerwiec 2009
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/Photo-Shop.pl
8/9

Weronika i Teresa Rosati w ekskluzywnej sesji dla magazynu VIVA!, rok 2009.

Zobacz też: Weronika Rosati: „Ze wszystkich scen jakie zagrałam, żałuję tylko tych trzech”

Przeczytaj też: Rekordzistka! Zobacz wszystkie okładki VIVY! z Weroniką Rosati. Gwiazda kończy 33 lata

9/9
Weronika Rosati, Teresa Rosati, VIVA! czerwiec 2009
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/Photo-Shop.pl
9/9

Weronika i Teresa Rosati w ekskluzywnej sesji dla magazynu VIVA!, rok 2009.

Przeczytaj też: Rekordzistka! Zobacz wszystkie okładki VIVY! z Weroniką Rosati. Gwiazda kończy 33 lata

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Magda Gessler z synem Tadeuszem po raz pierwszy tak szczerze o swojej relacji!